Ważne:





niedziela, 10 marca 2013

Rozdział XX - "Malik, co się z tobą dzieje?"

 - Horan! Skup się. Musisz mi pomóc. - powiedziała Sam do swojego blond przyjaciela, który leżał obok niej na łóżku przed laptopem i bawił się jej telefonem.
Irlandczyk odłożył urządzenie tak szybko jakby go poparzyło i przeniósł wzrok na komputer.
 - Ok.
 - Więc? - dziewczyna czekała na jakąś radę.
Samantha poprosiła Niall’a by pomógł jej wybrać zdjęcia na wystawę, która odbędzie się w jednej z galerii w Londynie.
 - Lepiej się znasz na tym niż ja. - powiedział po chwili nie mogąc się zdecydować, które się mu podobają, ponieważ dla niego wszystkie były super.
 Podirytowana blondynka wypuściła głośno powietrze i wydała z siebie dźwięk przypominający warknięcie po czym schowała głowę w poduszkę.
 - Super. Dzięki wielkie. - wycedziła.
Jej głos był stłumiony, ale Horan wszystko słyszał.
 - Chciałbym pomóc, ale wiesz, że nie jestem jakimś ekspertem. Jak dla mnie równie dobrze mogłabyś dać je wszystkie. Wyślij je Danielowi i niech sam wybierze.
 Sam podniosła głowę i spojrzała na przyjaciela spod przymrożonych powiek.
 - To bez sensu. To ja powinnam wiedzieć, które się nadają. - odparła.
 - Więc ja też nie powinienem ci pomagać.
Dziewczyna westchnęła gębko po czym zamknęła swojego białego laptopa, wstała i odłożyła go na biurko. Następnie wróciła na miejsce obok Niall’a, położyła się na lewym boku i podparła głowę na ręce tak by jej oczy były na tej samej wysokości co przyjaciela. Teraz leżeli w ciszy i patrzeli sobie w oczy.
 Nie krępowało ich to. Często to robili. Mogli tak siedzieć godzinami i wpatrywać się w siebie. Horan już tyle razy stchórzył i powstrzymał się przed powiedzeniem jej co czuje. Obawiał się jej reakcji. Nie chciał niczego zepsuć. Co by było jeżeli okazałoby się, że dziewczyna, którą kocha w cale tego nie odwzajemnia? Już wolał cierpieć tak jak teraz niż tak jak by go odrzuciła.
 Ciszę przerwała dzwoniąca komórka Sam. Leżała ona obok głowy Irlandczyka, który wziął ją i podał przyjaciółce, wcześniej zerkając na ekran by zobaczyć kto dzwoni.
 - Mama. - powiedział.
Blondynka odebrała telefon.
 - Hej. Tak, wszystko w porządku. Już wróciliśmy... Yhym. Siedzę z Niall’em. Chyba jest u siebie w pokoju... pół godziny temu skończył robić pracę z historii. Tak... Jak w pracy? ... To dobrze. Kiedy wracasz? Ok... rozumiem. Pa... kocham cię. Dobrze. - kiedy skończyła rozmawiać rzuciła komórkę obok siebie.
 - Jak tam w Sydney? - zapytał Horan.
 - Mówi, że to nie jej klimat. I jeszcze ten jet lag.
 - Ja tam lubię Australię. - powiedział z uśmiechem.
 - Wiem. Pamiętam jak razem z Louis’em byliście podekscytowani jak zobaczyliście kangura na plaży. - uśmiechnęła się szeroko kiedy naszło ją to wspomnienie.
 - Musimy się tam znowu wybrać.
 - Na pewno. - zgodziła się.
 - Idziesz na bal? - Niall zmienił temat.
 - Ten na 23. rocznicę istnienia szkoły?
 - Yhym.
 - Chyba tak. - oznajmiła.
 - Chciałabyś mi towarzyszyć? - zapytał w końcu.
W szkole, do której chodzą, często są organizowane jakieś imprezy czy bale. Rocznice istnienia szkoły są dla dyrektorki chyba najbardziej ważnymi wydarzeniami w ciągu roku. Horan i Sam nigdy nie chodzili na nie razem. Szli po prostu w gronie przyjaciół, nigdy jako „para“.
 Irlandczyk nie mógł wyczytać nic z jej twarzy, dopiero po chwili pojawił się na niej uśmiech. Niall’owi nagle ulżyło.
 - Ok. - zgodziła się.
Kiedy chłopak miał już coś powiedzieć zadzwonił jego telefon. Zaklnął w duchu po czym wyciągnął komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
 - Mama. - oznajmił, a następnie odebrał - Halo... Ok. Już idę. - po rozmowie rozłączył się i schował urządzenie.
 - Musisz iść? - zapytała Sam.
 - Tak. - powiedział wstając z łóżka - Mama robiła porządek w piwnicy i muszę pomóc jej wynieść te wszystkie pudła.
 - Poczekaj. Bluza. - blondynka zaczęła ściągać błękitną bluzę przyjaciela, którą ubrała bo było jej zimno.
Chociaż zawsze w garderobie miała pełno swoich to i tak chciała ubierać te Horan’a... a on nie miał nic przeciwko. Już nawet dał jej dwie.
 - Nie. Nie ściągaj. Oddasz mi następnym razem, albo jak ci się znudzi. - powiedział z uśmiechem.
Nie znudzi. pomyślała po czym wstała żeby go przytulić na pożegnanie.
 - Ok. - odwzajemniła jego uśmiech, a następnie zaplotła swoje ręce na jego szyli i przytuliła.
On natomiast objął ją mocno w pasie. Jak zawsze pachniała wanilią.
 - Widzimy się jutro. - wypuściła go ze swoich objęć.
Niall nic nie powiedział, tylko posłał jej uśmiech, pocałował w policzek i wyszedł.
 Następny dzień nie był już taki słoneczny jak poprzedni, ale zimno też nie było. Słońce chowało się gdzieś za warstwą chmur i za cholerę nie chciało wyjść. Zayn, Louis, Liam i Niall siedzieli przed szkołą przy drewnianym stoliku. Malik głęboko zamyślony rytmicznie stukał palcami o ławkę i się im przyglądał, a Tomlinson opowiadał coś Irlandczykowi i Payne’owi, którzy głośno chrupali serowe chipsy. Nagle wszyscy spojrzeli na drogę i parking kiedy usłyszeli pisk opon i trąbienie. Okazało się, że to pan Newman ostro zahamował by nie potrącić Harrego, który wyszedł na ulicę nie patrząc czy coś jedzie.
 - Przepraszam. - powiedział Styles z uśmiechem do nauczyciela, który nie wyglądał na zadowolonego po czym podszedł do chłopaków i usiadł obok Niall’a.
 - Czy ty chcesz się zabić? - zapytał Lou również niezbyt szczęśliwy z wyczynów przyjaciela.
 - Pierw próbujesz się utopić, a teraz chcesz wpaść pod samochód. - powiedział Payne wkładając do buzi kolejnego chipsa.
 - Nie widziałem go.
 - Bo nie patrzałeś. - odparł Malik - Chyba trzeba ci zapewnić 24-godzinny nadzór.
 - Cieszę się, że się tak o mnie martwicie. - Loczek uśmiechnął się szeroko.
 - Hej. - powiedziała Eleanor siadając między Zayn’em, a Tomlinsonem po czym pocałowała tego drugiego w policzek - Co tam? - zapytała.
 - Obmyślamy plan dla Styles’a, który w ostatnim czasie próbuje zrobić sobie krzywdę. - wyjaśnił Zayn opierając głowę na dłoniach.
 - Najlepiej go gdzieś zamknąć. - doradziła.
 - Dzięki. - odparł Harry.
 - To by nic nie dało. - odezwał się Niall z szerokim uśmiechem.
 - Oj, nie czepiajcie się go. Przecież to Styles. - powiedziała dziewczyna i posłała uśmiech Loczkowi.
Kilka sekund później obok nich pojawiła się dyrektorka.
 - Tutaj jesteście. Szukałam was. Już myślałam, że znów się spóźnicie. - zaczęła mierząc ich wszystkich wzrokiem.
Harry już chciał coś powiedzieć, ale kobieta uciszyła go gestem dłoni.
 - Chyba nie myśleliście, że zapomnę o waszej niepunktualności? Mam dla was zadanie. Może nauczycie się czegoś. Będzie to wymagało od was odpowiedzialności, więc weźcie to do siebie i się postarajcie.
Chłopaki czekali jak na wyrok. Wiedzieli, że dyrektorka nie wymyśli byle czego. Niall aż przełknął ślinę.
 - Co mamy zrobić? - zapytał Liam.
 - Wspominałam już o organizacji kolejnej rocznicy szkoły, prawda? Pomożecie dziewczynom w przygotowaniach balu itd. - powiedziała w końcu.
 - Jakim dziewczynom? - tym razem odezwał się Harry.
 - Trochę ich jest. To nie byle jaka impreza, więc potrzebowaliśmy dużo ludzi. Zgłosiła się do mnie Eleanor... - tu spojrzała na dziewczynę Tomlinsona - Sam... - tu spojrzała na Malika - Danielle - teraz na Liam’a - Jo Sanders, panna Smirnoff, panna Kennedy i jeszcze kilka innych.
Wszyscy, słysząc dwa ostatnie nazwiska, wiedzieli, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Zayn aż schował twarz w dłoniach.
Super. pomyślał.
 - Na przewodniczącą wybrałam Rebeccę, więc to do niej się zgłoście.
Przyjaciele wymienili się spojrzeniami.
 - Czy Emily wie, że Rebecca też będzie brała udział w przygotowaniach? - zapytał Louis.
 - Nie. Nie powiedziałam jeszcze dziewczynom kto się zapisał i kto będzie kierował przygotowaniami, więc jakbyście mogli to przekażcie im to. To wszystko z mojej strony. Nie zwidźcie mnie. - powiedziała po czym odwróciła się na pięcie i odeszła.
 - Nie dobrze. - ciszę przerwał Niall.
Reszta martwiła się o to jak Emily i Rebecca zniosą siebie na wzajem bez zabijania się oraz to, że nie mają pojęcia o organizowaniu bali, ale dla Malik’a dochodziło jeszcze to co Kennedy mogła wygadać jego przyjaciołom i co według niego nie powinni usłyszeć.
 - Kto jej powie?
Nikt się nie odezwał tylko wszyscy spojrzeli na Zayn’a. Ten zaś ściągnął brwi.
 - Co? Dlaczego ja?
 - Bo tylko ty potrafisz ja uspokoić. - odezwał się Louis.
To prawda. To Zayn’a Smirnoff słuchała najbardziej. To on zawsze przekonywał ją do rzeczy, do których inni nie potrafili. Brunet wypuścił głośno powietrze po czym pokręcił głową z niedowierzaniem.
 - Ok. - zgodził się.
 Na pierwszej lekcji Joan i Malik złożyli swoją pracę panu Newman’owi na co on powiedział do Sanders: „Masz na niego dobry wpływ. Tak trzymaj.“  Potem kolejne nudne lekcje. Dopiero na godzinnej przerwie poszedł zapalić za trybuny i wziął ze sobą Emily.
 - Że mam niby robić to co ona mi karze? Żartujesz?! - Smirnoff się wkurzyła tak, że zacisnęła dłonie w pięści aż zrobiły się białe kiedy usłyszała złą wiadomość od przyjaciela.
Nie można było opisać nienawiści Em do Rebecci. Po prostu jej nienawidziła.
 - Spokojnie. Dasz radę. - powiedział zaciągając się dymem - Albo możesz się jeszcze wypisać, ale wątpię żebyś to zrobiła.
Emily wzięła głęboki oddech kiedy Zayn położył jej dłoń na ramieniu.
 - Nie dasz jej chyba tej satysfakcji? - zapytał.
Dziewczyna spojrzała mu w oczy.
 - Oczywiście, że nie. - odparła.
Kiedy to usłyszał uśmiechnął się.
 - To dobrze. Tylko postaraj się jej nie zabić. Jakby naszła cię taka ochota to znajdź mnie jak najszybciej. - poradził jej z półuśmiechem.
 - To oznacza, że musisz być przy mnie cały czas.
Malik parsknął śmiechem.
 - No tak. - kiedy skończył palić papierosa zgasił go pocierając o kolumnę podpierającą trybuny i, jak zawsze, wrzucił go do starej, zardzewiałej beczki, która stała niedaleko.
 - Lepiej chodźmy... - powiedział Zayn i ruszyli w stronę budynku szkoły - ... bo znowu zaczną gadać, że robimy tu jakieś nieprzyzwoite rzeczy.
Emily zaczęła się śmiać.
 - Pamiętam to. Mieliśmy rozmowę u dyrektorki bo ktoś powiedział, że chodzimy we dwójkę za trybuny.
 - „Zabezpieczyliście się w ogóle?“ „Jesteście jeszcze za młodzi." - Malik śmiejąc się zacytował kobietę.
Oczywiście nic z takich rzeczy nie miało miejsca. Po prostu ich dwójka chodziła tam razem, kiedy Smirnoff jeszcze paliła.
 Nadal trwała godzinna przerwa, więc Zayn i Emily dołączyli do reszty przyjaciół, którzy siedzieli na stołówce. Byli wszyscy. Od razu spojrzeli na Em, ale zamiast złości zobaczyli na jej twarzy uśmiech.
 - Co tam? - zapytała Smirnoff siadając obok Harry’ego.
 - Ile lat ma blond kucharka? - Louis odpowiedział pytaniem na pytanie.
Nowo przybyli zdziwieni pytaniem ściągnęli brwi.
 - Co? Chyba nie jestem w temacie... - powiedziała.
 - Zastanawiamy się ile lat ma kucharka. - wyjaśniła Sam - Isabelle? Tak? - tu skierowała się do Styles’a.
 - Tak.
 - Wygląda na 30. - stwierdził Malik patrząc na blond kobietę w oddali, która nakładała jedzenie przy „barze“.
 - A nie mówiłem? - na twarzy Tomlinsona pojawił się szeroki uśmiech.
 - Skończmy temat. - zaproponował Styles.
 - Czy wan kiedyś do głowy, że Harry w poprzednim życiu był zrzędliwą, starą babą mieszkającą z dziewięćdziesięcioma kotami, która  co niedzielę piecze szarlotkę i chodzi do kościoła? I wrzeszczy na dzieciaki z sąsiedztwa, które latają jej po ogródku? Bo mi tak. - powiedział Niall.
Wszyscy na raz parsknęli śmiechem. Loczek zaś tylko się uśmiechnął.
  - Może. - wycedził Liam.
Kiedy tak wymieniali się swoimi zdaniami, Malik znów się wyłączył i myślami trafił do swojego świata. Przypomniał sobie co powiedziała Rebecca "Co się stało z Zayn’em, który mówił o wszystkim siostrze i swoim najlepszym przyjaciołom?". Dobre pytanie. Próbował sobie na nie odpowiedzieć. Gdzie tamten Zayn? Bo ten jest tchórzem i idiotą, który popełnił duży błąd. I jeszcze ona... Tu spojrzał na Joan, która zajęta była śmianiem się z resztą. To uczucie kiedy jest w pobliżu niego. Nie jest pewien co oznacza. Przecież zna ją dopiero tydzień. Malik, co jest z tobą nie tak? Lubi jej towarzystwo, lubi jak się uśmiecha... tak ja teraz. Ogarnij się! rozkazał sobie w myślach. To tylko dziewczyna. W dodatku Matt’a. Nie masz szans. Nawet nie próbuj się zakochać. Dasz radę. Musi się tylko czymś zająć. Albo kimś. Tak jak zrobił to po tym kiedy zostawiła go Maia - jego była. Wtedy podziałało.
 Zayn siedział obok Emily i prawie przylegał do niej jednym bokiem, więc poczuł jak jej mięśnie się napinają co wyrwało go z zamyśleń. Kiedy rozejrzał się żeby zobaczyć co się dzieje zobaczył idącą w ich stronę Rebeccę. Chyba tylko ich dwoje ją dostrzegło, ponieważ reszta dalej zajęta była rozmawianiem i śmianiem się. Wszyscy nagle zamilkli kiedy stanęła obok ich stolika i powiedziała:
 - Hej. Chciałam wam powiedzieć, że jutro po lekcjach spotykamy się tu wszyscy. Mamy sporo do omówienia. - tu spojrzała na Zayn'a, na jej twarzy malował się „ten jej“ uśmieszek - Musimy ustalić kto się czym zajmie. - Dla ciebie mam coś specjalnego. - to skierowała do Smirnoff.
Em wymyśliła już kilka ciętych uwag, ale kiedy chciała je powiedzieć poczuła na swojej nodze rękę Malik’a i się powstrzymała.
 - Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęła się ironicznie.
 - Jestem otwarta na wasze pomysły. - powiedziała Rebecca tym razem do wszystkich.
 - Na pewno. - mruknęła pod nosem Em.
 - To wszystko. - wycedziła Kennedy po czym odwróciła się i odeszła.
 - Może zaśpiewacie coś na balu? - zapytała Danielle.
 - Dobry pomysł. - poparła ją Sam.
Zayn zignorował pytanie tylko spojrzał na Smirnoff i cicho do niej powiedział:
 - Dobra dziewczynka.
Ta zaś zagryzła wargę i uśmiechnęła się do niego szeroko. 
Chłopaki zaś wyrażali swoje negatywne nastawienie do pomysłu Peazer.




_______________________
Mamy następny :) 
Dziękuję za komentarze, których było więcej niż myślałam, że będzie. Dziękuję też za wejścia i ogólnie, że to czytacie.  <3
Mam nadzieję, że znów dacie mi znać co wam się najbardziej podobało/podoba :) 
Mam w planach dodawać rozdziały co tydzień, ale oczywiście, jak to w życiu, może mi coś wypaść i dodam trochę później... albo może i wcześniej.
Tak w ogóle myślę już nad drugim blogiem i mam już na niego pomysł, ale nie wiem czy to wszystko wypali.
Min. 4 komentarze = XXI rozdział 
B.

niedziela, 3 marca 2013

 Rozdział XIX - "Co się stało z Zayn’em, który mówił o wszystkim siostrze i swoim najlepszym przyjaciołom?"

 - Będziesz tak stał czy się z nami pobawisz? - zapytał chłopiec w czarnych włosach budując mur zamku z piasku w piaskownicy.
Pytanie to skierował do innego dziecka, ciemnego blondyna stojącego kilka metrów dalej i przyglądającemu się małemu brunetowi i jego przyjacielowi. Po chwili zastanowienia dołączył do nich. W prawej ręce trzymał czerwonego lizaka, a w lewej małego żołnierzyka.
 - Jak masz na imię? - zapytał drugi.
 - Niall. A wy?
 - Ja jestem Louis, a to Zayn. Lubisz budować zamki z piasku? - zapytał kopiąc dołek w piaskownicy.
 - Lubię.
 - Więc dokończ tamtą stronę. - Lou wskazał tył „budowli“.
 - Ok. - zgodził się chłopiec i wziął się do roboty.
 - Aaaaaaa! - usłyszeli nagle kogoś krzyki.
W ich stronę zbliżało się dwójka kolejnych dzieci. Jeden był jaśniejszym, a drugi ciemniejszym blondynem. Ten pierwszy uciekał, a ten drugi go gonił. Kiedy zaczęli biegać w okół piaskownicy Zayn powiedział:
 - Harry! Zostaw go! Zniszczycie nam zaraz zamek!
W końcu Harold złapał swojego przyjaciela i zaczęli się śmiać.
 - To jest Niall. - przedstawił go Louis kiedy reszta się uspokoiła.
 - Jetem Liam.
 - A ja Harry.
 - Pomóżcie nam. - nakazał Zayn,
Chłopcy usiedli obok nich i wzięli się do budowania. Chwilę potem wszyscy znaleźli się nad basenem. Dookoła było ciemno i nie było nic widać. Jedyne światło jakie dochodziło to lampy spod błękitnej tafli wody. Kiedy rozejrzeli się dookoła zobaczyli, że kogoś brakuje. A był to Harry. Nagle spod wody wynurzyła się ręka. Chłopiec tonął. Wszyscy rzucili się mu szybko na pomoc i wyciągnęli do niego dłonie. Niestety nie mogli dosięgnąć. W końcu ich przyjaciel przestał walczyć i powoli opadał na dno.
 - Nie!!! - krzyknął Zayn.
 Kiedy w końcu otworzył oczy, zerwał się z miejsca i zaczął głęboko oddychać. Rozejrzał się dookoła by odnaleźć wzrokiem Styles’a. I znalazł. Leżał przy wygasającym ognisku przytulony do Emily. Obydwoje spali. Malik odetchnął z ulgą i przetarł ręką twarz. Ten sen do przyjemnych nie należał. Rozejrzał się jeszcze raz, po czym spojrzał na zegarek. Była 7:32. Reszta też chyba spała bo nikogo nie było i słychać było chrapanie z namiotu chłopaków. Zayn wstał, nalał trochę wody do plastikowego kubka i ochlapał sobie nią twarz. Zabiję go. pomyślał. Był dopiero ranek, więc postanowił nie budzić przyjaciół. Żeby nie siedzieć bezczynnie, postanowił rozpalić ognisko, ale żeby to zrobić musiał iść nazbierać trochę drewna. Tak też zrobił. Kiedy je przyniósł, poszedł po następne. Po powrocie zobaczył Jo, która szukała czegoś w swojej torbie.
 - Już wstałaś. - Zayn bardziej stwierdził niż zapytał po czym położył patyki obok paleniska.
 - Ty też. - powiedziała lekko zdziwiona - Wszystko w porządku? Jakoś niewyraźnie wyglądasz.
Malik parsknął cicho śmiechem.
 - Jakbyś wypiła tyle co ja czy Styles też byś tak wyglądała. - posłał jej uśmiech.
Chociaż dobrze wiedział, że no to było przyczyną.
 - Fakt... Jednak żyjesz. - zmieniła temat.
Zayn zastanowił się chwilę o co jej chodzi.
 - Zapomniałem całkiem o jagodach Harrego. - zaśmiał się kiedy sobie przypomniał - Jednak nie były trujące... Co nie zmienia faktu, że za Chiny nie zjadłbym ich drugi raz. I chyba wiem jak się zemścić. Niestety ucierpią też na tym inni. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem po czym ruszył do Range Rover’a Styles’a. Jo obserwowała go uważnie chcąc poznać jego zamiary. Malik otworzył drzwi auta po czym wsiadł do niego. Pierwsza myśl Sanders to to, że chłopak chce wjechać nim do jeziora, co jest głupotą, ale on tylko włączył radio, a konkretniej płytę. Była to piosenka AC/DC - Back in Black. Zayn podgłośnił rockowe brzmienie jak najbardziej mógł. Dźwięk muzyki rozniósł się z pewnością po całym lesie.
 - Nie masz serca. - stwierdziła dziewczyna mówiąc tak głośno żeby mógł ją usłyszeć i uśmiechnęła się do Malik’a kiedy podeszła do samochodu i oparła się o niego.
 - Przyda im się porządna pobudka. - powiedział równie głośno, a potem stanął obok niej i razem obserwowali przyjaciół żeby zobaczyć kto pierwszy się obudzi.
Wyszło na to, że wszyscy razem.
 - Malik! Kretynie! Ścisz to! - krzyknęła Sam, która właśnie wyszła z namiotu mróżąc oczy przed słońcem.
A za nią Danielle i Eleanor. Sekundę po nich wyłonili się Matt, Louis i Liam przeciągając się leniwie. Chyba każdy nienawidził takich takich pobudek. Horan zaś zerwał się nie wiedząc o co chodzi, a Harry i Emily zakryli głowy śpiworami by stłumić hałas. Zayn myślał, że Smirnoff zaraz rzuci się na niego i zacznie opierdzielać, ale tak nie było. Widocznie było jej bardzo wygonie u booku Styles’a. Dziewczyna próbowała spać dalej, tak jak ich lokaty przyjaciel. Malik nie dał za wygraną... podszedł do nich i szybkim ruchem ręki zabrał im śpiwór.
 - Wyłącz to. - wymamrotała Em zakrywając uczy.
Zayn’a wyręczyła Dnielle. Poszła do auta i wyłączyła muzykę.
 - Zabiję cię. - powiedział Louis przeciągając się.
 - Dołączam się do ciebie. - powiedziała Sam.
 - Widzisz... chciałeś odegrać się na jednym, a teraz na karku masz resztę. - Jo szturchnęła lekko Malik’a i uśmiechnęła się do niego.
  - Panie i panowie... - zaczął Mulat zarzucając Sanders rękę na szyję - Oto mój wspólnik w zbrodni. - wyszczerzył się.
 - Co?! - zapytała „oburzona“ Joan - Wcale nie.
 -  Dobra, dobra... nie wykręcaj się. - powiedział patrząc się na nią po czym uśmiechnął się do niej szeroko.
 - Ty podstępny... - nie dokończyła tylko dźgnęła go palcem w żebra.
Niestety Zayn nie zdążył zareagować.
 - Więc zabiję was. - poprawił się Louis.
 - A miałem taki fajny sen. - ziewnął Harry.
Emily zaś usiadła i spiorunowała wzrokiem swojego przyjaciela, który włączył muzykę.
 - Ja też. - powiedział Niall przecierając oczy.
 - Zayn... - Liam zaczął idąc w stronę swojego auta - Tobie to się zawsze nudzi. - wyciągnął z niego butelkę z wodą i opróżnił ją do połowy.
 - Skutki po wczorajszym nadmiarze alkoholu? - zapytała Eleanor z uśmiechem.
 - Nie jest tak źle. Prawda Harry? - Payne zwrócił się do Loczka.
Ten leżał obok Em i trzymał się za bolącą głowę.
 - Nie, nie jest. - mruknął z ironią.
 - Nienawidzę cię. - wycedziła Sam do brata również sięgając po butelkę z piciem.
 - To za moje. Teraz widzisz jak to jest być budzonym wcześnie rano. - odparł z uśmiechem.
 - Teraz będę wiedziała jak cię budzić.
Niedobrze. pomyślał Malik.
 - Ogarnijmy się i zróbmy śniadanie. - zaproponowała Danielle.
Horan’owi aż zaburczało w brzuchu kiedy usłyszał słowo „śniadanie“.
 - Dobry pomysł. - powiedział.
  Tak też zrobili. Zajęło to im wszystkim około 15 minut. Mycie zębów, przebranie się, itd. Dziewczyny zrobiły kanapki dla wygłodniałych chłopaków, którzy rozpalili ognisko. Niall co chwila podbierał coś przyjaciółkom podczas przygotowywania śniadania. I kilkakrotnie dostał za to po łapach. Sam zaś chodziła i robiła zdjęcia.
 - Jest! - krzyknął Lou kiedy z małej iskierki powstał mały płomień i robił się coraz większy pochłaniając suche patyki.
 - W końcu. - powiedział z ulgą Matt.
 - Jesteśmy zajebiści. - stwierdził Tomlinson z triumfalnym uśmiechem.
Kiedy dziewczyny to usłyszały spojrzały na niego jak na kogoś kto gada głupoty.
 - Na pewno. - wycedziła pod nosem Danielle.
 - Więc na drugi raz też nie musicie brać zapalniczki. - uznała El.
 - O nie... na drugi raz upewnię się, że mam ich z pięć ze sobą. - odparł Malik.
 - Chodźcie lepiej jeść.
  Ten dzień zleciał im jak zwykle na śmianiu się, wygłupianiu, „tańczeniu“ i rozwianiu, a nawet śpiewaniu. Był tylko inny pod tym względem, że chłopaki nie wypili tak dużo jak wczoraj, ponieważ nie pozwoliły im dziewczyny, a zwłaszcza Styles’owi. Matt nawet zgubił komórkę, ale na szczęście ją znaleźli. Jakimś trafem leżała pod jego autem i była rozładowana. Potem, gdzieś około 1:00 w nocy wszyscy poszli spać. Tylko Liam i Danielle przeszli się jeszcze na spacer zanim się położyli.
  Następnego dnia również zjedli śniadanie, posiedzieli trochę i zaczęli się zbierać.
 - Złóżcie namiot. - powiedziała Sam do Zayn’a i Louis’a - Tylko go nie zepsujcie tym razem.
 - Tylko nie wsadź mi niczego w oko, ok? - poprosił Malik Tomlinson’a kiedy zaczęli wyciągać śledzie z ziemi.
 - Masz jeszcze drugie. - odparł z uśmiechem.
W tym samym czasie Jo, Emily i  Sam składały namioty dziewczyn, Danielle i Eleanor zbierały inne rzeczy, Matt, Liam i Niall pakowali je na auta, a Harry... gasił ognisko.
 - Tylko nie podpal się mistrzu. - powiedział do niego Irlandczyk.
Styles właśnie szedł z wodą z jeziora żeby wylać ją palenisko. Po drodze posłał Horan’owi spojrzenie typu „Bardzo śmieszne.“. Kiedy ogień został już zgaszony Loczek udał się do Zayn’a i Lou po czym wziął instrukcję od namiotu, która leżała obok nich i zaczął ją czytać.
 - Nic z tego nie rozumiem. - stwierdził przeglądając kartkę.
 - To twoje motto życiowe. - powiedział Malik.
Wszyscy parsknęli śmiechem.
 - Wcale nie. - zaprotestował po czym zaczął rozglądać się dookoła niewiedząc co ze sobą zrobić i czym się zająć.
 - Mam ochotę na gorący prysznic. - powiedziała Sam.
 - Nie tylko ty. - Em posłała jej uśmiech.
 Około godziny 13:30 wszyscy się zebrali, wsiedli w aut i pojechali do domu. Oczywiście wcześniej upewnili się, że wszystko ze sobą zabrali. Po przyjeździe każdy udał się do siebie.
 Kiedy Malik wyszedł spod prysznica, ubrał się i postanowił wziąć Borysa na spacer. Podczas kiedy go i jego siostry nie było w domu, z psem wychodziła sprzątaczka za którą Rudy nie przepadał. Zayn zapiął zwierzaka na grubą niebieską smycz i wyszedł wcześniej meldując Sam gdzie się wybiera. Idąc chodnikiem spojrzał na zegarek, ponieważ miał czas do 15:00. O tej godzinie miała przyjść do niego Jo i mieli skończyć pracę na historię. Zostało mu miej więcej pół godziny. Malik doszedł do małej polany kończącej osiedle i spuścił tam na chwilę Borys’a. Pies wybiegał się trochę po czym ruszyli z powrotem. Super pomyślał kiedy zobaczył Rebeccę idącą w jego stronę tą samą stroną chodnika, którą szedł on.
 - Hej, Zayn. - zaczęła kiedy zatrzymała się przy nim.
 - Co ty tu robisz? - zapytał niezbyt grzecznie.
Kennedy, bo tak dziewczyna miała na nazwisko, nie mieszkała w tej okolicy, więc było to trochę dziwne dla Malik’a.
 - Załatwiam sprawy. - wyjaśniła i posłała mu „ten“ swój uśmiech.
 - Ciekawe jakie...
 - Długo mi nie odpisywałeś. - zmieniła temat.
 - I tego będę się trzymał. - odparł.
 - Znudziłam ci się już? - zapytała robiąc smutną minę.
 - Rebecca... nie mam ochoty z tobą gadać. Musze iść. - powiedział i wyminął ją.
 - Do swoich kumpli? Powiedziałeś im? No wiesz...
Zayn obrócił się by na nią spojrzeć.
 - Nie mam o czym.
Kennedy się zaśmiała.
 - Na prawdę? Ja myślę, że masz dużo do powiedzenia... Co się stało z Zayn’em, który mówił o wszystkim siostrze i swoim najlepszym przyjaciołom?
 - Czego chcesz? - zapytał tłumiąc w sobie gniew.
 - Ja? Niczego. - uśmiechnęła się do niego - Jeszcze. - dodała - Do zobaczenia, Zayn. - powiedziała i odeszła.
Malik patrzył jak wsiada do auta kawałek dalej i odjeżdża.
 - Kurwa. Malik, ty idioto.- mruknął pod nosem sam do siebie po czym ruszył do domu.
 Po drodze zdążył jeszcze zapalić. Kiedy otworzył drzwi i wszedł do środka, zobaczył siedzących na kanapie Sam, Jo i Niall’a, którzy rozmawiali ze sobą. Spuścił ze smyczy psa i spojrzał na zegarek. Była 14:56.
 - O, jesteś. - zaczęła blondynka.
Zayn podszedł do lodówki i wyciągnął z niej zimny napój, który chwilę potem wypił.
 - Chodź, Niall. Nie będziemy im przeszkadzać. - powiedziała Sam i pociągnęła Horan’a na górę.
 - Grzecznie tam! - krzyknął za nimi jej brat po czym usiadł na kanapie na przeciwko Jo.
Książki, zeszyty i wszystkie inne kartki, z którymi pracowali wcześniej, dalej leżały na szklanym stoliku.
 - Spotkałam Rebeccę jak wychodziłam. - powiedziała - Przyjechała do mnie żeby oddać mi książkę. Nie wiedziałam, że będzie się tak fatygować.
Więc już było jasne co Kennedy tu robiła, chociaż Zayn wiedział, że przyjechała tu nie tylko po to.
 - Po niej wszystkiego możesz się spodziewać.
 - Chyba nie jest aż tak zła...
 - Chyba słyszałaś dostatecznie dużo od Em, twojej przyjaciółki, żeby tak nie myśleć. - odparł.
Joan uznała to za koniec tematu, więc wzięła książkę, kartkę i kontynuowała to czego nie skończyła ostatnio. Tak samo jej towarzysz.
 Po dwóch godzinach pracy zrobili sobie małą przerwę i wyszli na taras żeby Malik mógł zapalić. Oboje oparli się o metalową barierkę i w milczeniu patrzeli na ogród, na którym znajdował się duży basen, leżaki, grill i dużo ozdobnych drzewek.
 - Długo palisz? - zapytała Jo przerywając ciszę.
 - 3 lata.
 - Ja paliłam przez dwa miesiące.
Zayn spojrzał na nią i uśmiechnął się.
 - Jakoś trudno mi uwierzyć.
 - Na prawdę. Miałam 14 lat. Rodzice do tej pory nie wiedzą.
 - To tak jak moi. A raczej mama. - poprawił się.
 - Zgadnij przez kogo zaczęłam. - powiedziała chcąc wyjść z niezręcznej sytuacji.
 - Pewnie przez Smirnoff. - uśmiechnął się.
 - Tak, właśnie przez nią. I przez nią też przestałam.
 - Mieliśmy rzucić razem. Jej się udało. Mi nie.
 - Może nie chciałeś?
 - Może...

___________________________________
Trochę krótki, ale postaram się nadrobić w następnym :)
Dziękuję wam za komentarze i... wejścia, których jest ponad 2700 =) Jak dla mnie to dużo.
No i chcę wiedzieć co wam się najbardziej podobało w tym rozdziale itd.
Byłoby też miło jakbyście się podpisywali kiedy piszecie z anonima.
Min. 4 komentarze = XX rozdział.
<3 
Dziękuję jeszcze raz.
B.

poniedziałek, 25 lutego 2013

 Rozdział XVIII - "Tak, kretynie. Martwiłam się o ciebie. A teraz ściągaj spodnie."

 Ze wszystkich chłopaków tylko Matt miał „immunitet“, ponieważ trzymał kamerę. Reszta niestety musiała się ratować. Liam, Niall i Louis zdążyli się zamknąć w aucie... niestety Zayn i Harry nie mieli już tyle szczęścia - zostali otoczeni przez szóstkę mokrych i pragnących zemsty dziewczyn.
 - Stary... jeszcze możesz uratować swój telefon. - powiedział Malik do przyjaciela, z którym był w potrzasku po czym wyciągnął komórkę z kieszeni i rzucił gdzieś na trawę obok Matt’a.
Harold się zgodził i zrobił to samo. Obydwoje wiedzieli, że telefony ich nie uratują przed zmoknięciem... ale za to może być na odwrót. Kiedy dziewczyny ruszyły w ich kierunku, Zayn i Harry próbowali się jeszcze wymknąć, ale nic z tego. Jo, Emily i Dan „wzięły się“ za Malik’a, a Eleanor i Sam za Styles’a.
 - Dajcie się przynajmniej rozebrać! - krzyknął Loczek bliski wrzucenia do wody.
Jego przyjaciel wykorzystał okazję i jakoś po drodze udało mu się zrzucić buty, a na koniec ściągnąć koszulkę... aż w końcu znaleźli się w jeziorze. Dziewczyny zaś triumfalnie się uśmiechnęły i przybiły sobie po piątce. Zostało tylko trzech, którzy właśnie siedzieli zamknięci w aucie i śmiali się z Zayn’a i Harrego.
 - A co z nimi? - zapytała Eleanor patrząc na nich.
W tym samym momencie Danielle podeszła do bluzy Styles’a, która leżała na namiocie i wyciągnęła z niej kluczyk od czarnego Rnge Rover’a po czym pomachała nim w górze żeby pokazać reszcie. Peazer nacisnęła tylko przycisk i otworzyła auto. Wtedy dziewczyny szybko złapały za klamki drzwi po prawej stronie wozu i dostały się do środka, ale chłopaki wyszli lewą. Tak czy siak uciekł tylko Louis, który wykorzystując okazję sam wskoczył do wody.
Liam i Niall pomino swoich oporów i tak zostali wrzuceni.
 - No i jesteśmy kwita. - powiedziała Sam z uśmiechem.
 - Prawie. - dodała El przenosząc wzrok na Tomlinson’a.
Ten uśmiechnął się szeroko.
 - Wiesz, że cię kocham? - zapytał robiąc niewinną minę.
 - I tak się nie wywiniesz, więc nie kombinuj. - odparła Calder.
 - Przecież jestem w wodzie, prawda? Tego chciałyście...
 - Dobra dobra...
W tym samym momencie do Matt’a podeszła Em i wzięła od niego kamerę po czym tak żeby nie zauważył dała znak dziewczynom.
 - To się nazywa zemsta. - skomentowała Smirnoff.
Wtedy Jo, Dan i Sam złapały szybko Parker’a i zaczęły ciągnąć go do wody. I się udało. Wszyscy zaczęli się śmiać
 - Przecież ja nic nie zrobiłem.
 - No i co z tego. - powiedziała blondynka z łobuzerskim uśmiechem.
 - One nie potrzebują powodu. - odezwał się Nialler.
W tym samym momencie Sam wskoczyła do wody ochlapując wszystkich obecnych dookoła. Następna była Eleanor, Dan i Jo. Chwilę potem zaczęła się wojna i wszyscy chlapali siebie na wzajem albo to podtapiali.
 - Dzieci. - powiedziała Emily do kamery - Musiałby chyba ktoś umrzeć, żeby byli poważni.
 - Em! Chodź do nas! - krzyknął Hazza, który chwilę potem został wciągnięty pod wodę przez Louis’a.
Smirnoff się zaśmiała po czym odłożyła włączoną kamerę na małe, składane krzesełko tak aby było widać co dzieje się w jeziorze, a następnie pobiegła i wskoczyła do wody. Na szczęście na nikogo nie trafiła. Wylądowała między Zayn’em a Niall’em ochlapując ich przy okazji. Kiedy tylko się wynużyła i złapała powietrza, ktoś z powrotem ją zanurzył. Ktoś czyli Malik.
 Pół godziny wygłupów później, wszyscy wyszli z wody i każdy sięgnął po ręcznik. Dziewczyny przygotowały się jeszcze przed wyjazdem i założyły stroje kąpielowe w razie czego, więc mogły swobodnie przy chłopakach zdjąć ciuchy, wycisnąć je i powiesić żeby wyschły, a na siebie założyć coś suchego.
 - Emm... mała? - zwrócił się do siostry Zayn szukając swojej torby na samochodzie Liam’a, a wcześniej przeszukawszy auta Harrego i Matt’a.
Był on tylko w samych wilgotnych spodenkach, które wcześniej wykręcił.
 - Co się stało? - zapytała zakładając biało-czerwoną baseball’ówkę.
 - Widziałaś moją torbę?
 - Nie. Nie ma jej?
 - Nie.
 - Taką czerwoną? - zapytała Jo.
 - Yhym.
 - Została w domu. Pytałam się Liam’a czy ją wziąć, ale on powiedział, że nie więc jej nie brałam. - wyjaśniła.
 - Payne?! - Malik zwrócił się do Liam’a, który siedział przy ognisku z resztą i się ogrzewał.
 - Co?
Zayn spojrzał na niego z przymrużonymi oczami.
 - Chcesz w łeb? - zapytał.
 - Co zrobiłem? - zapytał zmieszany.
Brunet tylko wywrócił oczami i dał sobie spokój. Dlatego, że słońce już zaszło i zrobiło się chłodniej każdy miał na sobie swoją bluzę, więc nie miał od kogo pożyczyć.
 - Niedługo zapomnisz głowy. - powiedziała Sam po czym zajęła bluzę i usiadła obok reszty towarzystwa.
 - Przepraszam. - powiedziała Jo, która została z Malik’iem.
 - Za co? Za torbę? No co ty. - posłał jej uśmiech - Przeżyję. - a następnie założył swoją suchą koszulkę, którą zdążył ściągnąć zanim wrzucono go do wody.
 - Chodź do ogniska. - zaproponowała.
 - Ok. - zgodził się po czym sprawdził swoje mokre kieszenie. - Cholera... Payne! Zabije cię!
Do torby, która została w domu Zayn wsadził wcześniej papierosy, a w chwili obecnej nie miał żadnych przy sobie. A te które miał w kieszeni spodenek pływają gdzieś w jeziorze. No i właśnie się zorientował.
 Godzinę później Emily zaproponowała zabawę w „nigdy“. Wszyscy uznali ten pomysł za dobry. Chociaż Jo miała małe wątpliwości. Wiedząc, że na pewno wymyślą coś bardzo prywatnego... bała się trochę. No, ale stwierdziła, że tak poznają się lepiej. I ona ich i oni ją.
 Ogólnie zabawa polegała na tym, że mówi się zdanie zaczynające się od „nigdy“... np. 'Nigdy nie jadłam lodów.’ Jeśli jakaś osoba to robiła to bierze duży łyk piwa, a jeśli nie to nie pije nic. I tak po kolei. 
 - To kto zaczyna? - zapytał Louis.
 - Ja! - zgłosił się Irlandczyk.
 - Ok, Nialler. Dawaj. - powiedziała Smirnoff.
 - Nigdy nie jadłem w wannie.
Napili się tylko Dan i Liam. Automatycznie wszystkie spojrzenia zostały skierowane na nich. I chyba każdy pomyślał o tym samym bo każdy się uśmiechnął.
 - Co? - zapytała Peazer.
 - To tylko zbieg okoliczności. - tłumaczył się Liam.
 - Dobra, dobra... później się okaże. - powiedział Louis.
 - Teraz ja. - powiedziała siedząca obok Sam - Nigdy rodzice nie przyłapali mnie na byciu pijaną.
Łyka nie wzięła tylko Jo, Dan, Liam i Matt... co oznacza, że ich nigdy nikt nie przyłapał.
 - Nigdy nie całowałem się z dziewczyną. - powiedział Zayn.
To pytanie bardziej miało na celu sprawdzenie dziewczyn. Wypił każdy chłopak i... Em. Malik posłał jej znaczący uśmiech.
 - Co? - zapytała również się uśmiechając.
Nic nie odpowiedział.
 - Ok, więc... - zaczęła Eleanor - Nigdy nie okłamałam rodziców.
Wypili wszyscy bez zastanowienia.
 - Nigdy...nie uprawiałem seksu. - powiedział Lou z uśmiechem.
To było oczywiste ze strony Tomlinson'a.
 - Czy z dziewczyną się liczy? - zapytała Smirnoff?
Reszta słysząc jej pytanie zaczęła się śmiać.
 - Chyba tak. - oznajmił Nialler.
 - Aha...
Tylko Jo i Sam się nie napiły. Następne stwierdzenia należało do Payne’a.
 - Nigdy nie rozwaliłem samochodu.
Wszyscy spojrzeli na Louisa, Zayna i Harrego... ale nikt się nie napił.
 - Nie oszukuj. - powiedział Malik z uśmiechem do przyjaciela.
 - Ja? Chyba wy. - odparł Tomlinson.
Danielle wywróciła oczami.
 - Każdy z was niech się napiję. - nakazała.
 - Co? - zbulwersował się Harry.
 - Pijcie i nie marudźcie.
Tak też zrobili.
 - Nigdy nie całowałam się z chłopakiem. - powiedziała Peazer.
Łyka wzięły wszystkie dziewczyny. Czyli chłopacy są czyści.
 - Nigdy nie spotykałam się z kimś starszym ode mnie. - teraz przyszła kolej na Joan.
 - Dobre. - stwierdził Louis - Prawda Haroldzie? - tu spojrzał na przyjaciela.
Wypiły dziewczyny i Styles.
 - Czy do tego zalicza się sam seks? - zapytał Malik.
Oczywiście musieli się zaśmiać.
 - Regularny? Czy jednorazowa przygoda? - Sanders chciała sprecyzować.
Zayn uśmiechnął się słysząc to pytanie.
 - Regularny.
 - Chyba tak.
I wtedy brunet wziął łyka po czym razem z Jo znów wymienili się uśmiechami.
 - Nigdy się nie spóźniłem. - powiedział Matt.
Każdy wziął dużego łyka.
 - Tak myślałem. - wycedził Matt jakby sam do siebie.
 Teraz była kolej Emily.
 - Nigdy nie robiłam tego w aucie.
Wszyscy wymienili się spojrzeniami po czym piwa napił się Harry, Lou, El i Zayn.
 - Nigdy się nie zakochałem. - powiedział Harry.
Nikt się nie spodziewał tego od Lokatego. Wszyscy myśleli, że wyskoczy z seksem, a tu niespodzianka.
 - Wow, Styles. Zaskoczyłeś nas. - powiedział Malik.
Tak więc wypił każdy oprócz Emily. Nikt o nic nie pytał.
 Zrobili jeszcze trzy kolejki po czym skończyli grę. Smirnoff korzystając z okazji złapała za kamerę, Dan uczyła tańczyć Matt’a, Hazzę i swojego Liam’a, Sam siedziała i rozmawiała z Horan’em przy ognisku, oparta o jego ramię, Louis’a i Eleanor gdzieś wcięło. Emily skończyła kamerować próby tańca chłopaków i poszła szukać zaginionej pary. I znalazła ich w aucie, na tylnym siedzeniu. Nie robili tego co myślicie. Po prostu rozmawiali przytuleni do siebie.
- Mam was. - powiedziała Smirnoff kierując na nich kamerę - A co gołąbeczki tu robią?
 - Rozmawiają. - oznajmił ją Tomlinson z uśmiechem.
 - Dobra... nie chcecie mówić to nie. Nie będę wam przeszkadzać. Rozmawiajcie sobie dalej. Czy cokolwiek tam robiliście. - odparła i wyszła z auta by tym razem udać się do blondynki i blondyna.
 W tym samym czasie Zayn chciał udać się w jakieś cichsze miejsce, więc odszedł kilka metrów od ‚obozowiska’. Wtedy zobaczył przy brzegu jeziora Jo. Siedziała i obejmowała swoje nogi, na których oparła brodę oraz patrzała na księżyc prawie w pełni. Malik po cichu podszedł i usiadł obok niej. Kiedy dziewczyna go zobaczyła, uśmiechnęła się.
 - Widzę, że nie tylko ja lubię posiedzieć czasami sam. - zaczął patrząc gdzieś na ciemne niebo.
 - Chyba każdy lubi. - odparła z uśmiechem.
 - Przeszkadzam?
 - Nie. Możemy posiedzieć sami razem.
Zayn zastanowił się chwilę czy to zdanie ma sens po czym spojrzał na nią.
 - Ok.
 - Chyba już to wszystko o sobie wiedzieliście, co? - zapytała po chwili milczenia.
Oczywiście chodziło jej o grę.
 - Nie wszystko. Na przykłąd nie wiedziałem, że Styles lubił przebierać się w ciuchy mamy kiedy był mniejszy. - powiedział prawie się śmiejąc - A co? Wolałabyś grać w grę Styles’a gdzie trzeba się rozbierać?
 - Niee... raczej nie. - posłała mu szeroki uśmiech.
 - Nie wiem czy to specjalnie czy nie, ale to on zawsze zrostaje pierwszy bez ubrań.
 - O mój boże. Przestań. Właśnie sobie to wyobraziłam. - zaśmiała się.
Zayn również. Znowu nastała chwila milczenia... ale ani Malik’owi, ani Jo to nie przeszkadzało. Nikt nie czuł się niezręcznie. Słychać było tylko świerszcze i śmiechy znad ogniska, przy którym siedziała reszta.
 - Pamiętam jak byłem tu z tatą 6 lat temu. - odezwał się Zayn - Złowiłem wtedy swoją pierwszą rybę. Sam była z nami. Kazała mi ją wypuścić bo nie chciała żeby zginęła. Nie posłuchałem jej. Trafiła na patelnię. Sammy nie odzywała się do mnie przez tydzień. To był najdłuższy okres kiedy nie rozmawialiśmy. I chyba jedyny. Nie wiem czy ona to pamięta.
Sanders spojrzała na niego. Zdziwiła się bo to był pierwszy raz kiedy wspomniał przy niej o swoim ojcu.
 - Mój brat się na mnie obraża jak nie pójdę z nim w poniedziałek pograć w piłkę. To taka nasza mała tradycja. Staram się ją utrzymać... chociaż czasami nie wychodzi. Mike wtedy mówi: „Zawiodłaś mnie.“. Dziwnie to brzmi z ust 7 latka, ale boli. - powiedziała przenoszą wzrok z powrotem na księżyc.
 - Musisz mnie poznać z tym małym. - uśmichnął się.
 - Przyjdź do nas w poniedziałek. Pogramy razem. Co ty na to? - zapytała.
 - Ok.
 - Myślę, że się polubicie. Poznasz moich rodziców przy okazji.
 - Jakieś wskazówi co mam robić, a co nie? Na przykład nie patrzeć twojemu tacie w oczy? Albo o czymś nie wspominać?
Joan zaczęła się śmiać.
 - Nie. Spokojnie... mója tata cię nie zabije jak na niego spojrzysz, chociaż jest trochę...
 - Jaki?
 - Jakby to powiedzieć... „testuje“ każdego kto mnie odwiedzi. Więc nie przejmuj się jak zacznie być dociekliwy. Udaje twardego, ale tak na prawdę nie jest. Matt sporo przeszedł zanim dał mu spokój. Co innego mama. Może być wszędzie gdzie się nie obejrzysz. Jak już mówiłam jest szalona. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście. Jeśli ci zproponuje lasagne to niewiadomo jak byś był głodny... odmów. Dla własnego dobra.
Zayn parsknął śmiechem.
 - Ok. Zapamiętam. Jeszcze jakieś przydatne inforacje? - zapytał.
 - Raczej nie. Jak długo się znacie z chłopakami? - Sanders zminiła po chwili temat.
 - Od dziecka. W sumie nie pamiętam jak poznałem Lou bo chyba byłem za mały.
 - A Em?
 - Mieliśmy chyba wtedy jakieś 8 lat. To znaczy... widywałem ją codziennie bo mieszkała obok mnie, ale nie rozmawialiśmy. A jak już zaczeliśmy to nie lubiliśmy się zabardzo. Kłuciliśmy i wyzywaliśmy. Byliśmy dziećmi, więc... później zaczęła nam się wszystkim podobać... mi i chłopakom, ale nie powiedzieliśmy sobie tego. Dopiero po jakimś czasie zaprzyjaźniliśmy się z nią... i przyjaźnimy do dzisiaj. Pewnie nie uwieżysz, ale pierwsza bójka Liam’a była właśnie ze Smirnoff. Pamiętam do dzisiaj jak rozdzielaliśmy ich, a Horan stał z boku i nie mógł przestać się śmiać. W sumie jak sobie dzisiaj to przypomnę to też chce mi się śmiać. - skończył swój monolog i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
 - Liam? ... się bił? Z Emily? - ściągnęła zdziwiona brwi.
 - Tak. Pewnie myślisz, że jest taki grzeczy i w ogóle, ale to nie prawda. Czasami nieźle mu odwala. Potrafi nawet być głośnijszy niż ja czy Louis. Zobaczysz jeszcze.
 - Nie wyobrażam sobie tego.
Nagle z nikąd pojawił się Harry. Kucnął pomiędzy przyjacielem a Jo i szeroko się uśmiechnął.
 - Tu was wywiało. Masz. Spróbój. - powiedział po czym wsadził Zayn’owi jakąś jagodę do buzi.
 - Co to? - zapytał Malik.
 - Nie wiem. Rosło obok drzewa.
Kiedy to usłyszał było trochę zapóźno żeby wypluć, ponieważ brunet już to połknął.
 - Żartujesz? - spojrzał na niego jak na idiotę.
Jo zaczęła chichotać.
 - Skąd wiesz czy to w ogóle jest jadalne? Chcesz mnie otruć?
 - Spokojnie. Zjadłem to jak przyjechaliśmy i nic mi nie jest. Dobre, nie? - znów się uśmiechnął i wsadził sobie do buzi ową „jagodę“.
 - Dowiecie się jutro jak nie wylądujecie na pogotowiu. - powiedziała Sanders z uśmiechem.
 - Właśnie.
 - Oj, nie przesadzajcie. Chcesz? - tym razem Styles zwrócił się do Jo.
 - Nie, dziękuję. Wolę nie.
 - Nie to nie. Kogo obgadywaliście? - Harry zmienił temat.
 - Ciebie. - skłamał Zayn.
Harold uniusł brwi.
 - Naprawdę? Opowiadał ci jaki to jestem super? - spojrzał na dziewczynę.
 - Tak, Styles. Opowiadałem jej jak ta twoja zajebistość nie zna granic. - odpowiedział za nnią ironicznie Malik.
 - Wiedziałem. Nie możesz przestać o mnie mówić. Ani myśleć. Też cię kocham, Zayn. - Harry zarzucił mu jedną rękę przez szyję, a drugą rozczochrał włosy i uśmiechnął się szeroko. Jo zaczęła się śmiać.
 - Nakarmiłeś też tym czymś Niall’a?
 - Nie. Zjadłby wszystko. Z resztą Horan siedzi i obściskuje się  z twoją siostrą przy ognisku.
 - Ej, jak mamy umrzeć to wszyscy. - powiedział.
Styles parsknął śmiechem po czym spojrzał na Snaders.
 - Danielle uczy twojego chłopaka tańczyć. To nie fair. Wychodzi mu to lepiej niż mi. - powiedział.
 - Czyli jednak nie jesteś taki super? - zapytał Malik z uśmiechem.
 - Ranisz moje uczucia. - odparł i zrobił smutną minę.
 - Ale to ty chcesz mnie otruć. - odparł.
 - Nigdy bym ci tego nie dał jeśli nie sprawdziłbym tego na sobie.
 - Aww, jakie to słodkie. - powiedziała Jo.
 - Dobra... koniec tematu. Chodźcie. - Malik wstał i optrzepał spodnie z piasku.
Reszta rówinież.
 - Muszę sprawdzić co Horan robi z moją siostrą. - dodał.
 - Pewnie robią coś nieprzyzwoitego w namiocie. - Harry uśmiechnął się łobuzersko, kiedy ruszyli w stronę ogniska.
Zayn posłał mu karcące spojrzenie.
 - Jakiś nerwowy się robisz jak nie masz fajek. - odparł Loczek.
Teraz to Malik zarzucił mu rękę przez szyję i z uśmiechem powiedział:
 - Robię się nerwowy jak ktoś daje mi coś z lasu czego nigdy nie jadł ani nie widział.
 - Przeżyjsz... a raczej ty. - odezwałą się Jo.
 - Jak to? - zapytał Styles.
 - On zjadł tylko jedną, a ty... ile zjadłeś?
Harry starał się sobie przypomnieć, a kiedy policzył spojrzał na dziewczynę lekko przerażony.
 - No właśnie. - powiedziała widząc jego minę.
 Kiedy doszli na miejsce wszyscy siedzieli dookoła ogniska. Horan trzymał gitarę, Louis szeptał coś El do ucha, ta usmiechnęła się i pocałowała go, a reszta rozmawiała. Jo usiadła obok Matt’a, Zayn obok Liam’a, a Harry usiadł między Tomlinsonem, a Horanem i zwrócił się do Irlandczyka.
 - Zagraj „Piratów z Karaibów“ !
 - No nie... znowu?
 - Tak!
Styles kochał tę melodię. Mógł słuchać jak Niall ją gra cały dzień, w kółko i w kółko. Blondyn wywrócił oczami i zaczął grać. Jak zawsze wyszło mu to świetnie. Uczył on grać przyjaciela, ale jemu to nie wychodziło. Harremu lepiej szło na perkusji.
 Dwie godziny później chłopacy byli trochę wstawieni. No może więcej niż trochę... a zwłaszcza pan Harold. Dziewczyny wypiły mniej, więc miały zachowaną trzeźwość umysłu.
Nagle Styles wstał i chwiejnym krokiem ruszył w stronę jeziora.
 - Gdzie ty idziesz? - zapytała go Sam.
 - Wiiiii... - odpowiedział jak dziecko, które udaje samolot i wymamrotał coś jeszcze pod nosem, ale nie dało się tego zrozumieć.
 - Harry!
 - Si...siku ide noo... - powiedział ledwo.
Niepokojące było to, że zamiast w stronę lasu szedł w stronę wody. I w dodatku było ciemno.
 - Utopisz się. - ostrzegła Eleanor.
 - Niee... - zaprzeczył i zaczął się śmiać sam do siebie - Dam radę.
Dali sobie spokój bo myśleli, że i tak nie podejdzie blisko jeziora. Wszyscy zmęczeni siedzieli w milczeniu, a niektórzy nawet przysypiali. Zayn zaś bawił się strunami w gitarze Niall’a. Nagle, po jakiejś minucie, rozległ się plusk wody.
 - Cholera. - Malik odłożył szybko instrument.
Wszyscy jak poparzeni rzucili się w kierunku, w którym poszedł przed chwilą ich przyjaciel. Kiedy dobiegli na miejsce zobaczyli Harrego, który leżał w połowie w wodzie i w połowie na brzegu i znowu się z czegoś cieszył.
 - Styles! Ty idioto! - Emily odetchnęła z ulgą tak jak reszta.
Liam i Zayn podeszli do niego i złapali go za ręce by go wyciągnąć. Wtedy Harry zaczął machać nogami i chlapać dookoła.
 - Przestań i wyłaź. - powiedział Malik - Na trzy. - zwrócił się tym razem do Liam’a.
 - Ok.
 - 1..2..3.
Wtedy razem pociągnęli i wyciągneli przyjaciela. Obydwoje zarzucili sobie jego ręce przez szyję żbey czasem się nie wywrócił.
 - Mam nadzieję, że zdążyłeś się wysikać. - wycedził Payne.
Loczek uśmeichnął się i oparł o niego głowę.
 - Kocham cię, Liam. - powiedział.
 - Ja ciebie też, Harry... a teraz chodź.
Z Zayn’em zanieśli go i posadzili na pace furgonetki.
 - Poradzę sobie z nim. Idźcie. - Emily zwróciła się do reszty.
 - Na pewno? - zapytał Niall.
 - Tak. Lepiej połużcie się spać. Bo wcale nie wyglądacie lepiej niż on.
Tak jak powiedziała tak zrobili. Teraz została sama z pijanym przyjacielem.
 - Jesteś w stanie się rozebrać?
Harry nie odpowiedział tylko jedną nogą próbował zdjąć buta z drugiej. Niestety nie wychodziło mu to bo buty były ślizgie od wody.
 - Zdejmij koszulkę.  - powiedziała Smirnoff po czym sama zdjęła mu trampki oraz skarpetki.
Loczkowi  zaś udało się zdjąć t-shirt.
 - Musiałeś tam iść? Mogłeś się utopić.
 - Żyję. - powiedział z uśmiechem - Widzisz? - i pomachał jej.
 - To mogło się źle skończyć. Wiesz o tym.
 - Martwiłaś się o mnie?
Chyba woda go trochę ożywiła bo mówił wyraźniej.
 - Tak, kretynie. Martwiłam się o ciebie. A teraz ściągaj spodnie. - rozkazała.
Styles spojrzał na nie, a potem z powrotem na Emily.
 - Chcesz żebym zdjął spodnie?
Smirnoff wywróciła oczami.
 - Jakbyś mało razy to przy mnie robił. Zdejmuj je.
Nadal się uśmiechająć rozpiął pasek, a potem chcąc odpiąć guzik oderwał go.
 - Upss.
Em zakryła ręką twarz. Boże...z kim ja się przyjaźnię. pomyślała.
 - Idę po ci po ciuchy. Nie ruszaj się... stąd. - powiedziała i poszła do jego auta po torbę. Po dwóch minutach szperania w rzeczach Harrego znalazła to co szukała i wróciła do przyjaciela.
 - Jeszcze się nie rozebrałeś?! - Smirnoff zoabaczyła, że Styles dalej ma na sobie spodnie.
 - Kazałaś mi się nie ruszać. - odparł ze słodkim uśmiechem.
Dziewczyna westchnęła głęboko zrezygnowana i podała mu ciuchy oraz ręcznik.
 - Przebieraj się. - nakazała i odwróciła się.
 - Nie musisz się odwracać. Nie przeszkadza mi to. - powiedział ściągając chwiejnie resztę ubrań.
 - Wiem... ale mi tak. Ruszaj się. I spróbuj się przy okazji nie zabić.
 - Przecież mnie uratujesz. Jak zawsze.
Smirnoff uśmiechnęła się sama do siebie. To prawda. Zawsze go ratowała z trudnych sytuacji.
 - Jesteś pijany.
 - No i co z tego. I tak mnie kochasz. - powiedział nadal z uśmiechem na twarzy.
 - Styles... nawet jakby się nie chciało to ciebie nie da się nie kochać. Wszyscy to wiedzą.
Kiedy ubrał ostatnią rzecz jaka mu została, czyli koszulkę, podszedł do Emily, objął ją mocno od tyłu i podłożył głowę na jej ramieniu.
 - Dziękuję. Ładnie pachniesz. - dodał po chwili.
 - Tak... tobą i jeziorem. - odparła odwracając się do niego - Chodź. Zaprowadzę cię do namiotu. - zarzuciła sobie jego rękę przez szyję żeby było jej lepiej go prowadzić.
 - Zostaniesz ze mną? - zapytał kiedy szli.
 - Nie, Harry.
 - Proszę. Będę grzeczyny. - prosił błagalnym tonem.
 - Wiem, ale po pierwsze... uśniesz w sekundę, a po drugie... nie będzie miejsca. - odparła.
Kiedy zobaczyli, że przy ognisku spał Zayn i Niall, a z namiotu wystawały trzy pary nóg było oczywiste, że w namiocie nie ma miejsca i dla Harrego. Dziewczyny też już chyba spały.
 - Cholera. - powiedziała Em pod nosem.
 - Chyba będę musiał wziąć przykład z Malik’a i Horan’a.
Smirnoff wywróciła oczami po czym posadziła Styles’a na śpiwoże, który leżał niedaleko paleniska.
 - Posiedzę z tobą tylko chwilę żebyś się czasem nie podpalił. - usiadła obok niego.
Harry uśmiechnął się najszerzej jak mógł. Em poklepała ręką swoje nogi. Przyjaciel zrozumiał i położył na nie głowę.
 - A teraz śpij. I zapamiętaj jak to jest być pijanym bo długo nie dostaniesz alkoholu... chociaż i tak pewnie wszystko zapomnisz. - powiedziała i przykryła go.
 - Masz kościste nogi. Czy ty coś w ogóle jesz? - zapytał.
 - Wolisz poduszkę? - zapytła nie chcąc słuchać jego marudzeń.
 - Nie...nie.
 - Więc się nie odzywaj i śpij.
 - Naprawdę robiłaś to z dziewczyną? - odezwał się ponownie po chwili milczenia.
 - Styles!
 - Ok, ok. Już się nie odzywam.
Tak właśnie po około minucie Styles smacznie spał, a Emily siedziała z głową przyjaciela na nogach i wpatrywała się zamyślona w ognisko.


_________________________________________
No i jest. Dziękuję wam za wszystkie komentarze i wejścia =) Nie wiecie jak mnie to motywuje :)
Chciałabym też żebyście powiedzieli mi np. jaki moment się wam najbardziej podobał, a jaki nie podobał.  Albo jakiej parze najbardziej kibicujecie. :] Moglibyście? Cokolwiek...
Min. 3 komentarze = XVIII rozdział.
B.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział XVII - "Jestem za młody żeby być wujkiem."

  
- I jesteśmy na miejscu. - skomentowała Emily wychodząc z auta z kamerą w ręku.
 Wszystkie trzy samochody zaparkowali przy małej polanie, którą otaczał zielony las oraz jezioro z jednej strony. Na środku ze sporych kamieni ułożone było palenisko, a dookoła leżały grube pnie drewna, które mogły posłużyć za siedzenie. W wodzie znajdował się też w połowie zniszczony pomost wyglądający jakby miał się zaraz cały rozlecieć.
  - Ok... może najpierw rozłóżmy wszystko nim rozpalimy ognisko żeby Nialler nic nie podpalił. - powiedział z uśmiechem Liam. 
 - Bardzo śmieszne. - mruknął Irlandczyk i wziął worek z namiotem z furgonetki Payne'a.
 Wcześniej ustalili, że dziewczyny śpią z dziewczynami, a chłopaki z chłopakami. Chociaż każdy wiedział, że pewnie i tak wyjdzie inaczej. Tak więc Emily miała dzielić namiot z Sam... Jo z Dan i El, a chłopaki powiedzieli, że gdzie trafią tam będą spać. Jeśli w ogóle trafią.
  - To kto idzie po drewno? - zapytała Emily kierując kamerę na resztę. 
  - Ja mogę. - zgłosił się Styles.
  - Lepiej nie, Harry. Nie puścimy cię... na pewno nie samego. - powiedziała Danielle uśmiechając się do niego. 
  - Ja z nim pójdę. - odezwała się Sam – Chodź. - pociągnęła go za rękę w stronę lasu – Tylko się nie zgub.
Każdy wiedział, że Harold miał fatalną orientację w terenie.
  - Tylko grzecznie tam. - krzyknął za nimi Zayn.
Każdy się za coś zabrał. Oprócz Smirnoff, która chodziła z kamerą i wszystko nagrywała. Em podeszła do Malika, który szukał czegoś w furgonetce Liam'a.
  - Hej Zayn. 
  - Hej Em. - powiedział nie przerywając szperania w rzeczach.
  - Czego szukasz? - zapytała nadal kamerując.
  - Zapalniczki.
  - U Liam'a? A ty nie masz? No kto jak kto, ale ty?
  - Zgubiłem.
  - Super. Zostaliśmy bez ognia. Zayn zgubił zapalniczkę, więc będziemy musieli sobie poradzić bez. To będzie szkoła przetrwania. - skomentowała do kamery.
  - Cholera. - mruknął Malik zeskakując z paki furgonetki – Musiałem zostawić w domu.
  - No raczej tam po nią nie wrócimy. - powiedziała i ruszyła w stronę Danielle, która rozkładała mały stolik by rozłożyć na nim jedzenie. - Tu mamy Dan, która będzie dzisiaj chyba obsługiwała nasz bar.
Peazer uśmiechnęła się i pomachała do kamery. Smirnoff ruszyła dalej. Tym razem podeszła chłopaków, którzy próbowali rozłożyć namiot... co kompletnie im nie wychodziło. Matt razem z Niall'em jeden, a Lou i Liam drugi. Zayn zaś próbował pomóc raz tym, a raz tym.
  - Chłopaki właśnie robią coś co trochę przypomina rozkładanie namiotu. W przeciwieństwie do nich dziewczyny radzą sobie znacznie lepiej. - tu skierowała obiektyw w stronę Jo i Eleanor robiących to samo tylko kilka metrów dalej. Chwilę potem ponownie wróciła kamerą do Lou i reszty. 
  - Może byś pomogła? - zapytał Tomlinson próbując poskładać rurki.
  - Żartowałam. Dobrze wam idzie. - skłamała i podniosła kciuka do góry, ale nie wyszło jej to zbytnio przekonująco.
W tym samym momencie pękła rurka, którą Lou próbował wsadzić w otwór innej.
  - Mówiłaś coś? - zaśmiał się Niall. 
  - Dobra... muszę pomóc tym sierotom. - powiedziała po czym wyłączyła kamerę i odłożyła ją.
  - I co teraz? - zapytał Liam.
  - W aucie Styles'a jest taśma. Mogłabyś ją przynieść? - poprosił Malik, który próbował rozczytać instrukcję z obrazka.
  - Ok. - obróciła mu kartkę, którą trzymał do góry nogami i ruszyła w stronę auta. 
 W tym samym momencie Sam i Harry chodzili po lesie i zbierali suche drewno do ogniska. Nie musieli odchodzić daleko.
  - Dawno nie widziałam się z Gemmą. Co u niej? - zapytała blondynka.
  - Dorabia jako barmanka w jednym z klubów.
  - A co na to twoi rodzice? 
  - Nie podoba im się to.
Rodzice Styles'a są bardzo mili i kochani, ale zawsze powtarzali, że ich dzieci nie mogą pracować w jakiś barach czy sklepach. Muszą znaleźć sobie dobrą pracę, na wysokim poziomie, do której będzie potrzebne dobre wykształcenie. Oczywiście Gemma zawsze się dobrze uczyła... niestety z Harry'm jest trochę inaczej. Może dlatego, że to chłopak? Jak na razie państwo Styles, na okres studiów córki, zapewnili jej, że będą pokrywać wszystkie koszty związane z nauką oraz innymi rzeczami takimi jak zakupy, mieszkanie czy jedzenie. Ale chyba Gemma jednak woli się usamodzielnić.
  - Może wpadniemy do niej w któryś piątek... 
  - Dobry pomysł. - powiedział z uśmiechem.
  - Tylko nic nie mów. Zrobimy jej niespodziankę. 
  - Ok. Dzięki, że mnie wzięliście ze sobą wczoraj. Pewnie chcieliście jechać sami. - Harry zmienił temat.
  - Co? Ty też?! Proszę cię... Niall to tylko mój przyjaciel tak samo jak ty czy Lou albo Liam. Przestańcie wymyślać.
  - Ale...
  - Żadnych „ale”. - przerwała mu – Bierzmy te drewno i wracajmy.
  -  Sam...
  - Co? - zapytała podnosząc gałąź z ziemi. 
  - Nie ruszaj się. - powiedział Harry.
Ta zamarła w bezruchu.
  - Czy to pająk?
Siostra Zayn'a panicznie bała się pająków. Wszyscy to wiedzieli i czasami wykorzystywali to przeciwko niej. Styles nie zdążył nic powiedzieć, a ta upuściła wszystkie zebrane przez siebie drewno po czym pisnęła i zaczęła machać rękoma by strzepać z siebie stworzenie gdziekolwiek ono było. Podbiegła szybko do Harrego i przytuliła się mocno do niego zmuszając go wcześniej do rzucenia gałęzi i patyków, które trzymał.
  - Zdejmij go, proszę!
Harold zaczął się śmiać. Blondyna myślała, że jej przyjaciel śmieje się z jej pisków.
  - Nie śmiej się! Zdejmij go! - dalej mocno obejmowała Loczka cała się trzęsąc.
Ale ten dalej się śmiał.
  - Sam... - zaczął ledwo powstrzymując śmiech – Nie ma żadnego pająka. Żartowałem.
Dziewczyna wypuściła go ze swoich objęć i cofnęła się o krok po czym zmierzyła go groźnym spojrzeniem.
  - Głupek! Ja tu prawie umarłam ze strachu! - podeszła i z zaciśniętymi zębami uderzyła go pięścią w brzuch.
Nie udało mu się jednak obronić... co nie powstrzymało go od dalszego chichotania.
  - Wybacz, ale powinnaś zobaczyć swoją minę. 
  - Pożałujesz. - wycedziła i zaczęła zbierać upuszczone przez siebie drzewo.
Harry również.
  - Nie złość się. To był tylko żart. - powiedział szeroko się uśmiechając.
Sam nawet się nie odezwała... tylko skończywszy zbierać gałęzie wstała i ruszyła w stronę polany gdzie znajdowała się reszta.
  - Lepiej chodź jak nie chcesz się zgubić. - wycedziła przez ramię.
Styles przyśpieszył zbieranie drewna z ziemi i szybko ruszył za blondynką.
Kiedy wrócili Jo i Eleanor kończyły właśnie składać drugi namiot. Pomagała im Dan. Chłopaki zaś... nie byli nawet w połowie. Em siedziała na starym konarze obok trzymając się za brzuch i nie mogła przestać się śmiać.
  - Co się stało? - zapytała Sam rzuciwszy drzewo gdzieś obok paleniska. 
  - Ja z nimi nie mogę... - powiedziała Smirnoff nadal się śmiejąc po czym wstała – Ty im pomóż. - i ruszyła w stronę dziewczyn.
  - Co się dzieje? - tym razem zwróciła się do chłopaków.
  - Louis wsadził niechcący Horan'owi patyka w oko... ale najpierw go złamał. - wyjaśnił Zayn.
  - Sorry, stary. To było niechcący. - Tomlinson prawie się śmiejąc przepraszał Niall'a, który trzymał się za oko.
  - Wszystko w porządku? - zapytała Sam kładąc Irlandczykowi dłoń na ramieniu.
  - Tak. - uśmiechnął się do niej – Nic mi nie jest.
  - Z tego tak się śmiała Em? - zapytała.
  - Nie. Z komentarza twojego brata. Nie pytaj lepiej... - powiedział Louis.
Sam spojrzała na Zayn'a. Ten tylko się uśmiechnął.
  - Może ja lepiej rozpalę ognisko. - powiedział Malik – Chodź Styles... tu się raczej nie przydasz.
Harry razem z Malik'iem poszli jeszcze raz do auta w poszukiwaniu zapalniczki, ale niestety jej nie znaleźli. Zrobili tylko jeszcze większy bałagan.
  - Musimy poradzić sobie bez. - stwierdził Styles. 
  - Wiem, Sherlock'u. - odparł Zayn – Trochę nam to zajmie.
I tak było. Chłopaki męczyli się chyba z godzinę zanim coś zdziałali. Każdy po kolei próbował im pomóc, ale i tak nic to nie dawało. W końcu udało się Malik'owi. Reszta skończyła rozkładać namioty... a raczej jeden namiot bo z tego, który rozkładał Louis z Liam'em nie można było już nic zrobić. Większość pewnie myśli, że namiotu nie da się zepsuć, ale w ich przypadku wszystko jest możliwe. Tak więc sześć chłopaków będzie musiało się zmieścić w jednym... trzyosobowym. Potem Matt i Tomlinson powbijali dookoła kilka pochodni żeby było jaśniej, a Liam i Niall załatwili patyki na kiełbaski. Emily i Danielle zawiesiły też hamak.
  - I shot the sheriff, but I did not shoot the deputy. - podśpiewywał sobie Styles Bob'a Marley'a kręcąc się to tu to tam nie wiedząc co ze sobą zrobić. 
  - I shot the sheriff, but I swear it was in self-defense. I shot the sheriff, and they say it is a capital offense. - Niall zaśpiewał drugi refren ostrząc czubek patyka. 
  - Horan powtarzał tę piosenkę cały dzień... Zarzućcie coś innego. - powiedział Lou. 
  - You know I said it's true. I can feel the love. Can you feel it too? I can feel ah ah. I can feel ah ah... - zaśpiewał Harry. 
  - To już wszystko? - zapytała Eleanor rozglądając się dookoła. 
  - Nie dla chłopaków... - Jo kiwnęła na Zayn'a i Louis'a wyciągających z samochodu dwie przenośne lodówki turystyczne, w których było piwo.
  - No tak...
W tym samym momencie Em włączyła kamerę i podeszła do Niall'a.
  - Zaśpiewaj nam coś. - powiedziała z uśmiechem i z obiektywem skierowanym na farbowanego blondyna. 
  - Yo Ay yo Ay yo I'ma need 69 real bad girls for my tour bus. Somebody get security to escort us. They go the long way but we take the short cuts. Give me the blonde hair, long weave, short cuts . - Horan zaczął rapować. 
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nasz blondynek właśnie rapował nam Nicki Minaj. - skomentowała Smirnoff do kamery – I nieźle mu to wyszło. - Em skierowała obiektyw na resztę – Was też to czeka. Każdy nam dzisiaj zaśpiewa. - ostrzegła z łobuzerskim uśmiechem.
Rozległ się cichy pomruk niezadowolenia... ale wszyscy wiedzieli, że z Emily nie wygrają.
  - Poczekaj aż trochę wypijemy. - powiedział Louis z uśmiechając się szeroko.
Chwilę potem Malik rozdał każdemu po butelce piwa. Kiedy proponował swojej siostrze... ta odmówiła.
  - Grzeczna dziewczynka. - objął ją ramieniem i pocałował w czoło – Chyba nie będę wujkiem, co? - zapytał po cichu po chwili.
Blondynka spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami.
  - Nie, kretynie! - i dźgnęła go palcem w żebro.
Ten uśmiechnął się szeroko.
  - To dobrze. Jestem za młody żeby być wujkiem. - skomentował – No i oczywiście ty jesteś za młoda żeby być mamą. - dodał – Chyba bym zabił gościa... 
  - Zayn... proszę cię. - przerwała mu posyłając groźne spojrzenie.
  - Ok, ok. Już się nie odzywam.
Chwilę później wszyscy usiedli dookoła ogniska na grubych pniach. Większość również piekła sobie kiełbaski na patykach... lub pianki. Niall poszedł na całość i jakoś w ręce zmieścił cztery patyki.
  - Ok, więc... - Emily skierowała kamerę na siebie - ...właśnie skończyliśmy wszystko ogarniać i możemy w końcu usiąść, zjeść i wypić. Miejmy tylko nadzieję, że jakiś leśniczy nas nie złapie. 
  - Albo niedźwiedź. - dodał Liam.
  - Tak... miejmy nadzieję, że tu nie ma niedźwiedzi. Przyjechaliśmy tu dwie godziny temu, a jak do tej pory chłopaki zdążyli popsuć namiot, wsadzić Nialler'owi patyka w oko, a Zayn zapomniał zapalniczki. W dodatku nie mogę znaleźć swojego telefonu. A teraz... po kolei. Każdy nam powie jedną rzecz o sobie. Dziewczyny mają pierwszeństwo. - i tu skierowała obiektyw na Louis'a – Co nam powiesz? 
  - Jestem Lou i lubię pianki. Te różowe.
  - Nie wątpię. Ok... następny. - teraz kamerowała Liam'a.
  - Hej. Jestem Liam i... mam zieloną szczoteczkę do zębów.
  - Nieźle... dalej...
Teraz przyszła kolej na dziewczynę Payne'a.
  - Jestem Danielle. - pomachała do kamery – Złamałam rękę kiedy miałam 7 lat... tańcząc balet. 
  - Ta to zawsze się poświęca. Idziemy dalej.
  - Hej. Mam na imię Joan... a na drugie Helen.
Następny.
  - Jestem Matt i... przez 14 lat wierzyłem w mikołaja. 
  - Serio? - zapytał Louis.
  - Tak. Potrafiłem kłócić się z nauczycielką przez godzinę o to czy istnieje. - wyjaśnił.
  - Wow. Przyłapałeś tate przebranego za mikołaja, że już nie wierzysz? - Lou uśmiechnął się szeroko.
Tak jak i reszta.
  - Mama mi powiedziała. Szkoda, że nie widziałeś jaki byłem zdziwiony. 
  - Dobre...
Teraz Em skierowała kamerę na Styles'a.
  - Słuchamy... - powiedziała. 
  - Hej, Jestem Harold. Raz kiedy wychodziliśmy z restauracji zostałem zaatakowany przez starszą panią.
  - Pamiętam to. - odezwał się Niall – goniła cię ze swoją laską. 
  - Krzyczała: „Wiem, że to ty młodzieńcze. Przede mną nie uciekniesz.” - zaśmiał się Zayn.
  - O co jej chodziło? - zapytała Jo.
  - Chcielibyśmy wiedzieć. Gdybyś widziała minę Harrego. Biedny nie wiedział co robić. - powiedziała Eleanor.
  - Też tego nie zapomnę. - dodała Smirnoff – Dalej... - zmieniła temat kierując kamerę na Horan'a.
  - Niall jestem i nie lubię fety.
  - Bo się nie znasz. - skomentowała i przeszła dalej do blondynki.
  - Hej. Nazywam się Sam i jestem uczulona na orzeszki ziemne.
  - Ok... Teraz nasz bad boy.
  - Jestem Zayn. W ten sam dzień co jakaś wściekła babcia zaatakowała Styles'a... kelnerka zaproponowała mi seks na zapleczu restauracji. - powiedział do kamery. 
Wszyscy wybuchli śmiechem.
  - Po prostu do ciebie podeszła i zapytała? - chciał dowiedzieć się Matt.
  - Tak. Szepnęła mi na ucho.
  - I co jej powiedziałeś?
  - Że dam jej znać.
  - Lepiej nie pytaj czy dał. - odezwał się Louis z szerokim uśmiechem.
  - Dobra... a teraz...
  - Elenaor. Nigdy nie śpię na prawej stronie łóżka. 
Chwilę później wstała Dan i zabrała Smirnoff kamerę po czym skierowała ją w jej stronę.
  - Teraz ty, piękna.
  - Hmm... Mam na imię Emily i nigdy nie piję napojów z puszek.
Danielle uśmiechnęła się do niej i oddała jej sprzęt, a ta następnie usiadła między Matt'em, a Harry'm.
  - Dobra... teraz trzeba się napić. 
Kilkadziesiąt minut później Niall przyniósł z samochodu gitarę i chłopaki zaczęli śpiewać. To było raczej wygłupianie się bo reszta się cały czas śmiała, a najbardziej z „I don't wanna miss a thing” Aerosmith.
  - I could stay awake just to hear you breathing 
Watch you smile while you are sleeping
While you're far away and dreaming 
I could spend my life in this sweet surrender  
I could stay lost in this moment forever
Well, every moment spend with you
Is a moment I treasure
 
I don't wanna close my eyes  
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't want to miss a thing.
 
[...]
I tak zaśpiewali całą piosenkę. Oczywiście Emily wszystko nagrywała stojąc z boku i się śmiejąc tak jak reszta.
  - To był utwór w wykonaniu chłopaków. - skomentowała – Kilka piw później będzie jeszcze ciekawiej. - dodała z szerokim uśmiechem. 
  - A ty nam pomożesz. - powiedział Harry.
  - Wybacz Haroldzie, ale nie. Ja tu dokumentuję. - odparła. 
  - Nie możesz cały czas być po tamtej stronie kamery. Teraz będziesz po drugiej, a ktoś inny ją potrzyma.
  - Nie i koniec.
Chłopacy wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, a na ich twarzach pojawiły się łobuzerskie uśmiechy.
  - Co? - zapytała Sam.
Ona jak i reszta dziewczyn nie wiedziały o co chodzi. Styles podszedł do Smirnoff i wyciągnął do niej rękę.
  - Daj mi na chwilę. 
  - Po co?
  - No daj. Na chwilę. - powtórzył.
Emily niepewnie podała mu kamerę, a ten odłożył ją na bok po czym z powrotem przeniósł wzrok na nią, uśmiechnął się, złapał i wziął na ręce.
  - Styles, co ty robisz?!
Tak samo każdy z chłopaków złapał dziewczynę, która była najbliżej. Louis złapał Sam, Zayn – Jo, Niall – Eleanor, Liam – Dan, a Matt sięgnął po kamerę i zaczął nagrywać. Kiedy ruszyli w stronę wody, dziewczyny wiedziały już co jest grane.
  -Nawet nie próbujcie! - krzyknęła Sam. 
  - Liam! Nie! - tym razem Dan.
  - Styles, zabiję cię! - Emily próbowała wyrwać się Harremu... tak jak reszta.
Ale nic to nie dało. Byli co raz bliżej jeziora.
  - Zayn! Proszę, nie! - pisnęła Jo kiedy Malik wrzucał ją do wody.
Następna była Eleanor, potem Sam, Emily i Danielle. Przy brzegu nie było wcale płytko. Wystarczająco głęboko by je tam wrzucić. Dziewczynom nie było tak do śmiechu jak chłopakom, którzy szczerzyli zęby.
  - Mam nadzieję, że szybko biegasz, Styles! - powiedziała podirytowana Em odgarniając mokre włosy do tyłu. 
  - I wy też. - dodała Danielle patrząc na resztę.
Nagle ci stojący na lądzie zaczęli uciekać kiedy dziewczyny wychodziły z wody.

_______________________
No i w końcu dodałam :) Przepraszam za taką długą przerwę.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Min. 3 komentarze = rozdział XVIII
B.  

sobota, 12 stycznia 2013

 Rozdział XVI - "To ciebie trzeba pilnować."

 - Wiesz o której jutro wyprzedzamy? - zapytała gotowa do wyjścia Jo.
Chodziło jej oczywiście o ’biwak’, na który mieli się jutro udać. Jedyne co Sanders wiedziała to to, że może się jutro spodziewać wszystkiego po jej nowych przyjaciołach. A wszystko przez opowieści, które usłyszała od Em i reszty.
 - Jeszcze nie wiem. Jak wszystko spakujemy. - powiedział Zayn odprowadzając koleżankę do drzwi - Jakbym się dowiedział czegoś nowego to ci napiszę. - uśmiechnął się do niej.
 - Nie masz mojego numeru. - odparła, również się uśmiechając.
 - Więc pofatyguję się i przyjdę do ciebie.
 - Daj mi swój telefon. - wyciągnęła w jego stronę rękę.
Malik wygrzebał komórkę z kieszeni i podał ją Jo. Ta wpisała mu swój numer i oddała z powrotem.
 - Teraz nie będziesz musiał. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
 - Rozumiem przez to, że mam trzymać się z daleka od twojego domu? - wywnioskował odwzajemniając uśmiech.
 - Ej, tego nie powiedziałam.
Za oknem padało tak samo mocno jak wczoraj. Sanders na szczęście nie musiała iść daleko bo mieszkała po drugiej stronie ulicy. Kiedy dochodzili do wyjścia, Zayn otworzył jej drzwi. Chciał już coś powiedzieć, ale zobaczył Sam wchodzącą po trzystopniowych schodach prowadzących na werandę. Blondynka była cała mokra, tak samo jak Malik i Jo wczoraj. Obejmowała się rękoma w pasie i trzęsła z zimna.
 - Myślałem, że wzięłaś parasolkę. - zaczął brunet z uśmiechem na twarzy.
 - Nic nie mów. - powiedziała sucho - To przez naszego lokatego przyjaciela. Już skończyliście? - spytała wchodząc do domu.
 - Zostało nam niedużo. - wyjaśniła Jo.
 - Idziesz już?
 - Tak. Muszę. Umówiłam się z Matt’em.
 - Jedzie z nami pod namioty?
 - Tak.
 - Będzie fajnie. Zobaczysz.
Jo odpowiedziała uśmiechem.
 - Pa. - powiedziała.
 - Pa. - odpowiedzieli.
 Sanders pomachała im i by zbytnio nie zmoknąć, pobiegła do domu. Zayn zamknął za przyjaciółką drzwi i udał się z siostrą w kierunku salonu. Ta ściągnęła szybko mokry sweter zostając w białej bluzce na ramiączka, która również przesiąknęła deszczem.
 - Styles był z wami? - zapytał zdziwiony brat.
 - Tak. Zabraliśmy go ze sobą. W sumie to pojechaliśmy jego autem, więc można stwierdzić, że to on wziął nas. - wyjaśniła.
 - Nie zamknął szyberdachu czy co?
 - Zgubił kluczyki.
Malik zaczął się śmiać.
- No tak... przecież to Harry. - powiedział - Idź się przebierz, a ja zrobię ci coś ciepłego do picia.
 - Ok. Dzięki. - posłała mu uśmiech po czym udała się na górę.
Zayn zaś poszedł do kuchni. Wyciągnął z dużej dwudrzwiowej lodówki mleko i nalał go do niebieskiego kubka, następnie wsadził go do mikrofalówki i zagrzał, potem wyjął z szafki kakao i wsypał trochę do białej cieczy. Około trzy minuty później zjawiła się Sam. Tym razem ubrała się w siwe, luźne dresy i czarną, szeroką, wkładaną przez głowę bluzę, która należała do Zayn’a. Naciągnęła sobie też rękawy na dłonie, ponieważ wciąż było jej zimno. Blondynka często pożyczała sobie ciuchy od Malik’a, a ten nie miał nic przeciwko. I nie tylko od niego... od reszty chłopaków również. Tak samo jak Em, Dan czy Eleanor. Dziewczyna usiadła na wysokim stołku, a brat podał jej ciepły napój.
 - Dziękuję. - powiedziała i wzięła łyka.
 - Więc co z tymi kluczykami? - zapytał stojąc po drugiej stronie ’kuchennej wysepki’ i opierając się rękoma o blat.
 - Wypadły mu z kieszeni jak byliśmy w wesołym miasteczku. Znalazł je mężczyzna, który pracował przy obsłudze samochodzików. Musieliśmy wracać z parkingu. No i jeszcze zaczęło padać. - wyjaśniła - Dobrze, że nie zapowiadają deszczu na weekend. - dodała po chwili.
 - A jak film?
 - Nawet ciekawy. Byłby jeszcze ciekawszy gdyby Niall i Harry nie komentowali przez cały seans. - Sam wzięła kolejne łyki gorącego kakao.
Zayn uśmiechnął się szeroko.
 - Masz jakieś plany na wieczór? - zapytała go siostra.
 - Jo pomogła mi z zadaniem z biologii i nie muszę się z nim męczyć, więc pójdę do Louis’a.
 - Trzeba się spakować pod namioty. - przypomniała mu.
 - Wiem. Zrobię to jutro zanim przyjedzie Styles.
 - Jedziemy jego autem?
 - Tak...i Liam’a... i Matt’a prawdopodobnie też. Idziesz ze mną do Lou? - zapytał.
 - Nie. Zostanę.
 - Zostać z tobą?
 - Nie. Jedź. Ja może zadzwonię po dziewczyny, chociaż wątpię żeby Dan przyszła.
Wtedy zadzwonił telefon Malik’a. Brunet wyjął komórkę z kieszeni i odebrał sprawdzając wcześniej kto dzwoni.
 - Siemasz Tommo. - zaczął - Co się stało?
 - Zabierz ze sobą Styles’a i Horan’a. Rozmawiałem z nimi. Zaraz u ciebie będą. - oznajmił.
 - A Liam?
 - Przyjdzie.
 - Ok. Na razie. - Zayn zakończył tę krótką konwersację i schował telefon z powrotem po czym spojrzał na siostrę.
Ta, swoimi zielonymi oczami, przyglądała mu się w milczeniu.
 - Co? - zapytał przerywając ciszę.
 - Stało się dzisiaj coś w szkole?
Brunet przygryzł wargę.
 - Nauczycielka mnie wkurzyła. Nic wielkiego. - wyjaśnił.
Sam przytaknęła w geście zrozumienia, ale nie była pewna co do tego drugiego. Jednak zmieniła temat.
 - Nie mam zamiaru jutro cię budzić do szkoły, więc lepiej nie wracaj późno i nie pij. Ok?
 - Ok.
Wtedy ktoś wszedł do domu. Zayn wiedział kto.
 - Zayn, kochanie... idziesz? - krzyknął Niall udając kobietę.
Sam zaśmiała się słysząc to.
 - Dobra. Spadam. - podszedł do siostry i pocałował ją w policzek - Będę wieczorem.  - dodał kierując się w stronę wyjścia.
 - Ok.
 Następnego dnia, o dziwo, to Zayn wstał pierwszy i tym razem to on obudził siostrę. Wyszykowali się, zjedli śniadanie i poszli razem do szkoły. Po drodze spotkali Liam’a, więc ten zabrał się z nimi. Resztę gdzieś wcięło.
 Pogoda nie była zła. Świeciło słońce i nie było prawie żadnych chmur, ale za to wiał lekki wiatr. Dobrze, że na piątek, sobotę i niedzielę nie zapowiadali deszczu. Idealne dni by wybrać się pod namioty.
 Kiedy trójka przyjaciół zmierzała do szkoły, Malik wyciągnął z kieszeni paczkę Marlboro. Automatycznie przeniósł wzrok na swoją siostrę by zobaczyć jej reakcję. Tak jak się spodziewał... nie wyglądała na zadowoloną. Mierzyła go wzrokiem.
 - Mogę? - zapytał ją.
 - Mógłbyś przynajmniej palić od 12:00? A nie tak z samego rana. I nie robić tego przy mnie? - zażądała łagodnie.
 - Ok. - zgodził się i schował papierosy z powrotem do kieszeni.
 - Obiecujesz? - Sam nie przerywała kontaktu wzrokowego.
 - Obiecuję.
Super. pomyślał Malik. Żeby zapalić będzie musiał czekać do południa... ale tym razem nie zamierzał łamać danego siostrze słowa. Trudno. Zrobi to o co go prosi. Chciał jej jakoś wynagrodzić swój ostatni błąd, ponieważ wiedział, że gofry to za mało.
  - Ok, więc Lou, El, Niall, Jo i Sam robią dzisiaj zakupy... - Liam zmienił temat - Harry, Dan, Em, ja i ty - tu spojrzał na Zayn’a - pakujemy namioty i resztę rzeczy. Matt nam pomorze. Podjadę do was autem po szkole. - przypomniał Payne.
 - Tylko niczego nie zapomnijcie. - powiedziała Sam - Zwłaszcza Harolda.
Ostatnim razem, kiedy zorganizowali sobie biwak, przez pomyłkę zapomnieli o Harry’m. Jechali dwoma autami - Liam’a i taty Lou. Jedni (samochodem Tomlinson’a) wyjechali szybciej. Przed samym wyjazdem Styles poszedł do toalety. Ci którzy zabrali się z Payne’m myśleli, że Louis i reszta zabrali już Styles’a, więc również pojechali. Biedny Harry nie wiedział co się dzieje.
 Chłopaki zaczęli się śmiać.
 - To Nialler był pewien, że pojechał z wami. - odparł Liam.
 - Nie zwalaj na niego. - Sam broniła przyjaciela.
 - Zawsze go bronisz. - Zayn powiedział uśmiechając się szeroko.
 - Wcale nie. - zaprotestowała.
 - Właśnie, że tak. - Payne poparł Zayn’a - Jego i Harrego.
Sam musiała się z tym zgodzić. W końcu tak było. No ale ktoś musiał ich bronić. Te dwie sierotki.
 - Skończmy temat. - zaproponowała.
 Kiedy doszli do szkoły, blondynka poszła do siedzących na ławce Dan i El, zaś Liam i Malik udali się do budynku by znaleźć resztę chłopaków, których nie było nigdzie przed szkołą. Całą czwórkę znaleźli przy ich szafkach. Była z nimi Emily. Harry i Lou stali do nich tyłem, a Niall i Smirnoff na przeciwko lokatego i Tomlinsona.
 - Siemacie. - zaczął Zayn zawieszając rękę na szyi swojego przyjaciela Styles’a - Co się dzieje? - zapytał z uśmiechem.
- Nic. Mówię im, że będę was dzisiaj pilnował. - powiedział Harold.
 - Tak, jasne. - Malik zwątpił.
 - To ciebie trzeba pilnować. - dodała Liam.
 - To samo mu powiedziałam. - Emily spojrzała na Styles’a.
 - Gdzie Sam? - Niall zmienił temat.
No tak. Musiał wiedzieć.
 - Na dworze. Z dziewczynami. - oznajmił go brat blondyny.
 - Muszę jej coś powiedzieć. Widzimy się później. - Irlandczyk ruszył w stronę wyjścia.
 - Idę z tobą. - Smirnoff poszła za nim.
 - Nialler! - zawołał za nim Lou - Daj jej od ciebie odpocząć. - zażartował.
Ten się tylko odwrócił, uśmiechnął i zniknął za drzwiami wraz z Em.
Tak naprawdę to chyba ani on ani Sam nie mieliby swojego towarzystwa dosyć.
 - Newman przepytał cię już co będziemy robić przez weekend? - zapytał Tomlinson Liam’a z uśmiechem.
 - Jeszcze nie.
 - No to lepiej się przygotuj. - poradził.
 - Nie strasz Liasia. - powiedział Zayn szczerząc zęby.
Wtedy do budynku weszła Jo. Kiedy zobaczyła chłopaków uśmiechnęła się i ruszyła w ich stronę.
- Hej. - przywitała się.
 - Hej. - odpowiedzieli chórkiem również się uśmiechając.
Oprócz Malik’a, który zamyślony się w nią wpatrywał.
 - Widzieliście może Matt’a? - zapytała.
 - Poszedł na górę. - odezwał się Harry - Mówił, że musi znaleźć dyrektorkę.
 - Aha, dzięki. Do później. - powiedziała i odeszła.
 - Malik? A ty co? - Lou go szturchnął go łokciem.
 - Nic. - odparł szybko wyrwany ze swoich zamyśleń.
 Kiedy lekcje dobiegł końca wszyscy spotkali się przed szkołą i umówili się, że o 16:30 spotkają się pod domem Malik’ów, ponieważ do niego każdy ma najbliżej. Tak więc część poszła pakować namioty, śpiwory i inne takie, a siostra Malika, farbowany blondyn, El, Louis i Jo pojechali na zakupy. Właściwie to do najbliższego Tesco. Każdy zawsze zastanawiał się na czym polega strategia Horana w robieniu zakupów. Czy zanim wejdzie do marketu już wie co kupi czy po prostu wrzuca do wózka co popadnie? Tak jak teraz. No, ale każdy kto spojrzał by teraz na to co wziął z łatwością stwierdziłby, że jadzie na biwak. Tajemnica chyba tkwi w tym, że nasz blond Irlandczyk zna ten sklep na pamięć i wie gdzie co jest lepiej niż pracujący tu ludzie, więc nawet nie musi patrzeć co bierze. Jo widząc go kilka metrów dalej, w innym dziale, nie mogła się nie śmiać. Sam również. El i Lou stali zaś dalej przy lodówkach z napojami i zastanawiali się, które wziąć.
 - Właśnie. Mam małą radę dla ciebie. - powiedziała blondynka wkładając do koszyka paczkę kolorowych pianek.
 - Jaką? - zapytała Sanders.
 - Chłopaki miewają różne głupie pomysły, więc uważaj.
 - Zauważyłam. - uśmiechnęła się.
 Kiedy było kilkanaście minut po 16:00, cali obładowani wyszli ze sklepu i udali się do Malików.
 Przed domem stały trzy auta - furgonetka Liam’a, Range Rover Harrego i terenówka Matt’a, oraz Zayn, Harry, Em, Dan, Liam i Matt. Rzeczy na biwak, które miała spakować reszta były powsadzane gdzie tylko mogły być. I było tego dość sporo.
 - To my będziemy mieszkać w tym lesie czy co? - zapytała Eleanor widząc to.
 - Wszystko się przyda. - powiedział Malik z uśmiechem.
 - To już wszystko? - tym razem pytanie zadała Sam.
 - Tak.
 - Nikt niczego nie zapomniał? A zwłaszcza telefonów? - blondynka spojrzała na każdego.
By się upewnić wszyscy sprawdzili.
 - Wszyscy są? - tu Tomlinson spojrzał na Styles’a.
Ten się uśmiechnął. Jak i reszta wtajemniczonych.
 - To ruszamy.
 Z Matt’em pojechali Jo, Sam i Niall. Z Liam’em zabrały się tylko Dan i Em, ponieważ jego Ford jest 3-osobowy... a z Harry’m Zayn, Louis i Eleanor. Pierwszy ruszył Payne, za nim Styles, a potem Parker.
 Pół godziny później dojechali na miejsce.

______________________________
Dzisiaj urodziny Zayn'a , więc pomyślałam, że dodam XVI rozdział =)
Wszyscy złożyli życzenia? =)
Dziękuję bardzo za komentarze <3
Myślę, że w następnej części będzie działo się na pewno więcej, więc...
przynajmniej 3 komentarze = XVII rozdział.
B.