Ważne:





czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział XXXI - "Do zobaczenia, Sammy."

  Chłopak z piskiem opon zatrzymał auto pod domem. Nawet nie fatygował się by postawić je na podjeździe. W tej chwili było mu to obojętne. Kiedy wysiadł z samochodu trzasnął drzwiami i szybkim krokiem ruszył w stronę budynku.
  Cały czas myślami był przy rozmowie z siostrą. Chciała żeby przyjechał, więc bez wahania to zrobił. Nie powiedział nawet reszcie swoich przyjaciół dokąd jedzie. Wiedział, że to głupio z jego strony bo teraz na pewno się martwią. Louis dzwonił do niego raz i pytał co się stało, ale jedyną odpowiedź jaką otrzymał to „Pogadamy później.”. Zayn nie miał ochoty teraz mu tłumaczyć co się dzieje bo sam zresztą nic nie wiedział. Sam nie powiedziała za dużo przez telefon. W sumie nic nie powiedziała. Malik słyszał tylko jak płacze i pyta czy może do niej przyjechać. W głowie miał różne scenariusze, ale starał się nie myśleć nad prawdopodobieństwami bo denerwował się jeszcze bardziej.
  Kiedy wszedł do domu nie zastał nikogo w salonie oprócz psa, który ucieszył się na widok właściciela, który go kompletnie zignorował.. Jego mama pewnie musiała być u siebie w pokoju, ale nie ją teraz chciał zobaczyć. Ruszył, więc schodami na górę, a następnie udał się do drzwi, na których wisiała niebieska tabliczka z białym napisem „Sam”. Nie tracąc czasu na pukanie otworzył je i wszedł do środka. Blond dziewczyna siedziała na łóżku z podkulonymi nogami, które obejmowała rękoma. Kiedy usłyszała, że ktoś wszedł do jej pokoju automatycznie przeniosła wzrok w stronę wejścia. Spojrzała na Zayn'a swoimi czerwonymi od łez oczami i uśmiechnęła się słabo.
- Hej. - powiedziała ledwo słyszalnie.
Chłopak bez słowa podszedł do jej łóżka i usiał obok niej by ją mocno przytulić.
- Hej. - wyszeptał jej we włosy – Co się stało? - zapytał.
Jednak wtulona w niego Sam milczała.
- Mała, musisz mi powiedzieć... Proszę. - głaskał ją delikatnie po plecach by choć trochę ją uspokoić – Gdzie jest Niall?
- U siebie. Musiał iść. Mama miała jakąś ważną sprawę do niego. Nie chciał, ale mu kazałam. - wyjaśniła cicho.
- Zostawił cię w takim stanie? - zapytał, a w jego głosie słychać było, że wcale mu się to nie podoba.
- Nie. - powiedziała szybko Sam – Nie widział, że płaczę.
- To przez niego?
- Nie. - odsunęła się trochę by móc na niego spojrzeć – On nie ma nic z tym wspólnego.
Z jednej strony Zayn'owi ulżyło, ale dalej nie wiedział o co chodzi.
- Więc co jest? - zapytał powoli wychodząc z siebie.
Nie lubił czekać, a to że jego siostra płakała jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Blondynka otarła łzy końcem rękawa i wzięła głęboki oddech.
- Byliśmy z Horan'em w Starbucks'ie... - zaczęła znów cichym tonem unikając jego wzroku – On poszedł po kawę, a ja czekałam przy aucie. - urwała by spojrzeć mu w oczy, które bacznie ją obserwowały - Zayn... przyrzeknij, że nie zrobisz nic głupiego jak ci powiem.
Chłopak milczał chwilę jakby się nad tym zastanawiał po czym przytaknął.
- Postaram się.
- Proszę... - powiedziała błagalnie wycierając kolejną łzę, która spłynęła jej po zaczerwienionym poliku.
- Ok. - westchnął głośno – A teraz mi powiedz. I nie płacz, proszę. - w jego oczach widać było, że go również to boli.
- No więc zadzwoniłam wtedy do ciebie.
Chłopak skinął głową na znak, że pamięta.
- A chwilę później zobaczyłam... Scott'a z jego kumplami. - kontynuowała.
Mięśnie Malik'a momentalnie się napięły, a jego szczęka zacisnęła kiedy usłyszał to imię. Wkurzył się ...i to bardzo. Od razu zaczął żałować, że nie skończył z nim kiedy miał okazję. Niezależnie jak to brzmi.
- Zrobił ci coś? - zapytał, ale nie dał jej odpowiedzieć bo zaraz dodał – Zabiję tego skurwiela. Zabiję go. - wstał z łóżka, a jego pięści aż pobielały od siły z jaką je zaciskał.
- Zayn, nie! Nie możesz. Obiecałeś! - kolejne łzy wypłynęły jej z kącików oczu – Proszę, daj mi skończyć. - błagała.
Chłopak z frustracji złapał za końcówki swoich włosów i pociągnął je. Chwilę później wziął głęboki oddech by się choć trochę uspokoić po czym wrócił na miejsce obok siostry.
Sam wiedziała, że jej brat czasami miewał małe problemy ze złością dlatego rozumiała, że nie jest mu łatwo tak po prostu być spokojnym. Postanowiła więc opowiedzieć się wszystko tak by zabrzmiało to 'łagodnie'.
- Jak się już domyślasz on też mnie zobaczył. - mówiła dalej.

- Zobaczcie kogo tu mamy. - zaczął Scott z szerokim, bezczelnym uśmiechem zanim Sam zdążyła otworzyć drzwi samochodu i do niego wejść.
Przeklęła się w duchu za to, że w ogóle z niego wysiadła po czym przełknęła nerwowo ślinę i bez słowa odwróciła się w ich stronę. Z brunetem było dwóch chłopaków górujących nad nią wzrostem. Kojarzyła ich skądś. Obydwoje mieli ciemne włosy, a ich wygląd kojarzył się dziewczynie z ludźmi, którzy oznaczają kłopoty. Ta trójka z pewnością oznaczała kłopoty.
- Samantha Malik. Miło cię znów widzieć. - ten uśmiech nie schodził mu z twarzy – Kojarzycie ją, chłopaki? - zwrócił się tym razem do kumpli.
Obydwoje wyszczerzyli swoje białe, równe zęby.
- Siostra Malik'a? - zapytał jeden z małą blizną nad okiem – Ta z imprezy?
- Wow. Muszę przyznać, że jest jeszcze bardziej gorąca niż była. - powiedział drugi z kolczykiem w lewym uchu.
Mówili tak jakby Sam tu nie było, ale ich spojrzenia ani na chwilę jej nie opuszczały mierząc ją od góry do dołu co obrzydzało blondynkę.
- Gdzie twój braciszek, Sammy? - zapytał Scott.
Dziewczyna ściągnęła brwi obejmując się rękoma w talii.
- Nie nazywaj mnie Sammy. I to nie twoja sprawa gdzie jest mój brat. - odparła.
Chłopak parsknął. Tylko jej brat mógł ją tak nazywać. Skąd nagle wzięło się w niej tyle odwagi? Chwilę później zaczęła kwestionować czy to było mądre z jej strony.
- Radzę ci uważać na twój ton. - ostrzegł szorstkim tonem, a uśmiech zszedł mu z twarzy.
Dlaczego ona miała takiego pecha? Już drugi raz spotkała go przez przypadek w tak dużym mieście. Dlaczego nie może spotkać na przykład Johnnego Depp'a tylko akurat Scotta? Przeszło jej nawet przez myśl, że może on ją śledzi? Ale to przecież niemożliwe.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytała starając się opanować swój drżący głos.
Chłopak zrobił krok w jej stronę sprawiając, że blondynka cofnęła się aż poczuła, że plecami dotknęła rozgrzanej blachy samochodu. Jego usta znów wygięły się w bezczelnym uśmiechu. Sam miała tylko nadzieję, że Niall nie zjawi się dopóki sobie nie pójdą. Nie chciała go w to mieszać i nie chciała żeby coś mu się stało. Z pewnością nie miałby szans z tymi trzema typami. Na samą myśl Horan'a pobitego i leżącego na chodniku ściskało ją nieprzyjemnie w żołądku.
- Nie skończyliśmy naszej pogawędki.
Sposób w jaki to powiedział sprawił, że dziewczynie oddech uwiązł w gardle, a wspomnienia z tamtej nocy w lesie wróciły. Bała się i miała ochotę uciec, ale nawet jakby chciała to nie miałaby jak, ponieważ chłopaki zagradzali jej drogę.
- Skończyliśmy. - odparła cicho – Ty zakrwawiony na ziemi, a ja przestraszona w ramionach przyjaciela.

Sam od razu ugryzła się w język. Dlaczego to powiedziała? Szczęka Scotta zacisnęła się mocniej, a sekundę później podszedł do niej jeszcze bliżej przyciskając jej ciało swoim do czarnego BMW. Jedną ręką złapał mocno jej nadgarstek, a drugą położył na jej biodrze. Serce blondynki przyśpieszyło.
- To boli. - powiedziała przerażona starając się wyrwać z jego uścisku – Proszę, przestań. - błagała kiedy nie chciał jej puścić.
Wiedziała, że nie może jej nic zrobić przy ludziach, ale siła z jaką ją trzymał powodowała, że ból był straszny i na pewno zostawi siniaka. Scott słysząc jej słowa uśmiechnął się złośliwie.
- Podoba mi się kiedy mnie błagasz. - wyszeptał jej do ucha.
Czując jego ciepły oddech na swojej szyi od razu wstrzymała swój.
- Niedługo będziesz krzyczeć moje imię.
Sam przełknęła nerwowo ślinę po raz kolejny próbując się oswobodzić z jego uścisku, ale na nic się to nie zdało. Chłopak był za silny.
- Twój braciszek już ci nie pomoże. - dodał po czym złożył pocałunek na linii jej szczęki.
Blondynka automatycznie zacisnęła oczy obrzydzona jego działaniami. W myślach błagała by to wszystko się już skończyło.
- Do zobaczenia, Sammy. - powiedział z tym swoim uśmiechem cofając się o krok po czym odszedł razem ze swoimi kumplami.
Dziewczyna nie wiedziała, że wstrzymywała oddech dopóki nie odetchnęła głęboko. Złapała za obolałe miejsce i spojrzała na nie by zobaczyć na nadgarstku czerwony ślad, który perfekcyjnie pasował do dłoni Scott'a. Po jej poliku popłynęła pojedyncza łza, którą szybko wytarła i spojrzała w stronę kawiarni. Niall'a jeszcze nie było. Otworzyła szybko drzwi samochodu i weszła do środka zamykając je za sobą. Starała się uspokoić i wyrównać swój oddech. Nie mogła pokazać się przyjacielowi w takim stanie.
- Oddychaj. - nakazała sama sobie.
3 minuty później zobaczyła Horan'a zmierzającego w stronę auta z dwoma styropianowymi kubkami. Chłopak obszedł samochód i wślizgnął się od środka od strony kierowcy podając jedną kawę przyjaciółce.
- Wszystko w porządku? - zapytał ściągając brwi.
Sam wzięła od niego ciepły napój i wymusiła uśmiech w geście podziękowania. Starała się jak najbardziej żeby wyglądał prawdziwie.
- Tak. - upiła łyk.
- Nap... - urwał kiedy zadzwoniła jego komórka.
Blondynka odetchnęła z ulgą. Uratowana przez telefon. Niall wyciągnął swojego iPhone'a z kieszeni i odebrał bez patrzenia na numer.
- Tak? - zaczął po czym napił się kawy. - Emm... - przeniósł wzrok na przyjaciółkę, która posłała mu uśmiech – Ok. Będę za 15 minut. - skończył i schował komórkę z powrotem.
- Kto to? - zapytała starając się brzmieć normalnie, a nie jakby spotkała przed chwilą chłopaka, który chce ją skrzywdzić.
- Mama. - westchnął po czym przejechał dłonią po twarzy, a potem po włosach – Chciała ze mną o czymś porozmawiać. Mówi, że to ważne.
- Więc wracajmy żeby nie musiała czekać.
Niall wpatrywał się w nią swoimi błękitnymi tęczówkami jakby starał się wyczytać coś z jej oczu.
- Jesteś pewna, że wszystko ok? - zapytał po chwili.
Sam sięgnęła po jego wolną dłoń, którą trzymał na kolanie i lekko ścisnęła pocierając kciukiem o jej zewnętrzną stronę. Dziękowała w duchu, że miała długi rękaw bo inaczej chłopak zobaczyłby jej czerwony ślad na nadgarstku.
- Tak. - uśmiechnęła się ponownie – Jedźmy już.
Chociaż Horan nie do końca wierzył, ale odpuścił. Zbyt dobrze zna swoją przyjaciółkę. Zamierzał wypytać ją później albo pozwolić jej żeby sama mu powiedziała jeśli będzie chciała... bez żadnego nacisku. Przytaknął po czym odpalił silnik i ruszyli.

 Sam widziała złość, która buzowała w Zayn'ie. Założyłaby się, że gdyby miał teraz coś pod ręką rozwaliłby to. Pamiętała jak bardzo był wściekły kiedy bił Scott'a wtedy w lesie. Nie mogła sobie wyobrazić co zrobiłby mu teraz. Nawet nie chciała sobie tego wyobrażać. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł przez jej ciało. Wtedy położyła ostrożnie rękę na ramieniu brata chcąc by na nią spojrzał, ale ten dalej wpatrywał się gdzieś w ścianę głęboko nad czymś myśląc. Minęła dłuższa chwila zanim przeniósł na nią wzrok. Jego oczy pociemniały i były pełne złości. Zayn sięgnął po rękę, którą na nim trzymała i podwinął jej rękaw. Jego oczom ukazały się czerwone ślady, które były odzwierciedleniem ludzkiej dłoni. Na ich widok jego szczęka zacisnęła się jeszcze mocniej o ile było to w ogóle możliwe. Chłopak kipiał ze złości. Sam zauważyła, że obolałe miejsca pociemniały trochę odkąd wróciła do domu.
- Znasz tych dwóch co z nim byli? - zapytał nagle Malik przenosząc swoje spojrzenie na siostrę.
Dziewczyna ściągnęła brwi. Była trochę zaskoczona tym pytaniem. Dlaczego chciał to wiedzieć?
- Kojarzę ich skądś. - przyznała po chwili – Dlaczego pytasz?
- Mogłabyś sobie przypomnieć jak się nazywają? - jego ton głosu był o dziwo spokojny kiedy puścił jej rękę.
Sam wytężyła swój umysł starając sobie przypomnieć skąd ich zna. Myślała chwilę, ale nic nie przyszło jej do głowy. Lecz chwilę później nagle coś jej błysnęło.
- Jeden z nich, ten z kolczykiem, bywa czasami w naszej szkole. Widziałam go też kiedyś w klubie. Barman nazwał go Chris Hicks. - powiedziała.
Zayn znów się spiął. Blondynka wiedziała, że to przez imię, które mu podała. Na pewno go znał. I po wyrazie twarzy brata mogła też stwierdzić, że niezbyt go lubił.
- Znasz go? - zapytała by się upewnić.
- Ta. - wymamrotał po czym wziął głęboki wdech – A ten drugi?
- Go też widziałam w klubie. Wydaje mi się, że chodzi z jedną z dziewczyn z naszej szkoły. Ma chyba na imię Jacob, ale nie jestem pewna.
Malik przytaknął w zrozumieniu. Minęła chwila zanim na jego twarzy pojawił się pocieszający uśmiech. Przysunął się do siostry i objął ją ponownie jeszcze raz całując w czubek głowy.
- Wszystko będzie dobrze. Nikt cię nie skrzywdzi. - zapewnił ją.
Sam zdawała sobie sprawę, że może na zewnątrz Zayn już nie wygląda na wkurzonego, ale w środku pewnie wrzał ze złości. Po prostu nie chciał ją bardziej denerwować.
- Weź jakieś ciuchy. Zabieram cię nad jezioro. - powiedział po czym wypuścił ją ze swoich objęć i wstał kierując się w stronę drzwi.
- Zayn...
Chłopak zatrzymał się i obrócił na pięcie by na nią spojrzeć. Już nie płakała, ale jej oczy nadal były czerwone.
- Hm?
- Nie chcę zostawiać Niall'a.
- Zadzwoń do niego i powiedz mu żeby też się naszykował.
- Ok, dziękuję. - posłała mu uśmiech.
Odwzajemnił go po czym zniknął za drzwiami.
  Chłopak wiedział, że obiecał siostrze, że nie zrobi nic głupiego no ale coś zrobić musiał. Nie obchodziło go z czego i komu będzie się musiał potem tłumaczyć. Miał teraz ochotę znaleźć Scott'a i pobić go tak, że nie będzie mógł się ruszać. A najlepiej oddychać. Kurwa... ogarnij się, Malik. Chciał się uspokoić, ale rozmowa z samym sobą niezbyt mu pomagała. Stał teraz przed pokojem swojej mamy i musiał się uspokoić. Nie mógł pokazać się jej w takim stanie, ponieważ Patricia nie mogła się o niczym dowiedzieć. Musiał załatwić to sam. Nawet nie był pewien czy powie o tym przyjaciołom. Na sto procent będą na niego nieźle wkurzeni jeśli tego nie zrobi. Zayn wziął głęboki oddech i zapukał lekko po czym otworzył drzwi pokoju. Zajrzał do środka i zobaczył mamę kucającą na środku pokoju przed wielką walizką. Była odwrócona do niego tyłem, a dookoła niej walało się pełno ciuchów. Uśmiech pojawił się na jego twarzy na ten widok.
- Co się stało, Sam? - zapytała nie odwracając wzroku od swoich rzeczy, które w właśnie składała.
Malik bez słowa podszedł do niej i przytulił ją mocno od tyłu.
- Cześć mamo. - powiedział z uśmiechem kładąc jej głowę na ramieniu.
- Zayn? - odwróciła się zaskoczona w jego ramionach by po chwili odwzajemnić uścisk – Hej, skarbie! Co ty tu robisz?
- Mamooo... ile razy mam ci mówić żebyś nie nazywała mnie skarbem? - wymamrotał powstrzymując uśmiech, który wkradał mu się na twarz – Czuję się wtedy jakbym miał 5 lat.
- Zayyyynn. - przedrzeźniała go – Dla mnie wciąż jesteś moim małym chłopcem. - powiedziała kiedy wypuścił ją ze swoich objęć.
Na te słowa chłopak wywrócił oczami.
- Nie jestem mały. - zaprotestował – Jestem wyższy od ciebie jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
Kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Oj tam. Więc co tu robisz? Już przyjechaliście? - zmieniła temat.
- Przyjechałem tylko po Sam i Niller'a. Reszta jest dalej nad jeziorem. - wyjaśnił po czym jeszcze raz rozejrzał się po pokoju gdzie leżały porozwalane ciuchy – Wow. Myślałem, że było tego mniej jak zawoziłem cię na lotnisko.
- Wszystko się przydało. - oznajmiła.
- Nie wątpię. - odparł z nutą sarkazmu w głosie.
Patricia była jedną z tych kobiet, które pakują wszystko na wszelki wypadek. Pff. Chyba wszystkie kobiety to robią. Gdyby uznać Louis'a za kobietę można byłoby zaliczyć go do nich. On również zawsze zabiera ze sobą wszystkie rzeczy. Nawet te nie potrzebne.
- Co do tej rozmowy... - Zayn przerwał ciszę drapiąc się przy tym po karku w zakłopotaniu.
- Nie ominie cię, mój drogi. - powiedziała tym razem z poważnym wyrazem twarzy.
- Wiem. Chciałem tylko...
- Powiesz mi dlaczego spóźniasz się cały czas na lekcje? - przerwała mu.
No i koniec z miłą Patricią. Kiedy chciał zacząć już się tłumaczyć usłyszał głos siostry gdzieś na korytarzu.
- Zayn! Jestem gotowa!
Szybko. Pomyślał. Ale i tak uratowała mu życie.
- Możemy porozmawiać o tym jutro? - zapytał z nadzieją w oczach uśmiechając się przy tym niewinnie
Kobieta westchnęła głośno zastanawiając się chwilę nad prośbą syna.
- Dobrze. - powiedziała w końcu – Bawcie się dobrze.
Chłopak wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i pocałował ją w policzek po czym wstał.
- Dzięki.
- Do jutra. - pomachała mu zanim zniknął za drzwiami.
  Sam była już na dole i zakładała swoje błękitne Vansy. Obok niej stała mała torba, w której zapewne miała swoje rzeczy. Zayn zauważył, że jej oczy są w o wiele lepszym 'stanie' niż były wcześniej, więc musiała zrobić jedną z tych swoich sztuczek z makijażem. Chociaż tak naprawdę Sam go nie potrzebowała. Miała idealną cerę.
- Gotowa? - zapytał schodząc z ostatniego stopnia schodów.
Dziewczyna schowała sznurówki do środka i wyprostowała się po czym przytaknęła posyłając mu słaby uśmiech. Zayn podszedł do niej i przytulił ją mocno.
- Będzie dobrze. - wyszeptał – Nie musisz się bać, ok? - odsunął się żeby na nią spojrzeć. - Nie myślmy już o tym dzisiaj.
Sam wzięła głęboki oddech i znów przytaknęła.
- Ok.
Chłopak uśmiechnął się do niej i schylił po torbę, która stała obok, a następnie podał siostrze.
- Gdzie Niall? - zapytał otwierając drzwi i przepuszczając ją pierwszą.
- Zaraz powinien być. - powiedziała.
- Mama mu pozwoliła?
- Tak, ale mamy na niego uważać. - przypomniała kiedy ruszyli w stronę samochodu.
- Jasna sprawa.
- A, i Zayn... - złapała go za ramię by na nią spojrzał.
Tak też zrobił.
- Hm?
- Nie mów nikomu, proszę. Przynajmniej na razie. Nie chcę żeby się martwili.
Chłopak westchnął głęboko biorąc chwilę by nad tym się zastanowić. Tak czy siak się dowiedzą, ale jak na razie postanowił spełnić prośbę siostry. To będzie trudne.
- Ok.
Na dzisiaj koniec myślenia o pieprzonym Scott'cie. I tak facet ma przesrane.

***

- Może jednak zadzwońmy. - zaproponował po raz setny Harry, który chodził w tę i z powrotem po pokoju.
Cała siódemka siedziała zniecierpliwiona w salonie i czekała na Zayn'a, który odjechał sobie od tak nie racząc nawet powiedzieć gdzie jedzie. Wszyscy oczywiście oczekiwali od niego wyjaśnień, które obiecał przez telefon rozmawiając z Lou. Nie dość, że każdy się martwił to jeszcze pan Styles nie mógł się zamknąć.
- Harry... nigdzie nie będziemy dzwonić. I usiądź wreszcie. - nakazał podirytowany Liam opierając łokcie o kolana i chowając twarz w dłoniach.
Danielle siedziała obok niego i opierała głowę o jego ramię głęboko nad czymś myśląc. Chwilę później przyszedł Louis przynosząc każdemu puszkę z napojem. Specjalnie dla Emily wlał go do szklanki dołączając jeszcze do tego kolorową słomkę. Wszyscy byli już przyzwyczajeni, że ich przyjaciółka nie pije z puszek.
- Dzięki. - powiedziała uśmiechając się do niego lekko.
Kiedy Tommo skończył rozdawać napoje opadł na kanapę między Eleanor a Jo, a Harry dalej krążył po pokoju denerwując tym samym wszystkich dookoła.
- Styles, usiądź bo zamknę cię gdzieś gdzie światło nie dociera. - zagroziła Smirnoff.
Chłopak nie wątpiąc w szczerość tej wypowiedzi zajął miejsce obok niej rozkładając się na połowę kanapy i zakładając ręce za głowę.
- Ugh, Harry! Mówiąc „usiądź” nie miałam na myśli „zajmij całe miejsce i zgnieć Emily”. - powiedziała wiercąc się pod jego długimi nogami, które na nią położył.
- Muszę się zrelaksować. - odparł.
- Ale nie na mnie. - zaprotestowała posyłając mu spojrzenie.
- Oj nie przesadzaj. Wiem, że lubisz jak się na tobie kładę. - uśmiechnął się głupkowato na co reszta parsknęła śmiechem.
- Chciałbyś. - uderzyła go lekko w udo przez co Harry wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Zawsze możesz jeszcze położyć się na mnie. - zaproponował.
Emily wywróciła oczami.
- Albo mogę cię po prostu stąd zwalić. - uśmiechnęła się zwycięsko.
Lokaty zmrużył oczy.
- Przed chwilą sama kazałaś mi usiąść, a teraz chcesz mnie zwalić? - zapytał udając urażonego.
Zanim Emily zdążyła coś odparować zaczął dzwonić czyjś telefon. Czyjś znaczy Louis'a. Chłopak wyciągnął komórkę i spojrzał kto się do niego dobija.
- Malik. - oznajmił reszcie i odebrał dając na głośnomówiący.
- Joł. - przywitał się w dziwny sposób Niall, którego nikt nie spodziewał się usłyszeć.
- Siemasz, Nialler. Gdzie Zayn? - zapytał Lou.
- Ja tu dzwonię żeby powiedzieć ci, że cię baaaardzo kocham i że jestem głodny, a ty od razu o Malik'a pytasz? Ranisz moje uczucia, przyjacielu...
Wszyscy zaśmiali się na jego dobór słów.
- Ello wszystkim. Zayn właśnie prowadzi i nie może rozmawiać... to znaczy może, ale ja nie chcę żebyśmy wylądowali gdzieś na drzewie... - wyjaśnił.
- Bedę pamiętał jak będziesz kiedyś do mnie dzwonił i chciał żebym ci żarcie z KFC przywiózł. - odezwał się Malik.
- Ja ciebie też kocham, Zayn. Tak czy inaczej zapomniałem telefonu z domu i musiałem trochę naszego playboy'a po tyłku pomacać żeby dostać się do jego komórki. - powiedział i można było usłyszeć, że się uśmiecha – Ał! - wciągnął powietrze przez zęby – Za co to?
- Za to jak mnie nazwałeś. - oparł Malik dając reszcie kolejny powód do śmiechu.
- Nie bij go. Chcesz żeby znowu w szpitalu wylądował? - zapytała Sam.
- Właśnie. Słuchaj swojej siostry. - zgodził się Niall - Tak więc mam nadzieję, że zrobiliście duże zakupy bo jestem głodny.
- Może chciałbyś powiedzieć nam coś czego nie wiemy? - zapytała rozbawiona El.
- Heeeej, Ellll. - powiedział przeciągając litery – Kocham cię.
- Czy on coś pił? - odezwał się Harry z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ma dobry humor. - wyjaśnił Zayn.
- A to dlaczego?
- To wy się jeszcze pytacie? - zdziwił się Nialler – W końcu wyrwałem się z chaty! - powiedział radośnie – Pewnie siedzicie nad tym jeziorem jak na jakiejś stypie, ale nie martwicie się. Z Horan'em będzie niezła impreza. I będzie żarcie. Wiem, że tęskniliście.
Wszyscy parsknęli śmiechem.
- Niall... chyba za dużo tabletek się nałykałeś, skarbie. - odezwała się Emily.
- Ciebie też kocham. - odparł.
- Horan, idioto. Skończ już z tym wyznawaniem miłości. Zaraz dojedziemy to będziesz mógł to wszystkim oznajmić. - powiedział Zayn.
- Dobra, dobra. - westchnął zrezygnowany – Do zaraz, moi mili. - pożegnał się – Może zostanę poetą? - dodał zanim się rozłączył.
Obecni w salonie wymienili się spojrzeniami po czym zaczęli się śmiać. Niall'a najwyraźniej rozpierała radość i energia.
- Skoro przyjeżdża Nialler to może zrobimy coś do jedzenia? - zaproponowała Joan.
- Dobry pomysł. - zgodziła się Danielle z uśmiechem na twarzy po czym wstała i ruszyła w kierunku części pomieszczenia gdzie znajdowała się kuchnia.
Za nią udała się Sanders, El i Emily.
- Pomogę wam. - zaoferował się lokaty również wstając z kanapy i dołączając do nich.
 Liam i Lou zaś postanowili zmierzyć się w jednej ze swoich ulubionych gier na PS3. Włączyli więc płaski telewizor, który wisiał nad kominkiem i zaczęli walkę.
  Po telefonie od Niall'a wszystkim ulżyło i nikt się już tak nie martwił jak wcześniej. Oczywiście dalej nie rozumieli dlaczego Zayn nie powiedział im, że jedzie po niego i po Sam. Jednak w dalszym ciągu będą chcieli się dowiedzieć. Teraz każdy już spokojnie mógł się czymś zająć.
- To co robimy? - zapytał Harry siadając na jednym z wysokich krzeseł przy blacie.
- Dobre pytanie... - Eleanor otworzyła lodówkę by sprawdzić jakimi składnikami dysponują – Co powiecie na...
- Frytki i kurczak z piekarnika. - przerwał jej chłopak.
- Jestem za. - odezwała się Joan
- No to niech będzie. - Danielle sięgnęła do jednej z dolnych szafek po siatkę gdzie znajdowały się ziemniaki i podała ją Styles'owi – Wybierz sobie partnera do obierania i krojenia ziemniaków.
- Ja mogę ci pomóc jeśli chcesz. - zaoferowała się Sanders.
- Ok. - uśmiechnął się szeroko.
Obydwoje wzięli potrzebne im rzeczy i wzięli się za robotę. W tym samym czasie dziewczyny zajmowały się resztą. Emily robiła sałatkę, a Dan i El przyprawiały kurczaka. Harry tak umiejętnie obierał ziemniaki, że co chwilę jakiś mały obierek trafiał w Jo, która się cały czas śmiała z lokatego przyjaciela.
- Harry, tak się nie trzyma obieraczki. - powiedziała rozbawiona – Musisz trzymać ją tak – pokazała mu - A nie jak... - urwała szukając słowa, ale chyba nie było żadnego odpowiedniego.
- Ok. - zrobił tak jak mu kazała i tym razem trafił w siebie, a nie w dziewczynę.
Nagle Jo wybuchła śmiechem, a Styles ściągnął brwi nie wiedząc o co jej chodzi.
- Co? - zapytał – Znów źle trzymam?
Emily, która kroiła sałatę po przeciwnej stronie lady pokręciła głową z uśmiechem.
- Hazz, masz obierkę we włosach. - wyjaśniła Smirnoff za przyjaciółkę, która nadal się śmiała.
Chłopak sięgnął ręką do swoich włosów i wymacał niechciane coś ze swoich ciemnych loków.
- Śmiejesz się z biednego Harrego? - zapytał udając urażonego i patrząc na Sanders, która już się opanowała.
- Nie. - zrobiła niewinną minkę.
- Dobraaa... Zapamiętam sobie. - wystawił jej język i kontynuował obieranie ziemniaków.
- Przyjechali! - krzyknął Lou nie odwracając wzroku od telewizora i na oślep wciskając przyciski na dżojstiku.
 Chwilę później przez drzwi wszedł Zayn, Niall i Sam. Irlandczyk obejmował przyjaciółkę ramieniem i uśmiechał się do niej szeroko przy tym o czymś zawzięcie opowiadając, a po blondynce widać było, że stara się słuchać, ale myślami chyba była gdzie indziej. Chwilę później ta dwójka przywitała się z Tomlinsonem i Liam'em po czym ruszyli w kierunku reszty również się z nimi witając.
- Widzę, że dobrze zrobiłem, że do was zadzwoniłem. - powiedział Horan widząc jak dziewczyny szykują jedzenie – Już nie mogę się doczekać. - pogłaskał się po brzuchu.
- Będziesz musiał jeszcze trochę poczekać. - oznajmiła Eleanor posyłając mu pocieszający uśmiech.
- Nie mogliście zacząć wcześniej? - zapytał podchodząc do lodówki po czym otworzył ją i zaczął skanować wzrokiem jej wnętrze.
- Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, że przyjeżdżasz to zaczęlibyśmy szybciej. - odparła Dan – A tak w ogóle to co się stało, że wy dwoje – tu skierowała się do Sam – przyjechaliście?
Wtedy blondynka wymieniła spojrzenia z bratem.
- Zadzwoniłam po Zayn'a bo się za wami stęskniłam. - posłała jej uśmiech.
- Stęskniłaś się za mną? Jaka ty kochana. - Harry wyszczerzył swoje białe zęby w szerokim uśmiechu po czym oparł głowę o brzuch Sam.
- Za nami. - poprawiła go Calder – Ale tak czy siak powinieneś nam powiedzieć, a nie odjeżdżać bez słowa. - tu przeniosła wzrok na Malik'a.
- Właśnie. - poparł ją Louis, który właśnie podszedł do nich z Liam'em i usiadł obok Styles'a.
- Wiem. Przepraszam. - westchnął.
- Dlaczego w ogóle nam nie powiedziałeś gdzie jedziesz? - zapytał Payne.
Teraz wszystkie spojrzenia w kuchni skierowane były na biednego Zayn'a, który próbował wysilić swój mózg by zręcznie uniknąć odpowiedzi. Myśl. Nakazał sobie. W tym samym momencie zadzwonił mu telefon. Dzięki bogu... Chłopak sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej komórkę po czym zerkając na ekran bez słowa ruszył w kierunku wyjścia. Kontakt wyświetlił się jako „Sara”. Czego ta laska chce? Nie ważne. Uratowała mi tyłek. Zanim odebrał zdążył jeszcze podpalić sobie papierosa. Dziewczynie chyba naprawdę zależało na tym żeby z nim pogadać bo nie przestawała dzwonić.
- Hej. - zaczęła, a po jej głosie można było wywnioskować, że się uśmiecha.
- Cześć. - wycedził nie mając zbyt ochoty z nią rozmawiać.
- Dawno nie rozmawialiśmy... - urwała czekając aż chłopak coś powie, ale kiedy nic od niego nie usłyszała kontynuowała – Dzwoniłam do ciebie, ale chyba byłeś trochę zajęty żeby odebrać albo oddzwonić.
Albo nie miałem ochoty z tobą gadać. Dodał w myślach.
- Tak czy inaczej chciałam zapytać co porabiasz. Wiesz... myślałam, że moglibyśmy powtórzyć nasze ostatnie spotkanie. Pamiętasz?
Nie. Byłbym wdzięczny gdybyś mi przypomniała bo trochę trudno jest zapamiętać te wszystkie laski.
- Ta. - wymamrotał po czym zaciągnął się dymem.
- Może spotkamy się tam gdzie się poznaliśmy? Na basenie?
Nagle Zayn skojarzył z kim rozmawia. Dziewczyna chodziła z Emily na zajęcia i poznał ją jednego dnia kiedy podwoził przyjaciółkę. Sara była wysoka i zgrabna. Jednymi słowy – gorąca. Zayn nie musiał się długo wtedy zastanawiać czy ma na nią ochotę widząc ją w stroju kąpielowym.
- W poniedziałek? - kontynuowała.
- W poniedziałek jestem zajęty. - odparł.
Ten dzień akurat przeznaczony był dla dziewczyny, która nie zachowywała się jak dziwka i która była o wiele ciekawszą osobą niż Sara.
- Posłuchaj... jak będę miał czas to dam ci znać, ok? - powiedział zanim zdążyła się odezwać i zaproponować inny dzień.
- Ok. - zgodziła się po chwili najwyraźniej zawiedziona.
Tak naprawdę nie miał najmniejszego zamiaru do niej dzwonić, ale musiał ją jakoś spławić.
- Muszę kończyć.
- Dobrze... Pa. - pożegnała się.
W końcu Zayn mógł się rozłączyć. Może nie był najmilszy podczas rozmowy, ale jakoś go to nie obchodziło. Nie rozumiał dlaczego takie dziewczyny nie mają szacunku dla swojego ciała. Oczywiście Malik nie miał najmniejszego zamiaru je umoralniać. Jak już się same na niego rzucały to po prostu korzystał.
  Kiedy skończył palić wrócił do środka. Wszyscy o czymś dyskutowali śmiejąc się przy tym. Nawet Sam się uśmiechała. I nie był to ten sztuczny uśmiech tylko ten prawdziwy. Pewnie miało to też coś związanego z Niall'em, który właśnie wciągał kanapkę mówiąc coś z pełną buzią i jak zwykle ją obejmował. Liam zaś klęczał przy jednej z szafek. Zayn nie wiedział co robi dopóki nie zobaczył w jego ręku rączki, którą najprawdopodobniej oderwano. Dlaczego mnie to nie dziwi?
- Co się dzieje? - zapytał patrząc na Payne'a.
- Em... Horan urwał uchwyt od szafki. - wyjaśnił a co reszta wybuchła śmiechem.
Malik spojrzał na blondyna ściągając brwi.
- Dopiero cię przywiozłem, a ty już musiałeś coś zepsuć?
Niall wzruszył ramionami rąbiąc minę niewiniątka.
- Ja jestem chory. Nie możesz na mnie krzyczeć. - bronił się z uśmiechem.
- Nic ci się nie stanie jak poleżysz sobie trochę w szpitalu. - odparł.
- Ranisz moje uczucia... - udał urażonego.
- Ciesz się, że nie oderwał drzwiczek. - odezwała się Smirnoff – A był blisko.
- Horan... To nie jest trudne jednocześnie jeść i myśleć. - powiedział Harry z szerokim uśmiechem.
- Spadaj, Styles. - odparował z pełną buzią – To kiedy te frytki?
Zayn wykorzystując to, że reszta była zajęta rozmową podszedł do siostry.
- Wszystko w porządku? - szepnął jej do ucha.
Dziewczyna tylko przytaknęła i posłała mu uśmiech.
  Jakąś godzinę później wszyscy siedzieli najedzeni w salonie nie wiedząc co dalej ze sobą zrobić, a nikt nie miał ochoty się ruszać z miejsca, więc aktywność fizyczna odpadała. Jedyny Niall wciskał jeszcze w siebie paczkę żelków. Nikt nie chciał wyobrażać sobie co dzieje się teraz z jego żołądkiem.
- Może obejrzymy jakiś film? - zaproponowała Eleanor, która siedziała wtulona w Lou.
- Dobry pomysł. - zgodził się Liam.
- Styles, weź coś włącz. - powiedział Zayn.
- Dlaczego ja? - wymamrotał lokaty, któremu tak jak każdemu nie chciało się wstawać.
- Bo tak.
- Ruszaj tyłek, Hazz. - ponagliła go Emily.
Ten spojrzał na nią i pokręcił głową z niedowierzaniem wywracając przy tym oczami. Chwilę potem wstał w żółwim tempie i podszedł do wysokiej półki, na której znajdował się rząd płyt DVD.
- To co oglądamy? - zapytał zwracając się do reszty.
- A jest tam coś czego jeszcze nie oglądaliśmy? - odezwał się Louis.
Harry przejechał wzrokiem po pudełkach z filmami po czym wyciągnął jedno.
- Tego chyba. - spojrzał na okładkę, na której był dziewczyna w samej bieliźnie z lizakiem w ręku, a za nią siedziało dwóch facetów, którzy z pewnością patrzyli się na jej tyłek.
- A co to?
Styles w odpowiedzi pokazał im pudełko szczerząc się przy tym głupkowato. Wszystkie dziewczyny w tym samym momencie wywróciły oczami, a na twarzach chłopaków, tak jak na twarzy Harrego, pojawiły się szerokie uśmiechy.
- Dlaczego nie dziwi mnie, że wybrałeś akurat ten? - zapytała Dan.
- Zgaduję, że to coś zboczonego. - powiedziała Sam, która jak się można domyślić siedziała obok Horana na podłodze.
- Jeśli wybierał to Styles to raczej jest to coś zboczonego. - zauważyła Emily.
- Malik? - Lou zwrócił się do przyjaciela – Skąd ty masz tu porn...
- Stop! - przerwała mu blondynka, wiedząc że rozmowa wkracza na temat, na który nie ma ochoty rozmawiać – Co to za gatunek? - zapytała Harrego.
Chłopak spojrzał na pudełko by to sprawdzić po czym z powrotem spojrzał na przyjaciółkę i uśmiechnął się.
- Komedia.
- To włączaj. - nakazał Horan.
Styles tak też zrobił. Wsadził płytę do DVD po czym zgarnął pilota w drodze powrotnej na kanapę, na której siedziała Emily. Następnie usiadł i skierował na nią wzrok i poklepał swoje kolana dając jej tym samym znak by się położyła. Po chwili zastanowienia spełniła jego życzenie, ale wcześniej sięgnęła jeszcze po poduszkę by było jej wygodniej.
- Dobry pomysł. - powiedział Zayn z łobuzerskim uśmiechem – Nie wiadomo jakie wypukłości mogą pojawić się podczas seansu.
Chłopaki parsknęli śmiechem od razu rozumiejąc co miał na myśli.
- Zboczeniec. - wymamrotała Smirnoff.
  Podczas seansu Malik miał przeczucie jakby jego słowa miały obrócić się przeciwko niemu. Z pewnością nie powinien siadać obok Jo. Nie kiedy film był naprawdę zboczony, a ona miała na sobie obcisłą bokserkę i szorty, które krótsze już być nie mogły. W dodatku dziewczyna chyba miała w nawyku przygryzanie wargi. Starał się na nią nie patrzeć, ale ta misja momentami okazywała się niemożliwa. Czół się jakby ktoś podkręcił ogrzewanie. Nie dobrze, Malik. Co ta dziewczyna z tobą robi? Najgorsze jest to, że nie powinien myśleć o niej w ten sposób, ale na myśl przychodziły mu różne dziwne rzeczy. Ogarnij się. Nakazywał sobie. Zastanawiał się czy ona czasami też nie zauważyła, że zrobiło się gorącej. Zmusił się w końcu by przez chwilę nie odrywać wzroku od telewizora, ale jak na złość w tym samym momencie Jo zaczęła się trochę wiercić, delikatnie ocierając się przy tym o chłopaka. Kurwa. Nie wytrzymam. Jak ona to robi? Z drugiej strony nie można mu się dziwić. Zayn od prawie trzech tygodni nie uprawiał seksu. Jakby tego było mało Sanders nagle zachciało się sięgnąć po telefon, który leżał na stoliku i kiedy się po niego nachylała oparła się ręką o nogę Malik'a, a ten momentalnie przestał oddychać. Nie wytrzymam dłużej. Czół się jak jakiś napalony szczeniak. Jo sprawdzając godzinę na komórce zwilżyła usta językiem po czym wróciła na swoje miejsce opierając głowę o zagłówek kanapy gdzie Zayn trzymał rękę. Więcej jej dotyku już nie mógł znieść. Najwidoczniej jej to nie przeszkadzało. Wstał w takim tempie by nikt nic nie podejrzewał i udał się do łazienki.
- Wszystko w porządku? - zapytała dziewczyna, która przyprawiała go o zawrót głowy.
- Tak. Zaraz wracam. - oznajmił i zniknął za drzwiami.
Przekręcił kurek w kranie i zmoczył twarz zimną, a raczej lodowatą wodą. Przyjemny chłód momentalnie przeszedł przez jego ciało. Można byłoby założyć się, że gdyby wrzucić go teraz do wanny z lodem, ten stopniał by w minutę. Patrząc w lustro wziął kilka głębokich wdechów po czym złapał za ręcznik, który wisiał niedaleko i wytarł nim mokrą twarz. Przydałby się zimny prysznic. Ale teraz musiał wracać bo wiedział, że jeśli tego nie zrobi to chłopaki nie oszczędzą głupich komentarzy o tym w jakim celu udał się do łazienki. Dopiero zleciała połowa filmu, a on zmuszony jest wytrzymać tam jeszcze drugą. Przy jedynej dziewczynie, która działa na niego aż TAK. Zastanawiał się jak zachował spokój kiedy widział ją w samej bieliźnie. Będzie coraz gorzej... W końcu wrócił do salonu i zajął swoje miejsce obok Jo. Tortur ciąg dalszy.

***

  Jesteś nikim. Nikim! Zwykłą pomyłką, którą popełniliśmy. Nie ma z ciebie żadnego pożytku. Wszystko niszczysz. WSZYSTKICH niszczysz. Naprawdę nie mogę na ciebie patrzeć. Czasami zastanawiam się czy zdajesz sobie sprawę, że nikt cię nie chce? Nikomu nie jesteś potrzebna. Tylko się nad tobą litują. Nie wiem dlaczego się jeszcze ciebie nie pozbyłem. Jak mogłem mieszkać przez tyle lat z kimś kto zabił swojego brata?! Na nic nie zasługujesz. Jeszcze się niczego nie domyśliłaś? Nie dotarło jeszcze do ciebie, że powinnaś odejść? Ale tak na dobre? Tylko pamiętaj, wybierz najbardziej bolesną drogę. Bo na taką zasługujesz. Im szybciej to zrobisz tym lepiej. Nikt nie będzie za tobą tęsknił. Nikt nie przyniesie ci kwiatów na grób. Po prostu zapomną. Będzie nam bez ciebie lepiej.

  Emily gwałtownie zerwała się do pozycji siedzącej ciężko i głośno oddychając. Przejechała dłonią po czole, na którym czuła małe kropelki potu po czym odgarnęła swoje potargane włosy do tyłu starając się przy tym wyrównać i opanować swój oddech. Przełknęła ślinę i spojrzała w prawo na śpiącą Jo i Sam. Cieszyła się, że ich nie obudziła. Nie musiała mówić co się stało i odpowiadać na pytania przyjaciółek. Następnie spojrzała na lewo na szafkę nocną gdzie leżał jej telefon. Szybko sięgnęła po niego i sprawdziła godzinę. 02:31. Zawsze o tej porze. Zawsze te same słowa. Wcześniej nie wiedziała kto je wypowiadał, ale teraz już wie. Koszmar, który powtarza się każdej nocy już od półtorej miesiąca powoduje, że zrywa się i nie może zasnąć przez następne dwie godziny. Nienawidzi tego. Teraz jeszcze bardziej.
  Dziewczyna wyplątała nogi spod kołdry i postawiła je na miękkim dywanie, biorąc głęboki oddech wstała i ruszyła do swojej torby, która stała obok biurka. W pokoju panował mrok, więc wcześniej wzięła telefon by móc znaleźć bez problemu to co chciała. Zaświeciła sobie i wygrzebała ze swoich rzeczy czarną górę od stroju kąpielowego, która akurat pasowała do jej majtek co i tak ją w tym momencie nie obchodziło. Następnie zdjęła dużą, białą koszulkę, która należała do któregoś z chłopaków i założyła to co przed chwilą wyciągnęła po czym z powrotem ubrała duży t-shirt. Chwilę później odłożyła telefon na miejsce wcześniej biorąc ręcznik, który wisiał na krześle i po cichu wyszła z pokoju. Udała się wzdłuż długiego i ciemnego korytarza starając się na nic nie wpaść. Jej ciało nadal się trzęsło po śnie, a raczej koszmarze, który miała. Było jej gorąco, a oddech nadal miała nierówny. Czuła się jakby przed kimś uciekała, ale nie czuła fizycznego zmęczenia. To tylko sen. powtarzała sobie w myślach. W końcu dotarła do salonu-kuchni i ruszyła prosto w stronę dużych tarasowych drzwi. Starała się robić jak najcichsze kroki, ale jej stan za bardzo jej na to nie pozwalał.
- Em?
Usłyszała znajomy głos. Nie, proszę. Nie teraz. Nie chciała odpowiadać
na żadne pytania. Dziewczyna zatrzymała się w połowie drogi i odwróciła na pięcie żeby zobaczyć Harrego stojącego na schodach. W ciemnym pokoju było dość jasno żeby chłopak mógł dostrzec w jej oczach, że coś jest nie tak. Bała się. Jej ciało drżało. Było jej zimno? Nie, na pewno nie. Bez żadnego słowa podszedł do niej i mocno ją przytulił. Emily po chwili wahania również go objęła. Mimo że było jej wcześniej gorąco to nie przeszkadzało jej, że ciało Harrego było jeszcze bardziej ciepłe niż ona sama. Było przyjemne. Zamknęła oczy trzymając głowę przy jego klatce piersiowej i słuchając bicia jego serca. Jego duże dłonie gładziły delikatnie jej plecy przez cienki materiał koszulki starając się ją uspokoić. Działało. Dziewczyna po chwili przestała drżeć, a jej oddech stał się spokojny i równy, ale nie chciała opuszczać jego silnych ramion. Mogłaby tu zostać na zawsze. Czuła się bezpiecznie. Czuła się chciana? Nie tak jak mówił jej głos we śnie. A może Harry się po prostu nad nią litował? Naprawdę nie wiedziała co myśleć.
- Nikomu nie jestem potrzebna. - wyszeptała nie zdając sobie nawet z tego sprawy.
- Nie mów tak. Wszyscy cię potrzebujemy... Ja cię potrzebuję. - ostatnie trzy słowa powiedział ciszej.
Delikatnie gładząc jej włosy pocałował ją w czubek głowy. Emily słysząc jego słowa odsunęła się trochę tak by móc spojrzeć mu w oczy. Teraz tym bardziej nie wiedziała co myśleć. Czy to wszystko musi być takie pokręcone? Takie trudne? Sięgnęła ręką żeby dotknąć jego policzka i delikatnie pogłaskać go kciukiem. Harry zamknął oczy czując jej dotyk. Znów ten sam przyjemny dreszcz przeszył jego ciało. Chciał więcej, ale nie mógł nic zrobić.
- Dziękuję. - wyszeptała po czym stanęła na palach by móc dosięgnąć jego policzka i złożyć na nim krótki pocałunek.
Znów te uczucie. Uczucie, którego nie miał dosyć. Dlaczego to wszystko musi trwać tak krótko? Kiedy nie czuł już jej małej dłoni, a zamiast tego poczuł zimne powietrze otworzył oczy by na nią spojrzeć. Emily posłała mu lekki uśmiech po czym złapała go za rękę i ruszyła w stronę wyjścia zatrzymując się przed nim by założyć swoje białe Conversy. Harry bez słowa zrobił to samo. Nie wiedział gdzie chce go zabrać dopóki nie zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Zauważył ręcznik w jej ręce, jej dużą białą koszulkę i to, że nie miała na sobie żadnych spodni czy spodenek tylko majtki. Przeniósł wzrok z jej zgrabnych nóg na jej twarz kiedy znów go pociągnęła, tym razem na zewnątrz. Ruszyli przez żwirowy podjazd, przez który mogli normalnie przejść, ponieważ mieli buty, a potem udali się na pomost. Harry uśmiechnął się kiedy zorientował się jakie dziewczyna ma zamiary. Kiedy doszli na koniec obydwoje zatrzymali się, a Emily rzuciła ręcznik gdzieś obok siebie i puściła dłoń przyjaciela by móc zdjąć koszulkę i swoje trampki. Gdy to zrobiła spojrzała na chłopaka, który stał tam i obserwował każdy jej ruch.
- Będziesz tak stał? Rozbieraj się. - uśmiechnęła się i zrobiła krok w jego stronę żeby pociągnąć za sznurek jego dresowych spodni.
Przez jej ruch na jego twarzy również pojawił się uśmiech, ale się nie ruszył. Po prostu patrzał na nią jak zahipnotyzowany.
- Sama mam cię rozebrać? - zapytała – Harry, czasami naprawdę zastanawiam się czy nie jesteś pięciolatkiem w ciele siedemnastolatka. - powiedziała rozbawiona kiedy nie odpowiedział – Więc jak? Mam iść pływać sama?
 Wtedy Styles wrócił na ziemię. Uśmiechnął się szeroko po czym złapał za końce swojej koszulki i ściągnął ją przez głowę by potem rzucić gdzieś na bok. Następnie jednym szybkim ruchem pozbył się butów i spodni zostając w samych bokserkach. Emily skłamałaby jeśli powiedziałaby, że nie podoba jej się to co widzi. Zdawała sobie sprawę z tego co te wszystkie dziewczyny w nim widzą... był naprawdę piękny. Jego ciało, te dołeczki, te loczki, ale właśnie o to chodzi, że one patrzyły tylko na to. Nie znały go. Nie znały tego słodkiego Harrego, którego znała ona. Zobaczyła już każdą jego stronę... grzecznego, bezczelnego, zboczonego, tego co flirtuje kiedy może, wrednego, słodkiego, złego, a nawet wystraszonego i wiele innych.
- Podziwiasz widoki? - odezwał się w końcu z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
Emily szybko przeniosła wzrok na jego twarz i również się uśmiechnęła.
- Chciałam być wcześniej miła i nie dostałeś za to, że sam rozbierałeś mnie wzrokiem, ale jeśli chcesz w ten sposób... następnym razem będę pamiętać. - wzruszyła ramionami i odwróciła się od niego po czym szybkim krokiem podeszła do krawędzi pomostu i bez wahania wskoczyła do chłodnej wody.
Chwilę później wynurzyła się i spojrzała z uśmiechem na przyjaciela machając rękoma przy powierzchni by utrzymać się w miejscu. Już otworzyła usta żeby powiedzieć coś w stylu „Będziesz tam tak stał?”, ale Harry ją wyprzedził i kilka sekund później znajdywał się już w wodzie.
- Czuj się wyjątkowo bo za cholerę nie poszedłbym pływać w jeziorze w środku nocy jeśli ktoś by mnie namawiał. - oznajmił chłopak szczerząc się słodko gdy się wynurzył.
Emily zmrużyła oczy.
- Jakoś nie miałeś z tym problemu jak pojechaliśmy pod namioty. - odparła.
- Masz na myśli wtedy kiedy pomagałaś mi się rozbierać? - zapytał z cwanym uśmiechem.
Wtedy Em uderzyła dłonią w taflę wody ochlapując przy tym przyjaciela jak to miała w zamiarze. Harry zaśmiał się odwracając głowę.
- Byłeś wstawiony i prawie się utopiłeś, kretynie. - powiedziała kręcąc głową z niedowierzaniem.
Styles wrócił do niej wzrokiem kiedy upewnił się, że nie jest narażony na dalsze ataki, nadal szeroko się uśmiechając.
- Jedyne co pamiętam to jak kazałaś zdjąć mi spodnie.
Emily wywróciła oczami po czym spojrzała na drugą stronę jeziora.
- Płyniemy do drugiego brzegu i z powrotem. - powiedziała zmieniając temat – Kto pierwszy, hm?
Harry udawał, że się nad tym zastanawia.
- Ok. Jak wygrasz ty to...
- Powiesz mi z kim się wtedy umówiłeś. - dokończyła.
- Kiedy? - zapytał chociaż dobrze wiedział.
- Tego dnia co szliśmy wszyscy odwiedzić Horan'a. Spotkaliśmy się jak wracałam z treningu. - wyjaśniła.
Lokaty myślał przez chwilę po czym westchnął.
- Ok. - zgodził się – Ale jak ja wygram to... - przerwał by się zastanowić - ... mogę wymyślić jak wrócimy?
- Niee. - odparła ściągając brwi – To będzie nie fair. Lepiej wymyśl coś szybko bo zamarzam.
Po chwili zastanowienia na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech.
- Więc?
- We wtorek moja kuzynka przywozi do nas małą Amy. Będę musiał ją pilnować. Jak przegrasz to przyjdziesz i mi pomożesz.
- Ok. - zgodziła się bez wahania.
Emily wiedziała, że Harry doskonale radzi sobie z dziećmi bez niczyjej pomocy bo wszystkie go kochają. Lepią się do niego jak rzepy. Styles ma już ten urok, których wszystkich przyciąga. Od małych dzieci do starszych kobiet. Nie mam szans. Pomyślała. Świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że jej przyjaciel również dobrze pływa. Nawet lepiej od niej. Uczciwie Em na pewno nie wygra.
- Dobra... Start.
Zanim Harry zdążył się zorientować Smirnoff już płynęła w stronę drugiego brzegu.
- To nie fair! - krzyknął po czym ruszył za nią jak najszybciej mógł.
Niestety podstęp Emily nic nie dał, ponieważ Styles bez najmniejszego problemu ją dogonił. Byli na równi do momentu kiedy zawrócili. Potem już chłopak prowadził. Em chociaż chciała to nie mogła zmniejszyć dystansu między nimi. Kiedy odcinek już się kończył i pomost był już blisko Smirnoff przyszedł do głowy pewien pomysł.
- Jest! - krzyknął triumfalnie Harry dopływając do mety.
Odwrócił się by sprawdzić gdzie jest jego przyjaciółka i chciał już coś powiedzieć, ale ta zniknęła.
- Em? - rozejrzał się dookoła, a uśmiech zszedł mu z twarzy – Em! To nie jest śmieszne!
Tak, kretynie. Na pewno cię usłyszy jak jest pod wodą. Styles podziwiał swój wewnętrzny geniusz. Dalej rozglądał się dookoła, ale nic. Pewnie mnie wkręca. Powoli zaczynał wątpić w tę myśl kiedy sekundy leciały, a jej dalej nigdzie nie było. Ile można wytrzymać bez powietrza? Chłopak zaczynał się powoli martwić, a dziwne uczucie ściskało go w żołądku.
- Em! - krzyknął.
Przełknął nerwowo ślinę, a jego serce zaczęło bić szybciej. Ile czasu minęło? Ponad minuta? Kurwa mać. W tym samym momencie z zaskoczenia ktoś wskoczył mu na plecy, że prawie nie krzyknął.
- Buu!
Chwilę później usłyszał przy uchu chichot przyjaciółki, która obejmowała go rękoma za szyję, a jej ciepłe ciało przylegało do jego. Dopiero teraz zorientował się, że wstrzymywał oddech. Zabiję ją. Odwrócił się w jej objęciach by spojrzeć w jej rozbawione tęczówki.
- Zwariowałaś?! - zapytał prawie krzycząc po czym mocno ją przytulił.
Czuł, że właśnie przestała się śmiać i chyba zrozumiała, że prawie doprowadziła go do zawału. Nie zwracał nawet już uwagi na zimną wodę.
- Harry. To był żart. - powiedziała spokojnie czując jego szybko bijące serce.
- Nie rób tego więcej. - wyszeptał chowając twarz w zagłębieniu jej szyi.
Emily nie miała pojęcia, że to go tak wystraszy. Gdyby wiedziała, że aż tak zareaguje nie zrobiłaby tego. Nagle zalało ją poczucie winy.
- Przepraszam. - przejechała dłonią po jego mokrych lokach – Jest zimno, Harry. Wracajmy już. - powiedziała i kiedy chciała uwolnić się z jego objęć on przytulił ją jeszcze mocniej – Hazz...
Tak naprawdę w jego silnych ramionach było jej ciepło, ale ona bardziej martwiła się o niego.
- Nie wolałbyś przytulać mnie gdzieś gdzie jest cieplej? - zapytała z lekkim uśmiechem, którego i tak nie mógł zobaczyć.
Na te słowa chłopak wypuścił ją niechętnie ze swoich objęć i spojrzał na jej usta. Jej wargi były sine i zadrżała kiedy się od niej odsunął. Następnie złapał ją za rękę i podpłynęli razem do pomostu. Harry wyszedł pierwszy po czym podał dziewczynie rękę i pomógł jej zrobić to samo. Następnie sięgnął po ręcznik i owinął go wokół jej ramion.
- Dzięki. - posłała mu lekki uśmiech.
Chłopak podniósł wszystkie ciuchy z drewnianego pomostu, łącznie z jej butami i podał je jej, a potem założył swoje Conversy na mokre stopy i podszedł do przyjaciółki odwracając się do niej tyłem.
- Wskakuj. - powiedział.
Smirnoff wspięła się na jego plecy lokując ich rzeczy między nimi, a trampki wzięła w ręce, którymi obejmowała jego szyję uważając by nie zsunąć z siebie ręcznika. Chwilę później stało się coś czego Harry się nie spodziewał. Dziewczyna złożyła pocałunek na jego lewym ramieniu przesyłając tym samym przez jego ciało milion woltów.
- Przepraszam. - wyszeptała wtulając się w niego jeszcze bardziej kiedy ruszyli w stronę domu.
Styles wiedział, że przeprasza za ten głupi żart. I wiedział, że było to szczere.
Kiedy byli już w środku Harry postawił ostrożnie Emily na podłogę i zdjął buty biorąc od niej swoje rzeczy.
- Jesteś śpiąca? - zapytał patrząc w jej ciemne oczy.
- Nie. - odparła prawie się trzęsąc.
- To idź i się przebierz, a ja zrobię ci coś ciepłego do picia.
Dziewczyna przytaknęła i ruszyła do 'swojego' pokoju. Przeszła przez korytarz i po cichu wśliznęła się przez drzwi by potem tak jak wcześniej wziąć telefon i przyświecić sobie nim i znaleźć rzeczy w torbie. Sam i Jo dalej pogrążone były w głębokim śnie. Dobrze, że nie zauważyły wcześniej jej nieobecności. Emily wybrała komplet suchej bielizny po czym z białą koszulką w ręce, którą miała wcześniej na sobie, udała się do łazienki gdzie mogła się przebrać. Kiedy to zrobiła wykręciła jeszcze włosy i przetarła je ręcznikiem. Następnie wróciła do salonu-kuchni gdzie Harry leżał na kanapie również już przebrany w suche ciuchy. Brakowało mu jedynie koszulki. Na stoliku obok stał kubek z parującym napojem. Kiedy chłopak zobaczył Em uśmiechnął się do niej po czym kiwnął do niej żeby podeszła. Smirnoff zrobiła o co prosił i wzięła gorącą herbatę biorąc mały łyk. Idealna. Pomyślała. Cieszyła się, że wiedział dokładnie jaką lubi. Po chwili odstawiła ją na miejsce i położyła się obok Harrego, który z wielką chęcią ją do siebie przytulił. Oparła głowę o jego ramię, objęła go ręką w pasie i splotła swoje nogi z jego. Drobne ciało Emily niemalże chowało się przy ciele jej przyjaciela, a była ona niższa od niego o głowę. Kontrast między jego wielką dłonią i jej malutką był widoczny kiedy chłopak splótł ich palce.
- Powiesz mi co się stało? - zapytał Harry przerywając ciszę.
Dziewczyna wiedziała, że ma na myśli sytuację kiedy spotkała go po tym ja wyszła roztrzęsiona ze swojego pokoju po tym głupim koszmarze. Ścisnęła mocnej jego rękę i odetchnęła głęboko.
- Miałam zły sen. - powiedziała krótko.
- Musiał być naprawdę zły. - stwierdził głaskając ją po plecach.
Te przyjemne uczucie kiedy dotykała jego rozgrzanego ciała swoim sprawiało, że chciała zostać tu na zawsze. Co się ze mną dzieje?
- Ten sam od ponad miesiąca. - szepnęła.
Harry ściągnął brwi i odwrócił głowę by na nią spojrzeć. Ich oczy się spotkały, a twarze dzieliły centymetry. Miała koszmary?
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytał.
- Nie chciałam nikogo martwić. Zresztą i tak nic nie możesz z tym zrobić. - wyjaśniła.
- Mogę próbować. - odparł.
Leżeli tak patrząc sobie w oczy kiedy zapadła cisza.
- Co to za sen? - Harry ją przerwał.
Emily wzruszyła ramionami.
- Jakiś głos mówi mi, że na nikogo nie zasługuję i że jestem niczym... że najlepiej jakbym odeszła i nikt nie będzie za mną tęsknił. - wyjaśniła.
Ciało chłopaka się napięło, a szczęka zacisnęła.
- Odeszła? - powtórzył chociaż domyślał się o jakie 'odejście' chodzi.
- Yhym. Żebym zrobiła to tak żeby bolało.
Harry nigdy nie pomyślałby, że tak silna dziewczyna jak Emily może mieć takie sny. I być przerażona. Jak w ogóle w jej głowie mogą tworzyć się takie rzeczy? 'Ktoś' od ponad miesiąca powtarzał jej, że ma się zabić? To bolało nawet Styles'a. Nie mógł myśleć o tym, że odebrałaby sobie życie. Przecież to jest Em. Nie zrobiłaby tego, prawda? Ma przyjaciół. Czy to wina jej rodziców? A najgorsze było to, że Harry dowiedział się o tym dopiero teraz. Jak mógł nie zauważyć tego wcześniej? Że coś ją męczy? Ty jebany idioto.
- Emily... obchodzisz nas wszystkich. Kochamy cię. - Ja cię kocham. - Jesteś naszą przyjaciółką. Chyba udowodniliśmy ci to wiele razy. Dbamy o siebie nawzajem. Nigdy nie słuchaj 'tego głosu'. Nie wiem co byśmy zrobili gdybyś... - wziął głęboki oddech, a to słowo nawet nie chciało przejść mu przez gardło - ...gdyby coś ci się stało. Chyba bym się zabił.
Dziewczyna ściągnęła brwi na jego ostatnie zdanie.
- Nie mów tak. - nakazała.
- Powinnaś była powiedzieć mi wcześniej. Wiem, że nigdy nie lubiłaś pokazywać swoich słabości. Nie wiem dlaczego... Ostatni raz kiedy widziałem jak płaczesz kazałaś mi spadać. Nawet nie mogłem nic zrobić. To bolało. Tak bardzo chciałem cię przytulić i powiedzieć, że wszystko co powiedziała ta suka to nieprawda i że wszystko będzie dobrze. Nie mówię, że masz płakać czy coś, ale chciałbym żebyś mi mówiła kiedy dzieją się takie rzeczy i się nie wstydziła. - przerwał by pocałować ją w czubek głowy – Ok?
Emily zastanowiła się przez chwilę nad jego słowami po czym przytaknęła.
- Dobrze. - zgodziła się – Dziękuję.
Harry posłał jej uśmiech po czym przytulił mocniej, dziewczyna zaś położyła głowę na jego klatce piersiowej i zaczęła słuchać szybkiego bicia jego serca. Nie rozumiała tego dziwnego uczucia kiedy z nim była i kiedy ją dotykał. Przecież to tylko twój przyjaciel. Mówiła sobie.
- Wygrałem. - odezwał się Styles po kilku minutach ciszy – Pomagasz mi we wtorek.
Emily nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że się uśmiecha.
- I tak bym ci pomogła. - powiedziała szeptem.
Znów chwila ciszy.
- Tanya Gilbert. - wycedził nagle.
Smirrnoff podniosła głowę i spojrzała na niego, a sekundę później na jej twarzy zagościło rozbawienie.
- Żartujesz?
Harry ściągnął brwi.
- Nie śmiej się ze mnie. - udał obrażonego – Chciała pogadać. Do czasu...
Emily parsknęła śmiechem. Przynajmniej atmosfera stała się przyjemniejsza.
- Wiesz, że tym wszystkim laskom chodzi o jedno. - powiedziała.
- Wiem. Nie mogą mi się oprzeć. - wyszczerzył się głupkowato.
- No jasne. - wywróciła oczami powstrzymując uśmiech.
- Jednak jest jedna, która leży tu ze mną, którą mogę normalnie przytulać i normalnie z nią porozmawiać. - dodał.
Em zagryzła dolną wargę, a kąciki jej ust uniosły się ku górze. Chwilę później zbliżyła się do niego i złożyła pocałunek na jego gorącym policzku.
- Do usług. - powiedziała posyłając mu szeroki uśmiech, który od razu odwzajemnił.

___________________________
Na początku należą wam się duuuuże przeprosiny <3 Bardzo przepraszam za zwłokę, ale co chwila coś zmieniałam i dopisywałam. No i możecie zauważyć, że to jak na razie najdłuższy rozdział. :)
Mam nadzieję, że wam się spodoba taki smutno-wesoły ;)
Dziękuję wam za komentarze <3 Wspominałam Wam już, że Was kocham? :D
Liczę na opinię i że napiszecie mi co wam się najbardziej podobało.
Jeśli jest ktoś jeszcze kto chce żeby go informować o nowych rozdziałach niech poda mi swój namiar :) (TT, gg, albo coś)
Słów: 8453
Min. 7 komentarzy = XXXII rozdział.
B.

niedziela, 26 maja 2013

 Rozdział XXX - "Co za dużo to nie zdrowo."

 - Nialler! Idziesz czy nie?! - krzyknęła Sam stojąc przy drzwiach i tupiąc nogą z zniecierpliwienia.
 - Chwila!
 - Ugh. - blondynka wywróciła oczami
To była najbardziej denerwująca rzecz w Niall'u, Harrym, Liam'ie, Lou i Zayn'ie... nigdy nie wyrabiali się na czas, wszystko zostawiali na ostatnią chwilę i zawsze się spóźniali i często przez pośpiech zapominali różnych rzeczy. Oprócz wpadania na głupie pomysły to była ich następna wspólna cecha.
 - Spotkamy się u mnie! - oznajmiła głośno.
 - Nie! - krzyknął Horan z góry - Już idę!
Chwilę później chłopak zszedł szybkim krokiem po schodach i dołączył do przyjaciółki.
 - Idziemy tylko do mnie, a ty szykujesz się przez pół godziny. Myślałam, że tylko dziewczynom zajmuje to tak długo. - powiedziała Sam z założonymi rękoma patrząc w jego niebieskie tęczówki, które tak bardzo uwielbiała.
 - Sorki. - posłał jej uśmiech - Chodź. - złapał ją za rękę i pociągnął ją na zewnątrz zamknąwszy wcześniej za sobą drzwi.
Skręcili w prawo i ruszyli chodnikiem w stronę domu Malik'ów. Ich dłonie nadal były splecione i oboje nie mieli zamiaru ich rozdzielać, ponieważ nigdy im to nie przeszkadzało. Chociaż starali się nie robić tego przy przyjaciołach bo czuli się niezręcznie. Oczywiście nie chodziło o to, że się siebie wstydzili tylko zdawali sobie sprawę, że musi to dziwnie dla nich wyglądać.
 Kiedy przechodzili obok domu Emily Sam zobaczyła na podjeździe wysoką kobietę, która wysiadała właśnie czarnego Ferrari. Jej ciemne włosy sięgały jej do połowy pleców, duże zielone oczy powiększał jeszcze bardziej makijaż, mocno czerwone usta pasowały do spódnicy z wysokim stanem, w którą wsadzona była biała, elegancka bluzka, a szpilki wydłużały jej już i tak długie nogi.
 - Dzień dobry, pani Smirnow. - przywitała się blondynka posyłając jej uśmiech.
 - Hej, wam. - kobieta odwzajemniła go - Co tam u was? - zapytała zamykając drzwi od swojego drogiego auta - Jak tam głowa? - tu spojrzała na Horan'a.
Katya była równie piękna jak jej córka. Wyglądała bardzo młodo jak na swój wiek. Miała 34 lata i każdy myślał, że jest siostrą Emily, kiedy tak naprawdę była jej mamą.
 - W porządku. Już nie boli. - powiedział z uśmiechem.
 - To dobrze. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz. Widzę, że w końcu jesteście razem? - przeniosła wzrok na ich złączone dłonie po czy z powrotem spojrzała na nich.
Obydwoje momentalnie puścili swoje ręce czując niezręczną sytuację.
 - Um... nie. - odezwała się szybko Sam - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - wytłumaczyła.
Na te słowa Horan poczuł jakby małe ukucie w sercu.
 - Oj, skarbie. - Katya westchnęła - Nie rozumiem was... tak słodko razem wyglądacie. Ale to nie moja sprawa. - dodała - Trzymajcie się i pozdrówcie rodziców.
 - Dobrze. Do widzenia.
Kobieta posłała im szeroki uśmiech po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku domu. Jej chód przypominał chód modelki. I w dodatku zawsze wiedziała jak się modnie ubrać. Nikt by nigdy nie zgadł, że jest lekarzem, a tak konkretniej chirurgiem.
 - Chodźmy. - Niall przerwał niezręczną ciszę kiedy zostali sami.
Tym razem chłopak nie złapał ją za rękę tylko razem w ciszy udali się do domu Sam. To nie był pierwszy raz kiedy ludzie myśleli, że są razem. Ale czemu się dziwić? Tak się właśnie zachowywali. Zawsze kiedy ktoś twierdził, że są parą przez chwilę robiło się niezręcznie, ale później wszystko wracało do normy jakby nigdy nic.
 Kiedy doszli do posiadłości Malik'ów blondynka wyciągnęła klucze z torebki i wsadziła odpowiedni z nich do zamka lecz chwilę później okazało się, że drzwi były otwarte. Co do cholery? Dziewczyna ściągnęła brwi i spojrzała na przyjaciela, który był tak samo zdziwiony jak ona. Chwilę później odwróciła się żeby sprawdzić czy na podjeździe stoi samochód jej brata, ale go tam nie było. Niall otworzył drzwi i wszedł powoli do środka z przyjaciółką, która była tuż za nim. Obydwoje usłyszeli odgłosy, które dochodziły z kuchni, ale kilka sekund później ucichły. Można było też wyczuć przypalone mięso przez co Horan zmarszczył nos. Nagle zza rogu wyszła kobieta w fartuchu sprawiając, że Sam i jej przyjaciel mało co nie dostali zawału.
 - Mama?! - dziewczyna pisnęła i rzuciła się Patrici na szyję mocno ją tuląc.
 - Hej, skarbie. - odwzajemniła uścisk i pocałowała córkę w czubek głowy szeroko się przy tym uśmiechając.
 - Co ty tu robisz?! Czemu nie mówiłaś, że przylatujesz? Kiedy wróciłaś? - zaczęła pytać wypuszczając ją ze swoich objęć.
 - Spokojnie. Nie wszystko na raz. - zaśmiała się po czym spojrzała na Niall'a - Hej, mój ulubiony łakomczuchu. - powiedziała i również go przytuliła.
 - Dzień dobry, pani Malik.
 - Ile razy ci mówiłam żebyś nazywał mnie Trish albo Patricia? - odsunęła się od niego ściągając brwi, ale również się lekko uśmiechając.
 - Dobrze, więc... dzień dobry Patricio. Miło cię widzieć z powrotem w domu. - odwzajemnił uśmiech.
Kobieta była wzrostu swojej córki, jej włosy były tego samego koloru co włosy syna i związane wysoko w kitkę, ale oczy miała zielone tak jak Sam. Tak samo jak Katya wyglądała młodziej niż jej wiek wskazywał.
 - Też się cieszę, że w końcu udało mi się wyrwać z tego Sydney i wrócić do domu. Tamten klimat mnie zabija. - powiedziała kręcąc głową - Chodźcie. Robię właśnie obiad. - ruszyła do kuchni, a pozostała dwójka zaraz za nią.
Obydwoje zajęli miejsca przy wysepkach kuchennych, a Patricia oparła się oblat obok kuchenki.
 - Przypaliłam przed chwilą mięso i musiałam je wyrzucić, więc będziecie musieli chwilę poczekać. - oznajmiła z uśmiechem.
 - Niech się pa... Nie śpiesz się. - Niall się szybko poprawił.
W dalszym ciągu było mu dziwnie zwracać się po imieniu do matki jego przyjaciół.
 - Więc czemu nam nic nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz? - zapytała zniecierpliwiona Sam.
 - Nie byłoby wtedy niespodzianki, prawda?
 - Kiedy wróciłaś? - tym razem zapytał Horan.
 - Wczoraj wieczorem.
 - Co?! Dlaczego po mnie nie zadzwoniłaś? Byłam u Niall'a. Mogłam w każdej chwili przyjść. - powiedziała blondynka głosem pełnym pretensji.
Kobieta westchnęła patrząc na córkę.
 - Kochanie... po pierwsze było późno i byłam zmęczona lotem, więc poszłam od razu spać. Nawet się jeszcze nie rozpakowałam. A po drugie nie chciałam cię wyciągać od twojego przyjaciela. Na pewno robiliście coś ciekawego i nie miałam zamiaru psuć wam zabawy. - wyjaśniła spokojnie.
 - Oh, ok. Wyspałaś się? - zapytała.
 - Tak. Jak nigdy. W końcu we własnym domu i we własnym łóżku. - uśmiechnęła się ciepło po czym przeniosła wzrok na chłopaka - A ty jak się czujesz, Niall? Jak tam twoja głowa?
 - Dobrze. Czuję się świetnie. Nie wiem czemu jeszcze trzymają mnie w domu. Wszystko ze mną w porządku. - powiedział, a potem spojrzał na blondynkę, która patrzyła na niego wzrokiem typu 'żartujesz sobie?'!.
 - Jasne. - odparła sarkastycznie - Tak jak wtedy w nocy kiedy poszłam do domu i zostawiłam cie samego?
Horan westchnął nie chcąc zaczynać kłótni z przyjaciółką. Zwłaszcza przy jej mamie. Naprawdę czuł się lepiej. Nie kręciło mu się w głowie tak jak wcześniej i nic go nie bolało. Pewnie gdyby nie Sam to dalej byłoby tak samo. Dziewczyna przez cały czas odwracała jego myśli w jakiś sprawiając, że zapomniał o bólu. Tak właśnie na niego działała.
 - Skarbie... wiem, że martwisz się o Niall'a, ale on sam lepiej wie jak się czuje. Musisz mu uwierzyć. - powiedziała kobieta po czym przeniosła wzrok na chłopaka - Co nie oznacza, że nie powinieneś się pilnować. 
 - Wiem. - zgodził się - Na szczęście to całe wstrząśnienie mózgu nie było tak poważne i nie musiałem zostawać w szpitalu.
 - Cieszę się, ale uważaj na siebie.
 Około 20 minut później pani Malik skończyła przygotowywanie obiadu i podała go 'dzieciom'. W tym czasie opowiedziała jak było w Sydney, kogo spotkała, jak prawie spóźniła się na samolot, co ciekawego widziała i jak zgubiła paszport. Oczywiście wypytała jeszcze córkę i jej przyjaciela o to co działo się u nich podczas jej nieobecności. Sam powiedziała wszystko oprócz kilku rzeczy, o których jej mama nie musiała wiedzieć, na przykład takich jak mała kłótnia z Zayn'em... co nie oznacza, że nie było jej łatwo zatajać to przed nią.
 Po skończonym posiłku Niall i blondynka włożyli naczynia do zmywarki i wypili po szklance kompotu, a Patricia właśnie skończyła ścierać z blatu.
 - Posiedziałabym z wami, ale muszę się jeszcze rozpakować, wykonać kilka telefonów, a potem jechać na pocztę bo mam do odebrania ważną przesyłkę. Cholera, dopiero wróciłam, a mam jeszcze tyle do roboty... - powiedziała Patricia wycierając ręce w czystą szmatkę po tym jak wcześniej je umyła.
 - Dobrze, mamo. Będziemy u mnie w pokoju. - Sam posłała jej uśmiech.
 - Może my odbierzemy tę paczkę dla ciebie? - zaproponował Horan - Dopiero wróciłaś i jesteś jeszcze pewnie zmęczona, a ja zrobiłbym wszystko żeby tylko wyrwać się na miasto.
Słysząc te słowa jego przyjaciółka zmierzyła go groźnym wzrokiem.
 - Żartujesz? Ty masz siedzieć w domu. - przypomniała mu.
 - Sam... po pierwsze nic mi nie jest, a po drugie nie mogę siedzieć całe dnie pod zamknięciem. No i po trzecie twoja mama też ma prawo odpocząć. - odparł.
 - Dziękuję, Niall... ale nie chcę żeby coś ci się stało. - powiedziała kobieta uśmiechając się do niego ciepło.
 - Nic mi nie będzie. - zapewnił odwzajemniając uśmiech - Jedziemy? - zapytał przenosząc wzrok na blondynkę.
Dziewczyna wywróciła oczami wiedząc, że nie wygra tej kłótni. Oczywiście dalej uważała, że to głupi pomysł. Martwiła się o niego, a on zachowywał się jakby w ogóle nie przejmował się o swój stan.
 - Nie będę potrzebowała twojego dowodu albo coś? - zapytała Sam patrząc na mamę.
 - Tak. Już ci daję. - Patricia poszła do salonu by wyciągnąć dokument z portfela po czym wróciła po chwili i wręczyła go córce - Uważajcie na siebie.
 - Będziemy. - powiedział Niall kiedy kierowali się w stronę wyjścia - Pójdę po samochód. Poczekasz chwilę? - zwrócił się tym razem do przyjaciółki.
 - Nie wiem czy to dobry pomysł żebyś prowadził. - odparła.
Niall wziął głęboki oddech powoli zaczynając się irytować nadopiekuńczością Sam.
 - Posłuchaj... nie zabrałbym cię samochodem jeśli nie byłbym pewien, że wszystko ze mną w porządku i że mogę prowadzić. Więc, proszę cię... przestań już się tak martwić. - jego ton głosu był opanowany.
 - Ok. - wymamrotała.
 - Weźcie moje auto. - Patricia podała Horan'owi kluczyk.
 Chwilę później Sam i Niall wyjechali z garażu czarnym BMW by następnie skierować się w stronę najbliższej poczty. Dziewczyna cały czas obserwowała przyjaciela chcąc być pewną, że nie zasłabnie podczas jazdy. Ten zaś co chwilę się uśmiechał i przełączał stacje w radiu, ponieważ na żadnej nie leciało nic ciekawego. Obydwoje milczeli odkąd wyjechali z domu.
 - Skup się na drodze. - nakazała blondynka piorunując go wzrokiem i przerywając panującą między nimi ciszę.
Horan wyszczerzył swoje białe ząbki zostawiając radio w spokoju.
 - Jesteś na mnie zła? - zapytał po chwili.
 - Nie. - odparła odwracając wzrok i patrząc gdzieś przez okno.
 - Jesteś.
 - Ugh, tak jestem. - przyznała się w końcu.
Chłopak westchnął wystukując palcem równy rytm na kierownicy.
 - Wyjaśnisz mi dlaczego? Bo nie widzę powodu... Sam, ja mam 17 lat. Nie sześć. Wiem kiedy jestem w stanie prowadzić, a kiedy nie. Wiem kiedy ze mną wszystko ok, a kiedy nie. Jesteś moją przyjaciółką i się mną opiekujesz, za co ci jestem na prawdę wdzięczny, ale czasami musisz odpuścić. - powiedział zatrzymując się na czerwonym świetle po czym obrócił głowę w jej kierunku.
Dziewczyna nadal na niego nie patrzyła. Wtedy Niall złapał ją delikatnie za podbródek i obrócił jej twarz tak by mogła spojrzeć mu w oczy.
 - Ok?
 - Dobrze. Przepraszam. Po prostu się martwię.
 - Co za dużo to nie zdrowo. - odparł uśmiechając się szeroko i sprawiając tym samym, że jego przyjaciółka nie mogła się powstrzymać i odwzajemniła go.
Horan ruszył kiedy światło czerwone zmieniło się na zielone. Przez resztę drogi atmosfera w samochodzie była luźniejsza. Obydwoje rozmawiali i śmiali się z niczego. Jakimś cudem Niall przekonał Sam i w końcu odpuściła. Z resztą nie mogła się długo na niego gniewać. Nie była w stanie. Wszystko co robił i mówił sprawiało, że od razu chciała się uśmiechać i przed czym nie mogła się pohamować. Gdyby chłopak teraz nie prowadził z pewnością blondynka przytuliłaby go mocno i nie puściła. Gdzieś głęboko w myślach głos dodawał jej jeszcze I pocałowała. , ale starała się go jakoś zagłuszyć co nie za bardzo wychodziło. 
 Kiedy dojechali na pocztę musieli poczekać jakieś 20 minut, ponieważ pani, która tam pracowała była nowa i jeszcze trochę gubiła się w swoich papierach.
 - Myślałem, że stamtąd nie wyjdziemy. - powiedział Niall kiedy odebrali paczkę i wyszli z budynku udając się na pobliski parking gdzie zostawili samochód - Ta laska wyglądała jakby dopiero co się obudziła i nie wiedziała gdzie jest.
Sam zaśmiała się na jego słowa.
 - Przynajmniej się starała. - oparła z uśmiechem - Jest nowa, więc nie dziw się jej. Stresowała się biedna. Ciekawa jestem jak ty byś sobie tam poradził.
 - Nieważne. - wymamrotał i nacisnął przycisk na kluczyku otwierając tym samym zamek w aucie.
Obydwoje weszli do środka i Niall uruchomił samochód.
 - Masz na coś ochotę? - zapytał kiedy wyjeżdżali z parkingu.
 - Na kawę.
 - Starbucks?
 - Yhym.
5 minut później Horan zatrzymał auto pod jedną z kawiarni i wyszedł by kupić napoje wcześniej pytając się przyjaciółki co konkretnie chce. Sam widząc przez okno, że kolejka wcale nie jest mała wysiadła z pojazdu na świeże powietrze po czym oparła się o maskę wyciągając telefon z kieszeni i wybierając numer brata. Odebrał wyjątkowo szybko.
 - Hej, mała.
 - Hej. Co tam? Żyjecie? - zapytała z uśmiechem.
 - Ta. W porządku. Niedawno wstaliśmy. To znaczy niedawno wszystkich obudziłem. - poprawił się.
 - Ty zawsze wiesz jak przerwać komuś przyjemny sen, co?
 - I kto to mówi...
Mimo, że Sam go nie widziała to mogła powiedzieć, że na jego twarzy pojawił się uśmiech.
 - Ja robię to dla twojego dobra. - odparła.
 - Jak chcesz. A co u ciebie? Jesteś z Horan'em? - zapytał, ale zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć Zayn kontynuował - Po co ja się w ogóle pytam... Co robicie?
 - Czekam na niego. Zajechaliśmy na kawę. - wyjaśniła.
 - Jesteście na mieście? - w jego głosie można było usłyszeć lekkie zdziwienie.
 - Tak. Pojechaliśmy na pocztę odebrać mamie paczkę bo Horan się uparł. I... - urwała bo ktoś jej przerwał.
 - Ruszcie się z tym sprzątaniem bo zaraz będzie śniadanie. - powiedziała Eleanor gdzieś w tle.
 - Sprzątaniem? - powtórzyła Sam - Co tym razem?
 - Ymm... Louis dostał specjalną pobudkę. - wyjaśnił.
 - Malik, rusz dupę. Trzeba wynieść materac na zewnątrz. Sam nie dam rady. - odezwał się Lou.
 - Materac? Co masz na myśli mówiąc 'specjalną pobudkę'? - zapytała.
 - Trochę zmoczyliśmy pokój gościnny.
Sam ściągnęła zmieszana brwi.
 - Mógłbyś trochę jaśniej?
Nagle usłyszała tłuczące się szkoło.
 - Kurwa mać! - krzyknął Tomlinson.
Zayn westchnął.
 - Znowu. Ja ich chyba zabiję... - powiedział zrezygnowanym głosem.
 - Opowiesz mi jak wrócicie. - zachichotała.
 - A jak się czuje Nialler? - zapytał Zayn.
 - Twierdzi, że dobrze. I... - przerwała kiedy spostrzegła postać kilka metrów przed nią, którą nie miała najmniejszej ochoty widzieć.
Nie. Nie. Nie! krzyczała w myślach. Wzięła głęboki oddech i przełknęła nerwowo ślinę.
 - Sam? - odezwał się jej brat po drugiej stronie telefonu - Jesteś tam?
Dziewczyna rozglądnęła się dookoła by zobaczyć czy nie ma czasami w pobliżu jej blond przyjaciela, ale on nadal stał w kolejce w kawiarni.
 - Sammy? - powtórzył Zayn.
 - Emm... muszę kończyć. Do jutra. - powiedziała starając się nie brzmieć na zdenerwowaną, ale za bardzo jej to nie wyszło.
Rozłączyła się zanim Malik zdążył się odezwać. Nie wiedziała co teraz zrobić. Pobiec do Niall'a czy zamknąć się w aucie?
 
***
 
 - O mój boże... - wymamrotała Emily słysząc tłuczące się szkło na górze w pokoju gościnnym.
 - Ciekawe co tym razem pobili. - odezwała się Danielle kładąc każdemu tosta na talerzu.
Liam, Harry, Jo i El usiedli właśnie przy dużym stole, a Smirnoff i Peazer właśnie kończyły podawać śniadanie. Następnie obydwie zajęły miejsca przy reszcie. Cała szóstka wzięła się za konsumowanie posiłku. Nie było tylko Zayn'a i Lou, którzy sprzątali bałagan, który zrobili. Nie musieli by tego robić gdyby Malik'owi nie zachciało się zemsty. Ten właśnie geniusz postanowił wylać na przyjaciela wiadro zimnej wody, kiedy Tomlinson sobie smacznie spał. Nie myślał wcześniej jakie będą tego skutki oprócz reakcji Louis'a. Chwilę później skończyli biegając po pokoju i chlapiąc się na wzajem. Przez to właśnie wszystko w około było mokre.
 - Mmm. - wymamrotał Styles przeżuwając tosta.
 - Ładnie pachnie. - powiedział Lou kiedy razem z Zayn'em zeszli na dół.
Obydwoje zajęli miejsca przy stole i wzięli się za jedzenie.
 - Co pobiliście? - zapytała Jo patrząc na Malik'a, który usiadł obok niej.
 - Ten idiota pobił lampkę. - kiwnął w stronę przyjaciela.
 Tomlinson wywrócił tylko oczami. Wtedy Sanders odwróciła się w stronę Emily, która była po jej prawej stronie.
 - Wygrałaś. - powiedziała z uśmiechem.
 - Mówiłam. - odwzajemniła go.
Reszta patrzała na nie zmieszana nie wiedząc o co chodzi. Dziewczyny widząc ich miny zaśmiały się.
 - Założyłyśmy się z Em o to czy popsujecie coś jeszcze do wieczora. Miałam przeczucie, że wygra, ale nie wiedziałam że już z samego rana. - Joan wyjaśniła chichocząc.
 - Jakbym wiedział to bym odradził ci zakładania się o takie rzeczy. - powiedział Harry z szerokim uśmiechem.
 - Posprzątaliście już? - zapytała Dan po chwili.
 - Yhym.
 - Jo? - odezwała się Eleanor.
 - Hm? - spojrzała na nią przełknąwszy swojego tosta.
 - Dlaczego Matt nie przyjechał?
Zayn nie rozumiał dlaczego wszyscy ciągle się o niego pytani. Co on ich obchodzi? Matt, Matt i Matt. Powoli zaczynał mieć tego dosyć. Nie przyjechał to nie przyjechał. Proste, prawda? Czasami czuł się jakby Parker należał do ich 'paczki', a wcale nie należał. Miał swoich kumpli, więc niech się ich trzyma. Chociaż Malik wiedział, że skoro jego dziewczyna przyjaźniła się z nim i z ósemką jego najlepszych przyjaciół to będzie musiał oglądać go częściej niż zazwyczaj. I nie podobało mu się to. Gdzieś tam głęboko myślał, że przeszłość zatoczy koło, tylko że role się odwrócą. Oby nie.
 - Nie mógł. Musiał omówić dzisiaj z trenerem szczegóły wyjazdu do Amsterdamu. - wyjaśniła.
 - Kiedy wyjeżdża? - zapytał Liam.
 - Prawdopodobnie w piątek, albo wcześniej. Jeszcze do końca nie wiedzą.
 - A na ile?
 - Około dwóch tygodni. Pierw będzie miał treningi z jakimiś ludźmi, a potem zawody. - powiedziała zakładając za ucho opadający jej na twarz kosmyk włosów.
 - Nieźle. - odezwał się Lou.
Zajebiście. pomyślał Zayn. Chociaż z jakiegoś powodu cieszył się, że będzie miał od niego spokój na dwa tygodnie.
 Kiedy wszyscy skończyli śniadanie posprzątali po sobie, a dziewczyny stwierdziły, że skoro jest słońce to trzeba z niego skorzystać, więc przebrały się w stroje kąpielowe i rozłożyły sobie leżaki przed domem. Zabrały ze sobą coś do picia i położyły się na nich by cieszyć się pogodą. Chłopaki zaś postanowili przeszukać garaż gdzie Malik'owie trzymali większość starych rzeczy, których nie używali.
 - Pamiętacie? - zapytał Lou wyciągając z jednego z pudeł kij bejsbolowy, na którym każdy z chłopaków złożył swój podpis.
Harry zaśmiał się biorąc od niego przedmiot.
 - Mieliśmy wtedy 12 lat. - powiedział oglądając go.
 - Taa... i wybiliśmy nim sąsiadowi okno. Dostałem karę na dwa tygodnie. - parsknął Liam.
 - Pamiętam pomysł Niall'a żeby go wyrzucić i udawać, że nie jest nasz. - wycedził Zayn - Z naszymi imionami na nim. Naprawdę mądrze. Już wtedy Horan był geniuszem.
 - Tak, a Payne na to "No co ty?! Oszalałeś?! A jak znajdą na nim nasze odciski?!" - zacytował Harry na co wszyscy się zaśmieli.
Chwilę później dalej przeglądając rzeczy Styles znalazł stary szkicownik. Otworzył go więc na pierwszej stronie i uśmiechnął się na widok krajobrazu narysowanego przez jego przyjaciela. Obrazek był kolorowy i naprawdę ładny jak na kogoś kto narysował go w wieku 6 lat. Przerzucił kartkę dalej i zobaczył ludzika, a konkretniej kobietę z czarnymi włosami. Od razu rozpoznał Patricię. Na następnej stronie była ich cała rodzina. Zayn, Sam, ich mama i tata. Wszyscy się szeroko uśmiechali. Przeglądając dalej natknął się na rysunek pięciu chłopaków. Oczywiście wiedział kto to.
 - Co to? - zapytał Louis zaglądając mu przez ramię.
 - Nie pamiętam, że taki miałeś. - powiedział Harry do Malik'a.
Ten zaś spojrzał na niego pytająco po czym podszedł do niego i spojrzał na szkicownik. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech.
 - Bo nigdy go nikomu nie pokazałem. - wyjaśnił i wziął go od przyjaciela by obejrzeć swoje stare rysunki.
 - Zawsze wszędzie coś rysowałeś. - przypomniał Liam - Pamiętam twoje graffiti na drzwiach szkoły.
 - Huhuu... - zaśmiał się Louis - Wszyscy za to dostaliśmy. A wyraz twarzy dyrektorki był bezcenny.
 - Taa, nie był już taki bezcenny jak siedzieliśmy z rodzicami u niej w gabinecie. - powiedział Harry krzywiąc się na to wspomnienie.
Zayn parsknął po czym pokręcił głową i odłożył szkicownik na bok.
 - Zawsze kończyliśmy tak samo. Mając kłopoty.
 - Ciągle tak kończymy. - Liam wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
 - Racja. - zgodził się Lou grzebiąc dalej w pudle.
Chwilę później wyciągnął figurkę czerwonego Power Ranger'sa bez głowy.
 - O nie... - Harry wziął go od niego marszcząc brwi - Will... a ty dalej bez głowy. - powiedział do zabawki na co reszta parsknęła śmiechem.
 - Myślałem, że mama go wyrzuciła. - odezwał się Malik.
 - Biedny Will. - Payne pokręcił głową.
 - Pragnę zauważyć Haroldzie, że to ty mu ją urwałeś. - przypomniał Louis klepiąc przyjaciela po plecach - Tym. - wskazał na rower, który wisiał na jednym z haków - Przejechałeś mu po niej. - podszedł do dwukołowego pojazdu i zdjął go bez żadnego wysiłku.
Rower przeznaczony był dla sześciolatka, więc nie był duży. Tomlison postawił go na ziemi i usiadł na niego. Zdecydowanie był na niego za duży.
 - Mustang Zayn'a. - zaśmiał się Harry.
 - Zdecydowanie wolę mojego obecnego Mustanga. - powiedział Malik z uśmiechem.
Wtedy Lou odepchnął się nogami i wyjechał z garażu na czerwonym rowerku.
 - Wiiiiiii! - krzyknął jadąc w kierunku jeziora.
Dziewczyny, które leżały na leżakach i ze sobą rozmawiały automatycznie spojrzały na przyjaciela, który zachowywał się jak dziecko w wesołym miasteczku. Wszystkie cztery zaczęły się śmiać na jego widok.
 - Lou, skarbie? Dobrze się czujesz? - zapytała Eleanor.
 - Zajebiście! - krzyknął próbując pedałować, ale nie wychodziło mu to za bardzo ze względu na swoje za długie nogi - Wiiii!
Chłopaki również się z niego śmieli stojąc na podjeździe. Widząc tego idiotę nie dało się inaczej. Chwilę później Tomlinson podjechał do nich z bananem na twarzy.
 - Nadal nieźle jeździ. - stwierdził schodząc z roweru.
 - Oddawaj bo zepsujesz. - powiedział Malik z uśmiechem.
Wziął go od przyjaciela po czym wrócił z resztą do garażu i odwiesił go na miejsce.
 - Nadal to masz? - zapytał zaskoczony Liam wyciągając z pudła małego, starannie wystruganego żołnierzyka - Myślałem, że Nialler go zgubił.
 - Widocznie nie. - Zayn wzruszył ramionami.
To była jego ulubiona zabawka z dzieciństwa. Zrobił mu ją jego tata kiedy miał pięć lat. Malik pamiętał jak ojciec opowiadał mu historie o odważnych żołnierzach, którzy walczyli o swój kraj. Chłopak lubił ich słuchać i jak był mały stwierdził, że chce być taki jak tata. Z czasem z tego wyrósł chociaż czasami myślał co byłoby gdyby poszedł do wojska. Tak jak ojciec. 
 Chwilę później zadzwonił telefon Zayn'a. Chłopak wyciągnął komórkę i spojrzał na ekran gdzie wyświetlone było zdjęcie jego siostry. Zanim odebrał odszedł trochę na bok.
 - Co tam, mała?
 - Zayn? - dziewczyna odezwała się drżącym głosem.
Wiedział, że płakała. Jego mała siostrzyczka płakała.
 - Sammy? Co się stało? - zapytał.
Wolną rękę zacisnął mocno w pięść kiedy na myśl przyszło mu, że ktoś mógł jej coś zrobić.
 - Zayn, ja... - nie dokończyła.
Malik słyszał jej pociąganie nosem i głośny oddech.
 - Ja...
 
_________________
 Na początku chcę wam jak zwykle baaaaardzo podziękować za wasze komentarze :) Naprawdę to doceniam :) <3 Kocham Was normalnie.
Znów was zostawiam w takim momencie ;) Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Proszę żebyście dali mi znać co podobało wam się najbardziej żebym w dalszych rozdziałach wiedziała w jakim kierunku mam iść. :)
Słów: 3626.
Min. 7 komentarzy = XXXI rozdział.
B.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział XXIX - "Tak to jest jak dwóch chłopaków przejmuje się o tę samą dziewczynę."

  Słońce zaszło jakieś dwie godziny temu, a zastąpił je księżyc, który odbijał się od tafli wody. Błękitne niebo stało się czarne, a temperatura spadła o kilka stopni.
 Domek nad jeziorem był jedynym miejscem gdzie chłopaki mogli krzyczeć ile chcą, tak że nie skończy się to uciszaniem przez sąsiadów czy nawet wezwaniem policji, ponieważ w okolicy nie znajdowało się nic poza lasem i jeziorem. Jedynie mogli wypłoszyć zwierzęta. Danielle stwierdziła, że już dawno to zrobili bo nie widać było żadnych w pobliżu tak jak kiedyś. Louis i Liam właśnie robili coś przypominającego zapasy tarzając się na podłodze po całym salonie-kuchni wydając przy tym dziwne odgłosy. Reszta zajęta była rozmawianiem się i śmianiem nie zwracając na nich uwagi aż do czasu kiedy usłyszeli tłuczącą się porcelanę. Wszyscy automatycznie spojrzeli w stronę chłopaków leżących nieruchomo i patrzących na potłuczony wazon, który wcześniej stał na stole. Był to prezent dla pani Malik od mamy Lou, który dostała na 34 urodziny czyli dwa lata temu. Jak na majątek Tomlinson'ów można było się domyślić, że nie był to byle jaki wazon. W pokoju panowała cisza.
 - Ups. - odezwał się Liam.
Chwilę później można było usłyszeć głośne westchnięcie Zayn'a. Chłopak przejechał dłonią po twarzy, a potem po włosach.
 - Mama was zabije. - stwierdził kręcąc głową z niedowierzaniem.
Oczywiście nie był to pierwszy raz kiedy chłopaki coś zepsuli. I pewnie nie ostatni. Tak to jest z tą piątką, która zachowuje się jak dzieci.
 - Czy wy jesteście nienormalni?! - zapytała oburzona Danielle - Wiecie jak Patricia lubi ten wazon?!
To prawda. Pani Malik miała obsesję na punkcie różnych ozdób i starych rzeczy, które dekorowały jej dom.
 - Lubiła. - poprawił ją Harry.
Peazer wstała i podeszła do pobitego wazonu leżącego na podłodze po czym uklękła obok nich. Chwilę później dołączyła do niej Joan.
 - Może da się skleić? - powiedziała Sanders patrząc na dość duże kawałki porcelany.
 - Może. - odparła Danielle, a następnie posłała Lou i Liam'owi znajdujących się przed nimi karcące spojrzenie - Spróbujemy. Pozbierajcie to. - nakazała po czym wstała.
Jo również. W tym samym momencie zadzwonił telefon Zayn'a. Chłopak wyciągnął komórkę z kieszeni i odebrał bez patrzenia na numer.
 - Cześć synu. - zaczęła kobieta poważnym tonem.
Niedobrze. Malik wiedział, że jeśli jego matka tak zaczyna konwersację to nie może oznaczać nic dobrego.
 - Hej, mamo.
Wtedy wszystkie spojrzenia w pokoju skierowały się na niego.
 - Co tam? - zapytał udając, że nie zauważył jej zdenerwowania.
Czyżby jakimś cudem już wiedziała o wazonie? Niemożliwe.
 - Nic z czego byłabym zadowolona. - odparła.
Chłopak ściągnął brwi.
 - Coś nie tak w pracy? - grał dalej.
 - Zayn'ie Javadd'ie Malik'u. Nie udawaj głupiego.
Ups. Teraz wiedział, że jest naprawdę niedobrze jeśli używa jego pełnego imienia  nazwiska, ale dalej nie wiedział dlaczego może być zła.
 - Co zrobiłem? - pierwsze pytanie, które przyszło mu na myśl. Niezbyt przemyślane.
Wszyscy wokoło posłali mu pytające spojrzenia. Ten wzruszył ramionami dając im znak, że nie wie o co chodzi.
 - Możesz mi wyjaśnić dwie rzeczy? Po pierwsze... rozmawiałam dzisiaj z dyrektorką.
 - Kurwa mać. - powiedział bezgłośnie tak, że widzieli to tylko jego przyjaciele.
Z pewnością słyszeli też co mówi Patricia.
 - Postanowiłam się z nią skontaktować i sprawdzić jak idzie mojemu synowi w szkole. I co się dowiedziałam? Że znowu się spóźniałeś i olewasz matematykę.
Olewam matematykę?! Zabiję tę głupią sukę Foster.
 - Emm... nie olewam. - odparł - To ta nauczycielka się na mnie uwzięła. Mówiłem ci.
 - Porozmawiamy o tym jak się zobaczymy. A teraz druga rzecz...
Mogło być coś gorszego? Miał tylko wielką nadzieję, że nie dowiedziała się, że pali.
 - Masz dziewczynę?
Co?!
 - Co?
 - Pytam czy masz dziewczynę. - powtórzyła.
Zayn ściągną brwi zmieszany. Dlaczego wyskoczyła z takim pytaniem?
 - Nie. Przecież wiesz.
O mój boże... Wszyscy dookoła uważnie przysłuchiwali się konwersacji co nie ułatwiało sprawy Malik'owi, ale nie fatygował się żeby wyjść na zewnątrz w bardziej prywatne miejsce.
 - Dlaczego pytasz?
 - Wyjaśnij mi więc co u ciebie w pokoju robią majtki, które nie należą do Sam?!
Kiedy tylko chłopaki to usłyszeli zaczęli się zwijać się ze śmiechu.
 - Chłopaki, słyszę was. - powiedziała kobieta tak samo poważnym tonem.
Cała trójka momentalnie przestała powstrzymując się by znów nie wybuchnąć śmiechem.
 - Więc?
Zayn zakrył dłonią twarz i odchylił głowę do tyłu opierając ją na oparciu od kanapy.
 - Jesteś w domu? - zapytał zdziwiony kiedy przyszło mu do głowy pytanie skąd ona o tym wie.
 - Tak. Przyjechałam niedawno. A teraz odpowiedz mi na moje pytanie. - nakazała.
Jak miał na nie odpowiedzieć? "No wiesz mamo... dziewczyny bardzo mnie lubią i czasami zapraszam je do siebie żeby się z nimi przespać. Czy ta odpowiedź cię satysfakcjonuje?" Tak, na pewno... Brunet westchnął.
 - Możemy porozmawiać o tym jak przyjadę? - zapytał, ponieważ nie wiedział co miał powiedzieć.
Zapadła chwila ciszy jakby Patricia zastanawiała się nad jego pytaniem.
 - Dobrze. Lepiej przygotuj się na tę rozmowę... Jest coś jeszcze co chciałbyś mi powiedzieć zanim sama się dowiem?
Pani Malik jest naprawdę miłą osobą, ale jeśli się zdenerwuje to potrafi wystraszyć.
Zayn spojrzał na Louis'a i Liam'a stojących przy ulubionym wazonie jego matki, który teraz leżał pobity na ziemi. Obydwoje skinęli głowami dając mu znak żeby powiedział.
 - Tak... Pobiłem twój wazon od mamy Louis'a.
 - Słucham?!
Wszyscy dookoła mieli zdziwione miny, a zwłaszcza Tomlinson i Payne. Malik wiedząc, że zaraz zaczną zaprzeczać wstał i szybko ruszył do łazienki.
 - Co ty robisz? - zapytał Lou.
Ale chłopak nie odpowiedział tylko zamknął za sobą drzwi i oparł się o blat szafki, na której znajdywał się zlew.
 - Przepraszam... nie chciałem.  - powiedział.
Kobieta westchnęła.
 - Dobrze. Porozmawiamy jak przyjedziesz. - oznajmiła spokojnie - Kiedy wracasz?
 - Mieliśmy być w niedzielę, ale mogę jutro jeśli chcesz.
 - Nie. Zostańcie. Mimo, że jestem na ciebie trochę zła to nie będę ci psuła zabawy. Tylko bądźcie grzeczni.
Tak. To było trochę. Nikt nie chciałby widzieć jej jak jest bardzo zła. A to zdarza się bardzo rzadko.
 - Ok, dzięki.
 - Pa, kocham cię.
 - Ja ciebie też, mamo.
Wtedy rozłączył się po czym obrócił w stronę dużego lustra wiszącego nad umywalką i westchnął do swojego odbicia. Teraz żałował, że nie wyszedł wcześniej. Nie czuł się zbyt wygodnie z tym, że jego przyjaciele słyszeli tę rozmowę. Pozostało mu wrócić do nich i słuchać tych pytań dlaczego nie powiedział prawdy o jakiś głupim wazonie. Tak naprawdę nie obchodziło go to. Tak, czas zapalić. Wyszedł i ruszył w stronę dużych tarasowych drzwi ignorując spojrzenia innych.
 - Malik, nie musisz nas kryć. - odezwał się Liam zanim Zayn zdążył opuścić dom.
Chłopak odwrócił się do przyjaciół i uśmiechnął lekko.
 - Wyluzujcie. Nie jest zła. Idę zapalić. - poinformował i wyszedł.
Przeszedł przez żwirowy podjazd i udał się na pomost. Był on oświetlony małymi lampami wzdłuż swojej długości, a na jego końcu przycumowana była łódka. Zayn ubrany w białą koszulkę nie potrzebował bluzy ani kurtki bo na zewnątrz nie było zimno, nawet nie wiał wiatr. Wyciągając z kieszeni spodni paczkę papierosów usiadł na drewnianej powierzchni po czym wyciągnął jednego i zapalił zaciągając się dymem. Nie minęła minuta i usłyszał czyjeś kroki za sobą. Zobaczył Jo dopiero kiedy zajęła miejsce obok niego. Przez jakiś czas żadne z nich się nie odezwało, ale cisza im nie przeszkadzała. To był już drugi raz kiedy byli sami siedząc nad jeziorem.
 - Widzę, że lubisz moje towarzystwo. - powiedział Zayn uśmiechając się lekko i patrząc gdzieś przed siebie.
 - Jesteś hipokrytą, wiesz o tym?
Wtedy na nią spojrzał ściągając brwi. Miała wzrok skierowany na niego, a końciki ust unosiła lekko ku górze. Gdyby była to jakaś inna dziewczyna, która nie należy do jego 'sfory'  na pewno odparowałby coś bardzo wrednego.
 - Oświecisz mnie?
 - Kazałeś nie zasłaniać siebie innymi, a sam zasłaniasz innych sobą. - wyjaśniła.
 - To nie oznacza, że jestem hipokrytą. - odparł.
 - Nie? A co? Oświecisz mnie?
 - Że chronię przyjaciół. - powiedział.
Jo westchnęła patrząc w jego ciemne tęczówki po czym odwróciła wzrok gdzieś nad jezioro.
 - Nie zawsze jestem dupkiem. - wycedził po czym zaciągnął się ostatni raz papierosem i wyrzucił go do wody tak jak wcześniej.
Sanders nie za bardzo rozumiała do czego zmierza bo wcale nie uważała go za 'dupka', ale nie drążyła tego.
 - Mogę cię o coś zapytać? - odezwała się po chwili.
 - Zawsze pytasz czy możesz mnie o coś zapytać. - zaśmiał się - Po prostu pytaj. - powiedział patrząc na nią.
Dziewczyna zwilżyła językiem usta nie będąc pewna czy powinna.
 - Matt powiedział mi...
O nie... tylko nie Matt. pomyślał.
 - ... że kiedyś się nie lubiliście. To prawda?
Prawda. Sądząc po tym jak dzisiaj się dogadują nikt nigdy by nie powiedział, że ta dwójka siebie nie znosiła.
 - Tak. To było dawno temu. - odwrócił wzrok.
 - Dlaczego się nie lubiliście?
Zayn miał nadzieję, że to pytanie nie padnie, ale oczywiście Jo chciała inaczej. Malik westchnął zastanawiając się jak jej odpowiedzieć.
 - Przyjaźnił się z moją dziewczyną. - powiedział w końcu - Nigdy nie lubiliśmy swojego towarzystwa, a czasami zmuszeni byliśmy przebywać w tym samym pomieszczeniu. Tak to jest jak dwóch chłopaków przejmuje się o tę samą dziewczynę. Mia twierdziła, że jestem zazdrosny... może czasami, ale prawda była taka, że ja go po prostu nie trawiłem. Obydwoje zachowywaliśmy się wobec siebie tak samo, ale to ja zawsze obrywałem. Trochę dziwne jak twoja własna dziewczyna zawsze stoi po stronie kogoś innego tylko nie ciebie. Teraz zadaję cały czas sobie pytanie dlaczego od niej nie odszedłem. - pokręcił głową jakby nie dowierzając, że był taki głupi - Raz tylko stanęła po mojej stronie jak wdaliśmy się w małą bójkę. Miesiąc później dowiedziałem się, że mnie zdradziła.
Jo ściągnęła brwi.
 - Jak? - zapytała niepewnie.
 - Sammy ich widziała. I Emily znów miała rację... tak jak później z Rebeccą. Chodziło jej tylko o głupią popularność w szkole. Nawet nie powiedziałem jej, że wiem, że z kimś spała. Po prostu poszedłem i zrobiłem to z pierwszą lepszą. No może nie pierwszą lepszą... laska pracowała w barze. Potem okazało się, że to jej kuzynka.
Dziewczyna podniosła zaskoczona brwi, a Zayn parsknął śmiechem.
 - Jak zareagowała?
 - Mia właśnie do niej przyszła kiedy byliśmy w łóżku. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że te dwie mają ze sobą coś wspólnego. Zdaję sobie sprawę, że to co zrobiłem nie było zbyt dojrzałe, ale nie robiłem tego żeby się zemścić czy coś tylko dlatego, że byłem cholernie zły. I tak wyszło. Zdziwiłem się jak zareagował Matt. Wydarł się na nią na środku szkoły. Wkurzył się prawie tak samo jak ja. Potem Mia przeprowadziła się w inną część Londynu. Z czasem Parker i ja o niej zapomnieliśmy i jakimś cudem zaczęliśmy się dogadywać... co jest dziwne zważywszy na mój charakter.
 - Wow. - Jo powiedziała cicho nadal zaskoczona tym co przed chwilą się dowiedziała.
Na co Zayn uśmiechnął się szeroko.
 - Dlaczego cię zdradziła? - zapytała zanim pomyślała.
 - Znudziłem się jej... prawdopodobnie.
Przecież tobą nie można się znudzić. odparła w myślach, ale kiedy dotarło do niej o czym przed chwilą pomyślała skarciła się szybko za to. Jak ona w ogóle tak może?
 - Dziwna laska. A czy wy... - ucięła przełykając ślinę kiedy zdała sobie sprawę, że chyba nie powinna o to pytać.
 - Jeśli chodzi ci o seks to tak. Nasz związek nie był jednym z tych, w których ludzie czekają aż będą gotowi. Ale to nie ma już znaczenia.  Chyba nie interesują cię szczegóły. - wyszczerzył się.
 - Chyba nie. - również uśmiechnęła się szeroko.
 Dopiero teraz do Jo dotarło, że i Zayn'a i Harrego zdradziła dziewczyna i to właśnie oni nie są teraz w związkach. Oczywiście oprócz Horan'a, który nie widzi świata poza Sam, więc on to inna sprawa. Ale to Malik i Styles wolą dziewczyny tylko i jedynie do łóżka czy gdziekolwiek chcą to robić. Bez żadnych zobowiązań. Chwilę później do głowy przyszła jej jeszcze Emily. Ją również zdradzono. A teraz jest sama nie mając najmniejszego zamiaru wdawać się w związki z chłopakami. Czy oni na prawdę już nikomu nie zaufają? Czy tak każdy zachowuje się kiedy ktoś go zrani? Te pytania cały czas krążyły jej po głowie.
 - O czym myślisz? - zapytał zarzucając jej rękę na szyję co, jak zauważyła Jo, Zayn często lubi robić.
 - O tobie, Harry'm i Em. - powiedziała szczerze.
 - Widzisz związek? - uśmiechnął się.
 - Yhym. Muszę przyznać, że wasza szkoła mnie przeraża.
 - Nasza. - poprawił ją - Boisz się, że Matt może cię zdradzić? Nie sądzę żeby to zrobił. - powiedział nie czekając na odpowiedź.
Jo westchnęła.
 - Styl życia, który prowadzisz ty wydaje się o wiele łatwiejszy niż ten zwykłych par. - przyznała.
 - Tu są plusy i tu. Tak samo jak i minusy.
Chociaż na dłuższą metę związek oparty tylko i wyłącznie na seksie jest do bani. dodał w myślach. Nigdy nikomu tego nie powiedział i nie miał zamiaru.
 - Wydajesz się bardzo doświadczony. - stwierdziła, ale po chwili zorientowała się, że to zabrzmiało trochę dwuznacznie - To znaczy w tych wszystkich relacjach międzyludzkich, związkach i tak dalej. - poprawiła się szybko.
 - Nawet nie wiesz jak. - posłał jej kolejny uśmiech.
Wtedy uwagę Jo zwrócił wisiorek, który miał na szyi. Był on w kształcie naboju i miał wygrawerowane u swojej podstawy inicjały 'W.M.' Widziała go wcześniej, ale nie pytała co znaczy. Dziewczyna wzięła go między palce i zaczęła obracać.
 - Prawdziwy? - nie odrywała wzroku od przedmiotu.
 - Yhym.
 - Co oznacza 'W.M.'?
 - Walter Malik. - wyjaśnił po chwili - Mój dziadek. - powiedział kiedy posłała mu pytające spojrzenie.
 - Gdzie teraz jest?
 - Nie żyje. - oznajmił spokojnie.
Dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym współczucia. Nie wyobrażała sobie jak to jest stracić ojca i jeszcze dziadka.
 - Przykro mi... Byliście blisko?
 - Yhym. Zmarł rok przed tatą.
Jo przełknęła ślinę. Przez rok Malik'owie próbowali się zapewne pozbierać po utracie dziadka i nagle zginą jeszcze pan Malik. To musiało być straszne. Dziewczyna siedziała tak blisko Zayn'a, że całą prawą stronę przylegała do jego klatki piersiowej i czuła jak przyśpiesza jego bicie serca. Na pewno nie łatwo było mu mówić o takich rzeczach. Może zgrywa 'bad boy'a', ale też ma uczucia. Powiedział jej o tym. A na pewno nie była to informacja, którą chodził i rozgadywał każdemu. Ufał jej? Widocznie tak. Mimo, że znają się krótko była mu wdzięczna, że się przed nią otworzył.
 - Należał do niego. - chłopak spojrzał na wisiorek, który Jo nadal trzymała, i któremu się przyglądała.
 - Dlaczego nabój?
 - Należał do Pakistańskiej Marynarki Wojennej. - wyjaśnił.
 - Więc pływał sobie statkami?
Malik zaśmiał się na jej dobór słów.
 - Tak. - powiedział z uśmiechem.
 - Twój dziadek był Pakistańczykiem? A ty? - zapytała zaciekawiona.
 - Ja jestem pół Pakistańczykiem pół Brytyjczykiem. Mój ojciec przyjechał do Londynu i tu poznał moją matkę. Zakochali się i wzięli ślub. - wzruszył ramionami.
 - Ale Sam nie wygląda jakby miała pakistańskie korzenie. - powiedziała trochę zmieszana.
 - Wiem. Każdy się pyta czy Sammy nie jest adoptowana. Widocznie ma więcej genów mamy czy jakoś tak. - powiedział z półuśmiechem.
Jo chciała zadać kolejne pytanie, ale uznała, że zadała ich już wystarczająco dużo i nie chce zdenerwować Zayn'a. Siedziała tak wpół przytulona do niego aż w końcu puściła wisiorek i spojrzała na niego.
 - Ja jestem pół Australijką. - oznajmiła.
 - Ty? - ściągnął brwi - Nie wiedziałem.
 - Mój tata urodził się w Australii. To dziadkowie zawsze przylatują do nas. Ja byłam tam tylko raz i nie rozumiem czemu tam nie jeździmy. - westchnęła.
 - Mogę cię tam zabrać na wakacje... jeśli chcesz. - uśmiechnął się szeroko - Planowaliśmy już to z resztą od jakiegoś czasu.
 - Na prawdę? Chciałabym...
Nagle obydwoje poczuli zimną wodę na całym ciele na co gwałtownie się zerwali.
 - Co do... - zaczął Malik.
Chwilę potem słychać było chichot Louis'a i Harrego. Zayn i Jo obrócili się cali mokrzy żeby zobaczyć sprawców. Tomlinson i Loczek uciekali właśnie do domu z pustymi wiaderkami.
 - Zabije tych kretynów. - wymamrotał.
Jo zaś zaczęła się śmiać.
 - Zauważyłam, że miewacie głupie pomysły. - powiedziała z szerokim uśmiechem odgarniając mokre włosy z twarzy.
 - Pożałują. - wycedził i ruszył w stronę domu.
Sanders poszła za nim. Kiedy weszli do środka wszyscy zaczęli chichotać. Zayn zaś skanował wzrokiem pokój w poszukiwaniu Lou i Harrego, ale nigdzie ich nie było.
 - Gdzie oni są?
Każdy wzruszył ramionami nie mówiąc ani słowa. Brunet wywrócił oczami.
 - Styles! Śpisz dzisiaj na podłodze! - krzyknął tak żeby przyjaciel mógł go usłyszeć - Tomlinson! Możesz zapomnieć o samochodzie! - teraz spojrzał na resztę siedzącą na kanapach i udającą głupich - Żaden z was nie pomyślał żeby im wybić ten głupi pomysł z głowy? - zapytał podirytowany.
 - Nie za bardzo. - powiedziała obojętnie Em.
Wtedy Zayn ruszył w jej kierunku z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Smirnoff wiedziała, że to nie wróży nic dobrego, więc wstała szybko gotowa żeby uciekać.
 - Co ty robisz? - zapytała cofając się o krok.
Chłopak rozłożył ręce podchodząc coraz bliżej.
 - Nie przytulisz swojego przyjaciela? - udawał urażonego.
 - Nie! Odejdź, Malik! Jesteś mokry! - pisnęła nagle kiedy chciał ją złapać, ale nie udało mu się bo zaczęła uciekać.
Nie zastanawiając się Zayn zaczął ją gonić.
 - Przestań! - krzyknęła.
 - Trzeba było pomyśleć wcześniej. - przeskoczył przez blat żeby szybciej ją złapać.
Wtedy dziewczyna szybko zawróciła, ale było już za późno. Brunet objął ja mocno od tyłu i przycisnął do swojego mokrego ciała na co Emily znów pisnęła.
 - Nie! Malik, noooo! Zabiję cię! - próbowała się wyrwać, ale nic to nie dało.
Zayn był o wiele silniejszy. Smirnoff czuła jak jej ubrania stają się wilgotne.
 - Mmm... już jesteś mokra? - wyszeptał jej do ucha.
 - Puszczaj zboczeńcu! - wierciła się próbując powstrzymać śmiech.
 - Przeproś. - nakazał.
 - W życiu! Pomoże mi ktoś?! - krzyknęła.
Ale reszta tylko siedziała cicho i śmiała się.
 - Nie przeprosisz?
 - Nie!
 - Ok, więc... - nagle zaczął kierować się do łazienki dalej trzymając ją mocno by mu nie uciekła.
 - Harry! - znów zaczęła krzyczeć.
 - On ci chyba nie pomoże. - powiedział Zayn otwierając drzwi i wchodząc do środka.
Kiedy Emily zobaczyła, że ciągnie ją w stronę prysznica zaczęła wyrywać się jeszcze bardziej.
 - Malik, nie! Proszę! Tylko nie prysznic! Przepraszam!
 - Za późno. - zaśmiał się i zaciągnął ją do kabiny, następnie szybko przekręcił korek i ze węża znajdującego się na ścianie zaczęła lecieć woda.
Zayn złapał go i skierował na piszczącą dziewczynę, która zasłaniała się rękoma jakby miało jej to w czymś pomóc.
***
  Jo usłyszała czyjeś mamrotanie i poczuła rękę na swoim brzuchu. Skrzywiła się i niechętnie lekko otworzyła oczy. W pokoju panował półmrok i tylko przez jedną ze szczelin między zasłonami wpadała jasna smuga światła. Rozciągając się obróciła głowę w lewo i zobaczyła smacznie śpiącą Emily, która miała twarz zanurzoną w poduszce, którą mocno tuliła, a jej włosy były nieco potargane. Joan ściągnęła z siebie rękę Em po czym ziewnęła i powoli postawiła bose stopy na miękkim dywanie. Dopiero teraz poczuła ból głowy, o którym wcześniej nie zdawała sobie sprawy. Złapała się za zagłębienie w nosie na wysokości oczu, ale to oczywiście w niczym nie pomogło. Chwilę później dotarło do niej, że za dużo wczoraj wypiła. Już od dłuższego czasu nie wlała w siebie tyle alkoholu co wczoraj, a teraz musi radzić sobie z konsekwencjami. Doskwierała jej też suchość w gardle przez co miała ochotę wypić jezioro. Wstała chwiejnie, a kiedy złapała równowagę podeszła do okna i zajrzała za zasłonę uchylając ją lekko. Od razu tego pożałowała. Ból stał się jeszcze silniejszy kiedy promienie słoneczne dosięgły jej twarzy.
 - Cholera. - mruknęła cicho i zasłoniła szybko okno do końca.
Następnie podeszła do szafki, na której leżał jej telefon i sprawdziła godzinę. 12:44. Już dawno nie wstała o tak późnej godzinie. Odłożyła komórkę na miejsce i odgarnęła upierdliwe i roztargane włosy ze swojej twarzy po czym ruszyła w stronę drzwi, na których wisiało duże lustro. Dopiero teraz zobaczyła co miała na sobie. Błękitną męską koszulę, która była o wiele za duża, sięgała jej do połowy ud i pachniała... Zayn'em?. Nawet nie starała sobie przypomnieć jakim cudem ma ją na sobie tylko złapała za klamkę i uchyliła po cichu drzwi nie chcąc obudzić przyjaciółki po czym prześlizgnęła się na korytarz i zamknęła je za sobą. Momentalnie zmrużyła oczy kiedy znalazła się w jasnym holu, a ból w głowie znów stał się silniejszy. To była tragedia. Wspomagając się o ściany ruszyła wzdłuż pomieszczenia aż w końcu znalazła się w salonie-kuchni. Wtedy zobaczyła Zayn'a nalewającego soku do szklanki. Był on na boso, bez koszulki, w samych czarnych spodniach, które wisiały mu nisko na biodrach ukazując dużą część czerwonych bokserek. Jego włosy sterczały w każdym możliwym kierunku przez co wyglądał jeszcze bardziej seksownie. Aż przełknęła ślinę widząc zimny napój w jego dłoni. No i musiała przyznać, że na jego widok też. Starając się nie potknąć o swoje nogi udała się w stronę wysokich krzeseł stojących przy blacie, który przypominał ladę w barze. Dopiero wtedy Malik ją zauważył.
 - Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem po czym zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu powstrzymując się od komentarza o tym jak dobrze wygląda w tej koszuli.
Nie wyglądał jakby cokolwiek go bolało.
 - Hej. - wymamrotała niewyraźnie po czym wspięła się na stołek i oparła łokcie o brzeg blatu chowając twarz w dłoniach.
 - Soku? - zapytał.
 - Yhym. - przytaknęła niezauważalnie.
Zayn zaśmiał się wyciągając szklankę z szafki, a następnie nalał do niego napoju i postawił go przed dziewczyną.
 - Dziękuję. - powiedziała i wypiła wszystko za jednym razem.
Nie pytając Malik dolał jej jeszcze by mogła powtórzyć czynność.
 - Ktoś chyba za dużo wypił. - posłał jej łobuzerski uśmiech - Jak tam głowa? - zapytał stojąc przed nią po drugiej stronie szafki.
 - Jakby przejechała mi po niej ciężarówka. Boli cholernie. Jakim cudem ty wyglądasz jakbyś wrócił z ośrodku wypoczynkowego, a ja jak potwór? - zapytała przenosząc na niego wzrok.
Nawet to bolało. Zayn znów się zaśmiał.
 - Po pierwsze jestem już przyzwyczajony, nieważne jak to brzmi. Po drugie chyba nie wypiłem tyle co ty. I po trzecie nie wyglądasz jak potwór tylko jak... jakbyś uprawiała seks przez dwa dni. - uśmiechnął się głupkowato.
Jo chciała wywrócić oczami, ale wiedziała, że to nie skończy się dobrze.
 - Tak. Grupowy. - dodała sarkastycznie.
Malik zaśmiał się po raz kolejny i wziął ostatni łyk soku po czym odstawił szklankę, obszedł szafkę i stanął za dziewczyną. Nie wiedziała co zamierza aż do czasu kiedy przyłożył palce na jej skronie, po obu stronach jej głowy i zaczął delikatnie masować. Na początku lekko zabolało, ale potem było już tylko lepiej.
 - Mmm... - mruknęła.
 - Może nie przestanie boleć, ale trochę pomoże. - powiedział, a po dwóch minutach wykonywania przyjemnych dla niej ruchów zjechał rękoma na jej plecy po czym przerzucił jej włosy na jedną stronę i zaczął masować ramiona i kark.
 - Cholera. - wymamrotała.
Nie mogła też powstrzymać pomruków, które wydobywały się z jej gardła. Było jej zbyt dobrze. Dłonie Zayn'a były ciepłe i z niewiadomych powodów powodowały przyjemne ciarki na jej ciele. Jo zastanawiała się czy ten chłopak działa tak na wszystkie kobiety. Pewnie tak. Od razu skarciła się w myślach kiedy wyobraziła sobie jak dotyka ją rękoma jej brzucha, bioder czy ud. Przestań, Jo. nakazała sobie w myślach. To mogła przestać, ale za nic w świecie nie chciała przerywać tego gdzie dotykał ją teraz. Po dłuższej chwili z jej rozmyśleń wyrwał ją brak kontaktu z jego dłońmi.
 - Lepiej? - zapytał tym swoim seksownym głosem.
Dlaczego ona w ogóle myśli o nim w ten sposób?
 - Yhym. Dzięki. - uśmiechnęła się do niego kiedy usiadł obok - Gdzie się tego nauczyłeś?
 - Tajemnica. - posłał jej ten swój uśmieszek - Muszę przyznać, że dobrze wyglądasz w mojej koszuli. powiedział po chwili.
Jo spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami.
 - Więc jest twoja? - zapytała.
 - Nie pamiętasz?
Nagle zaczęła się trochę przejmować. Czego ma nie pamiętać? I dlaczego ma na sobie jego koszulę skoro miała ze sobą swoje ciuchy? Najgorsze było to, że nie mogła sobie nic przypomnieć. Przełknęła nerwowo ślinę. Ale przecież nie mogła zrobić nic głupiego... prawda? Teraz sama nie była pewna.
 - Proszę... powiedz, że nie zrobiłam nic głupiego. - błagała.
 - Siedzieliśmy z Lou i Styles'em. Reszta poszła już spać. Nagle powiedziałaś, że idziesz do łazienki. Nie wracałaś, więc postanowiłem, że pójdę i sprawdzę czy żyjesz, ale nie było cię tam gdzie miałaś być.
 - A gdzie? - przerwała mu.
 Zayn wszedł po schodach na górę i zaczął sprawdzać każdy pokój po kolei. Zanim zdążył dojść do ostatniego, czyli swojego, wyszła z niego Jo. Chłopak zdziwił się jak zobaczył, że jest w samej bieliźnie i w jego koszuli, którą próbowała zapiąć. Nie żeby narzekał.
 - Jo, co ty robisz? - zapytał powstrzymując się od śmiechu.
Sanders spojrzała na niego i zaczęła chichotać.
 - Zayn? Heeeeej.
Była pijana.
 - Próbuje zaaapiąć... tooo. - przecisnęła jeden guzik przez nie tę dziurkę co trzeba - Upsss...
Malik parsknął i zaczął się śmiać.
 - Nie żebym miał coś przeciwko, ale co robisz w mojej koszuli? - zapytał podchodząc do niej.
 - Spodobałamisię. - powiedziała szybko i niewyraźnie nadal chichocząc.
 - Daj... Ja to zrobię. - odpiął guziki, które nie pasowały i zaczął zapinać je od początku starając się nie patrzeć na jej odkryte ciało co było trochę trudne zważywszy na to, że miał je tuż przed twarzą - Następnym razem nie znikaj tak. Myślałem, że się w jeziorze utopiłaś.
 - Umiem pływać. - chciała zrobić słodką minkę, ale zamiast tego zaczęła się dalej śmiać.
Zayn parsknął.
 - Nie w tym stanie. - odparł.
 - Gdzie są dzieeewczyny? Chcę zatańczyć. - stwierdziła.
 - Śpią. Ty też powinnaś.
 - Ale ja nie chcę. - zaprotestowała chociaż tak naprawdę miała ochotę zasnąć na środku holu.
 - Jasne. - odparł zapinając ostatni guzik - Chodź. Zaprowadzę cię do pokoju. - zarzucił sobie jej rękę na szyję i objął ją w talii.
Jo potknęła się przy pierwszym kroku i gdyby nie Zayn leżała by już na podłodze. Chwilę później znów zaczęła chichotać.
 - Albo zaniosę. - poprawił się Malik po czym złapał ją drugą ręką pod kolana i podniósł przyciskając ją lekko do swojej klatki piersiowej żeby czasami nie spadła.
Dziewczyna objęła jego szyję i wtuliła się w niego.
 - Idziemy tańczyć? - zapytała z nadzieją.
 - Nie. - zaśmiał się - Idziesz spać.
Joan wymamrotała coś, ale Zayn nie zrozumiał. Ruszył schodami w dół, a kiedy przechodził przez salon chłopaki posłali mu pytające spojrzenia, ale ten się nie odezwał tylko udał się do pokoju Sam. Wiedział, że dziewczyna zasnęła kiedy przestała chichotać, a jej oddech stał się płytszy i wolniejszy. Czół nawet jej gorący oddech na swojej szyi. Sprawnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Emily już smacznie spadała skulona i na pewno zmarznięta, ponieważ nie była przykryta. Malik obszedł łóżko i położył Jo po drugiej stronie po czym nasunął na nią kołdrę, a następnie zrobił to samo z Smirnoff. Potem podszedł do okna, zasunął zasłony i po cichu wyszedł przedtem ostatni raz rzucając okiem na dwie dziewczyny i uśmiechając się sam do siebie.
 - O mój boże... - Sanders schowała twarz w dłoniach - Na prawdę muszę przestać się przed tobą rozbierać.
Zayn zaśmiał się na jej słowa.
 - Przepraszam. Ale ze mnie idiotka. Nie dawajcie mi więcej tyle pić.
 - Nie masz za co...
 - Nie mam za co? - spojrzała na niego - Upiłam się, wlazłam ci do pokoju i grzebałam w szafie, a potem paradowałam przed tobą w bieliźnie. Myślę, że mam za co.
 - Wyolbrzymiasz. - powiedział - Nic z rzeczy, które wymieniłaś mi nie przeszkadza. A zwłaszcza ta ostatnia. - uśmiechnął się głupkowato.
Jo uderzyła go lekko w ramię starając się nie śmiać.
 - Tak czy siak już więcej tego nie zobaczysz. - wystawiła mu język.
 - Koniec z rozbieraniem się? - wyszczerzył się.
 - Yhym.
 - Cholera... mogłem zrobić zdjęcie. - skrzywił się.
 - Zboczeniec.
Chwilę później obydwoje zaczęli się śmiać. Po jakiś pięciu minutach na dół zeszła Eleanor ubrana w koszulkę Lou. Sądząc po jej roztarganym koku i, że ziewała oraz przecierała dłonią oczy można było stwierdzić, że właśnie wstała.
 - Hej. - przywitała się biorąc szklankę Zayn'a.
 - Hej. Jak się czujesz? - zapytała Jo.
 - W porządku. Tylko głowa mnie trochę boli. - powiedziała nalewając sobie soku po czym wzięła kilka łyków - A wy?
 - Ja żyję. Tylko Jo trochę za dużo wypiła. - Malik posłał jej uśmiech - Louis śpi?
 - Ta. Zabrał mi całą kołdrę.
 - Dobra... pora na zemstę. - na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek.
Zayn zsunął się z krzesła i ruszył w kierunku schodów.
_____________________
Chyba nie jest tak źle, co? :/ Mamy tu  4420 słów :) Więcej niż w poprzednim.
Oczywiście chcę wam podziękować za komentarze i wejścia i ogólnie za wszystko :) <3 Kocham was!
Zaczęłam pisać już następny, w którym możecie liczyć na więcej Sam i Niall'a :)
Proszę, dajcie mi znać czy czy i co się wam podobało. Byłabym bardzo wdzięczna :)
Min. 7 komentarzy = XXX rozdział.
<3
B.