Ważne:





poniedziałek, 25 lutego 2013

 Rozdział XVIII - "Tak, kretynie. Martwiłam się o ciebie. A teraz ściągaj spodnie."

 Ze wszystkich chłopaków tylko Matt miał „immunitet“, ponieważ trzymał kamerę. Reszta niestety musiała się ratować. Liam, Niall i Louis zdążyli się zamknąć w aucie... niestety Zayn i Harry nie mieli już tyle szczęścia - zostali otoczeni przez szóstkę mokrych i pragnących zemsty dziewczyn.
 - Stary... jeszcze możesz uratować swój telefon. - powiedział Malik do przyjaciela, z którym był w potrzasku po czym wyciągnął komórkę z kieszeni i rzucił gdzieś na trawę obok Matt’a.
Harold się zgodził i zrobił to samo. Obydwoje wiedzieli, że telefony ich nie uratują przed zmoknięciem... ale za to może być na odwrót. Kiedy dziewczyny ruszyły w ich kierunku, Zayn i Harry próbowali się jeszcze wymknąć, ale nic z tego. Jo, Emily i Dan „wzięły się“ za Malik’a, a Eleanor i Sam za Styles’a.
 - Dajcie się przynajmniej rozebrać! - krzyknął Loczek bliski wrzucenia do wody.
Jego przyjaciel wykorzystał okazję i jakoś po drodze udało mu się zrzucić buty, a na koniec ściągnąć koszulkę... aż w końcu znaleźli się w jeziorze. Dziewczyny zaś triumfalnie się uśmiechnęły i przybiły sobie po piątce. Zostało tylko trzech, którzy właśnie siedzieli zamknięci w aucie i śmiali się z Zayn’a i Harrego.
 - A co z nimi? - zapytała Eleanor patrząc na nich.
W tym samym momencie Danielle podeszła do bluzy Styles’a, która leżała na namiocie i wyciągnęła z niej kluczyk od czarnego Rnge Rover’a po czym pomachała nim w górze żeby pokazać reszcie. Peazer nacisnęła tylko przycisk i otworzyła auto. Wtedy dziewczyny szybko złapały za klamki drzwi po prawej stronie wozu i dostały się do środka, ale chłopaki wyszli lewą. Tak czy siak uciekł tylko Louis, który wykorzystując okazję sam wskoczył do wody.
Liam i Niall pomino swoich oporów i tak zostali wrzuceni.
 - No i jesteśmy kwita. - powiedziała Sam z uśmiechem.
 - Prawie. - dodała El przenosząc wzrok na Tomlinson’a.
Ten uśmiechnął się szeroko.
 - Wiesz, że cię kocham? - zapytał robiąc niewinną minę.
 - I tak się nie wywiniesz, więc nie kombinuj. - odparła Calder.
 - Przecież jestem w wodzie, prawda? Tego chciałyście...
 - Dobra dobra...
W tym samym momencie do Matt’a podeszła Em i wzięła od niego kamerę po czym tak żeby nie zauważył dała znak dziewczynom.
 - To się nazywa zemsta. - skomentowała Smirnoff.
Wtedy Jo, Dan i Sam złapały szybko Parker’a i zaczęły ciągnąć go do wody. I się udało. Wszyscy zaczęli się śmiać
 - Przecież ja nic nie zrobiłem.
 - No i co z tego. - powiedziała blondynka z łobuzerskim uśmiechem.
 - One nie potrzebują powodu. - odezwał się Nialler.
W tym samym momencie Sam wskoczyła do wody ochlapując wszystkich obecnych dookoła. Następna była Eleanor, Dan i Jo. Chwilę potem zaczęła się wojna i wszyscy chlapali siebie na wzajem albo to podtapiali.
 - Dzieci. - powiedziała Emily do kamery - Musiałby chyba ktoś umrzeć, żeby byli poważni.
 - Em! Chodź do nas! - krzyknął Hazza, który chwilę potem został wciągnięty pod wodę przez Louis’a.
Smirnoff się zaśmiała po czym odłożyła włączoną kamerę na małe, składane krzesełko tak aby było widać co dzieje się w jeziorze, a następnie pobiegła i wskoczyła do wody. Na szczęście na nikogo nie trafiła. Wylądowała między Zayn’em a Niall’em ochlapując ich przy okazji. Kiedy tylko się wynużyła i złapała powietrza, ktoś z powrotem ją zanurzył. Ktoś czyli Malik.
 Pół godziny wygłupów później, wszyscy wyszli z wody i każdy sięgnął po ręcznik. Dziewczyny przygotowały się jeszcze przed wyjazdem i założyły stroje kąpielowe w razie czego, więc mogły swobodnie przy chłopakach zdjąć ciuchy, wycisnąć je i powiesić żeby wyschły, a na siebie założyć coś suchego.
 - Emm... mała? - zwrócił się do siostry Zayn szukając swojej torby na samochodzie Liam’a, a wcześniej przeszukawszy auta Harrego i Matt’a.
Był on tylko w samych wilgotnych spodenkach, które wcześniej wykręcił.
 - Co się stało? - zapytała zakładając biało-czerwoną baseball’ówkę.
 - Widziałaś moją torbę?
 - Nie. Nie ma jej?
 - Nie.
 - Taką czerwoną? - zapytała Jo.
 - Yhym.
 - Została w domu. Pytałam się Liam’a czy ją wziąć, ale on powiedział, że nie więc jej nie brałam. - wyjaśniła.
 - Payne?! - Malik zwrócił się do Liam’a, który siedział przy ognisku z resztą i się ogrzewał.
 - Co?
Zayn spojrzał na niego z przymrużonymi oczami.
 - Chcesz w łeb? - zapytał.
 - Co zrobiłem? - zapytał zmieszany.
Brunet tylko wywrócił oczami i dał sobie spokój. Dlatego, że słońce już zaszło i zrobiło się chłodniej każdy miał na sobie swoją bluzę, więc nie miał od kogo pożyczyć.
 - Niedługo zapomnisz głowy. - powiedziała Sam po czym zajęła bluzę i usiadła obok reszty towarzystwa.
 - Przepraszam. - powiedziała Jo, która została z Malik’iem.
 - Za co? Za torbę? No co ty. - posłał jej uśmiech - Przeżyję. - a następnie założył swoją suchą koszulkę, którą zdążył ściągnąć zanim wrzucono go do wody.
 - Chodź do ogniska. - zaproponowała.
 - Ok. - zgodził się po czym sprawdził swoje mokre kieszenie. - Cholera... Payne! Zabije cię!
Do torby, która została w domu Zayn wsadził wcześniej papierosy, a w chwili obecnej nie miał żadnych przy sobie. A te które miał w kieszeni spodenek pływają gdzieś w jeziorze. No i właśnie się zorientował.
 Godzinę później Emily zaproponowała zabawę w „nigdy“. Wszyscy uznali ten pomysł za dobry. Chociaż Jo miała małe wątpliwości. Wiedząc, że na pewno wymyślą coś bardzo prywatnego... bała się trochę. No, ale stwierdziła, że tak poznają się lepiej. I ona ich i oni ją.
 Ogólnie zabawa polegała na tym, że mówi się zdanie zaczynające się od „nigdy“... np. 'Nigdy nie jadłam lodów.’ Jeśli jakaś osoba to robiła to bierze duży łyk piwa, a jeśli nie to nie pije nic. I tak po kolei. 
 - To kto zaczyna? - zapytał Louis.
 - Ja! - zgłosił się Irlandczyk.
 - Ok, Nialler. Dawaj. - powiedziała Smirnoff.
 - Nigdy nie jadłem w wannie.
Napili się tylko Dan i Liam. Automatycznie wszystkie spojrzenia zostały skierowane na nich. I chyba każdy pomyślał o tym samym bo każdy się uśmiechnął.
 - Co? - zapytała Peazer.
 - To tylko zbieg okoliczności. - tłumaczył się Liam.
 - Dobra, dobra... później się okaże. - powiedział Louis.
 - Teraz ja. - powiedziała siedząca obok Sam - Nigdy rodzice nie przyłapali mnie na byciu pijaną.
Łyka nie wzięła tylko Jo, Dan, Liam i Matt... co oznacza, że ich nigdy nikt nie przyłapał.
 - Nigdy nie całowałem się z dziewczyną. - powiedział Zayn.
To pytanie bardziej miało na celu sprawdzenie dziewczyn. Wypił każdy chłopak i... Em. Malik posłał jej znaczący uśmiech.
 - Co? - zapytała również się uśmiechając.
Nic nie odpowiedział.
 - Ok, więc... - zaczęła Eleanor - Nigdy nie okłamałam rodziców.
Wypili wszyscy bez zastanowienia.
 - Nigdy...nie uprawiałem seksu. - powiedział Lou z uśmiechem.
To było oczywiste ze strony Tomlinson'a.
 - Czy z dziewczyną się liczy? - zapytała Smirnoff?
Reszta słysząc jej pytanie zaczęła się śmiać.
 - Chyba tak. - oznajmił Nialler.
 - Aha...
Tylko Jo i Sam się nie napiły. Następne stwierdzenia należało do Payne’a.
 - Nigdy nie rozwaliłem samochodu.
Wszyscy spojrzeli na Louisa, Zayna i Harrego... ale nikt się nie napił.
 - Nie oszukuj. - powiedział Malik z uśmiechem do przyjaciela.
 - Ja? Chyba wy. - odparł Tomlinson.
Danielle wywróciła oczami.
 - Każdy z was niech się napiję. - nakazała.
 - Co? - zbulwersował się Harry.
 - Pijcie i nie marudźcie.
Tak też zrobili.
 - Nigdy nie całowałam się z chłopakiem. - powiedziała Peazer.
Łyka wzięły wszystkie dziewczyny. Czyli chłopacy są czyści.
 - Nigdy nie spotykałam się z kimś starszym ode mnie. - teraz przyszła kolej na Joan.
 - Dobre. - stwierdził Louis - Prawda Haroldzie? - tu spojrzał na przyjaciela.
Wypiły dziewczyny i Styles.
 - Czy do tego zalicza się sam seks? - zapytał Malik.
Oczywiście musieli się zaśmiać.
 - Regularny? Czy jednorazowa przygoda? - Sanders chciała sprecyzować.
Zayn uśmiechnął się słysząc to pytanie.
 - Regularny.
 - Chyba tak.
I wtedy brunet wziął łyka po czym razem z Jo znów wymienili się uśmiechami.
 - Nigdy się nie spóźniłem. - powiedział Matt.
Każdy wziął dużego łyka.
 - Tak myślałem. - wycedził Matt jakby sam do siebie.
 Teraz była kolej Emily.
 - Nigdy nie robiłam tego w aucie.
Wszyscy wymienili się spojrzeniami po czym piwa napił się Harry, Lou, El i Zayn.
 - Nigdy się nie zakochałem. - powiedział Harry.
Nikt się nie spodziewał tego od Lokatego. Wszyscy myśleli, że wyskoczy z seksem, a tu niespodzianka.
 - Wow, Styles. Zaskoczyłeś nas. - powiedział Malik.
Tak więc wypił każdy oprócz Emily. Nikt o nic nie pytał.
 Zrobili jeszcze trzy kolejki po czym skończyli grę. Smirnoff korzystając z okazji złapała za kamerę, Dan uczyła tańczyć Matt’a, Hazzę i swojego Liam’a, Sam siedziała i rozmawiała z Horan’em przy ognisku, oparta o jego ramię, Louis’a i Eleanor gdzieś wcięło. Emily skończyła kamerować próby tańca chłopaków i poszła szukać zaginionej pary. I znalazła ich w aucie, na tylnym siedzeniu. Nie robili tego co myślicie. Po prostu rozmawiali przytuleni do siebie.
- Mam was. - powiedziała Smirnoff kierując na nich kamerę - A co gołąbeczki tu robią?
 - Rozmawiają. - oznajmił ją Tomlinson z uśmiechem.
 - Dobra... nie chcecie mówić to nie. Nie będę wam przeszkadzać. Rozmawiajcie sobie dalej. Czy cokolwiek tam robiliście. - odparła i wyszła z auta by tym razem udać się do blondynki i blondyna.
 W tym samym czasie Zayn chciał udać się w jakieś cichsze miejsce, więc odszedł kilka metrów od ‚obozowiska’. Wtedy zobaczył przy brzegu jeziora Jo. Siedziała i obejmowała swoje nogi, na których oparła brodę oraz patrzała na księżyc prawie w pełni. Malik po cichu podszedł i usiadł obok niej. Kiedy dziewczyna go zobaczyła, uśmiechnęła się.
 - Widzę, że nie tylko ja lubię posiedzieć czasami sam. - zaczął patrząc gdzieś na ciemne niebo.
 - Chyba każdy lubi. - odparła z uśmiechem.
 - Przeszkadzam?
 - Nie. Możemy posiedzieć sami razem.
Zayn zastanowił się chwilę czy to zdanie ma sens po czym spojrzał na nią.
 - Ok.
 - Chyba już to wszystko o sobie wiedzieliście, co? - zapytała po chwili milczenia.
Oczywiście chodziło jej o grę.
 - Nie wszystko. Na przykłąd nie wiedziałem, że Styles lubił przebierać się w ciuchy mamy kiedy był mniejszy. - powiedział prawie się śmiejąc - A co? Wolałabyś grać w grę Styles’a gdzie trzeba się rozbierać?
 - Niee... raczej nie. - posłała mu szeroki uśmiech.
 - Nie wiem czy to specjalnie czy nie, ale to on zawsze zrostaje pierwszy bez ubrań.
 - O mój boże. Przestań. Właśnie sobie to wyobraziłam. - zaśmiała się.
Zayn również. Znowu nastała chwila milczenia... ale ani Malik’owi, ani Jo to nie przeszkadzało. Nikt nie czuł się niezręcznie. Słychać było tylko świerszcze i śmiechy znad ogniska, przy którym siedziała reszta.
 - Pamiętam jak byłem tu z tatą 6 lat temu. - odezwał się Zayn - Złowiłem wtedy swoją pierwszą rybę. Sam była z nami. Kazała mi ją wypuścić bo nie chciała żeby zginęła. Nie posłuchałem jej. Trafiła na patelnię. Sammy nie odzywała się do mnie przez tydzień. To był najdłuższy okres kiedy nie rozmawialiśmy. I chyba jedyny. Nie wiem czy ona to pamięta.
Sanders spojrzała na niego. Zdziwiła się bo to był pierwszy raz kiedy wspomniał przy niej o swoim ojcu.
 - Mój brat się na mnie obraża jak nie pójdę z nim w poniedziałek pograć w piłkę. To taka nasza mała tradycja. Staram się ją utrzymać... chociaż czasami nie wychodzi. Mike wtedy mówi: „Zawiodłaś mnie.“. Dziwnie to brzmi z ust 7 latka, ale boli. - powiedziała przenoszą wzrok z powrotem na księżyc.
 - Musisz mnie poznać z tym małym. - uśmichnął się.
 - Przyjdź do nas w poniedziałek. Pogramy razem. Co ty na to? - zapytała.
 - Ok.
 - Myślę, że się polubicie. Poznasz moich rodziców przy okazji.
 - Jakieś wskazówi co mam robić, a co nie? Na przykład nie patrzeć twojemu tacie w oczy? Albo o czymś nie wspominać?
Joan zaczęła się śmiać.
 - Nie. Spokojnie... mója tata cię nie zabije jak na niego spojrzysz, chociaż jest trochę...
 - Jaki?
 - Jakby to powiedzieć... „testuje“ każdego kto mnie odwiedzi. Więc nie przejmuj się jak zacznie być dociekliwy. Udaje twardego, ale tak na prawdę nie jest. Matt sporo przeszedł zanim dał mu spokój. Co innego mama. Może być wszędzie gdzie się nie obejrzysz. Jak już mówiłam jest szalona. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście. Jeśli ci zproponuje lasagne to niewiadomo jak byś był głodny... odmów. Dla własnego dobra.
Zayn parsknął śmiechem.
 - Ok. Zapamiętam. Jeszcze jakieś przydatne inforacje? - zapytał.
 - Raczej nie. Jak długo się znacie z chłopakami? - Sanders zminiła po chwili temat.
 - Od dziecka. W sumie nie pamiętam jak poznałem Lou bo chyba byłem za mały.
 - A Em?
 - Mieliśmy chyba wtedy jakieś 8 lat. To znaczy... widywałem ją codziennie bo mieszkała obok mnie, ale nie rozmawialiśmy. A jak już zaczeliśmy to nie lubiliśmy się zabardzo. Kłuciliśmy i wyzywaliśmy. Byliśmy dziećmi, więc... później zaczęła nam się wszystkim podobać... mi i chłopakom, ale nie powiedzieliśmy sobie tego. Dopiero po jakimś czasie zaprzyjaźniliśmy się z nią... i przyjaźnimy do dzisiaj. Pewnie nie uwieżysz, ale pierwsza bójka Liam’a była właśnie ze Smirnoff. Pamiętam do dzisiaj jak rozdzielaliśmy ich, a Horan stał z boku i nie mógł przestać się śmiać. W sumie jak sobie dzisiaj to przypomnę to też chce mi się śmiać. - skończył swój monolog i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
 - Liam? ... się bił? Z Emily? - ściągnęła zdziwiona brwi.
 - Tak. Pewnie myślisz, że jest taki grzeczy i w ogóle, ale to nie prawda. Czasami nieźle mu odwala. Potrafi nawet być głośnijszy niż ja czy Louis. Zobaczysz jeszcze.
 - Nie wyobrażam sobie tego.
Nagle z nikąd pojawił się Harry. Kucnął pomiędzy przyjacielem a Jo i szeroko się uśmiechnął.
 - Tu was wywiało. Masz. Spróbój. - powiedział po czym wsadził Zayn’owi jakąś jagodę do buzi.
 - Co to? - zapytał Malik.
 - Nie wiem. Rosło obok drzewa.
Kiedy to usłyszał było trochę zapóźno żeby wypluć, ponieważ brunet już to połknął.
 - Żartujesz? - spojrzał na niego jak na idiotę.
Jo zaczęła chichotać.
 - Skąd wiesz czy to w ogóle jest jadalne? Chcesz mnie otruć?
 - Spokojnie. Zjadłem to jak przyjechaliśmy i nic mi nie jest. Dobre, nie? - znów się uśmiechnął i wsadził sobie do buzi ową „jagodę“.
 - Dowiecie się jutro jak nie wylądujecie na pogotowiu. - powiedziała Sanders z uśmiechem.
 - Właśnie.
 - Oj, nie przesadzajcie. Chcesz? - tym razem Styles zwrócił się do Jo.
 - Nie, dziękuję. Wolę nie.
 - Nie to nie. Kogo obgadywaliście? - Harry zmienił temat.
 - Ciebie. - skłamał Zayn.
Harold uniusł brwi.
 - Naprawdę? Opowiadał ci jaki to jestem super? - spojrzał na dziewczynę.
 - Tak, Styles. Opowiadałem jej jak ta twoja zajebistość nie zna granic. - odpowiedział za nnią ironicznie Malik.
 - Wiedziałem. Nie możesz przestać o mnie mówić. Ani myśleć. Też cię kocham, Zayn. - Harry zarzucił mu jedną rękę przez szyję, a drugą rozczochrał włosy i uśmiechnął się szeroko. Jo zaczęła się śmiać.
 - Nakarmiłeś też tym czymś Niall’a?
 - Nie. Zjadłby wszystko. Z resztą Horan siedzi i obściskuje się  z twoją siostrą przy ognisku.
 - Ej, jak mamy umrzeć to wszyscy. - powiedział.
Styles parsknął śmiechem po czym spojrzał na Snaders.
 - Danielle uczy twojego chłopaka tańczyć. To nie fair. Wychodzi mu to lepiej niż mi. - powiedział.
 - Czyli jednak nie jesteś taki super? - zapytał Malik z uśmiechem.
 - Ranisz moje uczucia. - odparł i zrobił smutną minę.
 - Ale to ty chcesz mnie otruć. - odparł.
 - Nigdy bym ci tego nie dał jeśli nie sprawdziłbym tego na sobie.
 - Aww, jakie to słodkie. - powiedziała Jo.
 - Dobra... koniec tematu. Chodźcie. - Malik wstał i optrzepał spodnie z piasku.
Reszta rówinież.
 - Muszę sprawdzić co Horan robi z moją siostrą. - dodał.
 - Pewnie robią coś nieprzyzwoitego w namiocie. - Harry uśmiechnął się łobuzersko, kiedy ruszyli w stronę ogniska.
Zayn posłał mu karcące spojrzenie.
 - Jakiś nerwowy się robisz jak nie masz fajek. - odparł Loczek.
Teraz to Malik zarzucił mu rękę przez szyję i z uśmiechem powiedział:
 - Robię się nerwowy jak ktoś daje mi coś z lasu czego nigdy nie jadł ani nie widział.
 - Przeżyjsz... a raczej ty. - odezwałą się Jo.
 - Jak to? - zapytał Styles.
 - On zjadł tylko jedną, a ty... ile zjadłeś?
Harry starał się sobie przypomnieć, a kiedy policzył spojrzał na dziewczynę lekko przerażony.
 - No właśnie. - powiedziała widząc jego minę.
 Kiedy doszli na miejsce wszyscy siedzieli dookoła ogniska. Horan trzymał gitarę, Louis szeptał coś El do ucha, ta usmiechnęła się i pocałowała go, a reszta rozmawiała. Jo usiadła obok Matt’a, Zayn obok Liam’a, a Harry usiadł między Tomlinsonem, a Horanem i zwrócił się do Irlandczyka.
 - Zagraj „Piratów z Karaibów“ !
 - No nie... znowu?
 - Tak!
Styles kochał tę melodię. Mógł słuchać jak Niall ją gra cały dzień, w kółko i w kółko. Blondyn wywrócił oczami i zaczął grać. Jak zawsze wyszło mu to świetnie. Uczył on grać przyjaciela, ale jemu to nie wychodziło. Harremu lepiej szło na perkusji.
 Dwie godziny później chłopacy byli trochę wstawieni. No może więcej niż trochę... a zwłaszcza pan Harold. Dziewczyny wypiły mniej, więc miały zachowaną trzeźwość umysłu.
Nagle Styles wstał i chwiejnym krokiem ruszył w stronę jeziora.
 - Gdzie ty idziesz? - zapytała go Sam.
 - Wiiiii... - odpowiedział jak dziecko, które udaje samolot i wymamrotał coś jeszcze pod nosem, ale nie dało się tego zrozumieć.
 - Harry!
 - Si...siku ide noo... - powiedział ledwo.
Niepokojące było to, że zamiast w stronę lasu szedł w stronę wody. I w dodatku było ciemno.
 - Utopisz się. - ostrzegła Eleanor.
 - Niee... - zaprzeczył i zaczął się śmiać sam do siebie - Dam radę.
Dali sobie spokój bo myśleli, że i tak nie podejdzie blisko jeziora. Wszyscy zmęczeni siedzieli w milczeniu, a niektórzy nawet przysypiali. Zayn zaś bawił się strunami w gitarze Niall’a. Nagle, po jakiejś minucie, rozległ się plusk wody.
 - Cholera. - Malik odłożył szybko instrument.
Wszyscy jak poparzeni rzucili się w kierunku, w którym poszedł przed chwilą ich przyjaciel. Kiedy dobiegli na miejsce zobaczyli Harrego, który leżał w połowie w wodzie i w połowie na brzegu i znowu się z czegoś cieszył.
 - Styles! Ty idioto! - Emily odetchnęła z ulgą tak jak reszta.
Liam i Zayn podeszli do niego i złapali go za ręce by go wyciągnąć. Wtedy Harry zaczął machać nogami i chlapać dookoła.
 - Przestań i wyłaź. - powiedział Malik - Na trzy. - zwrócił się tym razem do Liam’a.
 - Ok.
 - 1..2..3.
Wtedy razem pociągnęli i wyciągneli przyjaciela. Obydwoje zarzucili sobie jego ręce przez szyję żbey czasem się nie wywrócił.
 - Mam nadzieję, że zdążyłeś się wysikać. - wycedził Payne.
Loczek uśmeichnął się i oparł o niego głowę.
 - Kocham cię, Liam. - powiedział.
 - Ja ciebie też, Harry... a teraz chodź.
Z Zayn’em zanieśli go i posadzili na pace furgonetki.
 - Poradzę sobie z nim. Idźcie. - Emily zwróciła się do reszty.
 - Na pewno? - zapytał Niall.
 - Tak. Lepiej połużcie się spać. Bo wcale nie wyglądacie lepiej niż on.
Tak jak powiedziała tak zrobili. Teraz została sama z pijanym przyjacielem.
 - Jesteś w stanie się rozebrać?
Harry nie odpowiedział tylko jedną nogą próbował zdjąć buta z drugiej. Niestety nie wychodziło mu to bo buty były ślizgie od wody.
 - Zdejmij koszulkę.  - powiedziała Smirnoff po czym sama zdjęła mu trampki oraz skarpetki.
Loczkowi  zaś udało się zdjąć t-shirt.
 - Musiałeś tam iść? Mogłeś się utopić.
 - Żyję. - powiedział z uśmiechem - Widzisz? - i pomachał jej.
 - To mogło się źle skończyć. Wiesz o tym.
 - Martwiłaś się o mnie?
Chyba woda go trochę ożywiła bo mówił wyraźniej.
 - Tak, kretynie. Martwiłam się o ciebie. A teraz ściągaj spodnie. - rozkazała.
Styles spojrzał na nie, a potem z powrotem na Emily.
 - Chcesz żebym zdjął spodnie?
Smirnoff wywróciła oczami.
 - Jakbyś mało razy to przy mnie robił. Zdejmuj je.
Nadal się uśmiechająć rozpiął pasek, a potem chcąc odpiąć guzik oderwał go.
 - Upss.
Em zakryła ręką twarz. Boże...z kim ja się przyjaźnię. pomyślała.
 - Idę po ci po ciuchy. Nie ruszaj się... stąd. - powiedziała i poszła do jego auta po torbę. Po dwóch minutach szperania w rzeczach Harrego znalazła to co szukała i wróciła do przyjaciela.
 - Jeszcze się nie rozebrałeś?! - Smirnoff zoabaczyła, że Styles dalej ma na sobie spodnie.
 - Kazałaś mi się nie ruszać. - odparł ze słodkim uśmiechem.
Dziewczyna westchnęła głęboko zrezygnowana i podała mu ciuchy oraz ręcznik.
 - Przebieraj się. - nakazała i odwróciła się.
 - Nie musisz się odwracać. Nie przeszkadza mi to. - powiedział ściągając chwiejnie resztę ubrań.
 - Wiem... ale mi tak. Ruszaj się. I spróbuj się przy okazji nie zabić.
 - Przecież mnie uratujesz. Jak zawsze.
Smirnoff uśmiechnęła się sama do siebie. To prawda. Zawsze go ratowała z trudnych sytuacji.
 - Jesteś pijany.
 - No i co z tego. I tak mnie kochasz. - powiedział nadal z uśmiechem na twarzy.
 - Styles... nawet jakby się nie chciało to ciebie nie da się nie kochać. Wszyscy to wiedzą.
Kiedy ubrał ostatnią rzecz jaka mu została, czyli koszulkę, podszedł do Emily, objął ją mocno od tyłu i podłożył głowę na jej ramieniu.
 - Dziękuję. Ładnie pachniesz. - dodał po chwili.
 - Tak... tobą i jeziorem. - odparła odwracając się do niego - Chodź. Zaprowadzę cię do namiotu. - zarzuciła sobie jego rękę przez szyję żeby było jej lepiej go prowadzić.
 - Zostaniesz ze mną? - zapytał kiedy szli.
 - Nie, Harry.
 - Proszę. Będę grzeczyny. - prosił błagalnym tonem.
 - Wiem, ale po pierwsze... uśniesz w sekundę, a po drugie... nie będzie miejsca. - odparła.
Kiedy zobaczyli, że przy ognisku spał Zayn i Niall, a z namiotu wystawały trzy pary nóg było oczywiste, że w namiocie nie ma miejsca i dla Harrego. Dziewczyny też już chyba spały.
 - Cholera. - powiedziała Em pod nosem.
 - Chyba będę musiał wziąć przykład z Malik’a i Horan’a.
Smirnoff wywróciła oczami po czym posadziła Styles’a na śpiwoże, który leżał niedaleko paleniska.
 - Posiedzę z tobą tylko chwilę żebyś się czasem nie podpalił. - usiadła obok niego.
Harry uśmiechnął się najszerzej jak mógł. Em poklepała ręką swoje nogi. Przyjaciel zrozumiał i położył na nie głowę.
 - A teraz śpij. I zapamiętaj jak to jest być pijanym bo długo nie dostaniesz alkoholu... chociaż i tak pewnie wszystko zapomnisz. - powiedziała i przykryła go.
 - Masz kościste nogi. Czy ty coś w ogóle jesz? - zapytał.
 - Wolisz poduszkę? - zapytła nie chcąc słuchać jego marudzeń.
 - Nie...nie.
 - Więc się nie odzywaj i śpij.
 - Naprawdę robiłaś to z dziewczyną? - odezwał się ponownie po chwili milczenia.
 - Styles!
 - Ok, ok. Już się nie odzywam.
Tak właśnie po około minucie Styles smacznie spał, a Emily siedziała z głową przyjaciela na nogach i wpatrywała się zamyślona w ognisko.


_________________________________________
No i jest. Dziękuję wam za wszystkie komentarze i wejścia =) Nie wiecie jak mnie to motywuje :)
Chciałabym też żebyście powiedzieli mi np. jaki moment się wam najbardziej podobał, a jaki nie podobał.  Albo jakiej parze najbardziej kibicujecie. :] Moglibyście? Cokolwiek...
Min. 3 komentarze = XVIII rozdział.
B.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział XVII - "Jestem za młody żeby być wujkiem."

  
- I jesteśmy na miejscu. - skomentowała Emily wychodząc z auta z kamerą w ręku.
 Wszystkie trzy samochody zaparkowali przy małej polanie, którą otaczał zielony las oraz jezioro z jednej strony. Na środku ze sporych kamieni ułożone było palenisko, a dookoła leżały grube pnie drewna, które mogły posłużyć za siedzenie. W wodzie znajdował się też w połowie zniszczony pomost wyglądający jakby miał się zaraz cały rozlecieć.
  - Ok... może najpierw rozłóżmy wszystko nim rozpalimy ognisko żeby Nialler nic nie podpalił. - powiedział z uśmiechem Liam. 
 - Bardzo śmieszne. - mruknął Irlandczyk i wziął worek z namiotem z furgonetki Payne'a.
 Wcześniej ustalili, że dziewczyny śpią z dziewczynami, a chłopaki z chłopakami. Chociaż każdy wiedział, że pewnie i tak wyjdzie inaczej. Tak więc Emily miała dzielić namiot z Sam... Jo z Dan i El, a chłopaki powiedzieli, że gdzie trafią tam będą spać. Jeśli w ogóle trafią.
  - To kto idzie po drewno? - zapytała Emily kierując kamerę na resztę. 
  - Ja mogę. - zgłosił się Styles.
  - Lepiej nie, Harry. Nie puścimy cię... na pewno nie samego. - powiedziała Danielle uśmiechając się do niego. 
  - Ja z nim pójdę. - odezwała się Sam – Chodź. - pociągnęła go za rękę w stronę lasu – Tylko się nie zgub.
Każdy wiedział, że Harold miał fatalną orientację w terenie.
  - Tylko grzecznie tam. - krzyknął za nimi Zayn.
Każdy się za coś zabrał. Oprócz Smirnoff, która chodziła z kamerą i wszystko nagrywała. Em podeszła do Malika, który szukał czegoś w furgonetce Liam'a.
  - Hej Zayn. 
  - Hej Em. - powiedział nie przerywając szperania w rzeczach.
  - Czego szukasz? - zapytała nadal kamerując.
  - Zapalniczki.
  - U Liam'a? A ty nie masz? No kto jak kto, ale ty?
  - Zgubiłem.
  - Super. Zostaliśmy bez ognia. Zayn zgubił zapalniczkę, więc będziemy musieli sobie poradzić bez. To będzie szkoła przetrwania. - skomentowała do kamery.
  - Cholera. - mruknął Malik zeskakując z paki furgonetki – Musiałem zostawić w domu.
  - No raczej tam po nią nie wrócimy. - powiedziała i ruszyła w stronę Danielle, która rozkładała mały stolik by rozłożyć na nim jedzenie. - Tu mamy Dan, która będzie dzisiaj chyba obsługiwała nasz bar.
Peazer uśmiechnęła się i pomachała do kamery. Smirnoff ruszyła dalej. Tym razem podeszła chłopaków, którzy próbowali rozłożyć namiot... co kompletnie im nie wychodziło. Matt razem z Niall'em jeden, a Lou i Liam drugi. Zayn zaś próbował pomóc raz tym, a raz tym.
  - Chłopaki właśnie robią coś co trochę przypomina rozkładanie namiotu. W przeciwieństwie do nich dziewczyny radzą sobie znacznie lepiej. - tu skierowała obiektyw w stronę Jo i Eleanor robiących to samo tylko kilka metrów dalej. Chwilę potem ponownie wróciła kamerą do Lou i reszty. 
  - Może byś pomogła? - zapytał Tomlinson próbując poskładać rurki.
  - Żartowałam. Dobrze wam idzie. - skłamała i podniosła kciuka do góry, ale nie wyszło jej to zbytnio przekonująco.
W tym samym momencie pękła rurka, którą Lou próbował wsadzić w otwór innej.
  - Mówiłaś coś? - zaśmiał się Niall. 
  - Dobra... muszę pomóc tym sierotom. - powiedziała po czym wyłączyła kamerę i odłożyła ją.
  - I co teraz? - zapytał Liam.
  - W aucie Styles'a jest taśma. Mogłabyś ją przynieść? - poprosił Malik, który próbował rozczytać instrukcję z obrazka.
  - Ok. - obróciła mu kartkę, którą trzymał do góry nogami i ruszyła w stronę auta. 
 W tym samym momencie Sam i Harry chodzili po lesie i zbierali suche drewno do ogniska. Nie musieli odchodzić daleko.
  - Dawno nie widziałam się z Gemmą. Co u niej? - zapytała blondynka.
  - Dorabia jako barmanka w jednym z klubów.
  - A co na to twoi rodzice? 
  - Nie podoba im się to.
Rodzice Styles'a są bardzo mili i kochani, ale zawsze powtarzali, że ich dzieci nie mogą pracować w jakiś barach czy sklepach. Muszą znaleźć sobie dobrą pracę, na wysokim poziomie, do której będzie potrzebne dobre wykształcenie. Oczywiście Gemma zawsze się dobrze uczyła... niestety z Harry'm jest trochę inaczej. Może dlatego, że to chłopak? Jak na razie państwo Styles, na okres studiów córki, zapewnili jej, że będą pokrywać wszystkie koszty związane z nauką oraz innymi rzeczami takimi jak zakupy, mieszkanie czy jedzenie. Ale chyba Gemma jednak woli się usamodzielnić.
  - Może wpadniemy do niej w któryś piątek... 
  - Dobry pomysł. - powiedział z uśmiechem.
  - Tylko nic nie mów. Zrobimy jej niespodziankę. 
  - Ok. Dzięki, że mnie wzięliście ze sobą wczoraj. Pewnie chcieliście jechać sami. - Harry zmienił temat.
  - Co? Ty też?! Proszę cię... Niall to tylko mój przyjaciel tak samo jak ty czy Lou albo Liam. Przestańcie wymyślać.
  - Ale...
  - Żadnych „ale”. - przerwała mu – Bierzmy te drewno i wracajmy.
  -  Sam...
  - Co? - zapytała podnosząc gałąź z ziemi. 
  - Nie ruszaj się. - powiedział Harry.
Ta zamarła w bezruchu.
  - Czy to pająk?
Siostra Zayn'a panicznie bała się pająków. Wszyscy to wiedzieli i czasami wykorzystywali to przeciwko niej. Styles nie zdążył nic powiedzieć, a ta upuściła wszystkie zebrane przez siebie drewno po czym pisnęła i zaczęła machać rękoma by strzepać z siebie stworzenie gdziekolwiek ono było. Podbiegła szybko do Harrego i przytuliła się mocno do niego zmuszając go wcześniej do rzucenia gałęzi i patyków, które trzymał.
  - Zdejmij go, proszę!
Harold zaczął się śmiać. Blondyna myślała, że jej przyjaciel śmieje się z jej pisków.
  - Nie śmiej się! Zdejmij go! - dalej mocno obejmowała Loczka cała się trzęsąc.
Ale ten dalej się śmiał.
  - Sam... - zaczął ledwo powstrzymując śmiech – Nie ma żadnego pająka. Żartowałem.
Dziewczyna wypuściła go ze swoich objęć i cofnęła się o krok po czym zmierzyła go groźnym spojrzeniem.
  - Głupek! Ja tu prawie umarłam ze strachu! - podeszła i z zaciśniętymi zębami uderzyła go pięścią w brzuch.
Nie udało mu się jednak obronić... co nie powstrzymało go od dalszego chichotania.
  - Wybacz, ale powinnaś zobaczyć swoją minę. 
  - Pożałujesz. - wycedziła i zaczęła zbierać upuszczone przez siebie drzewo.
Harry również.
  - Nie złość się. To był tylko żart. - powiedział szeroko się uśmiechając.
Sam nawet się nie odezwała... tylko skończywszy zbierać gałęzie wstała i ruszyła w stronę polany gdzie znajdowała się reszta.
  - Lepiej chodź jak nie chcesz się zgubić. - wycedziła przez ramię.
Styles przyśpieszył zbieranie drewna z ziemi i szybko ruszył za blondynką.
Kiedy wrócili Jo i Eleanor kończyły właśnie składać drugi namiot. Pomagała im Dan. Chłopaki zaś... nie byli nawet w połowie. Em siedziała na starym konarze obok trzymając się za brzuch i nie mogła przestać się śmiać.
  - Co się stało? - zapytała Sam rzuciwszy drzewo gdzieś obok paleniska. 
  - Ja z nimi nie mogę... - powiedziała Smirnoff nadal się śmiejąc po czym wstała – Ty im pomóż. - i ruszyła w stronę dziewczyn.
  - Co się dzieje? - tym razem zwróciła się do chłopaków.
  - Louis wsadził niechcący Horan'owi patyka w oko... ale najpierw go złamał. - wyjaśnił Zayn.
  - Sorry, stary. To było niechcący. - Tomlinson prawie się śmiejąc przepraszał Niall'a, który trzymał się za oko.
  - Wszystko w porządku? - zapytała Sam kładąc Irlandczykowi dłoń na ramieniu.
  - Tak. - uśmiechnął się do niej – Nic mi nie jest.
  - Z tego tak się śmiała Em? - zapytała.
  - Nie. Z komentarza twojego brata. Nie pytaj lepiej... - powiedział Louis.
Sam spojrzała na Zayn'a. Ten tylko się uśmiechnął.
  - Może ja lepiej rozpalę ognisko. - powiedział Malik – Chodź Styles... tu się raczej nie przydasz.
Harry razem z Malik'iem poszli jeszcze raz do auta w poszukiwaniu zapalniczki, ale niestety jej nie znaleźli. Zrobili tylko jeszcze większy bałagan.
  - Musimy poradzić sobie bez. - stwierdził Styles. 
  - Wiem, Sherlock'u. - odparł Zayn – Trochę nam to zajmie.
I tak było. Chłopaki męczyli się chyba z godzinę zanim coś zdziałali. Każdy po kolei próbował im pomóc, ale i tak nic to nie dawało. W końcu udało się Malik'owi. Reszta skończyła rozkładać namioty... a raczej jeden namiot bo z tego, który rozkładał Louis z Liam'em nie można było już nic zrobić. Większość pewnie myśli, że namiotu nie da się zepsuć, ale w ich przypadku wszystko jest możliwe. Tak więc sześć chłopaków będzie musiało się zmieścić w jednym... trzyosobowym. Potem Matt i Tomlinson powbijali dookoła kilka pochodni żeby było jaśniej, a Liam i Niall załatwili patyki na kiełbaski. Emily i Danielle zawiesiły też hamak.
  - I shot the sheriff, but I did not shoot the deputy. - podśpiewywał sobie Styles Bob'a Marley'a kręcąc się to tu to tam nie wiedząc co ze sobą zrobić. 
  - I shot the sheriff, but I swear it was in self-defense. I shot the sheriff, and they say it is a capital offense. - Niall zaśpiewał drugi refren ostrząc czubek patyka. 
  - Horan powtarzał tę piosenkę cały dzień... Zarzućcie coś innego. - powiedział Lou. 
  - You know I said it's true. I can feel the love. Can you feel it too? I can feel ah ah. I can feel ah ah... - zaśpiewał Harry. 
  - To już wszystko? - zapytała Eleanor rozglądając się dookoła. 
  - Nie dla chłopaków... - Jo kiwnęła na Zayn'a i Louis'a wyciągających z samochodu dwie przenośne lodówki turystyczne, w których było piwo.
  - No tak...
W tym samym momencie Em włączyła kamerę i podeszła do Niall'a.
  - Zaśpiewaj nam coś. - powiedziała z uśmiechem i z obiektywem skierowanym na farbowanego blondyna. 
  - Yo Ay yo Ay yo I'ma need 69 real bad girls for my tour bus. Somebody get security to escort us. They go the long way but we take the short cuts. Give me the blonde hair, long weave, short cuts . - Horan zaczął rapować. 
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nasz blondynek właśnie rapował nam Nicki Minaj. - skomentowała Smirnoff do kamery – I nieźle mu to wyszło. - Em skierowała obiektyw na resztę – Was też to czeka. Każdy nam dzisiaj zaśpiewa. - ostrzegła z łobuzerskim uśmiechem.
Rozległ się cichy pomruk niezadowolenia... ale wszyscy wiedzieli, że z Emily nie wygrają.
  - Poczekaj aż trochę wypijemy. - powiedział Louis z uśmiechając się szeroko.
Chwilę potem Malik rozdał każdemu po butelce piwa. Kiedy proponował swojej siostrze... ta odmówiła.
  - Grzeczna dziewczynka. - objął ją ramieniem i pocałował w czoło – Chyba nie będę wujkiem, co? - zapytał po cichu po chwili.
Blondynka spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami.
  - Nie, kretynie! - i dźgnęła go palcem w żebro.
Ten uśmiechnął się szeroko.
  - To dobrze. Jestem za młody żeby być wujkiem. - skomentował – No i oczywiście ty jesteś za młoda żeby być mamą. - dodał – Chyba bym zabił gościa... 
  - Zayn... proszę cię. - przerwała mu posyłając groźne spojrzenie.
  - Ok, ok. Już się nie odzywam.
Chwilę później wszyscy usiedli dookoła ogniska na grubych pniach. Większość również piekła sobie kiełbaski na patykach... lub pianki. Niall poszedł na całość i jakoś w ręce zmieścił cztery patyki.
  - Ok, więc... - Emily skierowała kamerę na siebie - ...właśnie skończyliśmy wszystko ogarniać i możemy w końcu usiąść, zjeść i wypić. Miejmy tylko nadzieję, że jakiś leśniczy nas nie złapie. 
  - Albo niedźwiedź. - dodał Liam.
  - Tak... miejmy nadzieję, że tu nie ma niedźwiedzi. Przyjechaliśmy tu dwie godziny temu, a jak do tej pory chłopaki zdążyli popsuć namiot, wsadzić Nialler'owi patyka w oko, a Zayn zapomniał zapalniczki. W dodatku nie mogę znaleźć swojego telefonu. A teraz... po kolei. Każdy nam powie jedną rzecz o sobie. Dziewczyny mają pierwszeństwo. - i tu skierowała obiektyw na Louis'a – Co nam powiesz? 
  - Jestem Lou i lubię pianki. Te różowe.
  - Nie wątpię. Ok... następny. - teraz kamerowała Liam'a.
  - Hej. Jestem Liam i... mam zieloną szczoteczkę do zębów.
  - Nieźle... dalej...
Teraz przyszła kolej na dziewczynę Payne'a.
  - Jestem Danielle. - pomachała do kamery – Złamałam rękę kiedy miałam 7 lat... tańcząc balet. 
  - Ta to zawsze się poświęca. Idziemy dalej.
  - Hej. Mam na imię Joan... a na drugie Helen.
Następny.
  - Jestem Matt i... przez 14 lat wierzyłem w mikołaja. 
  - Serio? - zapytał Louis.
  - Tak. Potrafiłem kłócić się z nauczycielką przez godzinę o to czy istnieje. - wyjaśnił.
  - Wow. Przyłapałeś tate przebranego za mikołaja, że już nie wierzysz? - Lou uśmiechnął się szeroko.
Tak jak i reszta.
  - Mama mi powiedziała. Szkoda, że nie widziałeś jaki byłem zdziwiony. 
  - Dobre...
Teraz Em skierowała kamerę na Styles'a.
  - Słuchamy... - powiedziała. 
  - Hej, Jestem Harold. Raz kiedy wychodziliśmy z restauracji zostałem zaatakowany przez starszą panią.
  - Pamiętam to. - odezwał się Niall – goniła cię ze swoją laską. 
  - Krzyczała: „Wiem, że to ty młodzieńcze. Przede mną nie uciekniesz.” - zaśmiał się Zayn.
  - O co jej chodziło? - zapytała Jo.
  - Chcielibyśmy wiedzieć. Gdybyś widziała minę Harrego. Biedny nie wiedział co robić. - powiedziała Eleanor.
  - Też tego nie zapomnę. - dodała Smirnoff – Dalej... - zmieniła temat kierując kamerę na Horan'a.
  - Niall jestem i nie lubię fety.
  - Bo się nie znasz. - skomentowała i przeszła dalej do blondynki.
  - Hej. Nazywam się Sam i jestem uczulona na orzeszki ziemne.
  - Ok... Teraz nasz bad boy.
  - Jestem Zayn. W ten sam dzień co jakaś wściekła babcia zaatakowała Styles'a... kelnerka zaproponowała mi seks na zapleczu restauracji. - powiedział do kamery. 
Wszyscy wybuchli śmiechem.
  - Po prostu do ciebie podeszła i zapytała? - chciał dowiedzieć się Matt.
  - Tak. Szepnęła mi na ucho.
  - I co jej powiedziałeś?
  - Że dam jej znać.
  - Lepiej nie pytaj czy dał. - odezwał się Louis z szerokim uśmiechem.
  - Dobra... a teraz...
  - Elenaor. Nigdy nie śpię na prawej stronie łóżka. 
Chwilę później wstała Dan i zabrała Smirnoff kamerę po czym skierowała ją w jej stronę.
  - Teraz ty, piękna.
  - Hmm... Mam na imię Emily i nigdy nie piję napojów z puszek.
Danielle uśmiechnęła się do niej i oddała jej sprzęt, a ta następnie usiadła między Matt'em, a Harry'm.
  - Dobra... teraz trzeba się napić. 
Kilkadziesiąt minut później Niall przyniósł z samochodu gitarę i chłopaki zaczęli śpiewać. To było raczej wygłupianie się bo reszta się cały czas śmiała, a najbardziej z „I don't wanna miss a thing” Aerosmith.
  - I could stay awake just to hear you breathing 
Watch you smile while you are sleeping
While you're far away and dreaming 
I could spend my life in this sweet surrender  
I could stay lost in this moment forever
Well, every moment spend with you
Is a moment I treasure
 
I don't wanna close my eyes  
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't want to miss a thing.
 
[...]
I tak zaśpiewali całą piosenkę. Oczywiście Emily wszystko nagrywała stojąc z boku i się śmiejąc tak jak reszta.
  - To był utwór w wykonaniu chłopaków. - skomentowała – Kilka piw później będzie jeszcze ciekawiej. - dodała z szerokim uśmiechem. 
  - A ty nam pomożesz. - powiedział Harry.
  - Wybacz Haroldzie, ale nie. Ja tu dokumentuję. - odparła. 
  - Nie możesz cały czas być po tamtej stronie kamery. Teraz będziesz po drugiej, a ktoś inny ją potrzyma.
  - Nie i koniec.
Chłopacy wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, a na ich twarzach pojawiły się łobuzerskie uśmiechy.
  - Co? - zapytała Sam.
Ona jak i reszta dziewczyn nie wiedziały o co chodzi. Styles podszedł do Smirnoff i wyciągnął do niej rękę.
  - Daj mi na chwilę. 
  - Po co?
  - No daj. Na chwilę. - powtórzył.
Emily niepewnie podała mu kamerę, a ten odłożył ją na bok po czym z powrotem przeniósł wzrok na nią, uśmiechnął się, złapał i wziął na ręce.
  - Styles, co ty robisz?!
Tak samo każdy z chłopaków złapał dziewczynę, która była najbliżej. Louis złapał Sam, Zayn – Jo, Niall – Eleanor, Liam – Dan, a Matt sięgnął po kamerę i zaczął nagrywać. Kiedy ruszyli w stronę wody, dziewczyny wiedziały już co jest grane.
  -Nawet nie próbujcie! - krzyknęła Sam. 
  - Liam! Nie! - tym razem Dan.
  - Styles, zabiję cię! - Emily próbowała wyrwać się Harremu... tak jak reszta.
Ale nic to nie dało. Byli co raz bliżej jeziora.
  - Zayn! Proszę, nie! - pisnęła Jo kiedy Malik wrzucał ją do wody.
Następna była Eleanor, potem Sam, Emily i Danielle. Przy brzegu nie było wcale płytko. Wystarczająco głęboko by je tam wrzucić. Dziewczynom nie było tak do śmiechu jak chłopakom, którzy szczerzyli zęby.
  - Mam nadzieję, że szybko biegasz, Styles! - powiedziała podirytowana Em odgarniając mokre włosy do tyłu. 
  - I wy też. - dodała Danielle patrząc na resztę.
Nagle ci stojący na lądzie zaczęli uciekać kiedy dziewczyny wychodziły z wody.

_______________________
No i w końcu dodałam :) Przepraszam za taką długą przerwę.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Min. 3 komentarze = rozdział XVIII
B.  

sobota, 12 stycznia 2013

 Rozdział XVI - "To ciebie trzeba pilnować."

 - Wiesz o której jutro wyprzedzamy? - zapytała gotowa do wyjścia Jo.
Chodziło jej oczywiście o ’biwak’, na który mieli się jutro udać. Jedyne co Sanders wiedziała to to, że może się jutro spodziewać wszystkiego po jej nowych przyjaciołach. A wszystko przez opowieści, które usłyszała od Em i reszty.
 - Jeszcze nie wiem. Jak wszystko spakujemy. - powiedział Zayn odprowadzając koleżankę do drzwi - Jakbym się dowiedział czegoś nowego to ci napiszę. - uśmiechnął się do niej.
 - Nie masz mojego numeru. - odparła, również się uśmiechając.
 - Więc pofatyguję się i przyjdę do ciebie.
 - Daj mi swój telefon. - wyciągnęła w jego stronę rękę.
Malik wygrzebał komórkę z kieszeni i podał ją Jo. Ta wpisała mu swój numer i oddała z powrotem.
 - Teraz nie będziesz musiał. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
 - Rozumiem przez to, że mam trzymać się z daleka od twojego domu? - wywnioskował odwzajemniając uśmiech.
 - Ej, tego nie powiedziałam.
Za oknem padało tak samo mocno jak wczoraj. Sanders na szczęście nie musiała iść daleko bo mieszkała po drugiej stronie ulicy. Kiedy dochodzili do wyjścia, Zayn otworzył jej drzwi. Chciał już coś powiedzieć, ale zobaczył Sam wchodzącą po trzystopniowych schodach prowadzących na werandę. Blondynka była cała mokra, tak samo jak Malik i Jo wczoraj. Obejmowała się rękoma w pasie i trzęsła z zimna.
 - Myślałem, że wzięłaś parasolkę. - zaczął brunet z uśmiechem na twarzy.
 - Nic nie mów. - powiedziała sucho - To przez naszego lokatego przyjaciela. Już skończyliście? - spytała wchodząc do domu.
 - Zostało nam niedużo. - wyjaśniła Jo.
 - Idziesz już?
 - Tak. Muszę. Umówiłam się z Matt’em.
 - Jedzie z nami pod namioty?
 - Tak.
 - Będzie fajnie. Zobaczysz.
Jo odpowiedziała uśmiechem.
 - Pa. - powiedziała.
 - Pa. - odpowiedzieli.
 Sanders pomachała im i by zbytnio nie zmoknąć, pobiegła do domu. Zayn zamknął za przyjaciółką drzwi i udał się z siostrą w kierunku salonu. Ta ściągnęła szybko mokry sweter zostając w białej bluzce na ramiączka, która również przesiąknęła deszczem.
 - Styles był z wami? - zapytał zdziwiony brat.
 - Tak. Zabraliśmy go ze sobą. W sumie to pojechaliśmy jego autem, więc można stwierdzić, że to on wziął nas. - wyjaśniła.
 - Nie zamknął szyberdachu czy co?
 - Zgubił kluczyki.
Malik zaczął się śmiać.
- No tak... przecież to Harry. - powiedział - Idź się przebierz, a ja zrobię ci coś ciepłego do picia.
 - Ok. Dzięki. - posłała mu uśmiech po czym udała się na górę.
Zayn zaś poszedł do kuchni. Wyciągnął z dużej dwudrzwiowej lodówki mleko i nalał go do niebieskiego kubka, następnie wsadził go do mikrofalówki i zagrzał, potem wyjął z szafki kakao i wsypał trochę do białej cieczy. Około trzy minuty później zjawiła się Sam. Tym razem ubrała się w siwe, luźne dresy i czarną, szeroką, wkładaną przez głowę bluzę, która należała do Zayn’a. Naciągnęła sobie też rękawy na dłonie, ponieważ wciąż było jej zimno. Blondynka często pożyczała sobie ciuchy od Malik’a, a ten nie miał nic przeciwko. I nie tylko od niego... od reszty chłopaków również. Tak samo jak Em, Dan czy Eleanor. Dziewczyna usiadła na wysokim stołku, a brat podał jej ciepły napój.
 - Dziękuję. - powiedziała i wzięła łyka.
 - Więc co z tymi kluczykami? - zapytał stojąc po drugiej stronie ’kuchennej wysepki’ i opierając się rękoma o blat.
 - Wypadły mu z kieszeni jak byliśmy w wesołym miasteczku. Znalazł je mężczyzna, który pracował przy obsłudze samochodzików. Musieliśmy wracać z parkingu. No i jeszcze zaczęło padać. - wyjaśniła - Dobrze, że nie zapowiadają deszczu na weekend. - dodała po chwili.
 - A jak film?
 - Nawet ciekawy. Byłby jeszcze ciekawszy gdyby Niall i Harry nie komentowali przez cały seans. - Sam wzięła kolejne łyki gorącego kakao.
Zayn uśmiechnął się szeroko.
 - Masz jakieś plany na wieczór? - zapytała go siostra.
 - Jo pomogła mi z zadaniem z biologii i nie muszę się z nim męczyć, więc pójdę do Louis’a.
 - Trzeba się spakować pod namioty. - przypomniała mu.
 - Wiem. Zrobię to jutro zanim przyjedzie Styles.
 - Jedziemy jego autem?
 - Tak...i Liam’a... i Matt’a prawdopodobnie też. Idziesz ze mną do Lou? - zapytał.
 - Nie. Zostanę.
 - Zostać z tobą?
 - Nie. Jedź. Ja może zadzwonię po dziewczyny, chociaż wątpię żeby Dan przyszła.
Wtedy zadzwonił telefon Malik’a. Brunet wyjął komórkę z kieszeni i odebrał sprawdzając wcześniej kto dzwoni.
 - Siemasz Tommo. - zaczął - Co się stało?
 - Zabierz ze sobą Styles’a i Horan’a. Rozmawiałem z nimi. Zaraz u ciebie będą. - oznajmił.
 - A Liam?
 - Przyjdzie.
 - Ok. Na razie. - Zayn zakończył tę krótką konwersację i schował telefon z powrotem po czym spojrzał na siostrę.
Ta, swoimi zielonymi oczami, przyglądała mu się w milczeniu.
 - Co? - zapytał przerywając ciszę.
 - Stało się dzisiaj coś w szkole?
Brunet przygryzł wargę.
 - Nauczycielka mnie wkurzyła. Nic wielkiego. - wyjaśnił.
Sam przytaknęła w geście zrozumienia, ale nie była pewna co do tego drugiego. Jednak zmieniła temat.
 - Nie mam zamiaru jutro cię budzić do szkoły, więc lepiej nie wracaj późno i nie pij. Ok?
 - Ok.
Wtedy ktoś wszedł do domu. Zayn wiedział kto.
 - Zayn, kochanie... idziesz? - krzyknął Niall udając kobietę.
Sam zaśmiała się słysząc to.
 - Dobra. Spadam. - podszedł do siostry i pocałował ją w policzek - Będę wieczorem.  - dodał kierując się w stronę wyjścia.
 - Ok.
 Następnego dnia, o dziwo, to Zayn wstał pierwszy i tym razem to on obudził siostrę. Wyszykowali się, zjedli śniadanie i poszli razem do szkoły. Po drodze spotkali Liam’a, więc ten zabrał się z nimi. Resztę gdzieś wcięło.
 Pogoda nie była zła. Świeciło słońce i nie było prawie żadnych chmur, ale za to wiał lekki wiatr. Dobrze, że na piątek, sobotę i niedzielę nie zapowiadali deszczu. Idealne dni by wybrać się pod namioty.
 Kiedy trójka przyjaciół zmierzała do szkoły, Malik wyciągnął z kieszeni paczkę Marlboro. Automatycznie przeniósł wzrok na swoją siostrę by zobaczyć jej reakcję. Tak jak się spodziewał... nie wyglądała na zadowoloną. Mierzyła go wzrokiem.
 - Mogę? - zapytał ją.
 - Mógłbyś przynajmniej palić od 12:00? A nie tak z samego rana. I nie robić tego przy mnie? - zażądała łagodnie.
 - Ok. - zgodził się i schował papierosy z powrotem do kieszeni.
 - Obiecujesz? - Sam nie przerywała kontaktu wzrokowego.
 - Obiecuję.
Super. pomyślał Malik. Żeby zapalić będzie musiał czekać do południa... ale tym razem nie zamierzał łamać danego siostrze słowa. Trudno. Zrobi to o co go prosi. Chciał jej jakoś wynagrodzić swój ostatni błąd, ponieważ wiedział, że gofry to za mało.
  - Ok, więc Lou, El, Niall, Jo i Sam robią dzisiaj zakupy... - Liam zmienił temat - Harry, Dan, Em, ja i ty - tu spojrzał na Zayn’a - pakujemy namioty i resztę rzeczy. Matt nam pomorze. Podjadę do was autem po szkole. - przypomniał Payne.
 - Tylko niczego nie zapomnijcie. - powiedziała Sam - Zwłaszcza Harolda.
Ostatnim razem, kiedy zorganizowali sobie biwak, przez pomyłkę zapomnieli o Harry’m. Jechali dwoma autami - Liam’a i taty Lou. Jedni (samochodem Tomlinson’a) wyjechali szybciej. Przed samym wyjazdem Styles poszedł do toalety. Ci którzy zabrali się z Payne’m myśleli, że Louis i reszta zabrali już Styles’a, więc również pojechali. Biedny Harry nie wiedział co się dzieje.
 Chłopaki zaczęli się śmiać.
 - To Nialler był pewien, że pojechał z wami. - odparł Liam.
 - Nie zwalaj na niego. - Sam broniła przyjaciela.
 - Zawsze go bronisz. - Zayn powiedział uśmiechając się szeroko.
 - Wcale nie. - zaprotestowała.
 - Właśnie, że tak. - Payne poparł Zayn’a - Jego i Harrego.
Sam musiała się z tym zgodzić. W końcu tak było. No ale ktoś musiał ich bronić. Te dwie sierotki.
 - Skończmy temat. - zaproponowała.
 Kiedy doszli do szkoły, blondynka poszła do siedzących na ławce Dan i El, zaś Liam i Malik udali się do budynku by znaleźć resztę chłopaków, których nie było nigdzie przed szkołą. Całą czwórkę znaleźli przy ich szafkach. Była z nimi Emily. Harry i Lou stali do nich tyłem, a Niall i Smirnoff na przeciwko lokatego i Tomlinsona.
 - Siemacie. - zaczął Zayn zawieszając rękę na szyi swojego przyjaciela Styles’a - Co się dzieje? - zapytał z uśmiechem.
- Nic. Mówię im, że będę was dzisiaj pilnował. - powiedział Harold.
 - Tak, jasne. - Malik zwątpił.
 - To ciebie trzeba pilnować. - dodała Liam.
 - To samo mu powiedziałam. - Emily spojrzała na Styles’a.
 - Gdzie Sam? - Niall zmienił temat.
No tak. Musiał wiedzieć.
 - Na dworze. Z dziewczynami. - oznajmił go brat blondyny.
 - Muszę jej coś powiedzieć. Widzimy się później. - Irlandczyk ruszył w stronę wyjścia.
 - Idę z tobą. - Smirnoff poszła za nim.
 - Nialler! - zawołał za nim Lou - Daj jej od ciebie odpocząć. - zażartował.
Ten się tylko odwrócił, uśmiechnął i zniknął za drzwiami wraz z Em.
Tak naprawdę to chyba ani on ani Sam nie mieliby swojego towarzystwa dosyć.
 - Newman przepytał cię już co będziemy robić przez weekend? - zapytał Tomlinson Liam’a z uśmiechem.
 - Jeszcze nie.
 - No to lepiej się przygotuj. - poradził.
 - Nie strasz Liasia. - powiedział Zayn szczerząc zęby.
Wtedy do budynku weszła Jo. Kiedy zobaczyła chłopaków uśmiechnęła się i ruszyła w ich stronę.
- Hej. - przywitała się.
 - Hej. - odpowiedzieli chórkiem również się uśmiechając.
Oprócz Malik’a, który zamyślony się w nią wpatrywał.
 - Widzieliście może Matt’a? - zapytała.
 - Poszedł na górę. - odezwał się Harry - Mówił, że musi znaleźć dyrektorkę.
 - Aha, dzięki. Do później. - powiedziała i odeszła.
 - Malik? A ty co? - Lou go szturchnął go łokciem.
 - Nic. - odparł szybko wyrwany ze swoich zamyśleń.
 Kiedy lekcje dobiegł końca wszyscy spotkali się przed szkołą i umówili się, że o 16:30 spotkają się pod domem Malik’ów, ponieważ do niego każdy ma najbliżej. Tak więc część poszła pakować namioty, śpiwory i inne takie, a siostra Malika, farbowany blondyn, El, Louis i Jo pojechali na zakupy. Właściwie to do najbliższego Tesco. Każdy zawsze zastanawiał się na czym polega strategia Horana w robieniu zakupów. Czy zanim wejdzie do marketu już wie co kupi czy po prostu wrzuca do wózka co popadnie? Tak jak teraz. No, ale każdy kto spojrzał by teraz na to co wziął z łatwością stwierdziłby, że jadzie na biwak. Tajemnica chyba tkwi w tym, że nasz blond Irlandczyk zna ten sklep na pamięć i wie gdzie co jest lepiej niż pracujący tu ludzie, więc nawet nie musi patrzeć co bierze. Jo widząc go kilka metrów dalej, w innym dziale, nie mogła się nie śmiać. Sam również. El i Lou stali zaś dalej przy lodówkach z napojami i zastanawiali się, które wziąć.
 - Właśnie. Mam małą radę dla ciebie. - powiedziała blondynka wkładając do koszyka paczkę kolorowych pianek.
 - Jaką? - zapytała Sanders.
 - Chłopaki miewają różne głupie pomysły, więc uważaj.
 - Zauważyłam. - uśmiechnęła się.
 Kiedy było kilkanaście minut po 16:00, cali obładowani wyszli ze sklepu i udali się do Malików.
 Przed domem stały trzy auta - furgonetka Liam’a, Range Rover Harrego i terenówka Matt’a, oraz Zayn, Harry, Em, Dan, Liam i Matt. Rzeczy na biwak, które miała spakować reszta były powsadzane gdzie tylko mogły być. I było tego dość sporo.
 - To my będziemy mieszkać w tym lesie czy co? - zapytała Eleanor widząc to.
 - Wszystko się przyda. - powiedział Malik z uśmiechem.
 - To już wszystko? - tym razem pytanie zadała Sam.
 - Tak.
 - Nikt niczego nie zapomniał? A zwłaszcza telefonów? - blondynka spojrzała na każdego.
By się upewnić wszyscy sprawdzili.
 - Wszyscy są? - tu Tomlinson spojrzał na Styles’a.
Ten się uśmiechnął. Jak i reszta wtajemniczonych.
 - To ruszamy.
 Z Matt’em pojechali Jo, Sam i Niall. Z Liam’em zabrały się tylko Dan i Em, ponieważ jego Ford jest 3-osobowy... a z Harry’m Zayn, Louis i Eleanor. Pierwszy ruszył Payne, za nim Styles, a potem Parker.
 Pół godziny później dojechali na miejsce.

______________________________
Dzisiaj urodziny Zayn'a , więc pomyślałam, że dodam XVI rozdział =)
Wszyscy złożyli życzenia? =)
Dziękuję bardzo za komentarze <3
Myślę, że w następnej części będzie działo się na pewno więcej, więc...
przynajmniej 3 komentarze = XVII rozdział.
B.

sobota, 5 stycznia 2013

 Rozdział XV - "Styles, ja cię chyba zabiję!"

- Mówię wam, że to Jessica zabiła ich wszystkich. - powiedział Niall, kiedy razem z Sam i Harry’m kierowali się w stronę wyjścia z budynku, w którym znajdowało się kino.
 Siostra Zayn’a i Horan postanowili zabrać ze sobą swojego lokatego przyjaciela, ponieważ siedział sam w domu i się nudził. Kiedy Styles usłyszał tę propozycję, zgodził się od razu. Lepsze to niż siedzenie przed telewizorem i czekanie na rodziców, którzy przełożyli swój przyjazd na wczesny ranek.
 - Myślę, że to jej brat. - odparł Harry.
 - Przecież on nie żyje. - Irlandczyk bronił swojego zdania - Odkopali nawet grób żeby się upewnić.
 - Ty też byś rozpoznał kogoś po samych kościach? Gościu pewnie żyje.
 - Ale ta dziewczyna... - zaczął Niall, ale Sam mu przerwała.
 - Dowiemy się w następnej części. - powiedziała kiedy wychodzili na zewnątrz - Nie przeżywajcie tak. - posłała im uśmiech.
 Siedząc w kinie i oglądając film, nasłuchała się już komentarzy chłopaków i ich spierania się na temat tego kto zabijał. Obydwoje mieli swoje zdanie i uparcie go bronili. Przez swoje nie ciche zachowanie podczas seansu, Horan i Styles opuszczając salę, dostali torebką od starszej kobiety. Co ona w ogóle robiła na tym filmie? Cóż... może lubi? Chociaż ludzie w jej wieku robią jeszcze dziwniejsze rzeczy. Babcia była jedyną, która wyraziła swoje niezadowolenie... tak otwarcie. Reszta, którym przeszkadzała obecność chłopaków, ograniczyła się do uciszania. Sam siedząc pośrodku przyjaciół, starała się nie zwracać na nich uwagi. To było trudne.
 - To co robimy? - Harry zmienił temat zatrzymując się przy małej fontannie.
Sam uśmiechnęła się i spojrzała na wilki napis „WESOŁE MIASTECZKO“, wiszący nad dużą bramą, znajdującą się po drugiej stronie ulicy. Znad wysokiego ogrodzenia widać było kawałek kolejki górskiej i kilka innych.
 Kilka minut później cała trójka czekała na watę cukrową, którą kupili sobie Niall i Harry. Proponowali też Sam, ale ona podziękowała. Kręciło się tu sporo ludzi. Rodzice z dziećmi, jacyś zakochani, zapewne przyjaciele, nawet starsi ludzie. Jak wskazuje nazwa tego miejsca, wszyscy wyglądali na zadowolonych. A zwłaszcza Niall, który właśnie zamierzał zjeść niebieską, słodką i klejącą się substancję. Kiedy i Harry również ją otrzymał od sprzedawcy, ruszyli dalej. Oczywiście płacąc wcześniej. Sam chcąc spróbować trochę, oderwała kawałek waty od Styles’a i ją zjadła. Nie chciała kraść Irlandczykowi, chociaż była ona jedną z nielicznych osób, którym Horan na to pozwalał. Loczek nie protestował tylko uśmiechnął się do niej.
 - Co powiecie na kolejkę górską? - zapytała blondyna.
Chłopaki wymienili się spojrzeniami. Nie wyglądali na zbyt chętnych do jazdy na wysokości.
 - Emm...
 - No proszę... będzie fajnie. - powiedziała uśmiechając się szeroko.
Nialler podrapał się po czubku głowy.
 - Wiem, że macie złe wspomnienia po Paryżu... ale ta jest mniejsza. O wiele mniejsza.
 Rok temu, cała dziewiątka wybrała się na wakacje do Francji. Kiedy poszli do wesołego miasteczka, Zayn, Eleanor i Emily namówili resztę by przejechać się kolejką górską... tylko, że tamta była parę razy większa, czyli wielka. Po godzinie namawiania wszyscy się zgodzili. Kiedy było po wszystkim, Niall i Harry spędzili godzinę w toalecie. Potem nadal narzekali, że jest im niedobrze. Jeszcze innym razem Zayn i Lou, panowie sportów ekstremalnych, przekonali Liam’a, Horan’a i Lokatego do skoku na bungee z wysokości 103 metrów. Było to również we Francji, na moście Pont de Ponsonnas.
Chociaż to doświadczenie, dla blondyna i Styles’a nie niosło takich skutków jak przejażdżka kolejką górską.
 - To może ty się przejedziesz, a my poczekamy? - zaproponował Niall.
Sam zmrużyła oczy i spojrzała na niego jak na głupka.
 - Żartujesz? - zapytała krzyżując ręce pod piersiami, ale po chwili westchnęła zrezygnowana - Myślałam, że jesteście bardziej odważni. - wycedziła.
 - Nie chodzi o ... - Harry zaczął tłumaczyć, ale blondynka mu przerwała.
 - Dobra... nie ważne.  Idziemy na samochodziki. - uśmiechnęła się szeroko i ruszyła w stronę sporej „hali“.
 Chłopaki zapłacili za Sam. Każdy wziął osobny pojazd. Niall wybrał sobie niebieski, Styles zielony, a blondyna złoty. Miejsca do manewrowania było dużo, ponieważ oprócz nich, były tylko trzy osoby korzystające z tej atrakcji. Siostra Malika robiła głównie zdjęcia, ale przed tym wyzwała przyjaciół na wyścig, który wygrał Harry, a swoje zadowolenie okazał śmiesznym śpiewem. Potem i Styles i Horan próbowali „złapać“  Sam. Oczywiście udało im się.
 - To było nie fair. - stwierdziła blondynka kiedy wyszli z samochodzików i skierowali się w stronę strzelnicy.
Chłopaki uśmiechnęli się triumfalnie.
 - Niby dlaczego? - zapytał Niall zakładając rękę na jej ramiona.
 - Bo... - przerwała, ponieważ nie wiedziała co wymyślić.
 - No właśnie. - sprostował Harry - Myślałem, że Zayn nauczył cię jeździć. - zaśmiał się.
Sam w odpowiedzi dźgnęła go palcem w żebra. Nie udało mu się zrobić uniku.
 - Sprawdźmy kto ma lepszy cel. - zaproponowała podchodząc do budki gdzie znajdowała się strzelnica - Kto zaczyna?
Na sznurkach wisiały różne maskotki, bukiety kwiatów, albo jakieś inne zabawki. Były one różnych rozmiarów i im większa nagroda tym wisiała dalej. Zdobycie jej polegało na przestrzeleniu linki, na której się znajdowała. Nie było to proste zadanie, a dysponowało się 3 strzałami.
 - Pokażę wam jak się to robi. - powiedział Loczek po czym zapłacił i wręczono mu wiatrówkę.
 - Tylko nie celuj tym w ludzi. - Horan się zaśmiał.
Sam zaś uśmiechnęła się szeroko.
 - Strzelaj mistrzu.
Harry pewny swoich umiejętności wybrał sobie najdalszy cel. Był to duży niebieski słoń. Chwila skupienie no i strzelił. Niestety spudłował. Niall wydał z siebie dźwięk przypominający śmiech, a raczej tłumiony śmiech. Styles posłał mu karcące spojrzenie i wrócił do skupiania się na celu. Strzał i znów chybił. Horan chciał już coś powiedzieć, ale Sam pacnęła go w ramię. Harry zrezygnował ze słonia i celował bliżej. Kiedy nacisnął spust, z przestrzelonego sznurka spadł mały delfin. Na twarzy Harolda pojawił się triumfalny uśmiech. Mężczyzna, który tam pracował podał mu nagrodę i pogratulował. Tym razem wiatrówkę przejął farbowany blondyn. Ten za cel obrał sobie pluszową małpkę. Pierwszy strzał mu nie wyszedł, ale za to za drugim razem przestrzelił sznurek. Teraz przyszła kolej na Sam, której udało się trafić za pierwszym razem, zestrzeliwszy tym samym maskotkę w kształcie pieska wiszącą prawie na końcu.
 - Przynajmniej strzelam lepiej. - powiedziała z uśmiechem i odebrała nagrodę.
 Następnie udali się w stronę białej budki gdzie sprzedawano napoje. Obok niej rozstawiono kilka stolików. Jeden z nich zajeli Harry i Nialler, zaś Sam poszła po kawę. Stanęła w kolejce za wysokim, ciemnowłosym mężczyzną, który kłócił się ze sprzedawcą o to, że źle spisał zamówienie. Blondynka starając się ich nie słuchać rozglądała się dookoła. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy to starsza para trzymająca się za ręce. To urocze kiedy ludzie w tym wieku jeszcze tak robią. Na ten widok, na twarzy Sam pojawił się uśmiech. Potem zobaczyła, że Styles i Horan rozmawiają z grupką Chińczyków. Śmiesznie to wyglądało bo chyba nie mogli się dogadać. Obcokrajowcy raczej nie znali za dobrze angielskiego. Najwyraźniej była to jakaś wycieczka. Ale co chcieli od przyjaciół blondynki? Loczek coś mówił starając się przy tym gestykulować rękoma. Tak samo Niall. Samantha zrobiła im zdjęcie po czym spojrzała na niezadowolonego klienta i sprzedawcę, którzy nadal się kłócili. Dziewczyna wywróciła oczami po czym ponownie się rozglądnęła. Tym razem dostrzegła smutną blond dziewczynkę, może  w wieku 6 lat. Stał obok niej chłopak o czarnych włosach. Wyglądał na 9 lat.
 - Zobaczysz, Zoe... znajdzie się. Ile razy już go gubiłaś? Zawsze wracał. - mówił spokojnym tonem brunet kładąc jej rękę na ramieniu.
Po policzku dziewczynki spłynęła łza.
 - Ale już długo go nie ma. A jak ktoś go zabrał? Szukaliśmy wszędzie. - odparła.
 - Tata go znajdzie. Zawsze znajduje twoje maskotki. Będzie dobrze.
Te dzieci przypominały Sam ją samą i Zayn’a. Około 10 lat temu zgubiła swojego misia, do którego była bardzo przywiązana. Razem z bratem przeszukali cały dom, ale go nie znaleźli. Kiedy Malik chciał pójść sprawdzić na plac zabaw gdzie mógłby być, mama odmówiła i powiedziała, że nawet jakby tam go zostawiła to i tak już go tam pewnie nie było, dlatego z nim nie pójdzie. Zayn, jak to Zayn i tak zrobił po swojemu. Wymknął się z domu i udał na plac zabaw. Miał wtedy może z 8 lat. Znalazł tam misia i przyniósł z powrotem do domu. Sam wciąż pamięta jego słowa zanim wyszedł „Znajdę go. Obiecuję.“. Tak też zrobił. Rodzice odchodzili od zmysłów kiedy zniknął, ale jak wrócił nieźle mu się dostało.
 Blondynka podeszła do dziewczynki i chłopca i uśmiechnęła się do nich ciepło.
 - Hej. - zaczęła przyjaźnie kucając obok nich - Zgubiłaś maskotkę? - zapytała.
Mała przytaknęła.
 - Jak miała na imię?
 - Charlie.
 - Ładne imię. A wy ?
 - Ja jestem Gordon, a to moja siostra Alice. - odezwał się chłopak.
 - Jesteście tu sami? - pytała dalej.
 - Nie. Nasz tata tu pracuje. - wyjaśnił.
 - Rozumiem. Słuchaj Alice... To jest Harold. - pokazała jej pluszowego pieska, którego wygrała - Przygarnęłam go dzisiaj, ale chyba nie będę mogła się nim zaopiekować. Mogłabyś zrobić to dla mnie i go wziąć? Na pewno pokochasz go tak samo jak Charlie’go. Więc jak?
Dziewczynka otarła końcem rękawa łzę, która spływała jej po poliku po czym przytaknęła i wzięła maskotkę.
 - A co z Charlie’m? - zapytała patrząc Sam prosto w oczy.
 - Jestem pewna, że ktoś inny się nim zaopiekuje. Tak jak ty Haroldem. Nie martw się o nigo. Na pewno będzie o tobie pamiętał. Ok?
 - Ok. - na twarzy małej pojawił się przelotny uśmiech.
 - Super. - powiedział i wstała - Muszę wracać do moich przyjaciół. Dbaj o niego. - wskazała na pluszaka.
 - Dobrze. Dziękuję.
 - To ja dziękuję. Trzymajcie się. - posłała im ostatni uśmiech i wróciła do budki z napojami.
Na szczęście nie było już mężczyzny, który kłócił się ze sprzedawcą.
 - Poproszę trzy razy latte. - powiedziała po czym spojrzała w miejsce gdzie przed chwilą rozmawiała z Alice i Gordon’em.
Ale ich już nie było. Sam przeniosła wzrok ponownie na bruneta, który ją obsługiwał. Miał on na sobie czerwoną bejsbolówkę i wyglądał na podenerwowanego. Blondynka zapłaciła, wzięła kawę po czym wróciła do chłopaków. Grupki Chińczyków, z którymi próbowali się dogadać jej przyjaciele. Zajęła więc miejsce przy stoliku i podała im napój.
- Poznaliście nowych kolegów? - zapytała z uśmiechem.
 - Z kolegami zazwyczaj można się dogadać. - powiedział Harry biorąc łyk kawy.
 - Co chcieli?
 - No właśnie się nie dowiedzieliśmy. Jedyne co zrozumiałem to... właściwie to nic nie zrozumiałem. - Niall również się napił.
 - Może się zgubili?
 - Możliwe. - zgodził się Styles.
 - A co im powiedzieliście?
 - Że toalety są tam. - Harry wskazał kciukiem za siebie.
 - Mówiliście, że nie wiedzieliście o co im chodzi...
 - Bo nie wiedzieliśmy.
Sam pokręciła głową z niedowierzaniem po czym wzięła dwa łyki kawy.
 - Jesteście nienormalni. - uśmiechnęła się mimowolnie.
 - Wiemy. Ale i tak nas kochasz. - Styles wyszczerzył zęby.
 - Tak, kocham piątkę wariatów. Nic na to nie poradzę - powiedziała po czym spojrzała w górę.
 Błękitne niebo powoli zaczęły zasłaniać ciemne chmury, a wiatr wiał coraz mocniej.
 - Chyba powinniśmy się zbierać. - zaproponowała - Zaraz zacznie padać.
 Każdy wziął swój kubek z kawą i ruszyli w stronę znajdującego się niedaleko parkingu, gdzie Harry zaparkował swoje auto. Szybkim krokiem doszli na miejsce, ale i tak złapał ich deszcz. Stojąc przy czarnym Range Roverze, Styles przeszukiwał kieszenie w poszukiwaniu kluczyków. Niestety nigdzie ich nie było.
- Harry, mógłbyś otworzyć w końcu te drzwi? - zapytała zniecierpliwiona Sam.
 - Emm... Chyba zgubiłem kluczyki.
 - Styles, ja cie chyba zabiję! - powiedziała po czym oparła się o auto.


______________________________________
Na początku chciałam przeprosić, że tak długo nie dodawałam kolejnego rozdziału, a obiecałam zrobić to już dawno. Zjechała się do mnie rodzinka i za bardzo nie miałam jak. Część XV nie jest zbyt długa, ale postaram się nadrobić.
Dziękuję i jeszcze raz przepraszam :)

3 komentarze - następny rozdział :)

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział XIV - "Lepiej żebyś to ty był pod jej ręką."

 Na pierwszej lekcji Zayn nie miał tyle szczęścia co jego przyjaciel Harry. Pani Foster, nauczycielka matematyki, na przywitanie wzięła go do tablicy. Tak się akurat złożyło, że Malik w ogóle nie rozumiał materiału, który ostatnio przerabiali. Nie ważne jak bardzo chciał go ogarnąć to i tak nic do niego nie docierało. Na dodatek pani Foster słynie ze z tego, że nienawidzi spóźnialskich co wcale mu nie pomogło. Dlatego skończył ze złą oceną. Może gdyby nie to, że przyszedł kilka minut po dzwonku, to nauczycielka dałaby mu szansę na poprawę, ale nic z tego. I Zayn i ona nie przepadali za sobą. Kiedy z nim „skończyła“, kazała mu wracać do ławki i skup się na lekcji. Malik swoje niezadowolenie okazał cichym słowem „małpa“. Oczywiście matematyczka tego nie usłyszała. Brunet zlekceważył drugą część jej plecenia pt. „skup się na lekcji“ i zamiast tego otworzył zeszyt na którejś z ostatnich wolnych stron i zaczął szkicować budynek szkoły, który znał już na pamięć. Zayn’owi wystarczyło jedno spojrzenie na coś lub na kogoś i mógł to narysować bez większego problemu. Gdyby pamiętał tak wszystko z lekcji, nie musiałby się nawet uczyć.
 Kiedy zadzwonił dzwonek, planem Malik’a było jak najszybsze wydostanie się z klasy. Oczywiście, kiedy był już przy wyjściu, nauczycielka zatrzymała go.
 - Zayn, ty zostajesz. - powiedziała sucho.
Brunet zatrzymał się w ostatniej chwili i obrócił na pięcie w stronę pani Foster po czym spojrzał na nią wrogo.
Czego ona znowu chce? pomyślał. Nauczycielka poczekała aż wszyscy opuszczą klasę.
 - Wiesz, że nie toleruję spóźniania się? - zapytała.
 - Wiem. - odparł - Wszyscy wiedzą... - dwa ostatnie słowa powiedział jakby sam do siebie.
 - Więc w czym problem? Założę się, że reszta tych kumpli też przyszła po czasie? - kobieta podniosła trochę ton głosu.
 - Zaspałem. - skłamał - Przyszli mnie obudzić. Dlatego się spóźniliśmy.
Ta baba jest gorsza od dyrektorki. pomyślał.
 - Oczywiście. Jak jeden to i reszta... - wywróciła teatralnie oczami.
 Zayn nie powiedział, że to Harry zaspał bo nie chciał żeby nauczycielka uwzięła się jeszcze na jego przyjaciela. To właśnie Malika z ich piątki nie lubiła najbardziej. Nie miał pojęcia dlaczego, ale lepiej żeby tak zostało. Zawsze kiedy tak naprawdę to nie przez niego się spóźniali, to i tak brał to na siebie. A to nie był pierwszy raz. Oczywiście jego kumple nie mieli o tym pojęcia kiedy tłumaczył się gdzieś na boku nauczycielce.
 - To wyjaśnisz mi może dlaczego twoja siostra jest zawsze punktualnie, a ty... wy nie? - nauczycielka podniosła pytająco brwi.
 - Bo to Sam. - odpowiedział znudzony. Nie miał najmniejszej ochoty na dyskusje.
Matematyczka chyba już też, ponieważ jej ostatnie słowa brzmiały:
 - To był ostatni raz kiedy się spóźniłeś. Jeśli się to powtórzy będziesz miał problemy... A teraz zejdź mi z oczu. - machnęła ręką po czym nałożyła okulary na oczy i zaczęła przeglądać jakąś książkę nie zwracając już uwagi na Zayn’a.
 Zdenerwowany przez nauczycielkę, opuścił klasę. Wychodząc miał już trzasnąć drzwiami, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Potem udał się w stronę swojej szafki. Była ona koloru niebieskiego. Malik otworzył ją i schował książkę od matematyki. W środku wisiało kilka rysunków i zdjęcie chłopaków siedzących na trybunach i stojących nad nimi Sam, Emily, Dan i Eleanor. Korzystając z okazji, trzasnął drzwiczkami. Wszyscy przechodzący obok niego słysząc huk, spojrzeli na niego jak na wariata. W tym Liam, Harry, Lou i Niall idący w jego stronę.
 Uspokój się, Zayn. nakazał sobie w myślach po czym wziął głęboki wdech i spojrzał na przyjaciół z uśmiechem, jakby nigdy nic.
 - Co jest? - zapytał Tomlinson ze ściągniętymi brwiami.
 - Nic. Dostałem opieprz. Jak zwykle. - mówił jakby to w ogóle nie miało miejsca - A u was?
 - Przepraszam, stary. - odezwał się Harry - To przeze mnie. Następnym razem jak nie będę odbierał rano telefonu to uznaj, że jestem w szkole.
 - Już to widzę. - Niall powiedział cicho pod nosem.
 - Chciałbyś. To będzie nie fair. Nie możesz spać dłużej niż my. - Zayn uśmiechnął się szeroko.
Styles chciał już coś powiedzieć, ale przerwał mu Liam.
 - Chodźcie. Korzystajmy z pogody póki ją jeszcze mamy. - nie czkając na rekcję ruszył w stronę wyjścia.
Reszta bez słowa poszła za nim. Kiedy wyszli z budynku, słońce od razu zalało ich twarze. Na zewnątrz znajdował się chyba połowa szkoły. Jedni siedzieli na ławkach, jedni podpierali ściany, a jeszcze inni siedzieli sobie na zadbanym przez woźnego trawniku i zawzięcie o czymś dyskutowali. Liam skierował się w stronę stolika, przy którym znajdowały się dziewczyny. Wszystkie pięć rozłożone miały przed sobą książki oraz zeszyty i coś w nich pisały, przy tym rozmawiając i się śmiejąc.
 - Chyba miał na myśli Dan, a nie pogodę. - stwierdził Lou idąc z chłopkami parę metrów za Payne’m, który właśnie zajmował miejsce obok swojej dziewczyny.
 - Widzimy się na następnej przewie. - odezwał się Malik skręcając w lewo.
Niall, Lou i Harry nawet nie zdążyli nic powiedzieć bo był już za daleko. Oczywiście wiedzieli gdzie udaje się Malik. Poszedł zapalić.
 Kiedy dotarli do stolika gdzie znajdowała się reszta ich przyjaciół, Louis usiadł obok Eleanor, na przeciwko Styles’a, Emily, Danielle i Liam’a, po czym przywitał ją pocałunkiem, a ta posłała mu szeroki uśmiech. Niall zaś wcisnął się pomiędzy Sam i Jo.
 - Co robicie? - zapytał Irlandczyk.
 - Uczymy się... - powiedziała Em przeglądając kartki, które wyjęła z zeszytu - A raczej próbujemy. - dodała po chwili.
 - Teraz kiedy tu jesteście to raczej nic z tego. - Sam zamknęła swoją książkę po czym spojrzała na blondyna z uśmiechem.
 - Przecież i tak wszystko umiecie. - odezwał się Harry.
 - Czego nie można powiedzieć o was. - podsumowała Emily mierząc wzrokiem siedzącego po swojej prawej stronie przyjaciela.
Przez to miała oczywiście na myśli sytuację z pierwszej lekcji kiedy zgłosiła się za Styles’a do odpowiedzi.
 - Dzięki. Uratowałaś mi tyłek. - powiedział do niej z uśmiechem.
 - Wiem i nie ma za co. - odwzajemniła uśmiech po czym wsadziła palce w włosy Harrego i rozczochrała mu je.
 - A gdzie wcięło mojego brata? - zapytała Sam.
Zapadła cisza, ale po chwili odezwał się Niall.
 - Nauczycielka od matmy go wkurzyła. - wyjaśnił.
 - Nie mam pojęcia za co ona go tak nie lubi. - powiedziała El - Co on jej zrobił?
 - Nie wiem, ale matma to chyba jedyny przedmiot gdzie jak Zayn czegoś nie rozumie to się denerwuje. - Irlandczyk podrapał się po czubku głowy.
 - Porozmawiam z nim później. - oznajmiła blondynka.
 Chwilę później Emily zobaczyła idącą ok. dziesięć metrów dalej Rebeccę. Wzrok jej skierowany był w stronę Smirnoff, a przynajmniej tak jej się wydawało. Kiedy miała już ochotę pokazać jej środkowego palca, zorientowała się, że tak naprawdę nie patrzy na nią tylko na Harrego, który najwidoczniej nie zdawał sobie z tego sprawy bo zajęty był kreśleniem palcem jakiś wzorków na drewnianym stoliku, przy którym siedzieli. Emily irytowało to, że najpierw go zraniła, a teraz jeszcze ma czelność na niego patrzeć. I jeszcze w taki dziwny sposób, jakby była zadowolona z tego co zrobiła. Może to głupie, ale denerwowało ją to.
 - A ty co o tym myślisz, Smirnoff? - z zamyśleń wybudziła ją Eleanor.
Spojrzenia wszystkich skierowane były na Emily, a ona sama nie wiedziała o co chodzi. Nie słuchała o czym mówili, kiedy przypominała sobie jak bardzo nie znosi Rebecci.
 - O czym? - zapytała.
 - Żebyśmy zrobili biwak po drugiej stronie jeziora. Przy wodzie. - wyjaśniła.
Na chwilę się wyłączyła, a oni już mówią o czymś innym.
 - Jestem za. - powiedziała po czym uśmiechnęła się.
 Kiedy lekcje dobiegły końca, Zayn miał udać się na parking gdzie umówił się z Joan, ale kiedy wychodził ze szkoły, dostrzegł Nialler’a i podbiegł do niego. Irlandczyk miał w jednej ręce żelki, a w drugiej telefon i nawet nie zauważył obecności przyjaciela. Zorientował sie dopiero kiedy Malik zarzucił mu rękę na szyję. Blondyn uśmiechnął się na jego widok i skierował w jego stronę paczkę Haribo.
 - Nie, dzięki. - powiedział Zayn.
 - Co tam? - Niall zapytał wsadzając jednego żelka do buzi.
 - Idziesz dzisiaj z moją siostrą do kina.
To raczej nie brzmiało jak pytanie. Horan zwolnił przeżuwać i spojrzał na przyjaciela.
 - Przecież chodziliśmy już wcześniej razem do kina. - przypomniał mu jakby w geście obrony.
Zayn uniósł brwi i odparł:
 - Czy ja coś mówię? Chciałem tylko spytać na co idziecie...
Irlandczyk był zmieszany. Nie wiedział co myśleć. Fakt, że idzie dziś do kina z jego siostrą, niebyły niczym dziwnym dla Zayn’a gdyby nie to, że chłopaki wyskoczyli z tym, że to „randka“. Chociaż Sam powiedziała mu, że wcale nią nie jest.
 - Jeszcze nie wiemy. Może jakiś...
 - Horror? - brunet dokończył za niego - Sammy lubi horrory. Z resztą sam to dobrze wiesz i wiesz też, że kiedy je ogląda łapie się tego kogo ma pod ręką. - poklepał go po plecach z uśmiechem na twarzy - Bawcie się dobrze. - dodał i ruszył w kierunku parkingu, ale po chwili zatrzymał się i obrócił na pięcie po czym powiedział do nadal patrzącego się na niego Niller’a: - Lepiej żebyś to ty był pod jej ręką. - i odszedł.
Teraz Irlandczyk już w ogóle go nie rozumiał. Był zdezorientowany... Ale taki był urok Zayn’a. Najpierw coś mówi, a potem zmienia zdanie. Może nie tak dosłownie. Tak samo jest z jego humorem. Raz jest wkurzony i ma ochotę porozwalać wszystko dookoła, a potem nagle jest uśmiechnięty od ucha do ucha. I nikt nie wie dlaczego. To przez to był taki tajemniczy. Często zaskakuje. Jakby wszystko w sobie tłumił. Oczywiście były momenty kiedy mu to nie wychodziło. Mógłby być wyśmienitym aktorem. Czasami nawet lepiej kłamie niż większość osób mówi  prawdę. Chociaż kłamstwa z jego ust, nie wypływają często w stronę przyjaciół ani rodziny. Zdarzyło mu się pare razy, na przykład kiedy powiedział Sam, że nie pali, a wpadł przez to, że zgubił fajki, które znalazła potem jego siostra. Ale tak na prawdę każdy kłamie. Nie ważne jak bardzo tego nie chce to i tak to robi. Nawet te drobne kłamstwa. To prawie codzienność w naszym świecie.
 Zayn zmierzał w stronę parkingu, gdzie miała czekać na niego Jo. Czekała, ale nie była sama. Stała z Matt’em, który obdarowywał ją długim pocałunkiem. Malik starał się na nich nie patrzeć. Nawet nie miał najmniejszej ochoty. Kiedy para skończyła się obściskiwać, zobaczyli bruneta, który właśnie do nich podchodził.
 - Siemasz. - zaczął Zayn.
 - Siema, Malik. - odezwał się Matt z uśmiechem obejmując swoją dziewczynę ramieniem.
 - Słyszałem, że jedziesz na zawody do Amsterdamu. Gratuluję.
 - Dzięki, ale jeszcze nie wiem kiedy. Niedługo mi powiedzą. Jak na razie spędzam większość czasu na basenie. Muszę. - powiedział.
 - Przynajmniej robisz to co lubisz. - odparł brunet i uśmiechnął się trzymając ręce w kieszeniach swoich jeansów - I masz dziewczynę, która cię wspiera. - dodał patrząc na Jo.
Kąciki jej ust uniosły się ku górze kiedy na niego spojrzała.
 - Szczęściarz ze mnie. - stwierdził Matt po czym pocałował swoją dziewczynę w policzek - Dobra... Ja spadam, a wy idźcie pisać to coś. Do zobaczenia wieczorem. - ostatnie zdanie skierował do Jo, a odchodząc machnął Zayn’owi w geście pożegnania.
Ten zrobił to samo. Joan i Malik odprowadzili go wzrokiem, a kiedy zniknął z ich pola widzenia przenieśli spojrzenia na siebie.
 - To co? Idziemy? - zapytała uśmiechając się.
Nic nie powiedział, tylko ruszyli razem chodnikiem w stronę domu Zayn’a.
 - Nie będziemy nikomu u ciebie przeszkadzać? - dziewczyna zapytała po chwili.
Malik popatrzał na nią, a jego prawy kącik ust powędrował ku górze.
 - Po pierwsze... przecież nie będziemy biegać po domu i dziko wrzeszczeć, a po drugie... komu niby mielibyśmy przeszkadzać? Sam idzie z Nialler’em do kina, więc nikogo nie będzie. Więc jak będziesz miała zamiar skakać, śmiać się, krzyczeć czy też tańczyć to proszę bardzo.
Jo słysząc jego słowa uśmiechnęła się szeroko.
 - Chyba jednak się powstrzymam. - powiedziała zakładając za ucho opadający na jej twarz kosmyk włosów.
W tym samym momencie zaczął dzwonić telefon Zayn’a. Chłopak wyciągnął komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz, na którym napisane było „MAMA“. Bez zastanowienia odebrał.
 - Hej, skarbie. - odezwała się kobieta zaspanym głosem.
 - Hej. Co tam? Spałaś?
 - Tak. Obudziłam się niedawno. Mam problemy ze snem. Udało mi się jakoś odpłynąć na kilka godzin po tabletce. A co u ciebie? Już po szkole? - zapytała.
 - Idę właśnie do domu. Muszę robić pracę na historię. Z koleżanką. - dodał.
 - A Samantha?
 - Wychodzi dzisiaj z Niall’em. Mieli iść jutro, ale wyszło, że idą dzisiaj.
 - A reszta moich wariatów? - słychać  było, że mówi to z uśmiechem.
 - Lou chyba poszedł z El do niej do domu, Liam uczy się z Dan na jakiś sprawdzian, a Harry... Harry pewnie siedzi w domu. Jego rodzicie wracają wieczorem.
 - Mam coś dla was.
 - Pewnie mi nie powiesz co to jest?
 - Nie ma mowy. To niespodzianka. Dowiecie się jak przyjadę.
 - Ok. Nie to nie. A jak ci  idzie w pracy? - zmienił temat.
 - Na razie dobrze. Wspominałam już, że ludzie są tu bardzo mili? Tacy ludzie jak nasz sąsiad powinni brać od nich przykład.
Zayn uśmiechnął się na te słowa.
 - Nie zdziwię się jak przywieziesz tu jakiegoś Australijczyka. - odparł.
 - Zamienimy go z panem Roger’em.
Mama Malika miała na myśli, mężczyznę, który mieszkał dwa domy dalej i którego nie lubili.
 - Jestem za.
 - Ok. Ja kończę. Może uda mi się jeszcze usnąć. W co wątpię. Opiekuj się siostrą.
 - Zawsze.
Pilnowanie i dbanie o Sam było priorytetem Zayn’a, więc jego mama nie musiała się o nią martwić.
 - Kocham cię. Pa.
 - Ja ciebie też.
Kiedy brunet skończył rozmawiać schował telefon z powrotem do kieszeni i spojrzał na patrzącą na niego Jo. Na jej twarzy malował się uśmiech.
 - Mama? - zapytała.
 - Tak.
 - Na długo wyjechała?
 - Jeszcze nie wie. Tydzień, albo dłużej. - wyjaśnił.
 - To długo. Podziwiam ją. - powiedziała i uśmiechnęła się.
 - Przyzwyczailiśmy się.
W jego głosie wcale nie słychać było żalu. Zayn rozumiał sytuację mamy i wiedział, że robi to dla nich. Dlatego nigdy ją nie obwiniał za te długie nieobecności tylko wspierał.
 - A twoi rodzice? Czym się zajmują? - zapytał.
 - Mama otwiera sklep muzyczny, a tata jest menadżerem w firmie. Obydwoje dopiero zaczynają, więc...
 - Twoja mam interesuje się muzyką?
 - Można powiedzieć, że ma obsesję, ale za to ją kocham. Jest szalona. - Jo powiedziała z uśmiechem. - Musisz ją poznać. - i dodała po chwili.
 - Z chęcią.
 Po kilkunastu minutach Zayn i Joan dotarli do domu Malików. Brunet otworzył drzwi i wpuścił dziewczynę pierwszą. Na wejściu przywitał ich Borys, który merdając ogonem prosił Sanders o to by go pogłaskała.
 - Chyba cię lubi. - stwierdził chłopak z bananem na twarzy.
Jo zrobiła to czego się domagał pies, również się szeroko uśmiechając.
 - On lubi tylko tych, których lubisz ty. - powiedziała Sam, która pojawiła się w holu sekundę temu, patrząc na brata.
Widać było, że jest już gotowa do wyjścia. Miała na sobie białe jeansy i bordowy sweter, a do tego czarne conversy i złoty zegarek na ręce. A swoje blond włosy zaplotła w warkocz, który opadał jej na lewe ramię.
- I o to chodzi. - stwierdził z uśmiechem.
Następnie cała trójka udała się do kuchni. Jo z Sam zajęły miejsca na wysokich krzesłach przy wysepce kuchennej, a Zayn zajrzał do lodówki.
 - Napijesz się czegoś? - zapytał zielonooką brunetkę.
 - Może wody.
 - A ty coś chcesz, mała? - skierował się do siostry.
 - Nie, dzięki. Już piłam.
Malik wyciągnął wodę i puszkę Pepsi, której było dość sporo w lodówce. Następnie wlał bezbarwną ciecz do szklanki i podał Jo po czym otworzył swój napój i wziął łyka.
 - O której wychodzisz? - zapytał opierając się o blat.
 - Niall... - przerwał jej dźwięk wiadomości. Wyciągnęła z torebki, która leżała obok niej, telefon i ją odczytała - Muszę iść. - powiedziała i zeskoczyła z krzesła po czym pocałowała brata w policzek, a następnie wzięła od niego puszkę Pepsi i udała się w kierunku wyjścia.
Zayn westchnął cicho. Dlaczego wszyscy zawsze to robią? zapytał sam siebie w myślach.
 - Pa. - Sam krzyknęła do Jo i Zayn’a kiedy była przy drzwiach.
 - Uwa... - zaczął Zayn.
Ale siostra mu przerwała:
 - Bądźcie grzeczni. - krzyknęła i wyszła.
 - Ja powinienem to powiedzieć. - oznajmił brunet.
Joan odpowiedziała szerokim uśmiechem.
 - Chodź. - powiedział Malik i udał się w stronę kanap stojących na środku salonu - Im szybciej zaczniemy, tym więcej zrobimy.
Sanders zeszłą z krzesła i poszła za nim. Pracę zaczęli od rozłożenia wszystkich książek na szklanym, dość sporym stoliku. Umówili się, że Zayn skończy przyczyny wojny secesyjnej, a Jo napisze o wystąpieniu Karoliny Południowej z Unii i powstaniu konfederacji. Siedzieli na sofach na przeciwko siebie, a dookoła nich leżało pełno kartek, zeszytów i kilka ołówków oraz długopisów. Na podłodze walały się papiery, które czasami latały po salonie przez Borysa merdającego ogonem. Pies leżał sobie obok kanapy, na której siedział Zayn i od czasu do czasu przyglądał się właścicielowi. Po półtorej godzinie pisania i tym podobnych, Malik wziął telefon, który położył wcześniej na stoliku po czym spojrzał na Jo.
 - Co powiesz na pizzę? Wegetariańską. Specjalnie dla ciebie. - posłał jej uśmiech.
 - Nie chcę żebyś przeze mnie musiał jadać „glony“. - odwzajemniła go.
 - Dlaczego nie? Nie jestem Niall’em. - odparł.
 - Zamów pół takiej i pół takiej. - poradziła.
 - Ok. - chłopak wykręcił numer i zamówił pizzę.
 Czekali około 40 minut, ponieważ... po pierwsze, pizzeria znajdowała się w centrum Londynu... a po drugie, nie była to byle jaka pizzeria - jedna z najlepszych i najdroższych. Ulubiona Horana.
 Kiedy zamówienie dotarło i kiedy usłyszeli dzwonek do drzwi, Zayn wstał pierwszy.
 - Tym razem ja płacę. - powiedziała szybko Jo.
Brunet parsknął śmiechem.
 - Nie ma mowy. - odparł po czym ruszył w stronę drzwi nie zważając na protesty koleżanki.
 - Witam. - zaczął kiedy je otworzył.
 - Dzień dobry. - mężczyzna uśmiechnął się i podał Zayn’owi paragon oraz pizzę.
Malik wyciągnął z kieszeni pieniądze i dał dostawcy. Ten chciał mu wydać resztę, ale brunet powiedział żeby ją zatrzymał. Kiedy odszedł, wrócił do Jo i położył biały karton na stoliku, na którym Sanders zrobiła wcześniej miejsce, odkładając książki na trzecią sofę.
 - Wiesz, że trzeciego razu nie będzie? - powiedziała Jo biorąc kawałek pizzy.
Zayn również wziął, ale ten ze swojej połowy.
 - To znaczy?
 - Ostatni raz za mnie zapłaciłeś. - wyjaśniła.
 - Wątpię. - posłał jej łobuzerski uśmiech.
Jo wywróciła oczami.
 - Dziękuję.
 - Smacznego. - odpowiedział Malik.
Kąciki ust dziewczyny powędrowały ku górze.
 - Dzisiaj zaczepił mnie pan Newman... - zaczęła kiedy przełknęła pizzę - Przeprosił mnie, powiedział, że jestem nowa, a on tak na wstępie dał mi pracę. I powiedział, że nie muszę tego robić jak nie chcę.
Zayn zdziwiony dobrocią nauczyciela, uniósł brwi.
 - A ty?
 - Jak widzisz siedzę tu z tobą, teraz. - uśmiechnęła się do niego.
 - Więc nie zostawiłaś mnie samego? - odwzajemnił jej uśmiech.
 - Nie. Dlaczego miałabym cię zostawić? Zaczęliśmy razem, więc i skończymy razem. - oznajmiła.
Chwilę później rozległ się dzwonek do drzwi.

___________________
Wybaczcie, że trochę nudny, ale tak to jest jak chcesz szybko skończyć... ale mam już trochę pomysłów, więc następny będzie ciekawszy :)
UWAGA! Dodam go jak pod tym rozdziałem będą przynajmniej 3 komentarze. Chcę zaznaczyć, że to wcale niedużo.
Dziękuję wszystkim, którzy czytają...
B.