Ważne:





wtorek, 3 września 2013

Rozdział XXXV - "Ktoś w końcu musiał zrobić pierwszy krok."

 Ok, to jest trudniejsze niż myślałam. Sam wzięła głęboki oddech patrząc na dwa opakowania ciastek, które trzymała w rękach. Skakała wzrokiem z tych czekoladowych na te waniliowe nie mogąc się zdecydować, które kupić. Trzecią opcją były jeszcze orzechowe, ale nic z tego ze względu na to, że jest na nie uczulona. Już z przyzwyczajenia chciała sięgnąć po telefon i zadzwonić do Niall'a z pytaniem, które by wybrał. Szybko jednak zrezygnowała wiedząc w jakich są teraz stosunkach. A może nie wiedziała? Nie miała pojęcia co o tym wszystkim myśli jej przyjaciel. Idiotka. Oczywiście mówimy tu o pocałunku, a nie o ciastkach. I dochodzi jeszcze do tego ta cała sprawa ze Scott'em. Jeszcze nigdy między tymi dwoma nie doszło do takiej sytuacji czy podobnej. Sam popełniła błąd i zdawała sobie z tego sprawę. Wszystko zepsuła, całą przyjaźń, którą budowali od dziecka. Przez jeden głupi pocałunek, ponieważ nie mogła się już dłużej powstrzymać. Zawsze chciała czegoś więcej z Niall'em, ale wolała mieć go przy sobie jako przyjaciela niż w ogóle. W ogóle dlatego, że wiedziała że ten słodki blond Irlandczyk jej nie chce. A raczej myślała, że tak jest. Ale nasuwało się jej jeszcze pytanie dlaczego nie protestował kiedy go pocałowała? Wtedy była zmieszana jeszcze bardziej. Była chociaż pewna jednego... że musi z nim porozmawiać i bała się tego, ale jeszcze bardziej bała się, że go straci.
 - Czekoladowe. - Sam mruknęła sama do siebie po czym wrzuciła opakowanie z ciastkami do koszyka, a drugie odłożyła.
Następnie rozejrzała się jeszcze raz po dziale ze słodyczami by sprawdzić czy nie zapomniała czegoś o co prosiła ją mama by kupiła. Jej wzrok zatrzymał się na półce gdzie stała Nutella. No tak. Podeszła do regałów i chciała sięgnąć po jeden słoik, ale niestety był za wysoko. 
 - Cholera! - podskoczyła, ale to też nic nie pomogło.
Mimo, że miała długie nogi nie znaczy, że była wysoka. I denerwował ją fakt, że właściciel sklepu najwyraźniej nie pomyślał o osobach, które mają mniej niż 1,90m. Dziewczyna spróbowała jeszcze raz niestety tym razem też poległa. Chwilę później czyjaś ręka zza jej pleców bez trudu zdjęła jeden słoik z pułki. Sam odwróciła by poprosić tę osobę o podanie jej jednego i kiedy zobaczyła kto to uniosła zaskoczona brwi.
 - Aaron? Hej.
Chłopak posłał jej przyjazny uśmiech, który od razu odwzajemniła.
 - Hej. - również się przywitał po czym wsadził słoik do jej koszyka.
 - Dzięki.
 - Nie ma za co.
Dopiero wtedy zobaczyła w co jest ubrany. Miał na sobie zwykłe jeansy i koszulkę z logiem sklepu, ale nie było na niej plakietki z imieniem. Jego loczki były trochę krótsze niż ostatnio kiedy Sam go widziała.
 - Pracujesz tu? - zapytała zdziwiona ze ściągniętymi brwiami, ale również się uśmiechając.
 - Nie, zastępuję kolegę przez kilka dni bo musiał wyjechać i coś załatwić. - wyjaśnił - Pomóc ci w czymś?
 - Um... - spojrzała w dół do koszyka po czym z powrotem przeniosła wzrok na kolegę - Nie, dzięki. Mam już wszystko.
 - Pewnie znam już odpowiedź na to pytanie, ale chciałem wiedzieć czy będziesz w sobotę na imprezie u Smirnoff?
Tak naprawdę Sam nie wiedziała czy przyjdzie. Nie miała pojęcia jak potoczą się sprawy z Niall'em. Musiała jednak z nim porozmawiać. Co jeśli nie będzie chciał już się z nią przyjaźnić? Mają wspólnych przyjaciół, więc będzie trochę niezręcznie kiedy wszyscy się spotkają. A może będzie ją unikał? Argh. Niech to szlag! I nawet dzisiaj nie pojawił się w szkole.
 - Ziemia do Sam. - Aaron pomachał jej dłonią przed twarzą uśmiechając się przy tym lekko.
Blondynka wyrwała się z zamyśleń i spojrzała na niego.
 - Em... nie wiem. Mam do zrobienia spory projekt ze sztuki. Na razie zbieram materiały, a przez weekend muszę wszystko złożyć razem, więc... - skłamała.
 - Oh, ok. - jego oczy lekko posmutniały.
Sam nie wiedziała co innego powiedzieć. Musiała skłamać, ponieważ chłopak pewnie chciałby znać przyczynę jej nieobecności na imprezie u jej przyjaciółki. Rzadko się zdarza by któreś z 'paczki' nie przyszło na jedną ich przyjaciela.
 - Ale postaram się. - dodała sama nie będąc do końca pewną.
Na jej słowa na twarzy Aarona od razu pojawił się uśmiech.
 - Byłoby fajnie gdybyś przyszła. A tak w ogóle to wszystko w porządku? Nie widziałem cię wczoraj w szkole. - zmienił temat.
Super. Gdyby Sam nie go nie znała stwierdziłaby, że ją prześladuje.
 - Źle się poczułam. - skłamała ponownie.
W sumie powiedziała prawdę gdyby patrzyć na to z innej strony. Naprawdę źle się poczuła i nie mogła spojrzeć przyjacielowi w po tym w twarz.
 - Mam nadzieję, że już jest ok. A co z Horan'em? Odczuwa skutki po zderzeniu z szybą? - uśmiechnął się szeroko.
Nie, odczuwa skutki głupoty swojej przyjaciółki. odparła w myślach.
 - Prawdopodobnie. - wymusiła uśmiech.
Aaron ściągnął brwi na jej nie konkretną odpowiedź. Wiedząc, że Sam i Niall to najlepsi przyjaciele spodziewał się, że będzie wiedziała co się z nim dzieje, ale odpuścił i nie pytał dalej.
 - Muszę iść. Miło było cię zobaczyć. - powiedział chłopak po tym jak ktoś go zawołał wymachując ręką - Do jutra.
 - Pa. - blondynka posłała mu uśmiech, który od razu odwzajemnił po czym odszedł.
 
***
 
 Godzinę później Sam stała pod domem Niall'a i przygotowywała się by zadzwonić do drzwi. Normalnie weszłaby od razu tak jak ona i cała reszta robi to zazwyczaj, ale nie dziś. Wzięła kilka głębokich oddechów próbując wyrzucić z głowy wszystkie złe scenariusze, które wymyśliła i które nie pomagały w całej tej sytuacji. Po kilku minutach stwierdziła, że to stanie i nic nie robienie trwa za długo i w końcu nacisnęła na dzwonek. Jej serce zaczęło bić szybciej kiedy usłyszała kroki po drugiej stronie. Będzie dobrze. wmawiała sobie. Po paru sekundach drzwi zostały otworzone, a pojawiła się w nich Maura. Kobieta na widok blondynki uśmiechnęła się szeroko.
 - Hej, skarbie. Wejdź. - zrobiła jej przejście i zamknęła za nią drzwi kiedy była już w środku - Dobrze cię widzieć.
 - Panią również. - Sam odwzajemniła uśmiech - Jest Niall? - zapytała.
 - Tak, są na górze. - poinformowała.
 - S... - już miała zapytać z kim jest jej przyjaciel, ale przerwał jej telefon, który zaczął dzwonić w salonie.
 - Przepraszam cię. - Maura uśmiechnęła się ostatni raz do dziewczyny po czym zniknęła.
Sam ściągnęła zmieszana brwi nie będąc pewna czy iść do Horan'a. Nie brała wcześniej pod uwagę, że ktoś może u niego być. Jednak chwilę później przypomniała sobie, że Zayn powiedział jej wcześniej o tym, że miał zamiar wpaść do Niall'a, a kiedy dziewczyna przyszła do domu jej brata nie było. Pewnie to on. Zmieniła jednak zdanie kiedy weszła na górę i już na holu usłyszała, który dobrze kojarzyła i który ją irytował. I nie był on męski i na pewno nie należał do Malik'a. Było już niestety za późno żeby się wycofać, ponieważ Sam stała już w drzwiach do jego pokoju. Na jednym z foteli siedział uśmiechnięty blondyn, którego tak dobrze znała i kochała, a na drugim... Hannah. Hannah była córką dobrych znajomych państwa Horan. Znała się już z Niall'em kilka lat i mieszkała na drugim końcu Londynu, więc nie widywali się często. Miała ona brązowe włosy za ramiona, które były idealnie pocieniowane i piwne, duże oczy. Jak zwykle ubrana była w sukienkę w kwiatki, a na nadgarstku zapiętą miała bransoletkę od jej blond przyjaciela. Sam wiedziała, że Hannah dostała ją od niego, ponieważ (niechętnie) pomagała mu ją wybrać.
 Horan i dziewczyna śmiali się z czegoś kiedy ta trzymała rękę na jego kolanie. Blondynka nie wiedziała co myśleć. Czyżby jej przyjaciel zapomniał już o pocałunku i postanowił się dobrze bawić? Czuła złość, smutek i zazdrość. A nie powinna... Wtedy chłopak zauważył Sam, która cały czas stała w tym samym miejscu i jego uśmiech nagle znikł, a zastąpiło go zdziwienie. Na twarzy Hanny zaś pojawił się grymas. Można stwierdzić, że te dwie nie przepadały za sobą.
 - Sam? - Niall ściągnął brwi.
 - Um... przyjdę kiedy indziej. - powiedziała po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła holem w stronę schodów.
 - Zaczekaj! - krzyknął blondyn po czym pobiegł za nią  - Sam!
Sam przyśpieszyła kroku ignorując jego wołania, ale ten zatrzymał ją w połowie drogi łapiąc za nadgarstek.
 - Wołałem cię.
Dziewczyna zabrała od niego rękę i objęła się w pasie starając się również unikać jego wzroku.
 - Nie chcę wam przeszkadzać. - powiedziała cicho.
 - Hannah może poczekać. - jego głos był ciepły i również niezbyt głośny.
 - Mogę przyjść jutro, albo pojutrze albo...
 - Hej... - Niall złapał za jej podbródek i uniósł go do góry tak aby na niego spojrzała.
Kiedy w końcu jego niebieskie tęczówki spotkały jej zielone na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Dopiero teraz Sam zobaczyła siniaka na jego lewym policzku i jego rozciętą wargę, która również była lekko spuchnięta. Skrzywiła się lekko na ten widok po czym bez zastanowienia wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła sinego miejsca, a następnie przejechała powoli kciukiem po jego dolnej wardze. Niall zaś pod jej dotykiem zamknął oczy ciesząc się każdą sekundą.
 - Nia... - nagle w holu pojawiła się Hannah, która zatrzymała się kiedy zobaczyła tę dwójkę.
Kiedy Sam usłyszała dziewczynę szybko cofnęła rękę i zrobił krok do tyłu odwracając wzrok.
 - Chciałam zapytać czy wszystko w porządku... - zaczęła niewinnie.
Jasne, chyba raczej chciałaś powiedzieć Niall'owi żeby dał sobie ze mną spokój. blondynka odparła w myślach.
 - Tak, za chwilę do ciebie wrócę. Muszę porozmawiać z Sam. - wyjaśnił.
Hannah stała tam jeszcze chwilę skacząc wzrokiem z niego na Sam, wcale się nie śpiesząc by zostawić ich samych.
 - Ok, czekam. - powiedziała posyłając jego przyjaciółce fałszywy uśmiech po czym wróciła do pokoju.
Horan westchnął głośno po czym wrócił spojrzeniem do blondynki, która stała przed nim obejmując się rękoma i patrząc pod nogi.
 - Chodź. - złapał ją delikatnie za rękę po czym poprowadził do jednej z sypialni przeznaczonych dla gości.
Kiedy byli już w środku zamknął za nimi drzwi, a następnie ruszył w stronę łóżka wymijając Sam, która zatrzymała się na środku. Usiadł w końcu po czym poklepał miejsce obok siebie dając jej tym samym znak żeby zrobiła to samo. Dziewczyna wahała się przez chwilę po czym zrobiła o co prosił. Żadne z nich nie odezwało się przez minutę układając sobie w głowie co powiedzieć. Sam zrobiła to już wcześniej, ale kiedy zobaczyła swojego przyjaciela wszystko wyparowało. Tak samo było z Niall'em.
 - Przepraszam. - Sam przerwała ciszę.
Horan uniósł głowę i spojrzał na nią. Przygryzała lekko dolną wargę nie odwracając od niego wzroku.
 - Przepraszam, że cię pocałowałam. Jestem beznadziejną przyjaciółką. Nie chcę żebyś był na mnie zły. - zaczęła - Ale też nie podoba mi się to co zrobiłeś wczoraj z Zayn'em. - dodała.
Wtedy Niall usiadł po turecku odwracając się całkowicie w jej stronę po czym złapał ją za rękę.
 - Po pierwsze jesteś najlepsza na świecie i nie mów mi, że jesteś beznadziejną przyjaciółką bo to nie prawda. Po drugie nie jestem na ciebie zły. A po trzecie zrobiłem co uznałem za słuszne Sam i nie będę za to przepraszał bo zrobię wszystko co możliwe żeby cię chronić. Nawet jeśli miałbym skończyć w jakiejś ciemnej celi z napakowanym, niewyżytym gościem. - przy ostatnim zdaniu uśmiechnął się lekko.
 - Nie chcę żebyś nigdzie kończył.
 - Wiem, Sam. - ścisnął delikatnie jej dłoń.
 - Więc nie gniewasz się na mnie? - przerwała na chwilę - Za to co zrobiłam? - powiedziała ciszej.
Niall pokręcił przecząco głową posyłając jej ciepły uśmiech, który szybko odwzajemniła.
 - Ale...
O nie... jej uśmiech momentalnie zniknął.
 - Musisz mi najpierw coś powiedzieć... i musisz być ze mną szczera. - patrzył jak przytaknęła po czym kontynuował - Dlaczego mnie pocałowałaś?
Sam przełknęła głośno ślinę. To właśnie tego najbardziej się obawiała. Przecież nie mogła mu powiedzieć co naprawdę czuje.
 - Ja... nie wiem. Chyba wtedy nie myślałam. Coś mnie poniosło. - powiedziała cicho.
Niall'owi chyba nie spodobała się ta odpowiedź bo na jego twarzy pojawił się lekki grymas, a w jego oczach przez sekundę można było zobaczyć ból, który chwilę później zastąpił gniew.
 - Żałujesz tego?
Niall, proszę... nie rób mi tego. błagała w myślach. Tak bardzo chciała powiedzieć mu prawdę... Nie, nie żałuję.
 - Tak.
Jego szczęka zacisnęła się bardziej.
 - Dlaczego odwzajemniłeś pocałunek? - tym razem ona zapytała.
 - Nie wiem. Może chciałem spróbować... nie wiem. - również skłamał.
Po całym wyznaniu Sam nie było już sensu się starać.
 - Żałujesz? - kontynuowała zaskakując trochę swojego przyjaciela.
Niall patrzał przez chwilę w jej zielone tęczówki myśląc o tym jak dużo traci, ale nie mógł... Nie mógł powiedzieć, że kocha osobie która tego nie odwzajemnia. Przynajmniej tak myślał. Oczywiście, że nie żałuję.
 - Tak.
Ałć.
 - Więc możemy być dalej przyjaciółmi? - zapytała z nadzieją starając się nie ukazać bólu, który czuła w środku.
Horan nie odpowiedział tylko wpatrywał się  milczeniu w jej zielone oczy z nieczytelnym wyrazem twarzy. Wyglądał jakby się zamyślił. Sam zaczęła się już martwić kiedy nie otrzymała odpowiedzi.
 - Jeśli nie...
 - Cicho bądź i chodź tu. - przerwał jej przyciągając do siebie po czym mocno przytulił - Nigdy nie przestaliśmy i nigdy nie przestaniemy być przyjaciółmi. - wyszeptał jej we włosy po czym pocałował w czubek głowy.
 
***
 
 - Ugh! Pusz...czaj, kre...tynie! - Malik wykrztusił.
Lou dla zabawy postanowił podrażnić Zayn'a dlatego objął ręką jego szyję przyciskając mocno do siebie po czym pomyślał by jeszcze rozczochrać idealnie ułożone włosy przyjaciela. Kiedy Louis go nie puścił Malik postanowił zadziałać w inny sposób czyli podstawił mu haka, a potem razem upadli na ziemię. 
 Wcześniej Tomlinson zaproponował by wybrali się pograć w kosza na pobliskie boisko, więc obydwoje złapali za swoje deski, którymi jeżdżą od czasu do czasu i udali się na małą grę. Lou będąc Lou znudził się po godzinie i znalazł sobie inne zajęcie czyli męczenie Malik'a.
 Teraz ci dwaj tarzali się po ziemi siłując się i wyglądając jak idioci. Każdy kto przechodził obok posyłał im dziwne spojrzenia, ale chłopaki jak zwykle mieli gdzieś co inni myślą, a raczej byli zbyt zajęci sobą by zauważyć.
 - Cienias. - Zayn uśmiechnął się triumfalnie przyciskając Louis'a twarzą do powierzchni boiska.
Tommo wydał z siebie pomruk niezadowolenia po czym jakimś cudem odtrącił rękę przyjaciela i kontynuowali zapasy. Po kilku minutach siłowania obydwoje opadli obok siebie oddychając głośno. Wyszło na to, że wygrał Lou.
 - Może dałbyś radę gdybyś tyle nie palił. - powiedział.
Zayn wywrócił oczami na jego stwierdzenie po czym usiadł i spojrzał z góry na przyjaciela.
 - Może dałbym radę gdybym wczoraj nie skopał tyłka temu dupkowi. - poprawił go.
Wtedy Louis uśmiechnął się łobuzersko.
 - Wmawiaj sobie, Malik. Wmawiaj.
 - Spadaj. - Zayn pokręcił głową po czym sięgnął po butelkę z wodą, która skała niedaleko i wziął kilka dużych łyków, a następnie podał ją Tomlinson'owi, który przyjął ją bez zastanowienia i powtórzył czynność przyjaciela.
Chwilę później za ogrodzeniem przechodziła grupka dziewczyn, które szeptały coś do siebie i chichotały patrząc w stronę chłopaków. Nie minęło kilka sekund kiedy wszystkie posłały im zalotne uśmiechy i pomachały. Malik bez zastanowienia odwzajemnił uśmiech kiedy Lou parsknął śmiechem. Wtedy jedna brunetka powiedziała coś do swoich przyjaciółek i te momentalnie się zatrzymały. Chwilę potem dziewczyna ruszyła w stronę bramki gdzie wchodziło się na boisko.
 - Stary... tylko się do niej uśmiechnąłeś, a ta już do ciebie leci. - Tommo ściągnął brwi.
Wtedy Zayn wyszczerzył się do niego i wzruszył ramionami.
 - Ma się ten urok. - powiedział po czym wstał.
Tym razem Louis wywrócił oczami i obserwował jak do jego przyjaciela podchodzi brunetka. Zayn zmierzył wzrokiem jej ciało od góry do dołu uśmiechając się przy tym łobuzersko.
 - Hej. - zaczęła dziewczyna.
 - Hej. - odpowiedział prosto.
 - Mam prośbę. Widzisz... moje koleżanki... - tu spojrzała w stronę swojej grupki po czym znów przeniosła na niego wzrok przygryzając lekko wargę - ...założyły się, że nie dam rady dostać twojego numeru. Więc...
 - Jak masz na imię? - przerwał jej nie spuszczając z niej oczu.
 - Vanessa.
Zayn studiował jej twarz przez chwilę w milczeniu po czym po raz kolejny zmierzył wzrokiem jej smukłe ciało, które opinała bokserka i ciasne szorty.
 - Zayn. - wyciągnął rękę w jej stronę.
Dziewczyna uścisnęła jego rękę i uśmiechnęła się zalotnie.
 - Więc o co się założyły? - zapytał.
 - O kolejkę. Będę stawiać jeśli nie wrócę z twoim numerem. - wyjaśniła niewinnie.
Damy dziewczynie wygrać? zapytał sam siebie.
 - A co jeśli masz okazję wygrać podwójną kolejkę? - zapytał nie przerywając kontaktu wzrokowego.
 - Czyżby? - Vanessa uniosła brwi - A to w jaki sposób?
 - Dasz mi swój numer i wrócisz z zaproszeniem na imprezę? - mówił spokojnym, a nawet uwodzicielskim tonem.
Wtedy na twarz dziewczyny wkradł się uśmiech.
 - Hm, impreza? Brzmi nieźle.
Malik wyciągnął swój telefon i podał go dziewczynie, która następnie wpisała mu swój numer i oddała komórkę z powrotem.
 - Wieczorem wyślę ci adres, a te całe party jest w sobotę. - oznajmił.
Teraz to Vanessa studiowała jego twarz próbując stwierdzić czy nie blefuje i jej nie wystawi. Kiedy nie znalazła nic w jego oczach uśmiechnęła się.
 - To do soboty. - po raz kolejny zagryzła wargę po czym odwróciła się na pięcie i odeszła.
Zayn odprowadził ją wzrokiem po czym odwrócił się do przyjaciela, który siedział ze skrzyżowanymi nogami i wyglądał na rozbawionego.
 - Zdradzasz mnie? - zapytał udając oburzenie.
Malik parsknął.
 - Nic nie trwa wiecznie, kochanie. - odparł z tym swoim uśmieszkiem po czym podniósł piłkę z ziemi i ustawił się kilka metrów przed koszem.
 - Mam nadzieję, że to nie będzie kolejna narwana laska, która rzuca się na inne za to, że z tobą flirtują.
Zayn wywrócił oczami na wspomnienie dziewczyn, które kiedyś się o niego prawie nie pozabijały.
 - Nawet mi nie przypominaj. Ta blondi rzuciła się na tę drugą jak dziki kot z pazurami. Może byłoby to seksi gdyby nie polała się krew. - skrzywił się trochę, a następnie rzucił piłkę do kosza, która trafiła tam bez najmniejszego problemu.
Louis zaś znowu parsknął śmiechem. To była akcja.
 - Przypomnę ci, że byłeś w podobnej sytuacji. - powiedział Malik zbierając piłkę i ustawiając się w poprzednim miejscu.
 - Tamta laska była pijana i rzuciła się na moją dziewczynę. To co innego, stary. - odparł z grymasem na twarzy.
 - Jak dla mnie nie ma dużej różnicy. - Zayn wzruszył ramionami po czym rzucił piłkę i znów trafił celnie - A tak w ogóle to co u was? - zapytał po chwili powtarzając swoje rzuty.
 - W porządku. - uśmiechnął się jak zawsze kiedy ktoś pytał go o dziewczynę.
Malik się zaśmiał.
 - Brzmisz jakbyś nie uprawiał seksu przez miesiąc. - stwierdził.
Tommo znów wywrócił oczami na jego stwierdzenie po czym westchnął i przejechał dłonią po swoich włosach.
 - Ostatnim razem kiedy robiło się gorąco nasza paczka wparowała do domu. - wymamrotał.
 - Kiedy to było?
 - Wczoraj.
 - Chyba muszę z nią pogadać. Z El. - stwierdził Zayn po raz kolejny trafiając do kosza.
Lou ściągnął brwi zmieszany.
 - O czym?
 - O tym, że zostawia mojego kumpla w potrzebie. - powiedział szczerząc się głupkowato.
Tomlinson pokręcił głową na jego słowa.
 - Gadasz jakbym był jakimś napalonym szczeniakiem. - uśmiechnął się rozbawiony - I pragnę zauważyć, że to ty wyglądasz na bardziej spragnionego niż ja. Kiedy ostatnio miałeś laskę w łóżku? - zapytał z uniesioną brwią.
Wtedy Zayn uśmiechnął się łobuzersko.
 - Ostatni raz miałem laskę na jej biurku. - oznajmił dumny z siebie, ale chwilę później jego uśmiech zniknął - Trzy tygodnie temu. - dodał już nie tak entuzjastycznie po czym spojrzał na przyjaciela.
Louis siedział w milczeniu  i wyglądał jakby nad czymś głęboko myślał, a po chwili na jego twarzy pojawił się znaczący uśmieszek na co Malik ściągnął brwi.
 - Wiesz... wyglądasz jak ci w filmach, którzy nagle obmyślili idealny plan morderstwa. - skrzywił się.
 - Ile minęło czasu odkąd poznałeś Jo? - zapytał ignorując wypowiedź przyjaciela.
Zayn zdziwił się, że Lou nagle wyskoczył z Joan. O co mu chodzi?
 - Około trzech tygodni. - odpowiedział nadal nie wiedząc o co mu chodzi, ale po chwili wszystko załapał i szybko pokiwał przecząco głową - To nie przez nią. Ona nie ma nic do tego. - odparł podirytowany.
Ale to nie przekonało Tommo, ponieważ on nadal miał ten sam uśmieszek na twarzy.
 - Przestań się tak uśmiechać bo zaraz skopię ci tyłek. - ostrzegł Zayn po czym obrócił piłkę na palcu i chwilę potem rzucił do kosza, ale tym razem nie trafił, a kiedy z powrotem spojrzał na przyjaciela jego wyraz twarzy się nie zmienił, jedynie szczerzył się teraz jak głupi - Jo nie jest w moim typie i to na pewno nie przez nią. - powiedział stanowczo po czym zebrał piłkę i rzucił jeszcze raz, ale znów nie trafił.
 - Lubisz ją, Malik. Nie zaprzeczaj. Każdy wie, że nie zabierasz nigdzie dziewczyn. Jedynie do swojego łóżka. A z naszą Sanders jest inaczej. - powiedział Louis jakby była to najoczywistsza rzecz.
 - Lubię ją bo kumpluje się z Em. Traktuję ją jako przyjaciółkę. Z resztą jakbyś zapomniał ona chodzi z Matt'em, a ja nie chcę żeby historia się powtórzyła, więc rzeczy zostaną pomiędzy nami tak jak są. - wyjaśnił.
 - Jo to nie Mia. - Tomlinson westchnął.
 - Wiem, dlatego nic takiego się już nie powtórzy. Skłamałbym jeśli powiedziałbym ci, że mi się nie podoba. Jest zabawna, miła, pewna siebie, ale ma chłopaka, a ja nie jestem Matt'em. Nie będę się starał za wszelką cenę przekonać, że jestem od niego lepszy. Zostawię rzeczy tak jak są teraz. - kiedy skończył mówić rzucił znów piłką, ale tym razem udało mu się trafić.
 - Dalej za nim nie przepadasz, co nie?
Tym razem Zayn westchnął po czym znów przeniósł na niego wzrok.
 - To, że zaczęliśmy się w jakiś sposób dogadywać nie znaczy, że go lubię. Mimo, że Mia okazała się nie warta tej całej szopki z Parker'em to i tak w jakiejś części jestem wkurzony za to, że próbował mi ją odebrać... Mogłem mu pozwolić. - wyjaśnił.
Louis przytaknął ze zrozumieniem i wstał by chwilę później wziąć piłkę od przyjaciela i rzucić ją celnie do kosza. Zayn zaś zebrał ją i zrobił to samo. Obydwoje powtarzali czynność na zmianę aż w końcu Lou przerwał komfortową ciszę.
 - Wychodzi na to, że nasza Smirnoff chyba naprawdę umie czytać ludzi. - stwierdził.
Malik pokręcił głową uśmiechając się przy tym jakby czymś rozbawiony.
 - Oprócz Styles'a. - odparł.
 - Fakt. W tym przypadku mogę powiedzieć, że jest totalnie ślepa. - zgodził się - Każdy widzi jak Hazz na nią patrzy tylko nie ona.
Zayn wypuścił głośno powietrze z płuc rzucając przy tym piłkę po raz setny.
 - Myślę, że ona nie chce tego widzieć. - powiedział wzruszając ramionami - Laski są dziwne, stary. - oznajmił.
 - Jakbym nie wiedział.
 - Nie fajnie być jedynym facetem w domu. - skrzywił się.
Louis wyszczerzył się na jego stwierdzenie.
 - Widać. Ostatnio przemawia przez ciebie dużo damskich hormonów. - zażartował.
Co? Malik spojrzał na niego i ściągnął brwi, a kiedy Tomlinson zaczął się śmiać ten posłał mu groźne spojrzenie.
 - Wal się. - klepnął go w tył głowy co nie powstrzymało go przed dalszym śmianiem się - Bardziej męski już nie mogę być. - odparł pewny siebie - I mam ci przypomnieć, że  to ostatnio u ciebie znalazłem pełno damskiej bielizny? - Zayn uniósł jedną brew.
 - Mówiłem ci, że to Eleanor. - powiedział kiedy lekko się uspokoił.
 - Wmawiaj sobie, Tomlinson. Wmawiaj. - użył słów przyjaciela uśmiechając się głupkowato.
Louis wywrócił oczami po czym podniósł z ziemi swoją bluzę i butelkę.
 - Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę coś wciągnąć. - oznajmił, a chwilę później wziął kilka łyków wody i podał ją przyjacielowi, który podszedł do niego z piłką.
 - Jestem za. Czuję się jakbym nie jadł przez tydzień.
 Kilkanaście minut później obydwoje wchodzili do pobliskiej i ich zdaniem najlepszej pizzerii w całym Londynie. Zawsze kiedy decydowali się by zjeść na mieście jakąś pizzę to właśnie tu przychodzili. Kiedy byli już w środku przywitały ich zapachy z kuchni. Chłopaki momentalnie przełknęli ślinę. W końcu udali się do stolika gdzieś na końcu pomieszczenia i zajęli miejsca na przeciwko siebie odkładając na bok piłkę i swoje deskorolki.  Obydwoje wzięli do ręki menu i zaczęli skanować je wzrokiem.
 - Może tą co zawsze? - zaproponował Lou.
 - Spaghetti byłoby bardziej romantyczne. - stwierdził Malik z grymasem na twarzy udając niezadowolonego.
 - Nie dąsaj się, kochanie. - zażartował Tommo szczerząc się głupkowato - Wynagrodzę ci to.
 - Jak zwykle jak dzieci. - powiedział rozbawiony damski głos.
Chłopaki odwrócili głowy w stronę, z której dochodził i zobaczyli wysoką czarnowłosą dziewczynę z dużymi oczami, które powiększał jeszcze ciemny i mocny makijaż. Jej lewa ręka pokryta była kilkoma tatuażami, które dodawały jej 'niegrzecznego' wyglądu. Miała ona na sobie uniform w kolorach pizzerii i w jednej z dłoni trzymała mały tablet.
 - Siemasz Sky. - chłopaki powiedzieli w tym samym czasie uśmiechając się przy tym.
Dziewczyna pokazała swoje białe, równe zęby w szerokim uśmiechu na ich synchronizację.
 - Jak tam? Nie znudziło ci się jeszcze tu? - zapytał Lou.
 - A co? Wolisz żeby obsługiwał cię Lucas? - uniosła jedną brew.
Zayn parsknął śmiechem nie mogąc się powstrzymać, a Tommo zaś spoważniał i posłał mu groźne spojrzenie. 
 - Proszę... powiedz, że go dzisiaj tu nie ma. - Louis spojrzał na Sky z nadzieją.
 - Na twoje szczęście ma dziś wolne. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Tomlinson odetchnął z ulgą.
 Lucas był jednym z pracowników pizzerii i złożyło się tak, że wolał chłopaków niż dziewczyny no i pewnego czasu spodobał się mu się właśnie nasz Tommo, który dał mu bardzo wyraźne znaki, że nie jest zainteresowany, ale niestety niektórzy ludzie potrafią być upierdliwi. I Lucas jest jednym z nich. Zayn i reszta zawsze nabijali się z biednego przyjaciela. Lou nawet kilka razy odmówił przyjścia do lokalu ze względu tego chłopaka.
 - Pytał tak w ogóle ostatnio o ciebie. - dodała Sky.
Malik zaczął śmiać się jeszcze bardziej czego nie mógł zahamować nawet jeśli Tomlinson posyłał mu mordercze spojrzenia.
 - Cieszę się, że was to bawi. - wymamrotał wywracając oczami - Jestem głodny.
Dziewczyna pokręciła głową z uśmiechem na jego reakcję po czym westchnęła.
 - Więc co chcecie? - zapytała.
 - To co zawsze.
 - Ok, zaraz przyniosę wam napoje. - powiedziała po czym położyła rękę na ramieniu Zayn'a, który dalej chichotał - Malik, nie nabijaj się z kumpla. - udała niezadowolony ton.
 - Właśnie. - poparł ją Louis.
Sky uśmiechnęła się do nich ostatni raz po czym odwróciła na pięcie i odeszła.
 - Skończyłeś? - zapytał podirytowany Lou patrząc na przyjaciela ze skrzyżowanymi rękoma.
Zayn wziął głęboki wdech by się uspokoić i kiedy mu się udało odchrząknął i poprawił się w krześle, z którego prawie spadł.
 - Tak, sorry. - zapewnił poważnie, ale chwilę później parsknął i zakrył sobie szybko usta.
 - Za to dzisiaj ty stawiasz.
Kilka minut później wróciła Sky z dwoma szklankami coli z lodem i postawiła je przed chłopakami.
 - Pizza będzie za 15 minut. - oznajmiła.
 - Ok, dzięki. - Louis uśmiechnął się do niej.
Dziewczyna miała już odejść kiedy Zayn ją zatrzymał.
 - Wpadniesz w sobotę na imprezę u Smirnoff? - zapytał.
 - Jasne. - wzruszyła ramionami - Czemu nie. Jeśli mam okazję znaleźć się w jej domu... - kąciki jej ust uniosły się do góry na tę myśl.
Sky zawsze podziwiała dom Em. Była w nim nawet zakochana. Wykorzystywała zaproszenia kiedy tylko mogła.
 - Wiedziałem, że nie odmówisz.
 Pół godziny i pół dużej pizzy później chłopaki siedzieli i śmieli się z różnych sytuacji, które przytrafiły się kiedyś w szkole. Na przykład jak Danielle trafiła do dyrektorki przez Zayn'a, który ciągle nawijał, ponieważ mu się nudziło. Albo kiedy Niall wylał niechcący na nauczyciela jakąś bardzo śmierdzącą substancję na lekcji chemii, potem każdy omijał go na korytarzach szerokim łukiem zatykając nos. Albo kiedy Harry dla zakładu musiał rozebrać się w klasie i zaśpiewać "Barbie Girl". Najbardziej skorzystały na tym dziewczyny, które śliniły się na jego widok. Była jeszcze sytuacja kiedy Liam i El zaliczyli niezły upadek podczas małej przepychanki dla żartów na stołówce. Sam ma nagranie do tej pory. Oraz wiele wiele innych.
 - Zauważyłeś, że Sam najrzadziej z nas wpada w takie sytuacje? - stwierdził Louis.
 - Bo to Sammy. - odparł Zayn uśmiechając się lekko.
 - Co tam w ogóle u niej? Jak się trzyma? - zapytał Tommo nawiązując do wczorajszej sytuacji.
Malik westchnął.
 - Już lepiej. Muszę dzisiaj z nią pogadać.
 - Nieźle ją wczoraj wystraszyłeś z Horan'em.
 - Nie miałem wyboru. - wzruszył ramionami - Ale nie to mnie martwi.
Louis uniósł pytająco brwi.
 - Więc co?
 - Wydaje mi się, że Sam bardziej przejmuje się... - przerwał by spojrzeć na przyjaciela, który czekał aby kontynuował - Jej relacjami z Niall'em.
 - Co z nim? Przecież bronił ją tak jak ty. - powiedział zmieszany.
Zayn wziął głęboki oddech nie śpiesząc się z wytłumaczeniem.
 - Nie o to chodzi...
 - Oświecisz mnie?
 - Sammy go pocałowała. - wypalił odgarniając swoje roztargane włosy do tyłu.
Lou otworzył szeroko oczy i wpatrywał się w przyjaciela z niedowierzaniem.
 - Co? - zapytał zaskoczony - To chyba dobrze, nie? Ktoś w końcu musiał zrobić pierwszy krok. Tylko dziwię się, że to nie był Horan. Skopię mu tyłek. - pokręcił głową z niedowierzaniem.
 - Sam uciekła zaraz po tym. Myśli, że Niall jej nie kocha i że zepsuła ich przyjaźń. Dzisiaj wieczorem dowiem się więcej. Napisała mi niedawno, że wyszła od niego i że pogadamy później. - wyjaśnił.
Westchnąwszy Louis przejechał ręką po twarzy.
 - Pokręcone to wszystko.
 - Co ty nie powiesz... - odparł Zayn - Dzwoniłeś do Hazzy? - postanowił zmienić temat.
Wtedy Lou zaczął ziewać i wyciągnął ręce do góry by się rozciągnąć, a następnie wziął się za kolejny kawałek pizzy. Była to wielka pizza i z żołądkami chłopaków znikała bardzo szybko.
 - Ta. Rozłączył się, a chwilę później napisał mi sms'a, że nie może rozmawiać. - wyjaśnił i wziął się za jedzenie - Zgadnij dlaczego. - dodał po chwili, a kiedy zobaczył, że jego przyjaciel unosi pytająco brwi postanowił mu powiedzieć - Bo Emily zasnęła i nie chce jej obudzić.
 - Nie mógł wyjść? - zapytał zmieszany - I dlaczego oni zawsze kończą zasypiając obok siebie?
Na twarzy Tomlinson'a pojawił się łobuzerski uśmiech.
 - Widocznie Smirnoff wtuliła się w naszego lokatego przyjaciela podczas filmu i zasnęła. I Hazz ani raczy by odsunąć ją od siebie. Miłość, stary.
Zayn pokręcił głową z niedowierzaniem, ale na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
 - Tych też nie rozumiem. Zresztą skończmy te tematy. Czuję się jak baba. - skrzywił się.
Louis się zaśmiał i przytaknął.
 - Mam pomysł. - Tomlinson odezwał się po chwili.
Uhuu, pomysły Lou zawsze ciekawie się kończą. pomyślał Malik.

!!!
Słów: 4731
Chyba wychodzi na to, że w roku szkolnym będę dodawać częściej niż w robiłam to w wakacje :/
Przepraszam, rozdział miał być dłuższy ale śpieszyłam się żeby go dodać i żebyście nie musieli czekać.
Chcę wam podziękować za wszystkie wejścia i miłe komentarze oraz za cierpliwość :) Naprawdę to doceniam i was normalnie kocham :)
Jeśli moglibyście chciałabym wiedzieć co podobało wam się najbardziej i może jaki cytat? :) Jestem ciekawa.
Co do wszystkich nominacji ;) Serio za nie dziękuję i jak może wiecie to mój pierwszy blog z opowiadaniem, więc jestem nowa w tych sprawach i przepraszam jeśli na nie 'nie odpowiem'. <3
 B.

piątek, 9 sierpnia 2013

 Rozdział XXXIV - "Nie powinniście żyć teraz długo i szczęśliwie?"

 - Odejdź Sam. - nakazał Zayn ostrzegawczym tonem ściągając zakrwawioną koszulkę przez głowę po czym skierował się do swojej łazienki.
Dziewczyna od razu ruszyła za nim ignorując jego prośbę.
 - Nie. - odparła stanowczo stojąc ze skrzyżowanymi rękoma w drzwiach.
Malik rzucił biały, a raczej biało-czerwony t-shirt gdzieś na podłogę po czym podszedł do umywalki i zacisnął na niej mocno dłonie. Uniósł głowę lekko do góry by dostrzec w lustrze, które wisiało przed nim, odbicie siostry, która nie spuszczała z niego wzroku. Po wyrazie jej twarzy mógł stwierdzić, że jest równie zmartwiona, smutna jak i zła, ale nie chciał z nią teraz rozmawiać. Wiedział, że nic dobrego z tego nie wyniknie biorąc pod uwagę stan, w którym się znajdował. Zazwyczaj wtedy mówił słowa, których nie powinien i unosił głos. Złość nadal w nim buzowała, więc nie byłoby to najlepszym pomysłem by wdawać się w kłótnię z Sam. Nie chciał jej skrzywdzić. Oczywiście nigdy by jej nie uderzył, ale dziewczyna była wrażliwą osobą i mogła poczuć się zraniona przez stwierdzenia brata. Dlatego najlepiej Zayn zamknąłby się gdzieś na klucz i odczekał aż się uspokoi by móc wchodzić w jakieś interakcje z ludźmi.
Chłopak westchnął starając się opanować lecz niewiele to dało.
 - Sammy... - jej imię wyszło łagodnie z jego ust - Wyjdź. Nie mam ochoty teraz z nikim gadać. - to już nie wyszło tak miło.
 - Nie. - powtórzyła - Nie wyjdę do póki mi nie powiesz co się stało. Widziałeś się ze Scott'em, prawda? - zapytała.
Malik nie odpowiedział. Koncentrował się teraz na oddychaniu kiedy wzbierała się w nim jeszcze większa złość.
 - Obiecałeś! - prawie krzyknęła dobrze zdając sobie sprawę, że nie powinna go teraz bardziej denerwować.
Ups. Zayn puścił umywalkę zaciskając mocno pięści oraz szczękę po czym obrócił się na pięcie robiąc krok w jej stronę.
 - Przesiedziałaś zamknięta w pokoju cały dzień. Teraz moja kolej, więc zostaw mnie w spokoju i wyjdź do cholery jasnej! - krzyknął.
Sam starała się nie pokazywać jak boli ją zachowanie brata. Zastanawiała się dlaczego jest AŻ TAK zły. To było rzadkie z jego strony. Denerwował się często, owszem... ale nie tak jak teraz. Dziewczyna zagryzła wargę próbując się czasami nie rozpłakać.
 - Zayn, co mu zrobiłeś? - zapytała łagodnie.
Nie odpowiedział. Jedynie patrzył na nią wściekły.
 - Niall był z tobą?
Oczywiście był jeszcze jej najlepszy przyjaciel. Naprawdę miała nadzieję, że powie 'nie', ale patrząc w brązowe tęczówki brata znała już odpowiedź.
 - Zwariowaliście?! Obiecałeś, że nie zrobisz nic głupiego! - wybuchała.
 - Nie Horan. - warknął.
Sam złapała się za włosy i pociągnęła je lekko w geście frustracji również próbując opanować swój przyśpieszony oddech.
 - Co z nim? Powiedz, proszę że wszystko z nim w porządku. - wyszeptała z nadzieją kiedy przed oczami pojawił jej się czarny scenariusz.
 - Nic mu nie jest. Trochę poobijany, ale nic mu nie będzie. - ton jego głosu nie złagodniał.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą odgarniając do tyłu swoje blond pasemka, które opadły na jej twarz.
 - Niall nic mi nie obiecywał, ale ty tak. - powiedziała.
 - Wolałabyś żebym stał z boku i patrzył jak przylatują koledzy tego jebanego dupka i pomagają mu z Horan'em?! Wybacz ale musiałem jakoś zareagować! Chyba, że wolałabyś odwiedzać swojego chłopaka w szpitalu!
 - Mogliście w ogóle do niego nie jechać! Naprawdę jesteście tacy głupi? Mówiłam, że nic mi nie będzie!
 - Teraz już nie. - wysyczał - Zająłem się nim. A teraz wyjdź. Znasz mnie i wiesz, że nie powinnaś być teraz ze mną w jednym pomieszczeniu.
 - Jest coś jeszcze, prawda? Scott coś ci powiedział? - ponownie zignorowała nakaz brata.
Nie odpowiedział, ale Sam już wiedziała, że tak. Chłopak przełknął ślinę nadal patrząc w zielone oczy blondynki, która nic już nie powiedziała tylko podeszła do niego i mocno przytuliła. Na początku zaskoczony ani nie drgnął, ale chwilę później również ją objął.
 - Przepraszam, Sammy. - wymamrotał jej we włosy.
 - W porządku. Jutro porozmawiamy. Powiem reszcie prawdę.
Zayn przytaknął po czym po chwili odsunęli się od siebie.
 - Ok.
Blondynka posłała mu słaby uśmiech, następnie opuściła łazienkę zostawiając brata samego. Przeszła przez jego pokój, wyszła na hol by potem udać się schodami w dół gdzie znajdowali się jej przyjaciele. Ich rozmowa nagle ucichła kiedy usłyszeli kroki dziewczyny. Wzrok każdego skierowany był na nią kiedy nie śpiesząc się zajęła miejsce obok Louis'a. Patrząc na swoje nadal trzęsące się ręce wzięła głęboki oddech po czym zagryzła wargę i uniosła głowę do góry by spotkać się ze spojrzeniami reszty obecnych. Wszyscy niecierpliwie wyczekiwali kiedy zacznie tłumaczyć co zaszło kilka minut temu, ale nikt się nie odezwał dając jej trochę czasu.
 - Chodzi o Scott'a. - zaczęła - W niedziele, kiedy byłam na mieście spotkałam go i jego kumpli. I tak jakby mi groził. - przełknęła nerwowo ślinę - Powiedziałam o tym Zayn'owi, a potem Niall'owi. I chyba niepotrzebnie bo właśnie widzieliście Zayn'a. I zapewne słyszeliście. - dodała przypominając sobie krzyki brata.
 Ich twarze pokazywały mieszankę emocji. Nikt się tego nie spodziewał. Każdy wiedział co Scott chciał zrobić Sam i wiedzieli do czego był zdolny, ale również świetnie zdawali sobie sprawę do czego zdolny jest Malik. I nagle chłopak, który chciał skrzywdzić jego małą siostrzyczkę pojawia się znikąd wkurzając go do granic możliwości. Nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć.
 - Scott coś ci zrobił? - Harry był pierwszym, który przerwał ciszę - Dotknął cię?
Blondynka przełknęła głośno ślinę po czym wzięła głęboki oddech i podciągnęła rękaw swojej bluzki ukazując siniaka nad nadgarstkiem, który odzwierciedlał odcisk dłoni. Mięśnie chłopaków od razu się napięły kiedy zobaczyli siny ślad na jej ręce. Dziewczyny zareagowały podobnie.
 - To nic. - zapewniła Sam opuszczając materiał - Nie wiem co Zayn i Niall mu zrobili, ale wątpię żeby do mnie jeszcze kiedyś podszedł. I to ja kazałam im nic nie mówić, więc nie bądźcie na nich źli. - poprosiła.
Eleanor wstała ze swojego miejsca i usiadła obok dziewczyny po czym objęła ją ramieniem i posłała jej ciepły uśmiech.
 - Nie jesteśmy źli. - powiedziała - Wiemy co Scott chciał kiedyś zrobić i w pewnym sensie ich rozumiemy. Ci tutaj... - spojrzała na chłopaków - ...założę się, że zrobiliby to samo. Nawet ja skopałabym mu tyłek gdybym potrafiła.
Sam uśmiechnęła się momentalnie wyobrażając sobie Calder w akcji.
 - Ale wydaje mi się, że to ty jesteś na nich zła. - dodała po chwili.
Blondynka zagryzła wargę i opuściła wzrok.
 - Nie chodzi o to co mu zrobili tylko o to, że... sama nie wiem. Zayn obiecał, że nie zrobi nic głupiego. Nie powinni byli do niego jechać, a robiąc to złamał obietnicę. - wyjaśniła.
 - Sam... - zaczął Liam - Musisz go zrozumieć. Mu też było trudno. Gdybyś musiała wybrać pomiędzy złamaniem obietnicy, a zapewnieniem bezpieczeństwa Zayn'owi to co byś wybrała? - nie musiała odpowiadać bo Payne i reszta dobrze wiedzieli, że wybrałaby drugą opcję - Jestem pewien, że martwiłabyś się bardziej o jego bezpieczeństwo niż dotrzymanie słowa. Każdy wie do czego zdolny jest Scott i że mógłby posunąć się o wiele dalej.
Dziewczynie zajęło chwilę przemyślenie jego słów i wiedziała, że ma rację. Dlaczego była taka głupia i nie pomyślała o tym wcześniej?
 - Masz rację. - przyznała.
 - Powinnaś się przespać. - odezwała się Emily posyłając jej uśmiech - Widzimy się jutro w szkole. - powiedziała wstając i szykując się do wyjścia.
Reszta zrobiła to samo przytulając sam po kolei.
 - Ok, dziękuję. - powiedziała z uśmiechem odprowadzając przyjaciół do drzwi.
 - Nie ma za co. Dzwoń jeślibyś czegoś potrzebowała. - nakazała El.
 - Dobrze.
 - Trzymaj się, mała. - Louis objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy
 Chwile później, kiedy Sam pożegnała się z każdym, została sama. Jak dobrze jest mieć takich przyjaciół. pomyślała. Dziewczyny po raz kolejny wzięła głęboki oddech odgarniając włosy do tyłu. Będąc już bardziej spokojną udała się do kuchni by napić się czegoś zimnego. Wyciągnęła z lodówki sok, a następnie wlała go sobie do szklanki. W tym samym momencie podszedł do niej Rudy, który merdając ogonem wpatrywał się w nią. Blondynka spojrzała na jego miskę gdzie powinna być woda, ale niestety była pusta.
 - Też spragniony? - uśmiechnęła się i pogłaskała psa.
Chwilę później nalała mu wody i w końcu sama mogła się napić.
 - Sam? - do kuchni weszła Patricia w piżamie i w szlafroku - Wszystko w porządku? - zapytała, zmartwienie wypisane na jej twarzy.
 - Tak. - zaoferowała jej uśmiech - Dlaczego pytasz?
 - Słyszałam krzyk Zayn'a. Poszłam do niego, ale nie otworzył mi drzwi.
No tak.
 - Emm... Był trochę zdenerwowany, ale już wszystko ok. Pewnie śpi. Miał długi dzień. Nie przejmuj się.
Kobieta patrzała przez chwilę na córkę z powątpiewaniem, ale w końcu się poddała.
 - Dobrze, ale jeśli coś będzie nie tak wiesz, że możesz mi powiedzieć.
 - Tak, mamo. Wiem. Zayn też. - zapewniła Sam.
Patricia uśmiechnęła się do niej i pocałowała ją w czoło.
 - Idę spać i ty też powinnaś. Jutro szkoła.
 - Ok. Dobranoc.
 - Dobranoc. Kocham cię.
 - Ja ciebie też.
Chwilę później Sam znów została sama.
***
 - Hello. - zaczął Harry zajmując miejsce obok Emily, która wpatrywała się zamyślona przez okno.
Jej łokieć oparty był o ławkę, a głowa o dłoń. Dziewczyna już od 10 minut siedzi w pustej klasie gdzie za kwadrans ma odbyć się jej pierwsza lekcja czyli angielski, na który chodziła z Styles'em. Smirnoff chyba odpłynęła myślami bardzo daleko bo nawet nie usłyszała przyjaciela nadal wpatrując się w szkolne boisko gdzie biegali jacyś chłopacy grając w piłkę.
 - Skąd ta nagła zmiana nastawienia na sportowców? - zapytał przypominając sobie jeszcze Ryan'a, którego nie trawił... no może to za mało powiedziane.
Emily wyrwana nagle jakby z transu spojrzała na przyjaciela pytającym wzrokiem.
 - Hm? - uniosła brwi.
 - Uganiasz się za tymi z drużyny? - uśmiechnął się prawie bez humoru.
 - Co? Nie. - zaprzeczyła szybko powracając na ziemię - Ja nie uganiam się za nikim.
Tym razem Harry uniósł brwi.
 - A co z tym nowym praktykantem? - zapytał.
Smirnoff zdziwiło jego pytanie. Że co, proszę? Dlaczego o niego pytał?
 - Mam go gdzieś. - oznajmiła podirytowana - Nie wiem dlaczego w ogóle o niego pytasz.
 - Ok, ok. - podniósł ręce w obronnym geście - Więc co robisz tu tak wcześnie? - zmienił temat.
Em westchnęła i spojrzała na Harrego, który już od początku wiedział, że coś ją dręczy.
 - Pokłóciłam się rano z rodzicami. Z resztą to nic nowego. Po prostu nie mogłam z nimi dłużej wytrzymać, więc wyszłam. - wyjaśniła po czym zagryzła wargę - I jeszcze ta cała sprawa ze Scott'em. - dodała po chwili.
Styles przytaknął rozumiejąc przyjaciółkę.
 - O co poszło tym razem? - zapytał.
 - O głupią kawę.
 Obydwoje rodzice Emily potrafili być bardzo upartymi i twardo stać przy swoim. Bronili swojego i nie pozwalali w żaden sposób na siebie wpłynąć. Wyobraźcie sobie, że Em odziedziczyła to po nich tylko razy dwa. Więc kiedy dochodzi do kłótni między tymi trzema nie wygląda to przyjemnie. Państwo Smirnoff uważali, że ich córka jest pyskatą i zbuntowaną nastolatką, z którą większość rozmów to były ostre 'wymiany zdań'. Kłócili się o jakieś bezsensowne rzeczy, a wszystko zaczęło się po śmierci Toby'ego kiedy Katya i Alexander zaczęli więcej pracować i poświęcać mniej czasu Em.
 - Mogłaś po mnie zadzwonić. Chyba lepsze to niż siedzenie w szkole. - powiedział z lekkim uśmiechem.
 - Pewnie spałeś. - odwzajemniła go - Więc o której mam u ciebie być? - tym razem ona zmieniła temat.
 - Możesz przyjść po szkole jeśli chcesz. Katy ma jeszcze do mnie zadzwonić i dać znać kiedy przywiezie małą. Pasuje?
 - Yhym. - uśmiechnęła się do niego - Będziesz sam?
Na twarzy Harrego pojawił się łobuzerski uśmieszek. Emily od razu wiedziała co przyszło mu do głowy i automatycznie wywróciła oczami.
 - Zboczeniec. - uderzyła go lekko w ramię.
 - Ja? - udał zaskoczonego - No co ty...
 - Nie wiadomo co siedzi ci w tej lokatej głowie. - odparła po czym wsadziła wplątała palce w jego kasztanowe włosy i zmierzwiła je przez co sporo zaczesanych do tyłu kosmyków opadło mu teraz na twarz.
Gdyby to był ktoś inny niż Em Harry już dawno odtrącił by temu komuś rękę i powiedział żeby odczepił się od jego włosów, ale Smirnoff była wyjątkowa, ponieważ lubił kiedy go dotykała. Więc tylko uśmiechnął się pozwalając jej rozczochrać swoje loczki.
 - Zaraz zwymiotuję. - wymamrotał ktoś.
Styles i Emily spojrzeli w stronę wejścia do klasy gdzie stała teraz Rebaecca z obrzydzeniem na twarzy, która również wyglądała na podirytowaną. Dziewczyna obejmowała rękoma książki, a ubrana była w kwiecistą sukienkę, na którą założyła jeansową kurtkę oraz miała wysokie buty na platformie, które dodawały jej wzrostu. Rudowłosa pewnym krokiem ruszyła do swojej ławki, która znajdowała się w pierwszym rzędzie przerzucając swoje wyprostowane włosy przez ramię.
 - Ignoruj ją. - powiedział Harry kiedy odwrócił się z powrotem do swojej przyjaciółki.
Smirnoff posłuchała chłopaka i zignorowała ją wracając wzrokiem do Styles'a.
 - Więc co robi Katy, że podrzuca ci Amy? - zapytała.
 - Jadą z John'em na jakiś zjazd klasowy po latach. Tylko tyle wiem. - wyjaśnił.
 - Dziwne, że z całej rodziny Amy chce zostawać tylko z tobą. Jak ty to robisz, że wszystkie dzieci cie uwielbiają? - ściągnęła brwi tym razem obracając się do niego cała.
Harry uśmiechnął się łobuzersko i już miał coś powiedzieć, ale Emily go wyprzedziła.
 - Wiem co chcesz powiedzieć. "Jestem uroczy i nie można mi się oprzeć." - próbowała naśladować jego głos - Zgadłam?
 - Czytasz mi w myślach. - wyszczerzył się - Plus, ja tak nie mówię.
 - Właśnie, że tak.
 - Właśnie, że nie.
 - Mówisz.
 - Nie.
 - Tak.
 - Nie.
 - Yhym.
 - Nie. To brzmi jak jak jakiś napakowany facet z więzienia, który siedzi za morderstwo. - odparł.
Emily uniosła brwi.
 - Skąd ty bierzesz te porównania? - zaśmiała się.
 - Chyba od Horan'a. - posłał jej szeroki uśmiech.
Chwilę później do klasy weszły trzy następne osoby. Rebecca zaś siedziała na swoim miejscu przy otwartej książce i sądząc po jej minie zapewne słuchała konwersacji Em i Harrego, którzy nawet nie zwracali na nią uwagi.
 - Co powiesz na Króla Lwa dzisiaj wieczorem? - Styles zmienił temat.
Prawy kącik ust Smirnoff uniósł się lekko słysząc jego propozycję.
 - Gdybym cię tak dobrze nie znała powiedziałabym, że wybrałeś tę bajkę ze względu na dziecko.
 - Ej, przecież ty też lubisz Króla Lwa. To nasza bajka. - ściągnął brwi a chwilę potem przejechał kciukiem po jej czole udając, że rysuje znamię tak jak w bajce - Simbaaaa. - udał głos Rafiki, a raczej próbował na co Emily wybuchła śmiechem.
Harry słysząc to nie mógł się powstrzymać i sam wyszczerzył się szeroko. Lubił jej głos, a zwłaszcza kiedy się śmiała.
 - Ok. Niech ci będzie. - zgodziła się uspokajając się powoli.
Wtedy zadzwonił telfon Styles'a. Chłopak wyciągnął komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. Jego mina od razu spoważniała.
 - To Niall. - powiedział po czym odebrał - Co tam, Horan? - zapytał - Gdzie jesteś?
 - W domu.
 - A szkoła?
 - Nie mam ochoty iść do szkoły. - odparł zmęczonym głosem.
 - Chodzi o wczoraj? - mówiąc to spojrzał na Emily, która z zaciekawieniem obserwowała przyjaciela.
Nastąpiła chwila ciszy prawdopodobnie dlatego, że Niall zastanawiał się co powiedzieć.
 - Skąd wiesz?
 - Sam powiedziała nam wczoraj po tym jak Zayn wrócił do domu. - wyjaśnił.
Słychać było westchnięcie po drugiej stronie słuchawki.
 - Przynajmniej już więcej do niej nie podejdzie.
 - To dobrze. A z tobą wszystko w porządku? - zapytał Harry.
 - Ta, wszystko w porządku. Dzwonię bo chciałem zapytać... - zawahał się - o Sam. Jest w szkole?
 - Tak. Jechała z Zayn'em i Joan. Powinieneś z nią pogadać, stary. Martwi się o ciebie tak samo jak ty o nią.
Niall znów westchnął.
 - Wiem, tylko...
 - Tylko co? - dopytywał się Styles.
Horan milczał przez chwilę.
 - Całowaliśmy się. - powiedział ciszej.
Zaskoczony Harry otworzył szeroko oczy przez co Emily posłała mu pytające spojrzenie.
 - Że co? - zapytał z niedowierzaniem.
 - Pocałowała mnie. Nie mogłem się powstrzymać, więc odwzajemniłem pocałunek. - wyjaśnił.
Styles wywrócił oczami, zdając sobie sprawę, że przyjaciel i tak nie może go zobaczyć.
 - To chyba dobrze, nie? Nie powinniście żyć teraz długo i szczęśliwie?
Niall parsknął.
 - Hazz, "długo i szczęśliwie" istnieje tylko w bajkach. W prawdziwym życiu to się nie sprawdza... po wszystkim Sam przeprosiła mnie i uciekła.
 - Pewnie się wystraszyła. Powiedz jej co myślisz i tyle. - powiedział jak gdyby była to najoczywistsza rzecz.
Harry nie widział przyjaciela, ale mógł sobie wyobrazić jak teraz wywraca oczami.
 - Ha, i kto to mówi...
Zmieszany Styles ściągnął brwi.
 - Co masz na myśli?
 - Dlaczego ty po prostu nie powiesz co 'myślisz' do Em, która zapewne jest teraz z tobą?
Lokaty przełknął głośno ślinę modląc się, że dziewczyna tego nie usłyszała. Smirnoff znów posłała mu pytające spojrzenie widząc jego wyraz twarzy.
 - No właśnie, Hazz. To nie jest takie proste. - powiedział Niall kiedy nie usłyszał odpowiedzi od przyjaciela - Pogadamy kiedy indziej. Nie mam ochoty rozmawiać o takich rzeczach przez telefon i w dodatku z samego rana.
 - Ok.
 - Do jutra bo już dzisiaj się chyba nie zobaczymy.
 - Do jutra, stary. - pożegnał się po czym rozłączył.
Emily uniosła pytająco brwi oczekując jakiś relacji z rozmowy. Harry jednak milczał patrząc na nią jakby zamyślony. Dziewczyna wywróciła oczami po czym pomachała mu ręką przed twarzą zyskując tym samym jego uwagę.
 - Więc...?
Styles rozejrzał się dookoła i napotkał wzrok Rebecci, która posłała mu swój uśmieszek. Następnie z powrotem spojrzał na Emily.
 - Porozmawiamy o tym później, ok? - posłał jej znaczące spojrzenie.
Dziewczyna zrozumiała przytakując i postanowiła, że zmieni temat. Wiedziała, że chodzi o coś poważniejszego, a niczego takiego nie chciała omawiać przy ludziach, a zwłaszcza przy tej rudowłosej dziewczynie, która siedziała niedaleko nich.
 - Więc jak tam twoje zadanie domowe? - zapytała.
Harry ściągnął brwi zdziwiony.
 - Jakie zadanie?
 - Recenzja z angielskiego.
Chłopak schował twarz w dłoniach.
 - Cholera... - wymamrotał.
 Cztery godziny później nadeszła pora lanchu. Dziś była w miarę ładna pogoda, więc większość uczniów wybrała dwór zamiast stołówki przez co w szkole nie było zbyt wielkiego tłumu. Cała 'paczka' jednak wybrała wnętrze budynku siadając przy swoim stoliku. Brakowało tylko Niall'a, który był w domu i Zayn'a, którego nikt oprócz Harrego dziś nie widział. Chłopak tylko podwiózł siostrę i Jo do szkoły, a potem gdzieś zniknął. Miał być też Matt, ale zawołał go trener i musiał iść. Każdy z całej ósemki wziął sobie coś do jedzenia i zaczął konsumować.
 - Mniam. - powiedział Lou, który podebrał Liam'owi kawałek pizzy.
 - Mówiłem żebyś też sobie wziął... a teraz będziesz mi podbierał. - Payne pacnął go w rękę odsuwając od niego swój talerz.
 - "A teraz będziesz mi podbierał." - naśladował go Tommo udając dziewczęcy głos na co jego przyjaciel wywrócił oczami.
Liam wiedział żeby już więcej nic nie mówić bo Louis będzie go przedrzeźniał, więc się zamknął.
 - Zauważyłem, że zawsze jesz jabłka na lunch. Odchudzasz się czy co? - zapytał Harry patrząc na tacę Jo, na której leżało czerwone jabłko i stała mała woda.
 - Nie, po prostu lubię. - odparła z uśmiechem.
 - To dobrze. Pamiętam jak Emily się odchudzała...
Emily ściągnęła brwi.
 - Wcale nie. - zaprotestowała oburzona - Nigdy się nie odchudzałam.
 - Bo nie masz z czego. - odezwała się Danielle, która siedziała po jej prawej stronie.
To prawda. Emily była najchudsza z towarzystwa. I nie dlatego, że nie jadła czy się odchudzała tylko, dlatego że była tak zbudowana i miała szybką przemianę materii. Może nie była wysoka, ale jej figura przypominała figurę modelki.
 Smirnoff skrzywiła się na słowa przyjaciółki, ale nic nie powiedziała. Wtedy Harry złapał ją za nogę, na wysokości uda i lekko ścisnął przez co Em spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami.
 - Same kości. - stwierdził kręcąc głową z udawanym niedowierzaniem.
 - Wcale nie! - odparła.
Styles wyszczerzył się do niej po czym zmierzwił jej włosy na co dziewczyna posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
 - Hazz, odczep się od Em. - odezwała się Sam jedząc kolejnego frytka, którego umoczyła wcześniej w keczupie.
 Dziewczyna wyglądała dziś dużo lepiej niż wczoraj. Może nie uśmiechała się tyle co zawsze, ale i tak radziła sobie dobrze. Nikt dziś nie wspominał o wczorajszym wieczorze za co była im wdzięczna.
 - Czy to Zayn? - zapytała Eleanor, która patrzyła gdzieś na drugi koniec wielkiej stołówki.
Wszyscy podążyli za jej wzrokiem i dostrzegli wysokiego chłopaka w ciemnych, nieułożonych włosach. Ubrany był w niebieską, rozpinaną bluzę z kapturem i czarne spodnie, a do tego czerwone Air Max'y. Stał do nich tyłem, ale wiedzieli, że to on. Rozmawiał z dziewczyną, której ciemne włosy zaplecione były w warkocza, który opadał na jej prawe ramię. Miała jasną cerę i była od niego niższa. Miała na sobie jeansowe ogrodniczki, z pod których wystawała jasna bluzka. Była to Leelo, z którą Zayn rozmawiał wczoraj.
 - Kojarzę skądś tę dziewczynę. - powiedziała Emily przyglądając się czarnowłosej.
 - To Leelo. - wyjaśniła El, która znała w szkole praktycznie wszystkiego - Jest miła i fajnie się z nią rozmawia, ale nie w stylu Zayn'a.
 - To Zayn ma swój 'styl' jeśli chodzi o dziewczyny? - zapytała zaciekawiona Jo.
 - Woli te "Grrr." - Lou wyszczerzył się pokazując 'pazury' w powietrzu na co chłopaki parsknęli śmiechem.
 - Leelo? Ciekawe imię. - stwierdziła Sam.
 - Nie wiedziałem, że się znają. - odezwał się Liam.
Emily wywróciła oczami po raz kolejny dzisiejszego dnia.
 - Malik nie musi znać dziewczyny żeby z nią rozmawiać... a raczej flirtować. - powiedziała opierając się łokciami o stolik.
 - Fakt. - zgodziła się Danielle.
Teraz nikt się nie odzywał tylko przyglądali się dwójce stojących kilkanaście metrów dalej. Dziewczyna uśmiechała się nieśmiało obejmując się rękoma w pasie. Chwilę później Zayn musiał powiedzieć coś śmiesznego zaczęła chichotać. Wyglądała tak niewinnie w porównaniu do niego. Większość dziewczyn na około przyglądało się jej z zazdrością w oczach. Malik wyciągnął z kieszeni komórkę i podał ją Leelo, która wzięła go od niego i prawdopodobnie wpisała mu swój numer po czym oddała mu z powrotem. Następnie pożegnali się i Zayn ruszył w kierunku stolika gdzie siedzieli jego przyjaciele. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji kiedy zajął swoje miejsce obok Jo. Nikt się nie odezwał tylko patrzeli na niego w milczeniu. Chłopak zmierzyła każdego wzrokiem po czym uniósł pytająco brwi.
 - Więc dzisiaj nie gadamy? Jakiś dzień milczenia czy co? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
I znowu nic, a to dlatego, że nikt nie wiedział jak zacząć. Malik wywrócił oczami.
 - Przecież nikogo nie zabiłem. Ale ok. Jak chcecie stypy to będzie stypa. - wzruszył ramionami po czym otworzył puszkę Pepsi, którą przyniósł ze sobą i wziął dużego łyka.
 - Więc co tam? - odezwała się Jo, która nie rozumiała sytuacji, ponieważ nie miała pojęcia co wydarzyło się wczoraj.
Zayn spojrzał na nią posyłając jej uśmiech.
 - W porządku. A u ciebie?
 - Jest ok.
 - Powiedz Mike'owi, że w piątek możemy obejrzeć film. - powiedział po czym wziął kolejny łyk napoju.
Jo uśmiechnęła się szeroko do niego.
 - Założę się, że będzie skakał i się cieszył jak to usłyszy.
 - Oglądasz z nami?
 - Pewnie nie będę miała nic ciekawszego do roboty. - stwierdziła.
 - To dobrze.
 - To co oglądacie? - odezwał się Louis z uśmiechem na twarzy.
Przynajmniej on.
 - Ym, Avengers. - powiedziała Joan patrząc na niego.
Tomlinson wyszczerzył się szeroko.
 - Widzę, że twój brat ma gust.
Zayn przytaknął po czym spojrzał na Jo z wyrazem twarzy "A nie mówiłem?". Dziewczyna uśmiechnęła się kręcąc głową z niedowierzaniem.
 - Jakieś plany na sobotę i niedzielę? - odezwała się Smirnoff zmieniając temat na co każdy pokiwał przecząco - Bo mam pomysł...
Wszyscy patrzeli na nią wyczekująco.
 - Może zrobimy u mnie małą imprezę? Rodzice wyjeżdżają.
 - Ok. - powiedzieli chórkiem bez wahania.
 - 'Małą'? - powtórzył Lou uśmiechając się znacząco.
Emily odwzajemniła uśmiech po czym wstała tak by móc widzieć całą stołówkę.
 - Hej, ludzie. - powiedziała wystarczająco głośno żeby zwrócić na siebie uwagę każdego w pomieszczeniu - Impreza u mnie. W sobotę. Przekażcie reszcie. - po czym usiadła.
Można było usłyszeć kilka okrzyków radości. Nic dziwnego. Każdy lubił imprezy u Smirnoff, Malik'ów, Tomlinsona czy Eleanor. Ta czwórka, a raczej piątka miała największe domy i każdy zawsze się u nich dobrze bawił. Z resztą byli tymi 'popularnymi' w szkole.
 - Załatwione. - oznajmiła z uśmiechem.
Nagle cała niezręczna atmosfera zniknęła.
***
 - Harry, idioto! Oddaj ten telefon! - krzyknęła Emily za Styles'em wbiegając za nim do jego domu.
Chłopak drażnił się z nią przez całą drogę ze szkoły tym, że jakiś 'kujon', który chodzi z nimi na matematykę 'kocha się' potajemnie w Em. I to była prawda. Nie przeszkadzało to Harremu, ponieważ wiedział, że nie był w typie jego przyjaciółki i dlatego nie czół się zazdrosny jak w przypadku każdego innego chłopaka. Stwierdził więc, że fajnie byłoby podenerwować tym Smirnoff.
 - Jeśli wyślesz tego sms'a jesteś martwy, Styles! - krzyknęła goniąc go - Nie żartuję!
Harry chichocząc pod nosem wbiegł na górę próbując przy tym skończyć wiadomość. Napisał już "Hej, tu Emily Smirnow. Chciałam przyznać się, że podobasz mi się od pewnego czasu i...", a chciał dokończyć to tak "...zastanawiałam się czy nie umówiłbyś się ze mną bo już psychicznie nie wytrzymuję braku kontaktu z tobą." Styles miał tę przewagę, że miał dłuższe nogi i stawiał większe kroki przez co trudno było go dogonić. Dodajmy do tego wprawę w pisaniu sms'ów w pośpiechu, którą nabył kiedy zasypiał do szkoły i musiał dać znać reszcie.
 - Dodać serduszko na końcu? - zapytał przez ramię śmiejąc się.
 - Nawet się nie waż! - krzyknęła kiedy wbiegła na hol za przyjacielem.
Kiedy hol się skończył Harry wbiegł do pokoju, który znajdował się na jego końcu. Był to pokój gościnny. Gdzie teraz? Mógł wyjść na balkon i skoczyć, ale byłby to bardzo zły pomysł, mógł nie robić nic i zmierzyć się z podirytowaną Emily co również nie było najlepszym wyjściem oraz mógł zamknąć się w łazience co było najlepszym rozwiązaniem z tych trzech. Niestety chłopak myślał troszeczkę za długo bo do środka wbiegła Smirnoff i od razu ruszyła na niego.
 - Oddaj to!
Styles wskoczył na łóżko by szybciej dostać się na drugą stronę, ale kiedy chciał z niego zeskoczyć Em była obok niego, złapała go za rękę i zatrzymała. Szybko podniósł telefon do góry tak żeby nie mogła dosięgnąć. I tu miał koleją przewagę, ponieważ był od niej wyższy.
 - Ha! - zaczął się śmiać z jej starań.
 - Oddaj... - skok - ten... - skok - telefon! - skok.
To jeszcze bardziej rozbawiło Harrego.
 - Chyba jesteś za mała. - chichrał się dalej.
 - Styles! - warknęła dźgając go kilkakrotnie palcem wskazującym w żebro.
 - Co? Nie chcesz iść na randkę z naszym kujonkiem?
Emily podskoczyła jeszcze kilka razy na łóżku ale nic z tego. Nie mogła dosięgnąć komórki. Wtedy do głowy przyszedł jej świetny pomysł. Uśmiechnęła się łobuzersko przez co zmieszany Harry przestał się śmiać. Dziewczyna sięgnęła do jego tylnej kieszeni spodni i wyciągnęła jego białego iPhone'a.
 - Ha! - krzyknęła po czym zeskoczyła z łóżka i posłała mu triumfalny uśmiech.
 - Co chcesz z nim zrobić? - zapytał.
Em wzruszyła ramionami po czym odblokowała wyświetlacz i weszła w wiadomości by napisać do jego mamy.
 - Może napiszę do Anne żeby kupiła ci więcej prezerwatyw bo już ci się skończyły? - zrobiła niewinną minę powstrzymując się od śmiechu.
Styles otworzył szeroko oczy na jej słowa.
 - Nie zrobisz tego.
 - Nie? - uśmiechnęła się słodko - To patrz. - zaczęła pisać wiadomość z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
 - Dawaj to! - zeskoczył z łóżka i zaczął ją gonić kiedy wybiegła z pokoju.
Teraz to Emily się śmiała uciekając. Szybko wybrała jedne z drzwi na holu, za którymi wiedziała, że znajduje się toaleta. Wpadła do środka i w błyskawicznym tempie przekręciła zamek.
 - Emily... - zaczął ostrzegawczo Harry po drugiej stronie - Nawet nie próbuj.
Dziewczyna zaczęła chichotać.
 - Oddam ci telefon jak oddasz mi mój. I nawet nie waż się wysłać mu tego sms'a. - dodała.
Ale nie odpowiedział. Smirnoff ściągnęła brwi.
 - Hazz? - przystawiła ucho do drzwi - Harry? Wiem, że tam jesteś i nie wyjdę. Nie wrobisz mnie.
Znów cisza. Cholera.
 - Zamieńmy się telefonami i wszyscy będą szczęśliwi.
Znowu nic.
 - A może po prostu zabiorę ci mój, a twojego nie oddam? - zapytał za jej plecami.
Dziewczyna automatycznie podskoczyła łapiąc się za serce mało nie dostając zawału. Odwróciła się szybko i zobaczyła Styles'a stojącego w drugich drzwiach łazienki z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy.
 - Cholera, zapomniałam o tych drzwiach. - mruknęła.
Wtedy Harry zrobił krok w jej stronę.
 - Nie zbliżaj się bo wyślę. - zagroziła trzymając kciuk nad 'wyślij' - Po prostu się zamieńmy, ok? - zaproponowała z nadzieją.
 - Hmm... - przyłożył palec do podbródka udając, że myśli.
 - Chyba nie chcesz, żeby twoja mama dostałą taką wiadomość? - uniosła jedną brew.
 - W sumie to by mi się przydały. - stwierdził jak gdyby nigdy nic.
Emily otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
 - Żartujesz?
 - Nie. - wzruszył ramionami po czym zrobił następny krok i następny.
 - Blefujesz. - odparła cofając się aż jej plecy przywarły do drzwi - Udajesz, że cię to nie obchodzi, a tak naprawdę jest na odwrót. - stwierdziła z uśmiechem.
Harry stał już przed nią uśmiechając się podejrzanie i patrząc jej w oczy. Po chwili stania w milczeniu i gapienia się na siebie chłopak wykorzystał okazję i z zaskoczenia zabrał jej komórkę. Emily szybko złapała go zanim zdążył wybiec z łazienki i kiedy chciała go obrócić obydwa telefony wyleciały mu z rąk i spadając z siłą na płytki w efekcie czego pękły ekrany, a z jednego nawet wyleciała bateria. Najbardziej poszkodowany był iPhone Styles'a.
 - Ups. - wycedziła Smirnoff stojąc obok przyjaciela i nadal trzymając go za ramię.
 - Zobacz co zrobiłaś z moim telefonem. - Harry udał rozczarowanie kręcąc głową z dezaprobatą.
Dziewczyna spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
 - Że co, proszę? Ja? To twoja wina.
Styles odwrócił się do niej i zmrużył oczy zbliżając się do niej.
 - Zapłacisz za to. 
 - O nie. - cofała się aż po raz drugi przywarła do drzwi.
Wtedy Harry uśmiechnął się złośliwie i zrobił jeden duży krok tak aż był kilka centymetrów od niej. Nagle złapał ją za boki i zaczął gilgotać.
 - Nie! - pisnęła - Hazz, proszę! - zaczęła się śmiać kiedy jego długie palce dotykały jej czułe punkty.
Chwile później w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Uratowana. Emily odetchnęła z ulgą kiedy chłopak się od niej odsunął.
 - Nie skończyłem z tobą. - wymierzył w nią palec po czym wyszedł z łazienki.
Em uśmiechnęła się sama do siebie po czym podniosła telefony, a raczej telefon i części telefonu po czym sprawdziła czy jej działa. Działał. Miał jedynie całą popękaną szybkę. Trudno się mówi. Schowała go do kieszeni, a następnie złożyła iPhone'a Harrego i nawet udało się jej go włączyć. Był trochę bardziej poobijany, ale działał. Ubezpieczając się jeszcze weszła w jego kontakty i wykasowała numer Lucas'a, chłopaka do którego jej lokaty przyjaciel miał wysłać wiadomość. Skąd on w ogóle go ma? zapytała sama siebie. Kiedy to zrobiła udała się na hol, a potem w stronę schodów. Zeszła na dół akurat w momencie, w którym frontowe drzwi się zamknęły. Chwilę potem znikąd pojawiła się mała Amy, który rzuciła się na Emily z szerokim uśmiechem na twarzy.
 - Emmy!
Smirnoff kucnęła i ścisnęła ją mocno.
 - Hej, Amy. - uśmiechnęła się.
 - Fajnie, że jesteś. - powiedziała zadowolona dziewczynka kiedy wypuściła ją ze swoich objęć.
Miała tyle samo lat co Mike, czyli 7. Był blondynką o niebieskich o oczach i jasnej cerze. W pewnym stopniu była nawet podobna do Harrego.
 - Co tam, mała? Cieszysz się, że zostajesz z nami? - zapytała Em mierzwiąc jej włosy.
 - Tak! - krzyknęła podekscytowana klaszcząc w ręce.
 - Ok, więc... - spojrzała na zegarek, który miała na lewej ręce wskazujący godzinę 17:18 - O której musisz iść do łóżka?
Amy posmutniała i opuściła głowę.
 - O 19:30. - powiedziała cicho.
 - Nie dziś. - odparła powodując, że dziewczynka spojrzała z powrotem na nią z nadzieją w oczach - Dzisiaj posiedzimy trochę dłużej. Co ty na to? - posłała jej szeroki uśmiech.
Mała odwzajemniła go od razu i jeszcze raz mocno przytuliła Emily. Harry, który stał z boku i obserwował te dwie wyszczerzył się szeroko.
 - Sprowadzasz dziecko na złą drogę, Smirnoff. - odezwał się.
 - Oj, cicho bądź. I lepiej nie wygadaj nic. - tym razem ona wymierzyła w niego ostrzegawczo palcem.
Amy skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła się do niego.
 - Właśnie. - zgodziła się.
Chłopak podniósł ręce w geście poddania.
 - Spokojnie, jestem z wami.
Emily wstała i z uśmiechem na twarzy podała mu potłuczonego iPhone'a.
 - Działa. - oznajmiła.
 - Co się stało? - zapytała Amy widząc pęknięcia na szybce.
 - Harry będąc Harrym upuścił telefony. Swój i mój. - wyjaśniła jej i Styles miał już coś mówić kiedy ta mu przeszkodziła - Co powiesz na to żebyśmy obejrzeli coś dziś wieczorem i zamówili pizzę? - zapytała patrząc na małą.
 - Super! - po raz kolejny zaklaskała w dłonie.
 - Więc co chcesz teraz robić? - zapytał lokaty.
Dziewczynka zdjęła swój niebieski plecak i otworzyła go.
 - Przyniosłam ze sobą zabawki. Moglibyście pobawić się ze mną? - powiedziała z nadzieją.
Harry posłał jej szeroki uśmiech.
 - Jasne. Chodźcie. - ruszył na środek salonu.
Amy podążyła za nim i Emily miała zrobić to samo kiedy jej telefon zadzwonił. Spojrzała na wyświetlacz i ściągnęła brwi widząc nieznany numer.
 - Zacznijcie beze mnie. Zaraz do was przyjdę. - zawołała za nimi.
Styles przytaknął posyłając jej uśmiech po czym uniósł kciuka w górę. Dziewczyna wyszła z domu i stanęła na werandzie. Przywitał ją lekki podmuch wiatru przez co objęła się jedną ręką w pasie kiedy zrobiło jej się trochę chłodno. Dopiero wtedy odebrała.
 - Halo?
 - Hej, Emily. - powiedział znajomy męski głos.
Kojarzyła go, ale nie mogła sobie przypomnieć do kogo należał.
 - Umm...hej. - przywitała się zmieszana.
 - Tu Ryan.
No tak... Czekaj, Ryan?! Smirnoff nie miała pojęcia dlaczego do niej dzwoni. A tym bardziej skąd miał jej numer?
 - Skąd masz mój numer? - wypaliła.
Nie widziała go ale wiedziała, że się uśmiecha. On zawsze się uśmiecha. Co jest bardzo denerwujące.
 - Mam swoje sposoby.
Emily wywróciła oczami i westchnęła sfrustrowana.
 - Skąd? - powtórzyła ale tym razem mniej milszym tonem.
 - Moja matka jest dyrektorką, pamiętasz?
Pamiętam, idioto. Skoro jest jej synem to na pewno ma łatwy dostęp do papierów w szkole. Em wyobraziła sobie jak siedzi w archiwum i szpera w szafkach. Czy to jest karalne?
 - To nie daje ci prawa do patrzenia w moje papiery. - odparła.
 - Wiem, ale inaczej bym go nie zdobył.
Smirnoff westchnęła zrezygnowana.
 - Nieważne. Czego chcesz? Jestem zajęta. - odgarnęła do tyłu włosy które opadały jej na twarz.
 - Teraz czy ogólnie? - zapytał pewnie szczerząc się jak idiota.
Dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem. Gdyby był teraz obok niej pewnie oberwałby po głowie.
 - Dla ciebie teraz i ogólnie. Więc?
 - Myślałem, że moglibyśmy wybrać się gdzieś razem...
 - Nie. - przerwała mu - Nie idę nigdzie. Nie podoba mi się pomysł dzielenia mojego wolnego czasu z tobą.
 - Wtedy na parkingu nie miałaś nic przeciwko. - powiedział.
Emily wydała z siebie podirytowany odgłos.
 - Nie wiem czy pamiętasz kretynie, ale chwilę potem od ciebie uciekłam. To chyba nie jest dobry znak, nie uważasz?
 - Jestem pewien, że ci się podobało.
Grrrr. Smirnoff miała ochotę go zabić. Czy musi być aż tak denerwujący? Dała mu już jasno do zrozumienia, że nie jest zainteresowana ale on dalej nie chce się odczepić. Czy on kiedyś odpuści? Nie wysilając się żeby odpowiedzieć Em rozłączyła się i schowała telefon do kieszeni. Musiała się teraz trochę uspokoić bo nie chciała wracać wkurzona do Amy i Harrego, którzy na nią czekali. Wzięła więc głęboki wdech i weszła z powrotem do środka. Udała się następnie do salonu gdzie jej towarzysze rozsiedli się na środku, a dookoła nich leżało kilkanaście zabawek, a konkretnie plastikowych zwierząt. Smirnoff zorientowała się, że to mała farma. Jej przyjaciel właśnie ustawiał domki, a mała ogrodzenie. Od razu uśmiechnęła się na ten widok. Styles również posłał jej uśmiech kiedy zauważył, że przyszła. Chwilę później dziewczyna usiadła obok nich i zaczęła układać małe, plastikowe drzewka.
 - Kto dzwonił? - zapytał Harry.
 - Um... - zagryzła wargę nie będąc pewna czy mu powiedzieć.
Chłopak uniósł pytająco brwi czekając na odpowiedź.
 - Ryan. - wypaliła.
Wyraz twarzy Styles'a od razu się zmienił. Zacisnął zęby, a w jego oczach można było zobaczyć zazdrość. Tego się nie spodziewał.
 - To twój chłopak? - zapytała Amy układając zwierzaki za zagrodą.
To pytanie nie pomogło Harremu.
 - Nie. - odparła Em - Kolega, a nawet nie. Znam go tylko kilka dni.
 - Musi cię lubić skoro do ciebie dzwoni. - stwierdziła dziewczynka.
Zaskoczona Smirnoff uniosła brwi. Ups. Kolejny cios dla Styles'a.
 - Może. Nie wiem. Nie interesuje mnie to. - powiedziała po czym spojrzała na przyjaciela, którego wzrok cały czas spoczywał na niej.
Musiał bardzo dobrze ukryć w tym momencie swoje emocje, ponieważ Emily nie mogła nic wyczytać z jego twarzy. Nie można dziwić się Harremu bo jak do tej pory nie miał żadnego 'zagrożenia', dlatego że Em spławiała wszystkich chłopaków od momentu kiedy zerwała ze swoim byłym chłopakiem Tyler'em po tym jak ją zdradził. Nikim się nie interesowała. Więc Styles nie przejmował się tym, że może się w kimś nagle 'zakochać'. Oczywiście zawsze miał jakieś małe obawy, ale szybko wyparowały widząc jak zachowuje się jego przyjaciółka względem chłopaków. A tu nagle oznajmia mu, że całowała się z jakimś gościem. To było dopiero zaskoczenie. I coś na co nie był przygotowany. I bolało. Coraz bardziej chciał jej powiedzieć co czuje, ale jak powiedział Nialler "To nie jest takie proste.". To jest cholernie trudne, ponieważ od zawsze byli przyjaciółmi.
 Trzy godziny później cała trójka postanowiła skończyć zabawę. I Emily i Harry mieli już lepsze humory śmiejąc się co chwila z głupich rzeczy. Chłopak miał już dość chodzenia plastikowym psem i udawania, że umie mówić. Stwierdził, że tego typu zabawy starczy mu już na rok. Em czując jego 'ból' powiedziała, że czas na Króla Lwa i pizzę.
 - Pepperoni.
 - Hawajska.
 - Pepperoni.
 - Hawajska.
 - Pepperoni.
 - Hawa...
 - Nie możemy wziąć pół takiej i pół takiej? - zapytała mała przerywając kłótnie starszym.
Lokaty chciał hawajską kiedy Smirnoff chciała Pepperoni. Amy zaś było to obojętne bo ona lubiła każdy rodzaj pizzy.
 - Ok. Pepsi czy Cola? - zapytała Em wyjmując komórkę.
 - Cola. - powiedzieli w tym samym czasie.
Po złożeniu zamówienia cała trójka stwierdziła, że trzeba przygotować się do filmu. Poprzesuwali więc kanapy i zrobili z nich małą 'fortecę', którą nakryli dużym kocem robiąc dach. Do środka włożyli kilka kołder i poduszek żeby było miękko. Następnie sprawdzili czy dobrze widać telewizor ze środka i kiedy wszystko było ok, Harry poprosił Amy by poszła się przebrać w piżamę, ponieważ znając małą wiedział, że uśnie podczas oglądania. W tym samym czasie rozległ się dzwonek.
 - Ja pójdę. - powiedziała Emily i ruszyła w stronę drzwi.
Kiedy je otworzyła jej oczom ukazał się chłopak ze znudzoną minął trzymający karton z pizzą. Kojarzyła go ze szkoły. Przypomniała sobie, że był o rok młodszy, ale nie pamiętała jego imienia. Widząc ją posłał jej lekki uśmiech i podał jej kartonowe opakowanie oraz dużą Colę.
 - To będzie...
 - Zatrzymaj resztę. - powiedział Harry, który nagle pojawił się obok przyjaciółki dając chłopakowi banknot dziesięciofuntowy by chwilę później zamknąć mu drzwi przed nosem z triumfalnym uśmieszkiem.
Em patrzała na niego zastanawiając czy jej się czasami coś nie przewidziało. Czy on na prawdę posłał mu zwycięski uśmiech? Jakby niewerbalnie powiedział mu "Ha! Ona jest moja, a ty nie możesz jej mieć. Nie masz szans."
 - Co? - chłopak zapytał niewinnie.
Smirnoff pokręciła głową.
 - Nic. Chodź, umieram z głodu.
Obydwoje udali się do kuchni gdzie Harry postanowił rozłożyć pizzę na trzy talerze, Emily zaś miała nalać Coli do szklanek. Złapała za nakrętkę próbując ją odkręcić, ale ta ani drgnęła.
 - Pomóc ci z tym? - zapytał Styles.
 - Dam... sobie... radę... - siłowała się, ale dalej nic - Ugh! 
 - Daj mi to. - Harry złapał za nakrętkę i ta od razu ustąpiła, ale najwyraźniej butelką ktoś wcześniej trząsł ponieważ gazowany napój rozprysł się na wszystkie strony oblewając przy tym dwójkę, która stała obok.
Po tym stali tak kilka sekund bez ruchu jakby przetwarzali co właśnie się stało.
 - Zajebiście. - skomentowała dziewczyna wycierając lepką ciecz z oczu.
Styles był wyższy, więc Cola na szczęście nie dosięgła jego twarzy. Chwilę później do kuchni weszła Amy ubrana w zieloną piżamę z kucykami. Widząc scenę przed sobą ściągnęła brwi.
 - Co się stało? - zapytała.
 - Potrzebuję prysznica. - stwierdziła, a chwilę potem usłyszała śmiech swojego przyjaciela, który jakimś cudem był mniej mokry.
 - Amy, możesz już jeść jeśli chcesz. Umyjemy się i zaraz do ciebie wrócimy, ok? A potem to posprzątamy. - mówił Harry patrząc na dziewczynkę.
 - Ok. - przytaknęła - Będziecie myć się razem?
 - Nie. - zaprzeczyli szybko wymieniając spojrzenia - Chodź, dam ci jakieś ciuchy. - chwilę później lokaty złapał Emily za rękę i pociągnął w stronę schodów.
Słów: 6312
Przepraszam za opóźnienia i dziękuję Wam za wszystkie komentarze ;)
Dajcie mi znać co sądzicie o tym rozdziale i jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych to niech poda mi jakiś kontakt :) (najlepiej TT)
I jak wam mijają wakacje? Bo mi jak do tej pory świetnie. Nie wiem jak z następnymi rozdziałami bo wybieram się jeszcze do Holandii i Paryża, więc... zobaczymy jak to wyjdzie. :)
B.

poniedziałek, 15 lipca 2013

WAŻNE
Hej :) Zaczęły się wakacje i myślałam, że będę miała więcej czasu na pisanie, ale okazało się inaczej. Przyjechała do mnie przyjaciółka ze Szkocji i jedziemy do mojej siostry nad morze, więc nie mam pojęcia kiedy i w jakich odstępach czasu będą pojawiały się rozdziały. Nie chcę nic obiecywać, żeby obeszło się bez rozczarowań. Dlatego proszę Was o cierpliwość i przepraszam, że tak wyszło :( Będę starała się pisać kiedy będę sama i miała chwilę wolnego.
Kocham Was i dziękuję za miłe komentarze. Ciesze się, że się Wam podoba ;) x
B.

sobota, 6 lipca 2013

.

Rozdział XXXIII - "Jasne, Malik. Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej."

 Zayn'owi zostało jeszcze kilka minut do wyjścia z Jo i jej młodszym bratem Mike'iem. Odkąd chłopak wrócił ze szkoły Patricia prowadziła z nim półgodzinną rozmowę na temat jego ocen, obecności w szkole i... dziewczyn. Malik tylko odliczał minuty do 16:00 kiedy jego mama dawała mu mały wykład, który miał na celu skłonić go do poprawienia się. Kobieta wysłuchała go również kiedy wyjaśniał jej sprawę z nauczycielką od matematyki, która po prostu go nie trawi i jest upierdliwa zwłaszcza dla niego. Patricia zrozumiała i postanowiła mu to odpuścić. Potem przyszedł czas na kazanie o spóźnianiu się na lekcje. Tu już Zayn nie miał nic na swoją obronę. Pozostało mu jedynie siedzieć cicho i obiecać, że zrobi wszystko by nie przyjść na zajęcia kilka minut po dzwonku. Na koniec zostawili temat, który większość nastolatków uważa za niezręczny kiedy muszą rozmawiać o tym z rodzicami. Mama Malika wiedziała, że jej syn nie angażuje się w związki i nie trzyma żadnej dziewczyny przy sobie dłużej niż dzień. A trochę ich było. Oczywiście mówimy tu o seksie. Kobieta już dawno zaakceptowała ten fakt, tylko dziś chyba naszła ja ochota by bardziej zrozumieć nastawienie Zayn'a do bycia z kimś na dłuższy dystans i dać mu kolejny wykład co o tym myśli. Chłopak stwierdził, że nie zmieni zdania i obiecał również, że nie przyprowadzi już żadnej dziewczyny do domu. Nie że robił to często. Malik rzadko zapraszał kogoś do swojego domu poza przyjaciółmi.
 Po rozmowie z Patricią poszedł jeszcze do pokoju siostry, która już dawno wróciła, ale poprosiła by zostawić ją samą. Z tego co powiedziała ich matka dziewczyna nie wychodziła odkąd przyszła ze szkoły opuszczając pozostałe pięć lekcji. Zayn próbował zamienić z nią słowo, ale ta nie miała ochoty. Chłopakowi wcale się to nie podobało. Gdyby nie fakt, że to ona pocałowała Niall'a, a nie on ją pewnie byłby teraz w domu u Horan'a i dał mu po twarzy. Na szczęście nie płakała. Kiedy Malik zapukał do jej pokoju jedyną odpowiedź jaką  uzyskał to cisza. Albo spała albo go po prostu olała. Dał sobie w końcu spokój kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Zbiegł zrezygnowany na dół i zobaczył stojącą w holu Patricię oraz Joan i Mike'a, który mocno obejmował rękoma piłkę.
 - Hej. - Sanders posłała mu szeroki uśmiech.
 - Hej. - odwzajemnił go podchodząc do nich - Siemasz, mały. - zmierzwił włosy chłopakowi, który w odpowiedzi wyszczerzył się do niego.
 - Cześć, Zayn. - przywitał się.
 - Poznaliście się już? - zapytał chłopak skacząc wzrokiem z mamy na Jo.
 - Tak. - powiedziała Patricia uśmiechając się przyjaźnie do dziewczyny o zielonych oczach - Mówiłam właśnie twojej koleżance, że z chęcią poznałabym jej rodziców.
 - Oni z chęcią również by panią poznali. Może pani wpaść dzisiaj. Mama jest w domu i nie może znaleźć sobie żadnego zajęcia. - powiedziała Sanders.
 - Pomyślę nad tym. - stwierdziła - Zayn... - tu przeniosła wzrok na syna - Cieszę się, że w końcu przyprowadziłeś do domu normalną i miłą dziewczynę. - posłała mu znaczące spojrzenie.
 O mój boże... Musiała to mówić? Jego mama była jedną z tych, które nie wstydziły się niczego mówić przy jego znajomych. Mogłaby zacząć nawet odpowiadać żenujące historie z dzieciństwa Zayn'a i Sam albo tworzyć jakieś aluzje, które nawet nie były prawdziwe. Tak jak ta gdzie myślała, że jej syn w końcu się w coś zaangażuje nie wiedząc nawet, że Jo ma chłopaka.
 - Mamo...
 - Długo się znacie? - przerwała mu.
 - Przeprowadziłam się tu ponad dwa tygodnie temu. - wyjaśniła Sanders z uśmiechem.
 - I co myślisz o moim synu? - pytała dalej.
 Niech ktoś ją stąd zabierze, proszę. Zayn miał ochotę zapaść się pod ziemię. Czy ona na prawdę nie miała żadnego filtra w buzi? Czasami chłopak zastanawiał się czy czegoś nie zrobił, że stawiała go w takich niezręcznych sytuacjach.
 - Mamo...
 - Jest miły. - przyznała Jo przerywając mu - Robiliśmy razem projekt na historię. Od razu go polubiłam. Ostatnio spędzam z nim dużo czasu. I z jego przyjaciółmi.
 Zayn nie mógł powstrzymać uśmiechu, który wkradł mu się na twarz.
 - Cieszę się. Dziewczyny, które do je pory...
 - Dobra. - wtrącił się Zayn - Wystarczy tego. Chodźmy już. Mike chce już grać. Prawda mały? - spojrzał na brata Sanders z nadzieją, że mu pomoże.
 - Tak. Chcę żebyś mnie nauczył tej sztuczki, którą pokazałeś mi ostatnio. - powiedział uśmiechając się przy tym.
 Dzięki, mały. Wiszę mu piwo... ale to za kilka lat. 
 - Jasne, ale ona zostaje między nami, ok?
Mike przytaknął szczęśliwy.
 - Chodźmy. - otworzył drzwi dla Jo i jej brata.
 - Miło było cię poznać, Joan. I ciebie Michael'u. - tu spojrzała na chłopca.
 Sądząc po jego minie chyba nie lubi kiedy ktoś używa jego pełnego imienia.
 - Panią również, pani Malik. - Sanders posłała jej uśmiech.
 - Patricia. - poprawiła ją - Mam nadzieję, że będę często cię tu widywać.
 Zayn pożegnał się szybko z mamą by uniknąć  sytuacji z przed kilku chwil po czym razem z towarzystwem udał się do swojego czerwonego Mustanga. Kiedy byli już w środku chłopak uruchomił silnik i wyjechał z podjazdu. Czół na sobie wzrok Jo, więc spojrzał na sekundę na nią by po chwili znów skupić się na drodze. Dziewczyna przyglądała się mu z rozbawieniem wyrysowanym na twarzy.
 - Co? - zapytał.
 - Lubię twoją mamę. - oznajmiła uśmiechając się.
 - Ta. - odparł niezbyt entuzjastycznie.
 - Na prawdę nie musisz się wstydzić.
Zayn ściągnął brwi nadal patrząc na jezdnię.
 - Nie wstydzę się. - oparł - Tylko czasami lubi coś palnąć...
 - To było słodkie. - stwierdziła i uśmiechnęła się szerzej.
Chłopak spojrzał na nią na chwilę.
 - Co było słodkie? - zapytał zmieszany.
 - Jak się denerwowałeś i czułeś niezręcznie. - wyjaśniła.
 A więc zauważyła. Ale Zayn nie wiedział co w tym słodkiego. To słowo prawie nawet nie pojawia się w jego słowniku. Ale tak czy siak słysząc to od Jo uśmiechnął się w duchu.
 - Wcale nie było. - odparł - I wcale się nie denerwowałem. - skłamał szybko.
 - Tak. Oczywiście. - powiedziała sarkastycznie nadal szczerząc się przy tym w uśmiechu.
Malik wywrócił oczami i postanowił się już nie odzywać by nie wkopać się głębiej.
 - Pójdziemy na gofry? - zapytał Mike po chwili.
 - Jasne. A co powiesz na shake'a do tego? - Zayn spojrzał na niego we wstecznym lusterku.
 - Czekoladowego! - ucieszył się chłopiec.
 - Jak sobie pan życzy.
***
 - Dopiero co przyjechałeś. - wymamrotał Louis chowając twarz w dłoniach.
 - Wiem, ale mam bardzo ważne spotkanie w Tokio. - odparł jego ojciec stawiając walizkę obok siebie po czym usiadł obok syna na jednym ze stołków i zaczął przeglądać papiery, które leżały na blacie.
 - Jasne. - parsknął cicho Lou - Jak zawsze.
Eleanor, która zajmowała miejsce po jego lewej stronie położyła mu rękę na ramieniu i ścisnęła lekko mając nadzieję, że ten gest chodź trochę go uspokoi. Można powiedzieć, że Louis odkąd wrócił ze szkoły nie jest w najlepszym humorze. Mianowicie zepsuł mu go tata, który na wejściu oznajmił mu, że znów musi wyjechać. Chłopak powinien się już do tego przyzwyczaić, ale za każdym razem wkurza się jeszcze bardziej. Niestety jego ojciec nie był typem takiego, który spędza czas wolny z dzieckiem na oglądaniu meczów czy wspólnych wypadach. Zacznijmy od tego, że Mark Tomlinson nie prawie w ogóle czasu wolnego. Zawsze była tylko praca i podróże służbowe.
 - Nie obchodzi mnie to! Wszystko ma być zrobione na jutro. - warknęła do telefonu Jay, mama Lou, która właśnie weszła do kuchni - Nie będę się więcej powtarzać, Caroline. Do zobaczenia. - rozłączyła się i położyła komórkę, niezbyt delikatnie, na blat - Zabrałeś wszystko? - zapytała męża podsuwając mu pod nos kubek z kawą, którą wcześniej zrobiła.
 Kobieta ubrana była w elegancki strój, a jej blond włosy spięte były wysoko w koka. Makijaż zaś podkreślał jej niebieskie oczy, które były identyczne jak jej syna.
 - Tak. - powiedział biorąc łyka gorącego napoju.
 - Na długo pan jedzie? - odezwała się El.
 - Maksimum na cztery dni. Przypilnujesz Louis'a, prawda? - posłał jej uśmiech na co Lou wywrócił oczami.
 - Jak zawsze. - odwzajemniła go.
Chwilę później zaczął dzwonić telefon pani Tomlinson. Kobieta wydała z siebie dźwięk niezadowolenia po czym złapała za komórkę i odebrała.
 - Tomlinson. - zaczęła niemiłym tonem i skierowała się w stronę schodów by mieć trochę prywatności.
 - Co będziecie dzisiaj robić, dzieciaki? - zapytał Mark wkładając plik starannie ułożonych dokumentów do swojej teczki.
 - Harry, Liam, Danielle, Niall, Sam i Emily mają przyjść. - powiedziała Eleanor zanim Lou zdążył wycedzić coś niemiłego w kierunku ojca - Chcieliśmy obejrzeć jakiś film.
 - Brzmi ciekawie. Pamiętam czasy kiedy to ja i Jay spotykaliśmy się z przyjaciółmi. Mieliśmy niezłą zabawę. - przyznał z uśmiechem.
Tommo parsknął przez co Calder i Mark spojrzeli na niego.
 - Ty i zabawa? Chciałbym to zobaczyć... - pokręcił głową biorąc łyk coli, która stała przed nim na blacie.
Pan Tomlinson ściągnął brwi trochę zdziwiony zachowaniem syna.
 - A myślisz, że co robiłem kiedy byłem w twoim wieku? - zapytał.
Louis w końcu wysilił się by spojrzeć na ojca.
 - Siedziałeś z nosem w książkach i liczyłeś kasę? - uśmiechnął się sarkastycznie.
Eleanor złapała szybko chłopaka za rękę i nachyliła się by szepnąć mu coś na ucho.
 - Lou. Nie. - ostrzegła łagodnie.
Dziewczyna wiedziała, że takie gadanie zazwyczaj doprowadza do kłótni między tymi dwoma. Po pierwsze nie chciała by ich stosunki Louis'a i Mark'a były jeszcze gorsze, a po drugie bycie świadkiem takiej wymiany zdań jest trochę niezręczne.
 Na szczęście sytuację uratowała pani Tomlinson, która właśnie zeszła na dół.
 - Mark. Musimy jechać. - oznajmiła po czym spojrzała na syna - Odwiozę twojego ojca na lotnisko, a potem jadę do kancelarii. Będę wieczorem. - mówiąc założyła żakiet, który leżał na walizce jej męża.
 - Do zobaczenia, dzieciaki. - powiedział mężczyzna wstając ze stołka po czym razem z żoną udali się do wyjścia.
 - Do widzenia. - odezwała się El machając im na pożegnanie.
Chwilę później słychać było dźwięk zamykanych się drzwi. Kiedy byli już sami Lou przeczesał włosy dłonią wzdychając głośno po czym spojrzał na swoją dziewczynę.
 - Nie musisz być dla niego taka miła. - wycedził.
Eleanor ściągnęła brwi.
 - Ale chcę. - odparła - I ty nie musisz być taki wredny. Wiem, że może nie jest ojcem roku, ale to wciąż twój tata. - powiedziała ześlizgując się ze stołka po czym obróciła chłopaka i stanęła między jego nogami obejmując rękoma jego szyję.
Louis pokiwał głową.
 - Bronisz go. - stwierdził.
Dziewczyna wywróciła oczami na jego słowa.
 - Nie bronię go. Zawsze będę po twojej stronie. - westchnęła.
 - Ta. - odparł z sarkazmem i uciekł gdzieś wzrokiem powodując, że El ściągnęła brwi.
 - Hej... - złapała go za podbródek i odwróciła go twarzą w swoją stronę - Nie bądź na mnie zły. - pocałowała go w policzek.
Lou wziął głęboki oddech i pogładził ją po włosach.
 - Przepraszam. Dupek ze mnie. Nic nie zrobiłaś a ja na ciebie naskakuję. Przepraszam... - westchnął - Wybaczysz mi? - zagryzł wargę czekając na odpowiedź.
Eleanor uśmiechnęła się szeroko po czym bez zastanowienia złączyła ich usta.
 - Mmm... To znaczy, że tak? - zapytał Louis między pocałunkami.
 - Yhymm... - wymamrotała wplątując palce w jego miękkie włosy.
Po chwili chłopak bez ostrzeżenia złapał ją za uda i posadził rozkrakiem sobie na kolanach nie odrywając swoich warg od jej. Jedną dłoń trzymał na jej biodrze podtrzymując ja tak by nie spadła, drugą zaś wsadził pod jej bluzkę i zaczął delikatnie gładzić skórę na jej talii. Ich pocałunek z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Kiedy oderwali się na chwilę by zaczerpnąć powietrza Lou zaczął zataczać ścieżkę językiem najpierw wzdłuż jej szczęki, potem pod uchem, a następnie po szyi otrzymując w zamian ciche jęknięcie Eleanor. Dziewczyna właśnie sięgnęła do paska jego spodni by go odpiąć kiedy usłyszeli głośne odchrząknięcie. Obydwoje szybko spojrzeli w stronę wejścia do domu gdzie stał szczerzący się Harry, Emily i Liam z Dan.
 - Załatwcie sobie pokój. - powiedział Styles ruszając w ich kierunku.
 - Zabije ich. - szepnął Tommo do El na co ta uśmiechnęła się szeroko po czym poprawiła swoją bluzkę i zeszła z jego kolan.
 - Co tam? - zapytała Calder - Gdzie Nialler i Sam? - ściągnęła brwi zdziwiona nieobecnością przyjaciół.
 - Sam śpi, a Horan powiedział, że nie może. - wyjaśniła Danielle siadając przy ladzie.
Liam zajął miejsce obok niej, Emily wskoczyła na blat po drugiej stronie, Harry zaś podszedł do jednej z szafek i wyciągnął z niej czekoladowe ciasteczka, a następnie stanął obok Em i zaczął konsumować słodkości.
 - Dziwne. - stwierdził lokaty - Sam była tylko na pierwszej lekcji, a Niall zachowywał się dziwnie przez cały czas. Pokłócili się czy co?
 - Wątpię. Oni nigdy się nie kłócą. - odezwał się Liam biorąc łyk coli Lou.
Oczywiście żadne z nich nie wiedziało o sytuacji jaka miała miejsce dziś rano pomiędzy siostrą Malik'a, a Horan'em. Jedynie Zayn był poinformowany. Od tamtego czasu oboje siedzą zamknięci w swoich pokojach i mało z kim rozmawiają.
 - Zawsze jest ten pierwszy raz. - odparła Smirnoff biorąc ciastko od Harrego.
Na jej słowa chłopak wzruszył kilka razy znacząco brawami powodując tym samym, że Em wywróciła oczami.
 - Ty to tylko o jednym. - wymamrotała.
 - Więc co oglądamy? - Louis zmienił temat.
 - Przyniosłam fajny film. - Danielle zajrzała do swojej torebki i wyciągnęła z niej pudełko z płytą.
 - Proszę... powiedz, że to nie jeden z tych babskich romansideł. - Tommo spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
 - Nawet jeśli tak to nie masz wyjścia i musisz go obejrzeć. - odezwała się Emily przeżuwając ciastko równo z Harrym - Ale dla twojej informacji też mam nadzieję, że to nie romans. - dodała po czym spojrzała na Dan.
Eleanor wzięła od przyjaciółki opakowanie i przeczytała zamieszczone na niej informacje.
 - Horror. - oznajmiła po chwili.
 - Jest! - krzyknął Styles - Juhuuu!
 - Jak będziesz mi piszczał nad uchem podczas filmu to masz w łeb. - ostrzegła go Smirnoff.
 - Czyli siadasz obok mnie? - wyszczerzył się głupkowato na co Em znów wywróciła oczami - Spokojnie. Pamiętaj, że zawsze możesz się do mnie przytulić jak będziesz się bała.
 - Po pierwsze nie mam wyjścia bo zostałeś tylko ty, a po drugie ja się nie boję. - odparła krzyżując ręce na piersi.
 - Yhyy. - wymamrotał z szerokim uśmiechem.
W tym samym momencie Liam wstał ze stołka odsuwając go przy tym przez co wydał głośny pisk w starciu z podłogą.
 - Dobra. Przestańcie się kłócić i chodźmy oglądać w końcu ten film.
 - Idźcie. Zaraz do was dojdę. - oznajmiła Emily kiedy wszyscy ruszyli ku pokojowi gdzie znajdowało się małe kino.
 - Jak będziesz szła to przynieś coś do picia! - krzyknął Louis.
Kiedy dziewczyna została sama wyciągnęła z kieszeni swoją komórkę po czym wybrała numer Zayn'a. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci, czwarty... miała się już rozłączyć kiedy przyjaciel w końcu odebrał.
 - Co tam? - zapytał głośno oddychając.
Em ściągnęła brwi.
 - Maraton przebiegłeś czy co? - zapytała uśmiechając się.
 - Ganialiśmy psa. - wyjaśnił krótko.
 - Ganialiście psa? - powtórzyła - Dlaczego ganialiście psa?
Zayn westchnął głośno.
 - Zabrał nam piłkę. I nie chciał oddać. Kupiłem mu nawet pieprzonego kurczaka z rożna żeby zrobić zamianę, ale ten nas wykiwał.
 - Co? - Emily wybuchła śmiechem - Malik, paliłeś coś? - zapytała rozbawiona.
Chłopak wydał z siebie odgłos irytacji.
 - Mówię serio, Em. Kundel nas wykiwał.
Smirnoff zaczęła śmiać się jeszcze bardziej.
 - Skończyłaś? - odezwał się znudzonym tonem.
 - Tak... - próbowała się opanować, ale nic jej to nie pomogło - Sorrki... - wzięła głęboki wdech, ale chwilę później znów zaczęła chichotać.
 - Em... - ostrzegł Zayn.
 - Ok. Już się nie śmieję. - powiedziała tym razem spokojnie - Więc co robicie poza ganianiem psa? - zapytała łapiąc się za brzuch i oddychając głęboko.
 - Właśnie będziemy szli coś zjeść. A wy?
 - Będziemy oglądać jakiś horror u Tomlinson'a. Tylko nie ma z nami Niall'a i Sam. I właśnie w tej sprawie do ciebie dzwonię. Chciałam zapytać czy z Sam wszystko w porządku? Twoja mama powiedziała, że źle się czuła i zasnęła. Próbowałam do niej jeszcze wcześniej dzwonić, ale nie odbierała...
Kiedy skończyła mówić nastała chwila ciszy jakby Zayn się nad czymś zastanawiał.
 - Wszystko z nią w porządku. Niedługo się pewnie do ciebie odezwie. - powiedział w końcu.
 - To dobrze. Martwiłam się bo zniknęła ze szkoły i jeszcze Niall chodził jakiś taki niemrawy... ale to pewnie dlatego, że nie było Sam. - uśmiechnęła się sama do siebie.
 - Pewnie tak.
 - Ok, muszę kończyć bo przegapię film. To do jutra.
 - Nom... do jutra, Smirnoff.
***
 - Co chcesz, mały? - zapytał Zayn kiedy usiedli przy jednym ze stolików, który znajdował się pod oknem kawiarni.
 - Szarlotkę! - powiedział z szerokim uśmiechem.
Jo pokręciła głową patrząc na brata po czym wróciła do przeglądania menu. Malik zaś zawołał kelnerkę, która pojawiła się chwilę później z małym notesikiem i długopisem w ręce. Dziewczyna wyglądała młodo, miała blond włosy, a jej usta pomalowane były krwiście czerwoną szminką co wyróżniało ją najbardziej.
 - Co podać? - zapytała przesadnie miłym tonem uśmiechając się przy tym zalotnie do Zayn'a.
Chłopak przeniósł wzrok z kelnerki na swoich towarzyszy ignorując jej starania.
 - Szarlotkę. - powiedział Mike.
Blondynka zapisała coś w swoim notesiku po czym spojrzała na Jo.
 - Naleśnika z serem. - Sanders posłała jej uśmiech odkładając menu - A ty? - zapytała Malik'a.
 - Waniliowego loda z karmelem.
 - Coś do picia?
 - Mleko. - znów pierwszy odezwał się Mike.
 - Ja poproszę zieloną herbatę. - powiedziała Jo.
 - A ja wodę.
Dziewczyna zapisała wszystko po czym znów przeniosła wzrok na Zayn'a posyłając mu ten sam uśmiech co wcześniej.
 - Napoję za chwilę przyniosę, a na resztę trzeba będzie chwilę poczekać. - oznajmiła po czym mrugnęła do Malika, odwróciła się na pięcie i odeszła.
Sanders i jej brat zaczęli nagle chichotać przez co brunet posłał im pytające spojrzenie.
 - Co? - zapytał ściągając brwi.
 - Musisz mnie tego nauczyć. Też chcę żeby wszystkie laski na mnie leciały. - stwierdził Mike uśmiechając się szeroko dostając tym samym przez to po głowie od siostry.
 - Ty jesteś jeszcze za mały. - odparła na co Zayn parsknął.
Jo posłała mu karcące spojrzenie po czym wróciła wzrokiem do brata.
 - Wcale nie. Dzisiaj w szkole taka jedna Chloe powiedziała mi, że jestem gorący. - powiedział z dumą.
Nagle Malik zaczął się śmiać na co Mike zmrużył na niego oczy, a Jo zdziwiona wyznaniem brata uniosła brwi.
 - Siedmiolatka powiedziała ci, że jesteś 'gorący'? - zapytał rozbawiony Zayn, ale opanował się chwilę później widząc jak mały na niego patrzy - Nie no, stary... ja kwestionuję tego jak cię nazwała tylko nie wiedziałem, że laki w tym wieku mówią chłopakom takie rzeczy.
Sekundę później brunet dostał w kostkę od Jo pod stolikiem.
 - Dziewczyny. - poprawiła go cicho.
Malik odchrząknął.
 - Tak, sorry. Dziewczyny. Nie wiedziałem, że dziewczyny w wieku 7 lat patrzą na chłopaków pod takim kątem...
W tym samym momencie zjawiła się kelnerka z tacą i napojami. Podała każdemu jeden po czym odwróciła się i odeszła.
 - Nie proponowała mi seksu jeśli to masz na myśli. - oznajmił mały Sanders.
Zayn, który właśnie pił swoją wodę i Jo, która piła herbatę prawie się zakrztusili kaszląc głośno.
 - Mike! - dziewczyna prawie krzyknęła kiedy udało jej się przełknąć napój - O mój boże. - pokręciła głową z niedowierzaniem chowając twarz w dłoniach.
Malik zaś wybuchł niekontrolowanym śmiechem powodując, że wszystkie oczy w kawiarni skierowane były na ich trójkę. Wtedy Sanders znów kopnęła go pod stolikiem posyłając mu przy tym karcące spojrzenie.
 - Czy ty wiesz w ogóle o czym ty mówisz? - zapytała brata - Mike! Ty masz tylko 7 lat!
Zayn wziął głęboki oddech próbując się uspokoić i odchrząknął starając się przybrać poważny wyraz twarzy.
 - Twoja siostra ma racje. - powiedział ledwo powstrzymując się od śmiechu.
 - Przecież nie jestem głupi. - odparł Mike - Rodzice musieli nas jakoś zrobić, nie? Kolega powiedział mi, że większość ludzi w waszym wieku to robi. W szkole i tak dalej...
Tym razem Malik nie wytrzymał i znów zaczął się śmiać.
 - Michael'u Jonathan'ie Sanders... - zaczęła Jo - Nie słuchaj takich głupot. Nie powinieneś nawet rozmawiać na takie tematy w swoim wieku. Jestem pewna, że mama przeprowadzi z tobą odpowiednią konwersację w odpowiednim czasie na ten temat.
Jej wypowiedź spowodowała jeszcze większy napad śmiechu u Zayn'a.
 - Nie pomagasz, Malik. - wycedziła Joan przez zamknięte zęby.
 - Twoja siostra pewnie też miała taką rozmowę. - powiedział brunet przez co znów dostał kopa pod stolikiem.
 - Koniec tematu, ok? - Sanders zwróciła się do obydwu.
 - Yhym. - wymamrotał biorąc łyk mleka.
 - Wiesz, że to nie głupoty? - zapytał Zayn po cichu unosząc brwi i uśmiechając się głupkowato przy tym.
Oczywiście obydwoje wiedzieli, że kolega Mike'a ma rację. Ale pytanie to skąd miał takie informacje.
 - Wiem, ale on nie musi. - szepnęła w jego kierunku.
 - Ok, ok. - uniósł ręce do góry dając znać, że się poddaje.
 Kilka minut później kelnerka przyniosła zamówienia, ale tym razem zrezygnowała z zalotnych uśmieszków czy mruganiu do Zayn'a chyba zdając sobie sprawę, że chłopak nie jest nią zainteresowany. Tak, więc odeszła od stolika najszybciej jak mogła.
 - Zayn? - zaczął Mike jedząc swoją szarlotkę.
 - Hm?
 - Obejrzałbyś ze mną Avengers? - zapytał z nadzieją - Jo nie chce już go ze mną oglądać. - zrobił smutną minkę.
 - Pomyślałeś, że może dlatego, że musiałam oglądać to z tobą z milion razy i chyba znam już każdy dialog na pamięć? - dziewczyna powiedziała znudzona.
 - No co ty, Jo... - odezwał się Malik - Jak możesz nie chcieć oglądać Avengers ze swoim bratem? Rozumiem jeśli byłby to jakiś głupi Zmierzch, ale Avengers? - pokręcił głową z dezaprobatą po czym spojrzał na Mike'a - Jasne, mały.
 Przez następną godzinę chłopaki rozmawiali o ich ulubionym filmie, o tym jaki Iron Man jest fajny, jaką najcięższą rzecz Hulk byłby w stanie podnieść, którego bohatera najbardziej lubią, o najśmieszniejszej scenie i wiele innych, o których Joan już nie miała ochoty słuchać. Jej brat i Zayn nagle stali się najlepszymi kumplami zapominając o jej egzystencji. Z drugiej strony jednak cieszył ją widok, że ta dwójka się dobrze dogaduje mając swoje wspólne tematy i że Mike uwielbiał Malik'a. Nawet Matt nie miał z nim szans. Parker pogadał od czasu do czasu z małym, ale nigdy nie się nie przyjaźnili.
 Po jakiejś półtorej godzinie Zayn spojrzał na zegarek w telefonie, który wskazywał 19:31. Nawet nie zorientował się kiedy czas tak szybko zleciał. Spędził dziś prawie cały dzień z Jo i Mike'iem grając w piłkę w parku, spacerując i jedząc lody, rozmawiając w kawiarni i cały czas się śmiejąc. Więc jak do tej pory chłopak mógł udać ten poniedziałek za udany, ale wiedział, że to nie koniec dnia, ponieważ o 20:00 umówiony był z Niall'em by pojechać złożyć wizytę jednemu dupkowi. Starał się o tym nie myśleć będąc z Sanders i jej bratem, ale stało się to trudne kiedy zadzwoniła do niego Emily i zapytała o Sam. Chciał jak najszybciej zakończyć tamtą rozmowę bo wiedział, że nie wytrzyma długo okłamując ją. I jeszcze myśl, że jego siostra leży sama w pokoju i z pewnością płacze. Tak, Samantha była wrażliwą i bardzo emocjonalną osobą. Bieda pewnie teraz myślała jak to zepsuła swoją przyjaźń z Horan'em.
 - Musimy się zbierać. - poinformował Zayn.
 - Już? - Mike zrobił smutną minę.
 - Tak, już jest późno. - powiedziała Jo wstając od stolika.
Chłopaki poszli w jej ślady i chwilę później kierowali się już do auta. W drodze na parking Malik wyciągnął telefon i napisał sms'a swojemu blond przyjacielowi: "Podjadę po ciebie za 20 minut.".
 Kiedy dojechali na miejsce Zayn zatrzymał się pod domem Sanders'ów. Mike szybko odpiął pasy i zawisł pomiędzy siedzeniami szczerząc się szeroko do bruneta, który siedział za kierownicą.
 - Kiedy przyjdziesz obejrzeć do mnie film? - zapytał.
 - Niedługo. Dam ci znać, mały. - powiedział z uśmiechem.
 - Ok.
Chwilę później pożegnali się poprzez jakiś dziwny uścisk dłoni i chłopiec razem ze swoją piłką  wyszedł z auta kierując się w stronę domu zostawiając Malik'a i swoją siostrę samych.
 - Dzięki za wszystko. Dobrze się dzisiaj bawiłam. Mimo, że cały czas gadaliście jacy to Iron Man i reszta są super. - przyznała patrząc jego brązowe tęczówki i posyłając mu przyjazny uśmiech.
Zayn automatycznie go odwzajemnił.
 - Bo są. - odparł jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie - Musimy z Mike'iem pokazać ci czym są prawdziwe filmy.
 - Heej. - dźgnęła go lekko w żebro - Mój gust filmowy jest całkiem dobry. - zaprotestowała ze ściągniętymi brwiami, ale nie mogła się powstrzymać od uśmiechu.
 - Ta, na pewno. - wycedził z sarkazmem szczerząc się głupkowato na co Jo wywróciła oczami.
 - Dziękuję jeszcze raz. Widać, że Mike jest w siódmym niebie bo znalazł sobie nowego kumpla, który ma taką samą obsesję co on. - powiedziała odpinając pas.
 - Ej, ja nie mam obsesji. - odparł.
Dziewczyna posłała Zayn'owi szeroki uśmiech, od którego zrobiło mu się cieplej w środku.
 - Jasne, Malik. Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej. - wzruszyła ramionami.
 - Czy ty się ze mną droczysz, Sanders? - zapytał próbując ukryć rozbawienie.
 - Może. - powiedziała sięgając po torebkę, która leżała na tylnym siedzeniu.
Chwilę później wróciła na swoje miejsce by następnie pochylić się nad Zayn'em i pocałować go w policzek.
 - Dobranoc. - uśmiechnęła się do niego ostatni raz po czym wyszła z auta i ruszyła do domu.
Chłopak siedział przez chwilę w miejscu odprowadzając ją wzrokiem. Kiedy zniknęła we wnętrzu budynku wziął głęboki oddech i przejechał dłonią po swoich ciemnych włosach. Podobało ci się, Malik...co? Kąciki jego ust uniosły się ku górze na myśl o udanym dniu i o tym co przed chwilą zrobiła Jo. Z zamyśleń wyrwał go dźwięk telefonu. Wyciągnął więc komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz by chwilę później odebrać połączenie.
 - Gdzie jesteś? - zapytał Niall.
Zayn odpalił silnik, który wcześniej zgasił.
 - Za sekundę będę.
 - Ok.
Po rozłączeniu położył komórkę na jedną z małych półeczek na desce rozdzielczej po czym udał się pod dom przyjaciela, który już na niego czekał.
 - Gdzie go znajdziemy? - odezwał się Horan kiedy był już w aucie.
 - W klubie Revolution. Ponoć bywa tam ze swoimi kumplami każdego wieczoru. - wyjaśnił Malik.
Minęło kilka minut ciszy, którą przerwał blondyn.
 - Sam prosiła mnie bym nie robił nic głupiego. Ciebie pewnie też... - powiedział przypominając sobie scenę z dzisiejszego ranka.
 - Wiem. Obiecałem jej, że nic nie zrobię. - westchnął brunet.
 - Ale ja nie.
Zayn spojrzał na chwilę na Niall'a jakby nad czymś myślał po czym znów wrócił wzrokiem na jezdnię. Oczywiście Horan wiedział co to spojrzenie oznaczało. Zrozumiał.
 - Ten jebany idiota pożałuje, że położył ręce na Sammy. - syknął Malik.
***
 - Sam? - Patricia zapukała do pokoju córki - Twoi przyjaciele przyszli cię odwiedzić. - poinformowała przez zamknięte drzwi.
 - Wiem, mamo. Powiedz im, że już schodzę. - krzyknęła.
 - Dobrze, skarbie. - kobieta ruszyła w kierunku schodów by później zejść na dół gdzie znajdowała się reszta 'paczki'.
Wszyscy siedzieli na kanapach i zawzięcie o czymś rozmawiali śmiejąc się również przy tym. Pani Malik już do tego przywykła.
 - Sam zaraz zejdzie. - oznajmiła - Jesteście pewni, że nie chcecie nic do picia albo jedzenia? - zapytała uśmiechając się do nich przyjaźnie.
 - Zjedliśmy kilka misek popcornu. Zresztą już prawie 21:00, więc naprawdę dziękujemy. - powiedziała Dan, która jak zwykle siedziała przytulona do Liam'a.
 - Przyszliśmy tylko na chwilę. - dodała Eleanor.
 - Dobrze, dzieciaki. Ja idę spać. Dobranoc.
 - Dobranoc. - odpowiedzieli chórkiem.
Chwilę później Patricia odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę schodów by po chwili zniknąć wszystkim z oczu, ale właśnie wtedy w salonie pojawiła się Sam.
 Dziewczyna nie wyglądała najlepiej. Miała lekko podkrążone oczy i czerwony od kataru nos. Jej blond włosy spięte były w niechlujnego koka, z którego wystawało pełno kosmyków. Ubrana zaś była w zwykłe siwe dresy i białą bokserkę.
 - Hej. - przywitała się wysilając się na uśmiech.
 - Hej. - powiedzieli w idealnej synchronizacji przez co Sam uśmiechnęła się szeroko i tym razem szczerze.
Blondynka podeszła i usiadła między Emily a Eleanor.
 - Jak się czujesz? - zapytał Lou wyprzedzając resztę.
 - Głowa mi pęka. - przyznała westchnąwszy.
 - Brałaś jakieś tabletki? - tym razem odezwał się Liam z troską w głosie.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
 - Nie. Nie chciałam się niczym faszerować. Samo mi przejdzie. - wyjaśniła podnosząc kolana pod brodę i obejmując nogi rękoma.
 - Jakbym Zayn'a słyszała. - powiedziała El z uśmiechem.
 - Gdzie on właściwie jest? Dalej z Jo? - zapytał Harry ze ściągniętymi brwiami - Już zaraz 21:00.
 - Nie wiem. Cały czas spałam, więc nie rozmawiałam z nim jeszcze. Pewnie zaraz będzie. 
 - Niall'a też gdzieś wywiało. Gadałaś z nim? - odezwał się Louis.
Sam momentalnie wróciły wspomnienia dzisiaj ze szkoły, których nie miała ochoty na razie przywoływać. Czuła się winna i bała się co myśli teraz o niej Niall. Cały czas zastanawiała się czy będzie chciał się dalej z nią przyjaźnić.
 - Nie. - powiedziała cicho - Też nie zdążyłam.
 - Nie odwiedził cię? - zapytał zdziwiony Liam.
Dziewczyna znów pokręciła przecząco głową. W tym samym momencie coś do niej dotarło i zaczęła ogarniać ją panika. Niall'a nie ma w domu? I Zayn'a też. Cholera. Obydwoje wiedzieli o Scott'cie i obydwoje byli bardziej niż wkurzeni. A co jeśli coś głupiego przyszło im do głowy? Co jeśli... Nie, Sam. Tylko ci się wydaje. Na pewno nie zrobili nic głupiego. Horan pewnie poszedł coś zjeść, a Zayn pewnie jest jeszcze z Joan albo z jakąś inną laską. Przecież wracał o późniejszych godzinach. Wmawiała sobie.
 - Sam? - Emily wyrwała ją z zamyśleń kładąc jej rękę na ramieniu.
Blondynka spojrzała na nią pytająco.
 - Hm?
 - Pytaliśmy się czy czegoś nie potrzebujesz. - wyjaśniła.
Widocznie dziewczyna nie usłyszała tego pytania.
 - Emm... nie. Dzięki. - posłała jej lekki uśmiech - A jak tam film? - zmieniła temat.
 - Jeszcze nigdy nie widziałem dziewczyn tak przestraszonych. - zaśmiał się Louis.
Wszystkie trzy wywróciły oczami.
 - Pragnę zauważyć, że to Liam piszczał najgłośniej. - odparła Smirnoff.
 - Ale to ty prawie połamałaś mi palce i założę się, że będę miał jeszcze siniaka na ręce. - Harry bronił przyjaciela uśmiechając się łobuzersko.
 - Zaraz ci nabiję drugiego. - wycedziła pokazując mu język na co Styles wyszczerzył się i zwilżył usta.
Sam słysząc ich wymianę zdań pierwszy raz dzisiaj się zaśmiała. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że za nimi tęskniła. Nawet jeśli widziała ich już dzisiaj. Oni zawsze potrafią ja rozśmieszyć.
 - Gadka gadką, ale to do mnie wszyscy się kleili i chcieli żebym ich przytulił. - powiedział Tomlinson z dumą w głosie.
Nagle reszta parsknęła śmiechem.
 - Chciałbyś, bohaterze. - odparła Danielle głaszcząc Rudego, który wskoczył na kanapę obok niej i położył się na jej podkulonych nogach.
 - Co tam w szkole? - zapytała blondynka zmieniając po chwili temat.
 - Mamy nowego praktykanta na w-f'ie. - powiedziała Eleanor.
 - Jest synem dyrektorki. - dodał Louis.
Emily westchnęła cicho nie mając ochoty rozmawiać o Ryan'ie. Sądząc po minie Harrego to on też nie.
 - Przystojny chociaż? - zapytała z uśmiechem przenosząc wzrok na Smirnoff i powodując, że Liam i Tomlinson wywrócili oczami.
Styles również na nią spojrzał jakby oczekiwał odpowiedzi.
 - Ymm... tak. - wypaliła.
Nagle lokatego ogarnęła jeszcze większa zazdrość i nie mógł nic na to poradzić. Przypomniało mu się jak patrzył na nią dzisiaj cały ranek i jak próbował z nią flirtować. Dobrze jednak, że Smirnoff nie wykazywała jakiegoś większego zainteresowania. Wyglądało na to, że też za nim nie przepada, ale tak czy siak Harry nie lubił tego gościa.
 - Przesadzacie. - odezwał się Lou.
 - Uważasz, że nie jest przystojny? - zapytała El patrząc na swojego chłopaka z uniesionymi brwiami.
 - Jestem facetem, skarbie. My nie łazimy i nie mówimy, kto jest przystojny, a kto nie. - odparł.
Calder spojrzała na niego jak na nienormalnego.
 - Przed chwilą to zakwestionowałeś.
Tommo zwalczył chęć wywrócenia oczami.
 - Nie ważne. - westchnął nie mając ochoty tłumaczyć dziewczynom męskiego rozumowania wiedząc, że i tak nic by nie zrozumiały - A więc tobie się podoba?
Eleanor wzruszyła ramionami.
 - Jest atrakcyjny... - zaczęła, a kiedy zobaczyła minę Louis'a przybliżyła się do niego i szepnęła mu na ucho - Ale ciebie nikt nie pobije. W niczym. - i pocałowała go w policzek uśmiechając się łobuzersko.
 - O mój boże... - Liam schował twarz w dłoniach - Czy my naprawdę mówimy o tym czy ten praktykant jest przystojny czy nie? - pokręcił głową z niedowierzaniem - Zmieńmy temat, proszę...
Wszyscy zaczęli się śmiać kiedy drzwi do domu się otworzyły i do środka wszedł Zayn. Każdy momentalnie spoważniał. Warga chłopaka była napuchnięta i rozcięta, wyglądało na to, że z nosa leciała mu wcześniej krew, którą wytarł. Jego biała koszulka miała na sobie sporo czerwonych plamek, a kłykcie na prawej ręce, którą trzymał swoją skórzaną kurtkę pyły poranione i również we krwi. Z pewnością musiał komuś nieźle przyłożyć.
 Malik stanął w bezruchu kiedy zobaczył przyjaciół siedzących w salonie i mierzących go zszokowanym wzrokiem. Nie spodziewał się ich tu.
 - Zayn? - zaczęła przerażona Sam, która już chyba wiedziała co się stało.
Ale chłopak już szybkim krokiem udał się na górę pozostawiając wszystkich bez żadnych odpowiedzi.

_____________________________________
Wiem, wiem... Możecie mi skopać tyłek za tę zwłokę. Niestety ostatnio brakowało mi weny i jeszcze w dodatku piszę drugie opowiadanie. I przepraszam za te obietnice, których nie dotrzymałam. Między innymi, że ten rozdział miał być najdłuższy ze wszystkich, ale cóż... nie jest.
Dziękuję wam za komentarze :) Naprawdę was kocham <3 I widzę, że nie tylko ja jestem niecierpliwa :D 
Nie chcę wam nic obiecywać na następny raz bo nie chcę was rozczarować, więc zobaczymy co wyjdzie z kolejnego rozdziału :)
Słów: 5069 (xD)
Min. 7 komentarzy = XXXIV rozdział. 
B.