Ważne:





piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział XXIV - "Niestety żeby uzyskać odpowiedź na to pytanie już nie jesteś w stanie nic zrobić."

 - Co z nim? - zapytał Zayn przez telefon.
 - Ma wstrząśnienie mózgu, ale lekarz mówi, że nic mu nie będzie. - wyjaśniła blondynka wychodząc z sali gdzie doktor badał Niall'a.
 - Wypuszczają go?
 - Tak. Ma odpoczywać w domu i przebywać w cichym otoczeniu, co za tym idzie... albo nie będziecie przy nim wariować albo w ogóle macie do niego nie przychodzić.
 - Przecież umiemy być cicho. - odparł.
 - Jasne. A ja umiem latać. - powiedziała sarkastycznie - A co z Liam'em?
 - Mówi, że zaraz głowa mu odleci. I wygląda jakby nie spał przez tydzień.
 - Nie dziwię się...
 - Pilnuj Horan'a. Musze iść. Mam chemie.
 - Ok. Pa. Kocham cię.
 - Ja ciebie też, mała. - rozłączył się.
Sam schowała telefon do kieszeni i wróciła do przyjaciela. Obok niego stała kobieta w krótkich blond włosach. To była jego mama - Maura. Obydwoje rozmawiali z lekarzem. Kiedy skończyli i doktor wyszedł, dziewczyna podeszła do Niall'a i położyła mu rękę na ramieniu.
 - I jak? - zapytała przejęta.
 - Wszystko w porządku. - powiedział z uśmiechem.
 - W cale nie jest w porządku. - odezwała się jego matka - Jak można spaść z łóżka i dostać wstrząśnienia mózgu?
Horan musiał szybko coś wymyślić kiedy Maura wpadła do szpitala i wypytywała syna co się stało. Widać było, że się martwi. W końcu to jego matka.
 - Co wy w ogóle robiliście na tym łóżku? - dopytywała się dalej.
Blondynka i Niall wymienili spojrzenia.
 - Uczyliśmy się. - skłamał.
 - Książka była tak ciekawa, że spadłeś z łóżka?
 - Wygłupialiśmy się. Pani syn stracił równowagę i zleciał na ziemię. - odezwała się Sam.
Nie mogli powiedzieć, że byli na imprezie, i że pijany Niall wbiegł w szybę. Miałby wtedy przerąbane. Na szczęście kiedy wrócili wczoraj od Lightwood'a, u Horan'a w domu nikogo nie było. Siostra Malik'a odprowadziła go i została z nim jeszcze na pół godziny. W cale nie chciała go zostawiać. Bała się, że może mu się coś stać. Dopiero rano, kiedy przyszła sprawdzić czy z nim wszystko ok, Irlandczyk stwierdził, że jednak będzie lepiej jak pojedzie do szpitala. Powiedział jej, że w nocy nie mógł spać. Miał nudności i wymiotował. Miał nawet małe zaniki pamięci i nie wiedział gdzie jest. Sam opieprzyła go, że kiedy w nocy wysyłała mu sms'y czy wszystko w porządku, odpisywał, że "tak" i nawet do niej nie zadzwonił. Poszła szybko do brata, a ten zawiózł ich do szpitala. Chciał zostać, ale obydwoje kazali mu wracać do szkoły bo i tak miał już przerąbane u dyrektorki. Zgodził się niechętnie i odjechał. Zrobili blondynowi prześwietlenie, a potem lekarz zadzwonił po rodziców. Przyjechała tylko Maura bo ojciec Niall'a nie mógł. Był w Nowym Jorku na jakimś spotkaniu.
 - Och, ty sieroto. - westchnęła kobieta - Idę po samochód. Jak przyjdzie doktor to weź receptę i zejdźcie na dół. Dacie radę?
 - Tak.
Posłała im uśmiech po czym wyszła z sali. Sam usiadła obok przyjaciela bez słowa. Kiedy jego matki nie było nie musiała ukrywać swojej złości.
 - Jesteś zła? - zapytał patrząc na nią.
Ale jej wzrok wbity był w białą ścianę, przy której stał dziwny sprzęt. Nic nie odpowiedziała.
 - Przepraszam, nie chciałem cię martwić.
Znowu nic.
 - Sam... proszę, spójrz na mnie.
Dziewczyna wypuściła głośno powietrze z płuc i zrobiła o co prosił. W jego niebieskich tęczówkach można było dostrzec smutek.
 - Nie obrażaj się na mnie. Nie wytrzymam długo jeśli nie będziesz się do mnie odzywała.
 - Okłamałeś mnie. A jakby ci się coś stało?! - zapytała podniesionym tonem.
 - Ale nic mi nie jest. - odparł.
 - Ty idioto.
Niall wciąż patrzył jej w oczy.
 - To już coś. - skwitował.
Dalej miał w głowie obraz jej trzęsących się dłoni kiedy jechali do szpitala.
 - Przecież żyję. Nie musisz się tak martwić.
Może trochę przesadzała, ale bardzo się o niego martwiła. Sam zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech.
 - Gdybyś widział siebie... odleciałeś od tego okna jakby ktoś przywalił ci kijem bejsbolowym. Co gdym to była ja? Nie martwiłbyś się? - zapytała.
Horan na myśl o tym przełknął ślinę.
 - Chociaż ja nie wbiegam w szyby. - przez chwilę na jej twarzy pojawił się znikomy uśmiech - Tylko ty to potrafisz.
 - Przepraszam. - powiedział jeszcze raz po czym pocałował ją w policzek i oparł swoją boląca głowę o jej ramię.
 W końcu przyszedł lekarz. Dał im co miał dać, powiedział jeszcze raz czego blondyn ma unikać, wyznaczył termin kontroli i wypuścił ich. Obydwoje podziękowali i wyszli.
 Przed budynkiem, w srebrnym Mercedesie, czekała już mama Niall'a. Wsiedli do auta i odjechali.
 Sam postanowiła, że nie zostawi przyjaciela i nie pójdzie dzisiaj do szkoły. Pani Todd na pewno ją zrozumie i nie będzie się czepiała. W końcu dziewczyna ma prawie stuprocentową frekwencję. Dla Horan'a mogła opuścić tyle dni ile tylko było trzeba.
 W końcu dojechali. Dom był dość duży, jasny i przyjemny z podwójnym garażem i podjazdem. Przed budynkiem, na środku trawnika, rosło duże drzewo, a pod oknami różne krzewy i kwiatki.
  Pokój Niall'a, do którego się udali, różnił się od stylu w jakim została zbudowana posiadłość. Znajdował się na pierwszym piętrze i był cały czarno-biały. Nad dwuosobowym łóżkiem wisiał obraz. Również czarno-biały. 
 Wejście do łazienki nie posiadało drzwi, ale za to do garderoby tak. Było tam też lustro, dwa fotele, kwiatki, lampka. Na przeciwko łóżka znajdowały się wielkie okna i kominek, nad którym wisiał spory telewizor. Obok stały jeszcze dwie gitary. Jedna elektryczna i jedna klasyczna. Było też biurko i półka z dużą kolekcją płyt.
 - Co robimy? Bo telewizora oglądać nie mogę...czego nie rozumiem. - skrzywił się blondyn zdejmując swoją bluzę i rzucając gdzieś na bok.
 - Nie marudź. Masz się słuchać lekarza. - powiedziała.
 - Jeśli muszę...
 - Musisz. I możesz się pożegnać z imprezami przez następne dwa tygodnie.
Obydwoje położyli się na łóżku i weszli pod kołdrę. Sam oparła głowę o ramię przyjaciela, który objął ją prawą ręką i, co zawsze robił, kreślił małe ósemki na jej ręce. Kiedy ją tak dotykał ciarki przechodziły po jej ciele. Lubiła to. Wtulona w niego obserwowała jak jego klatka piersiowa podnosi się i opada. Zachowywali się jak para, ale tak na prawdę nią nie byli. Nie byli zbyt odważni żeby wyznać swoje uczucia. Bali się odrzucenia.
 - Niall?
 - Hmm?
 - W moje następne urodziny chciałabym polecieć do Afryki. Zabierzesz mnie tam? - zapytała.
 - Zabiorę cię wszędzie gdzie będziesz chciała.
 - Zrobisz to dla mnie? - zapytała podnosząc głowę i patrząc mu w oczy.
 - Tak. Co tylko chcesz...
Uśmiechnęła się. Ich twarz dzieliło kilka centymetrów. Niall tak bardzo chciał ją pocałować... zatopić się w jej ustach. Ale nie mógł. Bał się, że wtedy ją straci. Najśmieszniejsze było to, że ona myślała tak samo. Widać co strach przed utratą drugiej osoby może zdziałać. Dziewczyna położyła głowę z powrotem na jego ramię.
 - Dziękuję. Jesteś wspaniałym przyjacielem.
Te słowa z jednej strony zabolały, a z drugiej nie. Kilka minut później obydwoje zasnęli.
 W tym samym czasie Zayn i reszta wracali ze szkoły. Tylko Danielle pojechała z tatą, a Eleanor wyszła wcześniej bo miała jakieś spotkanie rodzinne. Matt'a z Joan również nie było. Liam zaś na prawdę wyglądał jak jakieś widmo. Miał podkrążone oczy i wlekł się niczym zombie. Głowa mu pękała i cały czas chciało mu się pić. Zauważyli to nawet nauczyciele. Nic dziwnego. Payne rzadko pił tyle co ubiegłej nocy. A jak już to na drugi dzień skutki były straszne.
 - Co tam, przyjacielu? - zapytał Harry z uśmiechem dorównując mu kroku.
 - Świetnie. Mam ochotę zatańczyć makarenę. - odparł nawet nie wysilając się na sarkastyczny ton.
 - Nasz Liam zaszalał. - powiedział Lou szczerząc się.
 - Przynajmniej nie rozwalił sobie głowy jak Horan. - odezwała się Em, która szła po lewej stronie Payne'a.
 - Sam się nim zajmie. - uśmiechnął się Harry.
Smirnoff już kilka razy od samego rana napotkała znaczące spojrzenie Tomlinson'a w towarzystwie Styles'a, ale wtedy automatycznie odwracała wzrok. Zaczynała powoli żałować, że mu to powiedziała. Wymyślił coś sobie. Loczek też wyczuł zmianę zachowania przyjaciółki. Zrobiła się dla ostrzejsza niż zwykle i ani razu się przy nim nie uśmiechnęła. Chodziło jej o rozmowę przy basenie? Zastanawiał się.
 - Na pewno. - zgodził się Zayn - Tylko żeby czasami nie za bardzo. - dodał.
 - Oj, przestań. - wycedziła Emily - Ktoś misi Nialler'owi kanapki robić.
Wtedy rozległ się dźwięk, który oznaczał, że ktoś dostał wiadomość. Ktoś czyli Harry. Chłopak wyciągnął iPhona z kieszeni ją odczytał. Po chwili uśmiechnął się sam do siebie i schował telefon z powrotem. Smirnoff od razu przypomniała się moment kiedy Lokaty uśmiechnął się do Rebecci na imprezie. To pewnie ona. pomyślała. Z resztą co cie to obchodzi? Niech sobie robi co chce z kim chce. Nie powinno cię to interesować. Skończ z tym. nakazała sobie. Ale czy potrafiła?
 - Znowu umawiasz się z kilkoma laskami na raz? - zapytał Malik z łobuzerskim uśmiechem.
 - Nigdy się z żadną nie umawiałem.
 - A co z tą rudą pięknością? - drążył dalej.
W Emily aż zawrzało. Dobra... musiała przyznać, że Kennedy jest niczego sobie i na pewno podoba się każdemu w szkole, ale żeby zaraz gadać o tej idiotce "ruda piękność" ?. Zayn zauważył, że Smirnoff zacisnęła pięści aż jej kłykcie zrobiły się białe, więc objął ją ramieniem i z uśmiechem powiedział:
 - Oczywiście nasza przyjaciółka Em jest sto razy piękniejsza. - i pocałował ją w policzek.
Wtedy Harry spuścił głowę i kopnął kamyka.
 - Nie podlizuj się, Malik. - powiedziała również się uśmiechając, ale zrobiła to lekko ironicznie - Z resztą Styles'owi musi się podobać skoro z nią chodził. - dodała specjalnie i spojrzała na Lokatego chcąc zobaczyć jego reakcję.
Nie zaprzeczył, nie potwierdził. Nic. Po prostu szedł dalej patrząc pod nogi. Jakby się zamyślił albo ich specjalnie ignorował.
 - Zostawcie biednego Harolda. Nie jego wina, że spotykał się z taką suką. - odezwał się Lou.
Dobrze powiedziane. pomyślała Em. Liam zaś szedł obok nich bez słowa i jakby mógł to zasnąłby na środku chodnika. Nawet nie wiedział co dzieje się dookoła niego.
 - Biednego? - zaśmiał się Zayn - Ale czy to nie on łamie serca dziewczyn?
 - Ty też. - bronił go Tomlinson.
 - Banan. - nagle odezwał się Payne.
Wszyscy spojrzeli na niego ze ściągniętymi brwiami.
 - Co? - zapytał Malik zmieszany.
 - Z nim jest chyba na prawdę źle. - powiedziała Em kładąc dłoń na ramieniu Liam'a.
 - Banan. - powtórzył niczym nagranie na taśmie.
 - Jaki banan? - Harry w końcu na nich spojrzał.
 - Chcę banana. - wyjaśnił.
 - Dobrze Liam'ie. Dostaniesz bana jak będziemy już u Horan'a. - obiecała dziewczyna jedyna w towarzystwie.
Zayn i Lou parsknęli śmiechem. Styles się tylko uśmiechnął.
 Kiedy byli już w domu Niall'a, na wejściu przywitała ich uśmiechnięta od ucha do ucha Maura. Chyba właśnie przygotowywała obiad bo wszędzie czuć było pieczonego kurczaka, a ona miała na sobie fartuch.
 - Są z Sam na górze. - powiedziała.
Kiedy już mieli się tam udać, Smirnoff odwróciła się i zapytała:
 - Ma pani może banana?
Kobietę trochę zdziwiło to nagłe pytanie, ale po chwili znów się uśmiechnęła.
 - Poczekaj chwilkę, kochanie. - powiedziała i zniknęła. Pojawiła się pół minuty później i wręczyła jej żółty owoc.
 - Dziękuję. - odwzajemniła jej uśmiech.
 - Nie ma za co. Smacznego. - i odeszła.
Wtedy Emily wręczyła przyjacielowi banana.
 - Masz.
Wziął go bez słowa i poszli na górę.
 - Może przyłapiemy twoją siostrę i Nialler'a na czymś brzydkim. - wyszczerzył się Tommo do Malik'a.
 - Tak, pewnie biegają dziko bez ubrań. - odparł.
 Do pokoju Niall'a pierwszy wszedł Louis, a za nim reszta. Kiedy już byli w środku i oczom ukazał się Horan i Sam śpiący razem. Byli mocno w siebie wtuleni, a Irlandczyk miał twarz ukrytą w jej blond włosach, które były lekko rozczochrane.
 - Ooo... jakie to słodkie. - powiedział Tomlinson ściszonym tonem uśmiechając się przy tym - Nasze gołąbeczki sobie smacznie śpią. - wtedy wyciągnął swój telefon i zrobił im zdjęcie.
 - Nie budźmy ich. - odezwała się Em.
 - Masz rację. - Liam chyba przez banana odzyskał głos i trochę energii.
 - Spadajmy. - zaproponował Zayn po czym wszyscy wyszli i udali się w stronę wyjścia.
Wtedy zatrzymała ich pani Horan. Nie miała już na sobie fartucha tylko trzymała w ręce grube rękawice, które zakłada się np. do wyciągnięcia czegoś gorącego z piekarnika. Na jej twarzy znów gościł uśmiech. Chyba ich blond przyjaciel ma to po niej.
 - Już idziecie?
 - Sam i Niall śpią. Nie będziemy ich budzić. - wytłumaczył Harry.
Odezwał się pierwszy raz od dłuższego czasu.
 - Rozumiem. A może zostaniecie i zjecie pieczonego indyka? Może obudzą się przez ten czas. - zaproponowała.
 - Nie, dziękujemy. Wciągnęliśmy dwie duże paczki chipsów na ostatniej przerwie. - powiedział Louis i popatrzał na resztę czy się z nim zgadzają.
Zgadzali się.
 - Chipsy? Nie ma jakiś bardziej pożywnych rzeczy w tej szkole? Oh, czym oni was tam karmią? - machnęła ręką jakby nie chciała dalej drążyć tematu.
 - Do widzenia. - pożegnali się i wyszli.
 Kiedy rozchodzili się do domów Louis zaproponował wszystkim żeby do niego przyszli bo był sam i nie miał co robić. Jego rodziców jak zwykle nie było.
 - Wybacz stary, ale jutro mam matmę. Musze zrobić jeszcze zadania. - oznajmił Zayn.
 - A ja nie myślę o niczym innym jak o wygodnym łóżku. - powiedział Liam.
Wtedy Tomlinson z nadzieją spojrzał na dwóch pozostałych towarzyszy.
 - Dzisiaj zaczynają mi się treningi. Muszę się zjawić. - Em wyjaśniła.
Smirnoff uprawia wiele sportów. Kiedy minęły dwa tygodnie wolnego znów zaczęły się zajęcia. Dziś miała tenis. Poza tym chodziła jeszcze na siatkówkę, łucznictwo, gimnastykę i biegała w wolnym czasie. Przez to wygląda jak wygląda.
 - Umówiłem się z kimś. - powiedział Styles.
 - Przecież ty się z nikim nie umawiasz. - odparł Zayn ściągając brwi.
 - Trzeba jakoś zabić samotność. - skwitował Lokaty.
Wszyscy się zdziwili.
 - Czyżby rodził się w tobie jakiś romantyk? - zapytał Lou z głupkowatym uśmiechem.
 - Jak ma na imię? - Zayn chciał wiedzieć.
Rebecca. odpowiedziała za niego w myślach Em.
 - Nie powiem. - uśmiechnął się niechętnie.
 - Z naszej szkoły? - drążył Tomlinson.
 - Tak.
 - Znamy ją? - tym razem zapytał Malik.
 - Tak.
 - Ładna?
 - Tak.
 - Cholera... to w cale nie zawęża kręgu poszukiwań. - wymamrotał Louis.
 - Kucharka?
 - Nie. Dowiecie się w swoim czasie. - oznajmił Loczek.
 - Dobra, tajemniczy Styles'ie.
 - Muszę iść. - odezwała się Emily z rękoma wsadzonymi w tylne kieszenie swoich czarnych, obcisłych jeansów.
Nie miała ochoty dalej tego słuchać. Idiotka. Jeszcze przedwczoraj byś sama go wypytywała i się z nim drażniła. A teraz? A, właśnie... zazdrość. No, ale przecież to jej przyjaciel. Dlaczego miałaby być zazdrosna? Powinna go wspierać i cieszyć się z nim. Ogarnij się. nakazała sobie w myślach. I zachowuj się normalnie.
 - Ja też. - powiedział Zayn - Do jutra.
W końcu wszyscy się rozeszli.
 Malik wrócił do domu, rzucił swoją torbę na kanapę w salonie, dał psu jeść, a następnie zapiął go na smycz i wyszedł z nim na spacer. Jak zwykle zajął on im ok. pół godziny. Po powrocie, niezbyt chętnie, otworzył książki do matematyki i spojrzał na pierwsze zadanie, które musiał zrobić. Był już gotowy je zrobić tylko, że nic z tego nie rozumiał. Pamiętał jak omawiali to na lekcji, ale i tak nie potrafił tego pojąć. Zwłaszcza, że nauczycielka, która go uczy go nienawidzi. Westchnął głośno zastanawiając się co ma zrobić. Wtedy spojrzał telefon, który leżał na stoliku przed nim. Po chwili namysłu wziął go i wykręcił odpowiedni numer.
 - Hej. - odezwała się dziewczyna po dwóch sygnałach.
 - Hej. Co robisz? Zajęta jesteś? - zapytał.
 - Niezbyt. Właśnie skończyłam sprzątać pokój. A co?
 - Jak bardzo lubisz matmę?
 - Yym... Wystarczająco żeby dostawać pozytywne oceny. Dlaczego pytasz?
 - Bo mam mały problem. Muszę zrobić zadania, a kompletnie nic z tego nie łapię. Przydałaby mi się mała pomoc i pomyślałem o tobie. Mogłabyś mi to wytłumaczyć?
 - Jasne. - słychać było, że mówi to z uśmiechem - Przebiorę się i zaraz u ciebie będę.
 - Ok. - rozłączył się i odłożył telefon z powrotem na stolik.
 Zdążył jeszcze wyjść na taras i zapalić fajkę. Kiedy wrócił usłyszał dzwonek. Od razu udał się w stronę drzwi i otworzył je. Przed nim stała uśmiechnięta od ucha do ucha Joan. Jej włosy zaplecione były w warkocz, który opadał na jej lewe ramię. Ubrana zaś była w zwykłe szorty, luźną białą bluzkę i jeansową koszulę, której rękawy podwinęła. Miała też zawieszony srebrny naszyjnik z jakimś wygrawerowanym lwem i duży, czarny pierścionek. Zayn również się uśmiechnął i zaprosił ją do środka.
 - Napijesz się czegoś? - zapytał.
 - Hm... soku jeśli masz. - powiedziała po chwili zastanowienia ruszając w stronę salonu i kanapy gdzie Malik rozłożył swoje książki i inne rzeczy.
Kuchnia, salon i hol były praktycznie jednym wielkim pomieszczeniem, więc siadając na białej sofie wciąż widziała chłopaka, który wyciągał coś z lodówki.
 - Co z Niall'em? Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał.
 - Pewnie jeszcze śpi. Razem z Sam. Ma wstrząśnienie mózgu. Zrobili mu w szpitalu prześwietlenie i takie tam. - wyjaśnił nalewając pomarańczowego napoju do wysokiej szklanki.
 - O boże. A nic mu nie będzie? - zapytała z nadzieją.
Brunet uśmiechnął się idąc w jej stronę z sokiem, który chwilę później jej podał.
 - Nie. Sam jest z nim i pewnie będzie przez cały czas, więc pewnie już dawno zapomniał o bólu. Później jeszcze do niego zajrzę. - powiedział siadając obok niej.
 - To dobrze. - odwzajemniła jego uśmiech - Więc czego nie rozumiesz? - zmieniła temat.
Zayn podał jej swoją książkę z zadaniami, które miał zrobić. Dziewczyna odłożyła szklankę z piciem i uważnie je przeczytała po czym spojrzała na towarzysza.
 - Proste. - stwierdziła.
 - Proste? - powtórzył lekko zdziwiony.
 - Tak. Zaraz ci wszystko wytłumaczę. - sięgnęła po dwa ołówki leżące na stoliku i jakąś kartkę po czym dała mu jedno pisadło i zaczęła wyjaśniać.
 Wystarczył jeden, krótki wykład od niej i zaczął wszystko powoli pojmować. Jo mówiła mniej skomplikowanym językiem niż nauczycielka od matematyki i koleżankę Malik mógł słuchać cały czas, a nie tak jak tę wredną matematyczkę. Sanders wymyśliła kilka przykładów i kazała mu je rozwiązać. Zrobił co kazała w półtorej minuty. Zayn był jedną z tych osób, które szybko się uczyły. Oczywiście musiał się nad tym skupić. W końcu zaczęli robić zadania z książki. Trochę ich było, więc ogólnie skończyli po godzinie. Malik zamknął podręcznik z triumfalnym uśmiechem.
 - Rzeczywiście proste. - powiedział.
 - A nie mówiłam? Trzeba tylko słuchać nauczycielki, a nie bazgrać po zeszycie. - odparła z bananem na twarzy.
 - Uważasz, że bazgrzę? - zapytał z udawanym żalem w głosie.
 - Uważam, że masz wielki talent, ale tak czy siak musisz słuchać na lekcjach. - uśmiechnęła się lekko.
 - Słucham. Tylko to, że ta baba mnie nie lubi to nie moja wina.
 - Niech ci będzie.
 - Zawsze mam ciebie po drugiej stronie. - skwitował, a jego kąciki powędrowały ku górze.
 - Dzwoń kiedy chcesz.
 - Dzięki za wszystko. Zjesz coś? - zmienił po chwili temat wstając z kanapy.
 - Nie, dziękuję. - powiedział po czym wypiła resztę swojego soku i odstawiła ponownie szkło na stolik.
W tym samym momencie przyszedł Borys z czegoś się ciesząc. Podszedł do Jo prosząc by go pogłaskała. Dziewczyna spełniła jego życzenie. Wtedy pies merdając z radości ogonem strącił szklankę, która spadła na podłogę i roztrzaskała się na kawałki. Zwierzę natychmiast zdało sobie sprawę, że narozrabiało i jak najszybciej postanowiło opuścić towarzystwo.
 - Cholera! Przepraszam. - dziewczyna opadła na kolana i zaczęła zbierać potłuczone szkło.
 - To nie twoja wina. - odparł z uśmiechem kucając na przeciwko niej - Zostaw. Ja posprzątam. - powiedział i delikatnie wyjął kawałki z jej dłoni by jej nie skaleczyć.
Ręce Jo były gorące, a jej skóra bardzo miękka. Jak u dziecka. Kiedy jej dotknął przeszedł go przyjemny dreszcz. Dziewczyna chyba poczuła to samo bo znieruchomiała i spojrzała na niego "tym" wzrokiem. Kiedy napotkał jej spojrzenie szybko cofnął swoje dłonie i nie kalecząc Sanders pozbawił ją skrawków szkła. Potem zaczął zbierać resztę. Czuł na sobie jej spojrzenie. Obserwowała go, ale się nie odezwała. Z trudnością powstrzymywał tą cholerną chęć by ją pocałować. Zapomnij o tym. nakazał sobie w myślach. O czym ty w ogóle myślisz?! Kiedy Malik podniósł już wszystkie odłamki, wstał i poszedł wyrzucić je do kosza. Kiedy wrócił Jo siedziała już na kanapie dalej mu się przyglądając. Chłopak zaś starał się unikać jej wzroku.
 - Zayn?
 - Hm? - w końcu na nią spojrzał.
 - Przepraszam. - powiedziała po chwili.
 - Za co? - ściągnął brwi.
 - Za wczoraj. Rozebrałam się przy tobie. Nie pomyślałam, że możesz się z tym głupio poczuć.
Brunet uśmiechnął się lekko do niej.
 - Spokojnie. Nie musisz przepraszać. Jak bym był Harry'm albo Louis'em to pewnie powiedziałbym, że nie miałbym nic przeciwko gdybyś zrobiła to jeszcze raz.
Jo pokazała swoje białe zęby w szerokim uśmiechu.
 - Ale przecież ci tego nie powiem. - teraz on się wyszczerzył.
Chciał załagodzić jakoś tę sytuację. Po chwili podszedł do stolika i zaczął zbierać wszystkie zeszyty, książki i długopisy. Następnie chciał schować je do torby, która leżała na fotelu obok, ale kiedy to robił wyleciał z niej jego szkicownik. Sanders to zobaczyła i podeszła żeby go podnieść. Tylko nie to. pomyślał Zayn schowawszy rzeczy. Dziewczyna już miała go w ręce.
 - Proszę cię, nie... - chciał jej zabrać ale ona schowała blok za plecy.
 - Ale ja chcę go obejrzeć. - powiedziała z uśmiechem.
 - To tylko bazgroły... - znów zrobił ruch mający na celu pozbawienie jej jego własności lecz ona cofnęła się o krok.
 - Tylko spojrzę... - odparła, ale chwilę później zorientowała się, że chłopak wcale nie ma zamiaru zrezygnować ze swojego zdania i zaczęła uciekać.
Wtedy Zayn ruszył za nią. Biegli przez salon, kuchnię, hol śmiejąc się. Potem w górę schodami, następnie korytarzem, w którym było pełno drzwi. Jo złapała za pierwszą lepszą klamkę i wpadła do pomieszczenia. No tak. Jego pokój. Co teraz? Obrała kierunek 'garderoba' co zapewne nie było dobrym pomysłem.
 - Nieee! - pisnęła kiedy złapał ją od tyłu w pasie.
Jakoś udało jej się oswobodzić z jego silnych ramion. Nie widząc innego wyjścia rzuciła się na łóżko i położyła się przodem na szkicowniku dalej mocno go ściskając. Malik wskoczył za nią i usiadł na nią okrakiem. Gratuluję bystrości. powiedziała sobie w myślach Snders. Teraz mam przesrane. Zayn zaczął ją gilgotać, a ta zaczęła się śmiać i piszczeć z twarzą w poduszce co tłumiło jej krzyki. Musiała coś zrobić bo już nie wytrzymywała.
 - Oddaj. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem nie przerywając swoich tortur.
 - Przestań! Proszę! Zayn! - śmiała się dalej wiercąc się i machając nogami - Zayn!
 - To bądź grzeczna i oddaj mi to.
Dziewczynie jakimś cudem udało się przekręcić na plecy żeby być twarzą do swojego napastnika. Wtedy Malik spróbował zabrać jej szkicownik, ale kiedy nie dał rady oswobodzić go z jej żelaznego uścisku zaczął gilgotać dalej.
 - Nie! - krzyknęła przez śmiech - Okej! Okej! Przestań! Oddam ci go. - powiedziała po chwili.
Nagle przestał, a ona wzięła głęboki oddech zmęczona jego torturami i śmianiem się. Chłopak chciał już wziąć swoją własność, kiedy Jo złapała go za nadgarstek. Znów to poczuł kiedy jej chude, długie palce oplotły jego rękę.
 - Ale...
 - Co? - zapytał siedząc na niej okrakiem i nachylając się lekko nad nią.
 - Musisz mi pierw odpowiedzieć na pytanie.
 - Jakie?
 - Dlaczego nie chcesz mi go pokazać?
Zastanawiał się chwilą nad odpowiedzią kiedy ona wciąż trzymała go za nadgarstek.
 - Muszę na nie odpowiadać?
 - A chcesz odzyskać szkicownik?
 - Mogę cię zmusić byś mi go oddała. - uśmiechnął się łobuzersko.
 - Czy to takie ściśle tajne?
 - Tak.
Westchnęła zrezygnowana.
 - Mam lepszą propozycję...
 - Jaką?
Dziewczyna podniosła się i pocałowała go w policzek po czym spojrzała na niego. Zayn zastygł w bezruchu patrząc na nią i nie kryjąc zaskoczenia.
 - Więc jak będzie? Powiesz mi? Rysujesz tam jakieś brzydkie sceny czy co? - zapytała z szerokim uśmiechem.
Malik w końcu się poruszył.
 - Kogoś. - odparł.
 - Dziewczynę?
 - Nie, chłopaka. - powiedział z nutą sarkazmu.
 - Podoba ci się? - drążyła.
Zayn przełknął ślinę. Tak... i leży pode mną.
 - Można tak powiedzieć.
 - Um... znam ją? - nadal się uśmiechała.
 - Zna... - nie dokończył - Po co ci to wiedzieć?
Jo wzruszyła ramionami.
 - Jestem ciekawa. Z resztą mi możesz powiedzieć. Nie wygadam nikomu i mogę ci pomóc.
Nie możesz.
 - Powiesz mi kto to?
 - Niestety żeby uzyskać odpowiedź na to pytanie już nie jesteś w stanie nic zrobić. - uśmiechnął się do niej opierając się rękoma po obu jej stronach.
 - Zawsze mogę dalej walczyć, uciec i zobaczyć kim się tak interesujesz. - nie dawała za wygraną.
 - Wybacz piękna, ale nie dasz rady.
Nazwał mnie "piękną". To słodkie.
 - Myślisz, że nie dam rady?
 - Nie. Nie masz szans. - posłał jej łobuzerski uśmiech - Nie uciekniesz przede mną.
Znów westchnęła zrezygnowana.
 - Co wy robicie? - usłyszeli głos w drzwiach pokoju.
To była Sam. Nie ukrywała swojego zaskoczenia. Wpatrywała się w ich dwójkę z szeroko otwartymi oczami. Widać było też, że niedawno wstała.
 - Eee... - Malik zszedł szybko z Jo zabierając jej przy okazji szkicownik - Próbowałem coś odzyskać. - powiedział pokazując blok.
Blondynka ściągnęła brwi po czym przeniosła wzrok na przyjaciółkę, która właśnie podnosiła się z łóżka.
 - Leżąc na niej?
 - Nie chciała oddać.
 - To prawda. - odezwała się Sanders lekko zakłopotana - Ganialiśmy się po domu.
 - Ok. Niech wam będzie.
Przyłapani wymienili między sobą spojrzenia.
 - Co z Horan'em? - zapytał Zayn przenosząc wzrok na siostrę - Wstał już?
 - Tak. Możesz do niego iść. - powiedziała.
 - To może ja już pójdę. Obiecałam Mike'owi, że ugotujemy coś razem. Do jutra. - Jo posłała im uśmiech i wyszła.
 - Dzięki! - krzyknął za nią.
 - Co robiliście? - zapytała.
 - Jo pomagała mi z matmą. W końcu zrozumiałem. - wyszczerzył się.
 - Cieszę się. Idę się przebrać i idziemy do Horan'a. - oznajmiła kierując się w stronę garderoby.
 - Też idziesz, mała? - zapytał ściągając brwi chociaż wiedział, że nie powinno go to dziwić.
 - Tak. Obiecałam, że jeszcze przyjdę. - Sam weszła do pomieszczenia i zaczęła przeglądać rzeczy na wieszakach.
Zayn siadł na łóżku wciąż na nią patrząc przez rozsunięte drzwi.
 - Wy chyba naprawdę nie możecie bez siebie żyć, co? - uśmiechnął się.
Blondynka zmierzyła go wzrokiem.
 - Tak jak ty i chłopaki. - odparła i chciała zamknąć drzwi od garderoby, ale w ostatnim momencie je zatrzymała tak by nie stracić brata z widoku - A! Mama dzwoniła. - powiedziała.
 - I kiedy przyjeżdża? - zapytał.
 - Jeszcze nie wie. Góra za tydzień, ale może uda jej się wcześniej. - wyjaśniła.
Obydwoje nie wyglądali na zadowolonych. Nigdy nie lubili kiedy ich matka - Patricia - wyjeżdżała na długo. Zayn przytaknął w zrozumieniu po czym stracił siostrę z pola widzenia kiedy ta zasunęła do końca drzwi. Po krótkiej chwili zamyślenia chłopak wyciągnął telefon z kieszeni spodni i nacisnął ikonkę ze zdjęciem Lou, która znajdowała się na ekranie głównym, tak jak i reszty jego przyjaciół. Tomlinson odebrał po pierwszym sygnale.
 - Zbieraj tyłek i chodź tu. Idziemy do Horan'a. Śpiąca Królewna już wstała. - zaczął bez powitania brunet.
 - Cholera, Malik... wcześniej nie mogłeś zadzwonić? Dopiero się rozebrałem. - wymamrotał.
Zayn ściągną brwi.
 - Rozebrałeś się? Dla kogo?
 - Robimy striptiz z moim wyimaginowanym przyjacielem. - odparł.
 - Aha. To Eleanor nie ma nic przeciwko?
 - Nie, dopóki nie robię tego przy ludziach.
 - Mam nadzieję, że nie robisz. Ubieraj się i przyłaź. 5 minut. - powiedział i rozłączył się po czym wsuwając telefon z powrotem do kieszeni swoich kremowych spodni.
Następnie wstał i udał się w stronę wyjścia.
 - Czekam na dole! - oznajmił siostrze głośniejszym tonem żeby go usłyszała za drzwiami garderoby, a potem zszedł na dół.
***
 - Em, spokojnie! To tylko piłka. Nie musisz się nad nią tak znęcać. - powiedziała niska, brązowowłosa dziewczyna stojąca po przeciwnej stronie kortu odbiwszy wcześniej okrągły, jaskrawożółty obiekt.
Ubrana w krótkie dresowe spodenki, białą bokserkę i niebieskie Air Max'y Smirnoff zignorowała towarzyszkę i zamachnęła się jak najbardziej mogła po czym posłała piłeczkę z impetem gdzieś daleko za ogrodzenie.
 - Zawsze uważałam, że powinnaś zacząć medytować. - oznajmiła patrząc na Emily, która właśnie rzuciła rakietę gdzieś na bok i sięgnęła do swojej torby po czym wyciągnęła z niej czarny bidon i wzięła kilka dużych łyków wody - Masz w sobie za dużo energii. - kontynuowała dziewczyna - Powinnaś się wyładowywać w jakiś inny sposób. Tutaj jeszcze kogoś zabijesz.
Em zmierzyła ją obojętnym wzrokiem odkładając butelkę na miejsce.
 - Co sugerujesz? - zapytała.
 - Nie wiem. Może zapisz się na jakieś uliczne walki czy coś. - powiedziała żartobliwie podchodząc do towarzyszki.
 - Ronnie...Tam też mogę kogoś zabić. Więc co za różnica?
Brązowowłosa parsknęła śmiechem.
 - Co cię tak złości?
Głupie, rude laski. odpowiedziała w myślach.
 - Chłopak? - dopytywała się.
Smirnoff ściągnęła brwi.
 - Nie mam chłopaka. - odparła.
 - Rodzice?
 - Oni denerwują mnie cały czas.
Em nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać o tym z koleżanką od tenisa. Wiedziała, że Ronnie nie jest ciekawska i wścibska tylko po prostu chciała jej jakoś pomóc. Ale ona nie chciała żadnej pomocy. Sama musiała wszystko uporządkować. Sama zrobiła bałagan w swoim umyśle, więc sama musi go posprzątać.
 - Złość piękności szkodzi. - powiedziała z zadziornym uśmieszkiem.
Brązowowłosa dziewczyna była lesbijką. Emily oczywiście o tym wiedziała. Ale nic do niej nie miała. Nie było w tym nic złego. Zdawała sobie też sprawę, że podoba się jej. Na szczęście Smirnoff dużo wcześniej uprzedziła ją że raczej woli chłopaków.
 - Znasz mój charakter. Gdyby tak było to już dawno wyglądałabym jak jakieś widmo. - odparła z półuśmiechem.
Ronnie westchnęła głośno zrezygnowana.
 - Ale dzięki. I mam prośbę... Mogłabyś po drodze podrzucić mi torbę do domu? Chciałabym jeszcze trochę pobiegać... - powiedziała wyciągając swojego czerwonego iPod'a i wsadzając słuchawki do uszu.
 - Jasne.
 - Dzięki. Do zobaczenia. - Em uśmiechnęła się i ruszyła biegiem w stronę wyjścia z kortu i całego kompleksu boisk znajdujących się dookoła.
 Biegła przed siebie, a w jej głowie rozbrzmiewała głośna muzyka z małego urządzenia przyczepionego do jej spodenek. Tego było jej trzeba. Teraz mogła się rozluźnić i trochę porozmyślać. Pierwsze co, a raczej kto, przyszedł jej na myśl to Harry. Przypomniała sobie jego słodki uśmiech, dołeczki i ten zachrypnięty głos. Wtedy kąciki jej ust uniosły się ku górze. Skup się. nakazała sobie. Masz być dla niego taka jak zawsze. Nie unikaj go. Porozmawiaj z nim i dowiedz się więcej. I nie możesz być zazdrosna o swojego przyjaciela. Nie możesz złościć się na niego za jeden głupi uśmiech w stronę Rebecci. Przecież on ci nic nie zrobił. Przestań zachowywać się jak suka. To przecież Harry. Ten słodki chłopak w loczkach, dla którego starasz się być wredna w przyjacielski sposób. Z resztą jak dla każdego ze swoich przyjaciół płci męskiej. Emily biegnąc dalej zamknęła oczy by wypuścić głośno powietrze z płuc. Wtedy poczuła jak wpada na coś dużego. Kiedy się zachwiała, przed upadkiem powstrzymały ją czyjeś dłonie łapiące ją za ramiona. Otrząsnęła się szybko i spojrzała na osobę stojącą przed nią. Był to wysoki chłopak o ciemnych blond włosach, siwych oczach i pięknym uśmiechu.
 - Wszystko w porządku? - zapytał patrząc w jej prawie, że czarne tęczówki dalej trzymając dłonie na jej nagiej i rozgrzanej skórze.
Smirnoff ściągnęła niezadowolona brwi i odsunęła jego ręce ze swoich ramion wyciągając słuchawki z uszu.
 - Dlaczego stoisz na środku chodnika?! - warknęła.
Chłopak tylko zachichotał.
 - Zamykałem auto. - tu spojrzał na srebrne BMW - Kiedy się odwróciłem poczułem, że ktoś na mnie wpada. - wyjaśnił - Można powiedzieć, że wina leży po obu stronach. - mówił nadal z uśmiechem na twarzy.
 - Nieważne. - powiedziała obojętnie i chciała go wyminąć, ale ten zagrodził jej drogę.
 - Jak ci na imię? - zapytał.
 - A co cię to obchodzi? - syknęła.
Ten jego uśmieszek i spokój zaczynał ją drażnić.
 - Wpadła na mnie ładna dziewczyna. Chciałbym wiedzieć jak ma nazywa.
 - Podrywasz każdą ładną dziewczynę, na którą wpadasz? - spytała z drwiną w głosie.
 - Chcę zaznaczyć, że technicznie rzecz biorąc to ty wpadłaś na mnie. - odparł szczerząc się.
Emily wywróciła oczami.
 - Więc?
 - Nie twój interes.
 - To tylko imię. Co ci zaszkodzi zdradzić mi je? Numeru i tak pewnie mi nie dasz i już się więcej nie spotkamy. Chcę tylko wiedzieć jak się nazywasz.
Smirnoff mierzyła go groźnie wzrokiem przez chwilę w milczeniu.
 - Emily. - powiedziała niechętnie.
 - Ryan.
 - A więc Ryan, mam nadzieję, że już więcej się nie spotkamy. - skwitowała po czym wyminęła go i biegła dalej wcześniej wsadziwszy słuchawki do uszu.
Czuła jak odprowadza ją wzrokiem. I mimo tego, że na niego nie patrzała wiedziała, że się uśmiecha.
 Droga z kortu do domu Emily zazwyczaj zajmuje około 25 minut szybkim krokiem. Biegnąc oczywiście skraca się ten czas. Smirnoff przebyła już 3/5 odcinka. Czuła swoje rozgrzane mięśnie, ale nie zmęczyła się zbytnio. Mogła tak biec przez kilka kilometrów. Jeszcze kiedy jej mama miała dla niej czas, to ona była jej towarzyszką. Teraz kiedy Tanya poświęciła się prawie całkowicie pracy, nie spędza już czasu ze swoją córką. A tata? Tata również zachowuje się jakby miał ją gdzieś i siedzi całe dnie w biurze kierując swoimi warsztatami samochodowymi w całej Anglii. Nie było już tak jak kiedyś. Em dobrze zdawała sobie z tego sprawę. I nie sądziła, że cała ta sytuacja się zmieni. Smirnoff właśnie mijała mały parking. Jej uwagę przykuło auto, które pozna wszędzie. Miało ono na przednim zderzaku zarysowanie, które zrobił Harry kiedy opuszczali kiedyś festiwal, na którym byli trzy dni. Na lusterku umocowanym do przedniej szyby wisiała mała zielona koniczynka, którą zawiesił tam Niall. Dziewczyna odruchowo się rozejrzała w poszukiwaniu przyjaciela. Nigdzie go nie dostrzegła dopóki nie wyszedł z kawiarni 15 metrów przed nią. Ubrany był inaczej niż w szkole. Miał na sobie luźną, białą koszulkę z podwiniętymi rękawami oraz szerokie spodenki sięgające za kolana. No i oczywiście białe conversy, w których kochał chodzić. W prawej ręce trzymał butelkę z wodą, a w lewej kluczyki od auta. Kiedy opuścił lokal spojrzał raz w lewo, a raz w prawo jakby przechodził przez jezdnię. Wtedy napotkał jej wzrok. Nagle jakby na jego twarzy pojawił się smutek, ale momentalnie zniknął kiedy Em uśmiechnęła się szeroko do niego. Po tym on również się wyszczerzył. Dziewczyna zatrzymała się przed nim i wyciągnęła słuchawki z uszu.
 - Hej. - zaczęła i zabrała mu butelkę z wodą po czym odróżniła ją kilkoma łykami.
 - Jak poszedł trening? - zapytał wcześniej uśmiechając się na widok spragnionej Smirnoff.
 - Dobrze. Wygrałam dwa razy. - powiedziała i wrzuciła pusty plastik do śmietnika obok.
Nie chciała wspominać, że każdą odbitą piłkę wyobrażała sobie jako głowę Rebecci. Harry zaś zdziwiony był jej nagłą zmianą nastroju. W szkole w ogóle się do niego nie odzywała, a jak już to były to jakieś cięte słowa. Teraz uśmiechała się do niego promiennie. Nie wiedział o co chodzi, ale cieszył się, że tamto już się skończyło.
 - A jak twoja randka? - musiała spytać.
 - Jaka randka? - zmarszczył czoło.
 - Miałeś się z kimś spotkać. - przypomniała mu z uśmiechem - Powiesz mi jak się nazywa?
 - To nikt ważny. - odparł - Pogadaliśmy tylko i tyle.
 - Widzę, że ograniczyłeś się do rozmów. - wyszczerzyła się do niego - Dobra... nie chcesz to nie mów.
 - Kolejna dziewczyna... Powiedziałbym ci gdybym brał to na poważnie.
 - Ok.
 - Już nie jesteś zła? - zmienił nagle temat.
Emily nagle spoważniała.
 - Zła? - ściągnęła brwi.
 - Unikałaś mnie w szkole, nie odzywałaś się. Chodzi o tę rozmowę przy basenie? Jak tak to...
 - Nie. - przerwała mu - To nie miało z tym nic wspólnego. Przepraszam.
To ostatnie słowo rzadko słyszy się z ust tej ciemnookiej dziewczyny.
 - Miałam zły dzień.
 - Jeśli to przeze mnie to przepraszam. Powiedz jeśli coś... - wyglądał na przejętego.
 - Harry... Nie jestem na ciebie zła. - posłała mu uśmiech.
Kiedy to zrobiła on również się uśmiechnął.
 Tak bardzo chciała się zapytać dlaczego wtedy się do niej uśmiechnął, ale co chwila się powstrzymywała. Nie teraz.
 - To dobrze. Bo ciężko bym to zniósł.
Wiedziała, że był jej przyjacielem, ale te ostatnie słowa zabrzmiały... inaczej. Wmawiasz sobie. Przestań.
 - Zabierzesz się ze mną? - zapytał kiedy nic nie powiedziała.
 - Nie. Pobiegnę. - kąciki jej ust powędrowały lekko ku górze.
 - Ok. - powiedział po czym ją przytulił. Mocno przytulił.
 - Harry... grałam, biegałam... cała się lepię i śmierdzę.
Ale on nie wypuścił ją ze swoich objęć.
 - Wcale nie. Ładnie pachniesz. Jak zawsze. - nadal ją trzymał.
Był wyższy od niej, więc jej głowa znajdowała się pod jego. On również ładnie pachniał. Wiedziała, że musi odwzajemnić jego przytulenie bo inaczej jej nie puści. Objęła go więc mocno w talii. Czuła jego wyrzeźbiony brzuch przylegający do niej. Zazwyczaj nie lubiła przytulania, ale te od przyjaciół jakoś znosiła. A ten od Harrego był przyjemny. Jego ciało w porównaniu do jej rozgrzanego było troszeczkę chłodne, ale nadal ciepłe. Kiedy zorientowali się, że stoją tak za długo, w dodatku na środku chodnika gdzie wszyscy się na nich gapią, odsunęli się od siebie.
 - Cieszę się, że nie jesteś na mnie zła. - powiedział z uśmiechem.
 - Spotkamy się u Horan'a. - dźgnęła go lekko palcem wskazującym w żebra z łobuzerskim uśmieszkiem po czym pobiegła dalej.
Tak jak wcześniej Ryan, tak teraz Harry odprowadzał ją wzrokiem.

***

 - Masz bo zaraz mnie zjesz. - powiedział Liam i oddał nadgryzioną kanapkę wiecznie głodnemu blondynowi, który wcześniej wpatrywał się w jego posiłek.
Chłopak z uśmiechem wziął ją i zaczął konsumować. Payne poczuł się trochę lepiej, więc postanowił odwiedzić dziś przyjaciela. Była też cała reszta oprócz Smirnoff, która pewnie właśnie wychodziła spod prysznica. Danielle siedząca na łóżku bawiła się kołnierzem koszuli swojego chłopaka, który leżał głową na jej kolanach i co chwila szeptała mu coś do ucha. Louis, Harry, Sam i Jo, znajdujący się na fotelach, również zajadali się smacznie przyrządzonymi przez panią Horan kanapkami. Zayn zaś usadowił się na podłodze i rysował coś mazakiem na ramieniu Eleanor, która siedziała obok niego.
 - Proszę cię... żeby to nie był penis. - powiedziała wiedząc, że chłopaki mają tendencję do bazgrania tego typu rzeczy. Wiedziała to też na przykładzie swojego chłopaka.
 - Spokojnie. - uśmiechnął się lewą dłonią trzymając jej rękę nad łokciem, a prawą robiąc ruchy pisakiem - Ten Lou z pewnością ci wystarczy.
El walnęła go pięścią w ramię zaciskając usta by ukryć swój uśmiech.
 - No ej! Ruszyłaś się i wyjechałem za linię.
 - Spadaj, Malik. - wycedziła.
 - Mogłabyś się nie ruszać? - zapytał dalej próbując skupić się na swojej pracy.
 - To opanuj swoje zboczone myśli. - odparła z półuśmiechem.
Wtedy podszedł do nich Harry przeżuwając ostatnie kęsy kanapki po czym otrzepał ręce z okruszków i usiadł po drugiej stronie Calder biorąc mazaka.
 - O nie... - El spojrzała na niego udając przerażenie.
Reszta się zaśmiała.
 - Cicho. Mam już wizję. - powiedział i zaczął coś kreślić coś na jej ramieniu.
 - Ale znaleźliście sobie brudnopis. - powiedział Niall.
 - Będziesz wyglądała jak kartka bożonarodzeniowa. - odezwała się Jo.
Zayn spojrzał na nią i się uśmiechnął po czym z powrotem wrócił do rysowania.
 - Zdaję sobie z tego sprawę. Ale skoro dobrze się bawią...
 - Jakaś ty kochana. - oznajmił Malik.
 - Jak przyjdziesz dzisiaj do mnie to też się dobrze zabawimy. - powiedział Louis z łobuzerskim uśmieszkiem.
Cały on. Nie wstydził się mówić do swojej dziewczyny o takich rzeczach przy swoich przyjaciołach. Calder wywróciła oczami.
 - Wy to tylko o jednym. - skwitowała Sam.
 - A wy co z Nialler'em robiliście w łóżku? - zapytał ruszając brwi góra-dół, góra-dół.
Nie mieli powodu, ale i blondynka i Horan się zarumienili.
 - Tylko spaliśmy. - odparła.
 - Uwierzę ci jak nie będziesz miała tych rumieńców za polikach. - odezwał się Harry.
 - Odczepcie się od mojej małej siostrzyczki. - powiedział Zayn nie spuszczając wzroku z ramienia Eleanor - Horanek wie, że jak coś jej zrobi to ma przesrane.
O mój boże... Niech to się skończy. błagała Sam w myślach zakrywając twarz dłońmi. Czuła się trochę niezręcznie. Niall chyba też sądząc po jego minie.
 - Możemy skończyć ten głupi temat? - zapytała blondynka.
 - Nie przejmuj się nimi. To ten ich wiek. - odezwała się Danielle.
Wtedy rozległ się cichy dźwięk dzwonka na dole. Pani Horan wyszła chwilę wcześniej, więc ktoś musiał zejść na dół i sprawdzić kto to.
 - Em? - zapytał Liam.
 - Nie. Już by dawno weszła do środka.
 - Harry. Idź otwórz. - poprosił Niall.
 - Zajęty jestem. - odparł dalej kreśląc coś na Eleanor.
 - No weź...
Westchnął niezadowolony po czym wstał i ruszył schodami na dół. Dzwonek dzwonił i dzwonił. Ludzie... cierpliwości trochę. Kiedy podszedł do drzwi i je otworzył stanął jak wryty. Zaskoczenia na jego twarzy nie można było ukryć.


_________________________
Jak zwykle się spóźniam :/ Nie fajnie.
Ten jest prawie tak samo długi jak poprzedni. Może nie tak interesujący, ale jest.
Ktoś na niego czekał? :D Dajcie znać co wam się najbardziej podobało.
Dziękuję wam za wszystkie komentarze i odwiedziny. <3
Dodawajcie do obserwowanych jeśli lubicie "to" czytać ;)
Man. 6 komentarzy = XXV rozdział.
B.

czwartek, 28 marca 2013

 Rozdział XXIII - "Nie zrobiłbym ci tego."

 Sen był przyjemny... podróż z najlepszymi przyjaciółmi po Europie, imprezy i tak dalej. Niestety skończył się w tym samym momencie kiedy Zayn poczuł coś dużego i mokrego na swojej twarzy. Wytarł niezdarnie ręką policzek po czym otworzył oczy. Pierwsze co udało mu się stwierdzić to, to że świeci słońce, które cholernie go razi... a drugie to, to że obok niego leży Rudy i się na niego gapi ziejąc mu w twarz.
 - Zabiję cię, psie. - wymamrotał i zakrył głowę poduszką - Masz z rana gorszy oddech niż Styles.
Borys wydał z siebie dźwięk podobny do skomlenia po czym zakrył jedną łapą swój pysk pokazując tym samym, że właściciel go uraził.
 - Która godzina? - uniósł lekko poduszkę i spojrzał na zegarek.
8:30.
 - Cholera. - powiedział i wyskoczył z łóżka jak poparzony, potem pobiegł do łazienki, ubrał się szybko i ogarnął. Następnie zbiegł na dół gdzie nikogo nie było.
Sam musiała wyjść wcześniej do szkoły, więc nie miał kto go obudzić. Na szczęście był Rudy. Zayn spojrzał na telefon. Miał 6 połączeń nieodebranych od siostry.  Kiedy miał schować komórkę z powrotem do kieszeni, ta zadzwoniła. To był Louis.
 - Gdzie jesteś? - zapytał.
 - W domu.
 - To dobrze... idziemy do ciebie.
Malik chciał coś powiedzieć, ale jego przyjaciel się rozłączył. Teraz musiał tylko znaleźć kluczyki do auta. Śniadanie sobie darował. Szukał w kuchni, salonie i ogólnie na całym parterze, ale nigdzie nie było, więc pobiegł na górę. I nic. Potem z powrotem na dół. Przeszukał kieszenie... tam też ich nie było. Chwilę później do domu weszła cała czwórka.
 - Gotowy? - zapytał Niall.
Widać było, że też niedawno wstał. Jego włosy były potargane i sterczały w każdą możliwą stronę.
 - Szukam kluczyków od auta. - wyjaśnił zaglądając pod stolik w salonie.
 - Może zostawiłeś je wczoraj u mnie. - Lou rozglądnął się dookoła.
 - Mamy 5 minut żeby dojechać do szkoły. - powiedział Liam.
 - Daruj sobie. Znajdziesz je po szkole. Teraz jedźmy moim. - odezwał się Loczek.
 - Ok. - Zayn wziął torbę i wyszli z domu.
Styles mieszkał po drugiej stronie ulicy, obok Jo, więc mieli blisko.
 W końcu wyjechali. Niestety, jak na złość, na każdych światłach trafiali na czerwone. Był nawet mały korek.
 - Korek?! Od kiedy są tu korki? Jest przecież 9:00 rano. - zauważył Niall siedzący z przodu obok Harrego.
 - Zajebiście. - skwitował Malik.
 - Mamy przerąbane. - Louis spojrzał na swój zegarek, który znajdował się na jego lewej ręce.
 - Możemy jeszcze pobiec. - powiedział Harry.
Wszyscy siedzący z tyłu spojrzeliby na niego jak na idiotę gdyby go widzieli.
 - Spoko... zostawmy auto na środku ulicy i biegnijmy. - Tomlinson odparł z sarkazmem.
W tym samym momencie zadzwonił telefon Liam'a. Chłopak spojrzał na wyświetlacz po czym odebrał. To była Dan.
 - Gdzie wy do cholery jesteście?!
 - Emm... jedziemy. To znaczy stoimy. - poprawił się szybko - W korku.
 - W korku?! - zdziwiła się.
 - Tak.
 - Dyrektorka się o was pytała. Jak nie chcecie mieć problemów to lepiej bądźcie tu za minutę.
 - To chyba nie możliwe, skarbie. Wymyśl coś. Jest tam Em? Niech ona coś wykombinuje. 
 - Nie ma. Poszła na lekcje. Lepiej się pośpieszcie. Pa. - powiedziała i rozłączyła się.
  20 minut później cała piątka siedziała w gabinecie pani dyrektor. Kobieta stała za swoim mahoniowym biurkiem z rękoma skrzyżowanymi na piersi i w ciszy przyglądała się chłopakom. Najgorsze było to, że z jej twarzy nie było można nic wyczytać. Jedynie to to, że się nad czymś zastanawiała. Zayn jak i reszta uciekali gdzieś wzrokiem tylko żeby nie napotkać jej spojrzenia.
 - Więc... - zaczęła przerywając ciszę, która była trochę niezręczna dla całej piątki - ... nawet nie pytam o powód waszego spóźnienia. Nie chcę słuchać kolejnych historyjek jak to wynosiliście psa z płonącego domu.
Hmm... tego jeszcze nie było. pomyśleli wszyscy.
 - Czy udział w przygotowaniach uznajecie za rodzaj kary? - zapytała opadając na swoje okręcane krzesło, które jako jedyne nie pasowało do wystroju wnętrza.
 - Tak. - odpowiedzieli chórkiem.
 - A czy któryś z was wie co ma na celu wyznaczanie kar?
Nagle wszyscy spojrzeli na Liam'a. Odpowiedział spojrzeniem typu "Co ja?!" po czym przeniósł wzrok na dyrektorkę.
 - Nauczenie kogoś żeby nie popełniał tego samego błędu? - to bardziej brzmiało jak pytanie na pytanie.
 - Widzę, że wy akurat nie nauczyliście się niczego. To znaczy, że kara, którą dostaliście nie była wystarczająca. A zwłaszcza dla pana Malik'a.
Niall przełknął nerwowo ślinę.
 - Muszę wymyślić dla was coś jeszcze. Tylko zanim to zrobię zadzwonię do waszych rodziców. To powinno pomóc.
Zayn położył łokieć na oparciu od krzesła i zakrył twarz dłonią.
 - To był ostatni raz. Tylko niech panie nie dzwoni do rodziców. Proszę. - powiedział błagalnym tonem Payne.
Kobieta się nie odezwała tylko spojrzała na Louis'a.
 - Panie Tomlinson... nie ma pan nic do powiedzenia? To pana zawsze wszędzie pełno. - nie czekając  na odpowiedź przeniosła wzrok na Malik'a - Pan Malik... jest pan mistrzem w spóźnianiu się i na czym cierpią też pana przyjaciele, którzy nigdzie się bez pana nie ruszą.
Ile razy można powtarzać słowo "pana" ? pomyślał Harry. Chłopaki byli trochę zdziwieni tym co powiedziała dyrektorka. Przecież Styles zasypiał więcej razy niż Zayn, a ten i reszta go budzili. W sumie wszyscy byli po równo winni. Tylko nikt z nich nie wiedział, że Malik zazwyczaj brał wszystko na siebie jak tylko miał okazję. Kogo on w ogóle z siebie robił?
 - Przemyślę tę sprawę z rodzicami, którzy i tak się pewnie dowiedzą, ale surowsza kara i tak was nie minie. Jak na razie to wszystko. Możecie iść na lekcje.
 Kiedy wyszli  gabinetu pani Todd pierwszy odezwał się Niall.
 - Mogło być gorzej. - stwierdził.
 - Mogło. - zgodził się Liam - Mamy angielski. - dodał zerkając na Zayn'a.
 - My matmę. - powiedział Lou opierając się o ramię Styles'a.
 - Powodzenia z tą wredną małpą. A ja mam fizykę. I nie mam zadania. - Horan się skrzywił.
 - Na szczęście masz Dan i El obok siebie. - pocieszył go Payne.
 - Dobra... spadamy. Zanim znów się przyczepi. - Malik klepnął przyjaciela w rękę i udali się na zajęcia.
Reszta również poszła na lekcje. Kiedy Tomlinson i Harry weszli do klasy, automatycznie wszystkie spojrzenia powędrowały ku ich dwójce. Mina pani Foster mówiła sama za siebie. To była tylko kwestia kilku sekund zanim zacznie ich opieprzać, ale chłopaki byli na to gotowi.
 - Witam panów. - zaczęła surowym tonem - Znów spóźnienie? Czy wy macie w sobie chodź trochę przyzwoitości?
 - Pani dyrektor nas zatrzymała. - wyjaśnił Louis.
Kobieta zastanawiała się jak może wyminąć jego uzasadnienie, ale jednak zrezygnowała.
 - Nie marnujcie mi mojej lekcji i siadajcie. - rozkazała i wróciła do pisania na tablicy.
Tak też zrobili. Zajęli pustą ławkę pod oknem. Obok niech siedziały Emily i Jo.
 - Brawo. - szepnęła do nich Smirnoff z sarkazmem.
 - Był korek. - powiedział cicho Harry.
 - Korek? - zdziwiła się tak samo jak Danielle - Nic lepszego nie mogliście wymyślić?
 - Na prawdę był korek. - potwierdził Lou - I jeszcze dyrektorka nas zgarnęła.
 - A reszta?
 - Ich też.
 - Normalka. - stwierdziła.
Pani Todd słysząc ich szepty odwróciła się od tablicy, spojrzała na nich i odchrząknęła. Cała trójka automatycznie zaczęła udawać, że coś notują.
 Na godzinnej przerwie cała dziewiątka udała się na trawnik przed szkołą i zasiadła przy jednym z drewnianych stolików. Jak zwykle brakowało tylko Harrego. Kiedy reszta była pogrążona w rozmowie, Niall spojrzał na swoją blond przyjaciółkę, która siedziała obok niego zamyślona, będąc kompletnie w innym świecie. Horan dobrze wiedział o co chodzi.
 - Hej... - zarzucił jej rękę na szyję - Przestań myśleć o tych zdjęciach. Na pewno spodobają się ludziom.
Dziewczyna przeniosła na niego wzrok.
 - Skąd wiesz?
Irlandczyk wywrócił oczami.
 - Bo wszystkim się podobają twoje zdjęcia. Z resztą gdyby Monroe uważał, że nie potrafisz ich robić to nigdy by ci tego nie zaproponował. Wyluzuj. - posłał jej swój słodki uśmiech.
 - No, ale tam będą znani fotografii... a jak się tylko ośmieszę?
Niall westchnął głośno dając jej do zrozumienia, że się z tym nie zgadza.
 - Przestań gadać bzdury. - nakazał po czym sięgnął po paczkę żelków leżących obok Louis'a, zjadł jednego i skierował je w stronę przyjaciółki - Żelka? - zapytał przeżuwając.
Sam uśmiechnęła się. Czasami nie można było się nie uśmiechać patrząc na tego farbowanego blond chłopaka.
 - Chcę zielonego. - powiedziała i zaczęła szperać w opakowaniu ze słodyczami w poszukiwaniu swojego ulubionego smaku.
Horan spojrzał na resztę towarzystwa chcą się dowiedzieć o czym dyskutują.
 - Wyobrażacie sobie pięciu wariatów biegających po scenie? - zapytał Zayn opierając się łokciami o stolik i patrząc raz na Danielle, a raz na Eleanor.
Emily parsknęła cicho śmiechem. Wszyscy na nią spojrzeli.
 - Tu się z tobą zgodzę. - oznajmiła.
 Najwyraźniej rozmawiali o balu, a dziewczyny próbowały ich namówić by coś zaśpiewali.
 - To będzie wolna piosenka. - odezwała się Jo - i będziecie siedzieć. Przywiążemy was jak będzie trzeba. - posłała im uśmiech.
 - Właśnie. - poparła ją Dan.
 - Styles idzie. - powiedział Louis patrząc gdzieś w stronę szkoły.
Wszyscy podążyli za jego wzrokiem. Kilkanaście metrów dalej, w ich kierunku zmierzał Harry. Widząc ich spojrzenia na sobie uśmiechnął się szeroko. Ręce miał wsadzone w kieszenie swoich czarnych jeansów, a na lewym ramieniu wisiał mu plecak.
 - Zgadnijcie co... - zaczął kiedy był już przy nich, ale nie dokończył, ponieważ zorientował się, że teraz w cale na niego nie patrzą tylko w jakiś punkt za nim.
Ściągnął brwi nie wiedząc o co się dzieje po czym odwrócił się by zobaczyć na co patrzą.
 - Nie wygląda na szczęśliwą. - wycedził Louis.
Miał na myśli blond dziewczynę, która szła szybkim krokiem w ich stronę. Na jej twarzy widać było gniew i sprawiała wrażenie jakby miała kogoś zaraz zabić. Styles przełknął ślinę. To była Holly. Jedna z tych, które myślały, że między nimi "coś" jest. Kiedy znalazła się przy nim, otwartą dłonią uderzyła go w policzek. Harry złapał się za to miejsce bardziej z zaskoczenia niż z bólu.
 - Ty dupku! - krzyknęła - Mówiłeś, że z nikim więcej się nie spotykasz! A jest ich chyba z dwadzieścia!
 - Ale...
 - Okłamałeś mnie! Z iloma tymi lafiryndami obściskiwałeś się po kątach?! No? Z iloma?! - nie dała mu dokończyć.
Wtedy obok nich pojawiła się druga dziewczyna. Wysoka brunetka z gniewem wyrysowanym na twarzy. Tak jak u blondynki. Ta nazywała się Tessa. Również uderzyła go na przywitanie, ale że w drugi policzek.
 - Ty parszywy gnoju! - również krzyczała.
Harry rozmasował obydwa, różowe od uderzenia, poliki.
 - Wierzyłam ci! Mówiłeś, że jestem jedyna i nie ma takiej drugiej!
Chłopaki, którzy siedzieli przy stoliku starali się ukrywać swój śmiech.
 - Chodź Tess... - odezwała się blondynka - On nie jest wart naszych nerwów. - i pociągnęła ją w stronę budynku szkoły.
To było trochę dziwne zważywszy na to, że obydwie dziewczyny nie przepadały za sobą. Styles odprowadził je wzrokiem.
 - Nie wiedziałem, że jest leworęczna. - powiedział bardziej sam do siebie.
W końcu chłopaki mogli się głośniej śmiać, a Harry usiadł na miejscu obok Emily.
 - Masz za swoje. - wycedziła patrząc na niego - Może nauczysz się, że dziewczyny nie lubią być "jedną z wielu".
 - A jak już to staraj się to lepiej ukrywać. - doradził Liam.
Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni.
 - A od kiedy ty udzielasz takich rad? - zapytała Dan.
Ten nic nie powiedział, tylko się do niej uśmiechnął.
 - Lepiej uważaj na korytarzach. - powiedział Zayn szczerząc się.
 - Nie znam ich wszystkich. - odparł Styles.
 - "Nie znam ich wszystkich" - zacytowała Sam - Jakie fajne określenie na "nie obściskiwałem się z nimi wszystkimi".
 - Kucharka wie? - zapytał Lou szeroko się uśmiechając.
 - Ha ha. - udawał śmiech - Nie.
 - Więc co chciałeś nam powiedzieć zanim... dostałeś po twarzy? - zapytał Nialler.
 - Że idziemy dzisiaj na imprezę. Lightwood nas zaprasza. - wyjaśnił.
 - W środku tygodnia? - zdziwiła się El.
 - Czy to kiedykolwiek nam przeszkadzało? - uśmiechnął się do niej.
 - Masz rację. - odwzajemniła uśmiech.
 - O której? - zapytał Liam.
 - O 19:00 się zaczyna.
 - Bierz ze sobą Matt'a. - powiedziała Em do Jo siedzącej na przeciwko niej.
 - Zapytam go.
 Zayn nigdy nie miał nic przeciwko Parker'owi. Zawsze go lubił i uważał za "spoko gościa", ale teraz coś w jego głowie mówił mu, że nie chce go na tej imprezie. W głębi miał nadzieję, że nie będzie mógł przyjść. Ale dlaczego? Co z nim nie tak?
 - Chwila, chwila... - Smirnoff zwróciła się do chłopaków - Możecie iść pod jednym warunkiem...
 - Jakim? - Lou podniósł pytająco brwi.
 - Nie będziecie dużo pili i wcześniej wrócimy żebyście znów się nie spóźnili na lekcje na drugi dzień. - wyjaśniła.
 - Jak ty o nas dbasz. - Tomlinson uśmiechnął się szeroko i zarzucił jej rękę na szyję.
 - Więc jak?
Chłopaki wymienili się spojrzeniami.
 - Ok. - po czym zgodzili się.
 Kiedy przerwa dobiegła końca wszyscy udali się na lekcje. Zayn, Harry, Jo i Em poszli na technikę (połączoną z przedmiotem zwanym 'grafcom')... Niall, Sam, Dan i El poszli na matematykę, Lou na w-f, a Liam na fizykę.
 Około 5 godzin później wszyscy zebrali się w domu Malik'ów gotowi do wyjścia. Nie było jeszcze tylko Smirnoff. Ale był Matt. Siedział obok Sanders i trzymali się za ręce. Chłopaki jak zwykle ubrani byli w jeansy i t-shirty z różnymi nadrukami. Za to każda z dziewczyn miała sukienkę, szpilki i wieczorny makijaż. Dan i El ubrały taką samą. Nie przeszkadzało im to. Wręcz przeciwnie, lubiły od czasu do czasu ubrać się tak samo.  Jedyne co je różniło to to, że Peazer miała na sobie jeszcze cienką kurtkę khaki, a jej włosy były wyprostowane, a Calder falowane. Wyglądały jak siostry. Obydwie zajmowały miejsce przy swoich chłopakach. Jo zaś spięła swoje włosy wysoko w koku. Nie miał on wyglądać idealnie tylko jak spięty na szybko przez co w kilku miejscach wychodziły jej i opadały kosmyki. Miała na sobie biało-czarną "sukienkę", a do tego marynarkę tego samego koloru co kurtka Dan. 
Kiedy cała ósemka siedziała w salonie i rozmawiała, Zayn poszedł na górę po portfel, który zostawił u siebie w pokoju. Drzwi do garderoby były rozsunięte. Przechodząc przez pomieszczenie i kierując się w stronę stolika nocnego przy łóżku zobaczył kątem oka swoją siostrę stojącą przy lustrze. Miała ona na sobie coś czarnego. Coś czarnego czyli sukienkę, którą kupiła ukrywając ten fakt przed bratem. Kiedy się zorientował co ma na sobie, cofnął się o krok i spojrzał na siostrę. Schował portfel do kieszeni po czym podszedł do garderoby i oparł się o framugę przyglądając się Sam. Dziewczyna nie miała pojęcia o jego obecności. Kosmyki, które zawsze opadały jej na twarz, miała teraz spięte do tyłu przy czym tworzyły jakby złotą aureolę wokół jej głowy.
 - Nie wiedziałem, że ją kupiłaś. - odezwał się.
Blondynka aż podskoczyła przestraszona po czym spojrzała na bruneta.
 - Chcesz żebym zawału dostała?!
Malik tylko się uśmiechnął.
 - Tak, kupiłam ją. Ale nie martw się... i tak jej nie założę. - powiedziała i zaczęła odpinać zamek.
 - To dobrze. - pokazał swoje białe zęby w szerszym uśmiechu - Streszczaj się, mała. Czekamy tylko na ciebie i Em.
 - Już idę. Tylko się przebiorę.
Zayn odwrócił się na pięcie i wrócił do towarzystwa zostawiając siostrę samą.
 W tym samym czasie, na dole, Hazz wyciągał z lodówki pepsi w puszce, których jest tu zawsze pełno. Otworzył ją i wziął kilka dużych łyków tym samym opróżniając całą puszkę. Potem wyrzucił ją do specjalnego pojemnika. Chcąc już udać się do reszty towarzystwa zobaczył psa siedzącego przy drzwiach. Postanowił, że z nim pogada. Podszedł do zwierzęcia i przy nim kucnął.
 - Siemasz stary. - zaczął wyciągając ku niemu rękę.
Borys przekręcił głowę na bok i podał mu łapę.
 - Znowu zostajesz sam. Przydałaby ci się tu jakaś laska. Wybacz, ale nie znam ich dużo z twojego gatunku. Nie mogę ci pomóc. - powiedział.
 - Styles... jeszcze nic nie wypiłeś, a już gadasz do psa? - krzyknął Louis.
 - I jeszcze laskę chce mu sprawić. - zaśmiał się Niall.
 - Nie słuchaj tych idiotów. - Harry z uśmiechem zignorował przyjaciół i kontynuował  rozmowę - Ty też musisz z kimś pogadać, prawda?
Pies wydał z siebie odgłos podobny do skomlenia i zaczepił go łapą. W tym samym momencie otworzyły się drzwi do domu i do środka weszła Smirnoff. Styles wstał gapiąc się na nią. Pięknie wygląda. pomyślał. 
Emily miała na sobie czarną, luźną spódniczkę podkreślającą jej szczupłe i zgrabne nogi, jeansowy topik, który odkrywał jej płaski brzuch... wysokie, ciemne buty w kwiatki a do tego czarną kopertówkę i kilka dodatków takich jak bransoletki. Makijaż również miała ciemny, a włosy jej układały się w loki sięgające do połowy szyi. W lewej ręce trzymała swoja skórzaną kurtkę i "torebkę".
 Harry nie raz widział ją ubraną podobnie, ale i tak nie mógł przestać się w nią wpatrywać.
 - Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. - zaczęła.
Loczek ogarnął się szybko po czym uśmiechnął się szeroko.
 - Ładnie wyglądasz. - powiedział od razu.
 - Dzięki. - odwzajemniła uśmiech po czym ruszyła w stronę reszty towarzystwa, a mijając przyjaciela zmierzwiła mu jego loczki - Hej. - przywitała się ze wszystkimi - Idziemy? - zapytała.
 - Czekamy jeszcze na Sam. - powiedziała Dan.
 - Super wyglądasz. - odezwał się Zayn łapiąc ją za koniec spódniczki.
 - Dzięki. - odparła po czym pacnęła go w rękę.
Ten się uśmiechnął. Harry, który stał obok niej nadal się na nią patrzył. W tym samym momencie na dół zeszła blondynka.
 - Wybaczcie, że tak długo. Idziemy? - zapytała.
 Miała ona na sobie biało-czarną "sukienkę" z cienkim paskiem, czarną skórzaną kurtkę oraz czarne wysokie botki na platformie, a na jej szyi wisiał złoty naszyjnik. Tak jak Harry w Em, tak Niall wpatrywał się w Sam jak w obrazek.
 - Wow. - powiedział podchodząc do niej kiedy wszyscy się już zbierali.
 - Podoba ci się? - odwzajemniła jego uśmiech.
 - Jak zawsze.
 Kiedy już opuścili dom, Zayn zamknął drzwi na klucz i dogonił przyjaciół. Kiedy Jo była z Matt'em, Malik starał się unikać jej spojrzenia. Dlaczego? Może nie chciał patrzeć na ich dwójkę razem. To było głupie, ale nie potrafił inaczej. Doczepił się więc do Louis'a i El, którzy szli na przodzie trzymając się za rękę.
 Nie jechali samochodami, ponieważ nikt z nich nie mógłby później nimi wracać, więc postanowili się przejść. Nie mieli daleko do domu Lightwood'a. Jakieś 10 minut drogi.
 W końcu doszli na miejsce. Już z ulicy słychać było głośną muzykę. Dom był duży, a prowadziła do niego prosta ścieżka ułożona z jasnych kamiennych płyt wiodąca przez trawnik. Drzwi otworzył organizator imprezy. Przywitał ich z szerokim uśmiechem i zaprosił do środka. Mimo pokaźnych rozmiarów posiadłości, żeby przedostać się do następnego pomieszczenia trzeba było się przecisnąć przez tłum ludzi tańczących, skaczących, rozmawiających, pijących alkohol albo całujących się po kątach. Muzyka dudniła w uszach, a powietrze było gęste. Nowo przybyli udali się do największego pomieszczenia w budynku gdzie zrobiło się trochę luźniej. Wtedy Sam zorientowała się kto był DJ'em - Aaron. No tak. Stał za konsolą z słuchawkami na uszach i ruszał się w rytm muzyki. Był niezły. To musiała przyznać. W pewnym momencie ich spojrzenia się spotkały. Chłopak uśmiechnął się i pomachał jej. Odmachała również się uśmiechając. Niall od razu to zauważył.
 - Leci na ciebie? - zapytał ciekawy prosto z mostu pojawiając się u jej boku kiedy reszta towarzystwa się gdzieś rozeszła.
Blondynka spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami.
 - Tylko mi pomachał. - odparła i nie wiedząc dlaczego zarumieniła się.
 - Leci na ciebie. - stwierdził stanowczo - Zrobisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze swoim blond przyjacielem? - zmienił temat.
Sam uśmiechnęła się szeroko, złapała go za rękę i pociągnęła bardziej na środek sali gdzie mieli więcej miejsca na tańczenie. Louis i Eleanor już tam byli. Calder tańczyła ocierając się tyłem o swojego chłopaka, który trzymał ręce na jej biodrach. Z pewnością się mu to podobało o czym świadczył uśmieszek na jego twarzy. Potem pojawili się Danielle z Liam'em oraz Jo i Matt. Peazer tańczyła świetnie. Jak zawsze. Nic dziwnego... robi to od dziecka.
 W tym samym czasie Zayn sprawił trzy butelki z piwem i dał jedną Em, drugą Styles'owi, a trzecią zatrzymał dla siebie. Cała trójka stała oparta o długi stół. Smirnoff kilkoma dużymi łykami opróżniła butelkę po czym ją odstawiła. Chłopaki spojrzeli na nią zaskoczeni.
 - Czy to ta, która mówiła dzisiaj żeby dużo nie pić? - zapytał Harry Malik'a.
Dziewczyna uśmiechnęła się łobuzersko po czym odwróciła się tanecznym ruchem twarzą w ich stronę. Czując, że robi jej się gorąco ściągnęła kurtkę i odłożyła ją gdzieś na bok. Akurat Aaron puścił kawałek Swizz Beatz'a - Money in The Bank. A raczej jego mały remix. Smirnoff wyciągnęła ręce w ich stronę nadal ruszając się w rytm muzyki. Kiedy złapali jej dłonie pociągnęła ich za sobą w miejsce gdzie większość osób tańczyła. Chyba była jedyną, która miała dwóch partnerów... ale jej się to podobało. Ruszała się między nimi, raz ocierając się o jednego, a raz o drugiego i robiąc inne kocie ruchy. Zayn i Harry również nie próżnowali.
 Po jakiś 40 minutach w wielkim ogrodzie zebrało się sporo ludzi, a to dlatego, że ktoś wymyślił pewną zabawę. Osoby, które były w miarę trzeźwi musiały wypić na raz trzy piwa i przejechać rowerem brzegiem basenu. Kto nie był w stanie prowadzić go prosto przegrywał albo wpadając do wody albo lądując na płytkach.
 - Tu mamy jednego. - powiedział Lou wypychając Liam'a na środek.
Od razu jakaś dziewczyna wręczyła mu butelkę z piwem do ręki. Payne spojrzał na swoją dziewczynę jakby szukał ratunku, ale ona tylko szeroko się uśmiechnęła.
 - Parker też idzie. - teraz Emily wypchnęła na środek Matt'a.
Większość zgromadzonych go znała bo w większości były to osoby ze szkoły.
 - Jakiś konkretny plan? - zapytał z uśmiechem Payne'a.
 - Tak, nie wpaść do basenu. - odparł.
W tym samym czasie dołączył do nich kolejny uczestnik... a był nim Niall.
 Ogólnie skończyło się na pięciu osobach w miarę trzeźwych. Każdy dostał po piwie i na trzy wszyscy zaczęli pić. Kiedy skończyli, wręczono rower Liam'owi jako pierwszemu. Zakręciło mu się w głowie, ale trzymał się stabilnie na rowerze. Na razie... Kiedy usłyszał słowo START, ruszył. Szło mu nawet dobrze, ale na końcu ziemia ruszyła mu się pod nogami i wpadł do basenu. Wszyscy zgromadzeni zaczęli krzyczeć i się śmiać. Kiedy Liam wychodził z basenu ktoś podał mu rękę i pomógł. Wręczył również ręcznik. Idąc w stronę swojej dziewczyny oraz przyjaciół i wycierając mokre włosy, po drodze przybił kilka "piątek". Danielle pocałowała go kiedy do niej podszedł.
 - I tak było nieźle. - pocieszyła go przyciągając do siebie.
Payne jednym szybkim ruchem zdjął z siebie przemoczoną, białą koszulkę odsłaniając swój wyrzeźbiony brzuch.
 - W pokoju będzie wam wygodniej niż tutaj. - powiedział Zayn z łobuzerskim uśmiechem.
 - Spadaj. - dziewczyna uderzyła go lekko pięścią w ramię również się uśmiechając.
 Teraz jechał Matt. I udało mu się. Przejechał cały odcinek, czyli całą długość basenu. Wszyscy zaczęli "wiwatować".
 - Nasz mistrzu! - krzyknął organizator podnosząc rękę Parker'a do góry jakby w geście zwycięstwa. Ale zostały jeszcze trzy osoby.
 Przyszła kolej jakiegoś chłopaka, a potem Nialler'a. Biedny skończył w basenie już na początku. Chyba alkohol najszybciej dotarł do jego krwi. Nawet kiedy wyszedł z wody... chwiał się. Tomlinson podszedł do niego i pomógł mu iść.
Całą zabawę wygrał Matt przez co w nagrodę wylądował w basenie, a potem wszyscy zaczęli do niego wskakiwać, albo wrzucać się na wzajem. Zayn'a odciągnęła na bok jakaś dziewczyna i urządzili sobie pogawędkę, Liam i Louis zaciągnęli swoje dziewczyny do wody. Niall Sam również. Harry zaś namierzył Smirnoff stojącą pod jedną z kolumn i ruszył w jej stronę. Kiedy zorientowała się co chce zrobić zaczęła uciekać. Może udałoby się jej to gdyby nie wypiła tyle co wypiła. Potknęła się, ale przed upadkiem ochroniły ją silne ramiona Styles'a, które owinęły się wokół jej pasa. Pisnęła kiedy to zrobił. Może nie upadła, ale zaraz miała wylądować w basenie.
 - Hazz... proszę! - krzyknęła kiedy ją niósł - Zrobię wszystko co chcesz tylko mnie nie wrzucaj! Nie dziś. - błagała trzymając się rękoma zaplecionymi na jego karku
Loczek zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na nią. Ich twarze dzieliły centymetry.
 - Wszystko? - powtórzył pytająco.
O nie. W co ja się wpakowałam. pomyślała Ale co tam...
 - Tak.
 - Okej. - powiedział po chwili dalej się w nią wpatrując po czym postawił ją delikatnie na ziemi.
 - Więc czego dusza pragnie? - zapytała poprawiając sukienkę i lekko się chwiejąc.
Harry uśmiechnął się szeroko.
 - Tylko nie mów, że seksu... Ale w sumie, co mi tam. - w jej głosie słychać było obojętność.
Styles nie krył zdziwienia słysząc jej słowa. Ale w cale nie miał tego na myśli.
 - Zrobiłabyś to? - zapytał zaskoczony.
 - Jestem pijana. Pewnie tak.
Obydwoje stali tak w ogóle nie zwracając uwagi na bawiących się dookoła ludzi.
 - Nie zrobiłbym ci tego. - odparł - Nie przespałbym się z tobą kiedy jesteś pod wpływem alkoholu.
 - A jak byłabym trzeźwa? - zapytała z łobuzerskim uśmiechem.
Wtedy zakręciło jej się w głowie i straciła równowagę. Na szczęście Harry złapał ją za ramiona nie dając jej upaść. Ale nadal patrzał jej w oczy. Co miał odpowiedzieć? Cholera...
 - Wtedy ty byś tego nie chciała. - odparował.
Emily wzruszyła ramionami. Sytuacja się odwróciła. Teraz to ona była pijana i teraz to on musiał ją pilnować. Tak jak ona zawsze opiekowała się nim.
 - Chodź do środka. - powiedział.
Chciała już coś dodać, ale ktoś złapał ich mocno i popchnął w stronę basenu. Wylądowanie w nim było nieuniknione. Kiedy się wynurzyli spojrzeli na sprawcę. Okazało się, że było ich dwóch. Niall i Liam. Byli pijani i głośno się śmiali.
 - Żałuję, że nie mam kamery. - wymamrotała Smirnoff po czym zanurzyła się pod wodę.
 Kiedy emocje przy dużym zbiorniku powoli opadały, woda okazała się skutecznym "odtrzeźwiaczem". Większość z powrotem wróciła na "parkiet". Zayn wszedł na podest gdzie stacjonował Aaron.
 - Siemasz. - zaczął patrząc na konsolę - Niezły sprzęt.
 - Chcesz pokręcić? - zapytał chłopak z uśmiechem.
 - Jasne.
Grayman dał Malikowi się trochę pobawić. Wygłupiali się, skakali i co chwila gadali "DJ Malik, DJ Malik!" albo miksowali jakieś kawałki. Potem Zayn zawołał chłopaków i razem rapowali Prince of Bel Air. Imprezowiczom się spodobało. Kiedy napotkał spojrzenie Jo uśmiechnął się do niej. Ona zaś odwzajemniła uśmiech. W tym samym czasie Aaron zapuścił I Got a Feeling - Black Eyed Peas. Mulat zobaczył, że jego kumpel patrzy się na jego siostrę, która tańczy i skacze w rytm muzyki z dziewczynami.
 - Nie masz szans, kolego. - powiedział.
 - Dlaczego?
 - Bo to Sam, a Sam ma Niall'a. Niall ma ją. Obydwoje się kochają, ale nie potrafią sobie tego powiedzieć. To skomplikowane, stary. Też chciałbym to zrozumieć.
Nagle na podest między nimi wparował Louis z szerokim uśmiechem na twarzy. Zarzucił im ręce na szyje i zapytał:
 - Jak tam nasi DJ'e?
 - Malik chyba przejmie mój stołek. - zażartował Aaron.
 - Spoko, nie wygryzę cię. - odparł szczerząc się.
 - Pozwól, że zabiorę naszego przystojnego kolegę. - oznajmił Tomlinson i zeszli z Zayn'em ze stanowiska DJ'a - Dan zabrała pijanego Liasia do domu. - powiedział kiedy przedzierali się przez tłum ludzi.
 - Tak szybko? - zdziwił się.
 - Wiesz jak alkohol wpływa na Payne'a. Robi się jakiś dziki i nieokiełznany. I cały czas się z czegoś cieszy.
Brunet zaczął się śmiać, ale nagle spoważniał patrząc gdzieś dalej. Louis podążył za jego spojrzeniem. To była Rebecca. Stała pod ścianą i gadała z jakimś gościem. Śmiała się i piła piwo.
 - Spokojnie. Najwyżej Smirnoff wyrwie jej kilka włosów. - powiedział z uśmiechem Louis.
 - Wątpię żeby poprzestała na włosach. - odparł - Gdzie ona jest w ogóle? - zaczął się rozglądać.
 - Tańczy z dziewczynami. Wyluzuj.
 - A Styles i Horan?
 - Latają gdzieś.
Sekundę później do Mulata podeszła dziewczyna w brązowych włosach i oczach. Była trochę niższa od niego, więc musiała stanąć na palcach i oprzeć się o jego tors by dosięgnąć do jego ucha i coś wyszeptać. Zayn zrobił wielkie oczy kiedy usłyszał co mu powiedziała. Ta zgryzła wargę czekając na odpowiedź.
 - Może kiedy indziej, skarbie. - wymusił uśmiech.
Zawiedziona dziewczyna odeszła.
 - Takiej propozycji jeszcze nie słyszałem. - wycedził do przyjaciela nadal zaskoczony.
 - Lepiej nie pytam. - wyszczerzył się.
 - Muszę się czegoś napić. - stwierdził po chwili Malik.
 - Na zewnątrz rozdają coś mocnego.
 - Mówiłem o czymś po czym będę mógł wrócić do domu o własnych nogach.
Chwilę później podeszła do nich Joan z czerwonym drinkiem w ręce. Uśmiechała się szeroko i można było zauważyć, że alkohol zaczął już działać, ale nie tak bardzo jak w przypadku Em.
 - Hej. Widzieliście Eleanor? - zapytała.
 - Tańczy gdzieś z dziewczynami. - powiedział Tomlinson.
 - Zgubiłam je kilka minut temu, a El...
Nie dokończyła bo ktoś popchnął ją i wylądowała na Zayn'ie. Zawartość drinka również. Biała koszulka Malik'a była teraz czerwona i mokra, tak samo jak sukienka Sanders. Louis odsunął się w porę. Bluzka, która miał na sobie była sucha i nie była jego co świadczyło, że po wyjściu z basenu zabrał ją komuś.
 - Kurwa. - zaklnęła Jo pod nosem - Przepraszam. - i rozglądnęła się dookoła w poszukiwaniu czegoś co nadaje się do wytarcia.
Zayn pierwszy raz usłyszał żeby przeklinała i uśmiechnął się automatycznie. Louis również. Malik nie wiedział czy przeprasza za to czy za wylany drink.
 - Cholera. Nie chciałam... sorki.
 - Nic się nie stało. - powiedział.
 - Gdzie jest łazienka? - Sanders spojrzała na Tomlinson'a.
 - Nie radzę iść do tych na dole, więc zostają wam jeszcze dwie na górze. Po schodach i na końcu korytarza.
 - Ok, dzięki. Chodź. - złapała Zayn'a za rękę i pociągnęła w stronę holu gdzie znajdowały się schody.
 - Tylko grzecznie tam! - krzyknął za nimi Louis z szerokim uśmiechem.
Malik nawet na niego nie spojrzał tylko wystawił mu środkowy palec.
 Na górze nie było tyle ludzi co na dole. Tylko jakaś para stała pod ścianom i całowali się. Jo i jej przyjaciel udali się tam gdzie polecił Tomlinson. Dziewczyna otworzyła białe drzwi i weszli do środka. Zamknęła je za nimi i zapaliła światło.
 - Przepraszam jeszcze raz. - powiedziała odkręcając wodę w umywalce.
 - To nie twoja wina. - odparł.
 - Może i nie, ale mój drink. Zdejmij bluzkę. - nakazała patrząc na niego.
Zayn uśmiechnął się i zrobił to co kazała. Jo wzięła od niego t-shirt i wrzuciła do zlewu. Wcześniej mierząc wzrokiem jego wyrzeźbiony brzuch.
 - A co z tobą? - zapytał kiedy spojrzał na biały dół jej sukienki.
Tak. Właśnie zasugerował jej rozebranie się. Sanders, która właśnie moczyła jego bluzkę, przeniosła na niego wzrok.
 - Masz rację. - powiedziała po czym zaczęła się rozbierać.
Malik podniósł zdziwiony brwi. Nie spodziewał się, że to zrobi. Odchrząknął i odwrócił głowę.
 - Nie żebym miał coś przeciwko, ale Parker'owi może się to nie spodobać. - stwierdził walcząc z pokusą żeby na nią spojrzeć.
 - Matt nie musi o tym wiedzieć. - odparła zostając w samej bieliźnie - Z resztą pewnie nie miałby nic przeciwko.
Nie miałby nic przeciwko?! Jaki facet nie miałby nic przeciwko temu, że jego dziewczyna rozbiera się przed innym chłopakiem? Chyba za dużo wypiła. Tak czy siak podobało mu się to. Jo wrzuciła sukienkę do zlewu i zaczęła zmywać plamy z ich ciuchów.
 - Pomóc ci? - zapytał nadal na nią nie patrząc.
 - Nie, dam radę sama. Ale mógłbyś znaleźć coś czym moglibyśmy to wysuszyć. - powiedziała.
 - Ok. - Zayn podszedł do jednej z szafek i otworzył ją.
Pudło. Były tam same tabletki i inne leki. Otworzył następną. Też nie. Same ręczniki. Potem następną. Znalazł coś.
 - Może być suszarka do włosów? - zapytał biorąc urządzenie do ręki.
 - Tak. Powinna pomóc.
Chłopak odwrócił się na pięcie żeby wrócić do Jo. Cholera... spojrzał. Nie patrz. nakazywał sobie, ale coś go trzymało. Wtedy napotkał w lustrze spojrzenie Sanders.
 - Przepraszam. - powiedział szybko i odwrócił wzrok.
 - Nic się nie stało. - uśmiechnęła się - Zeszło. - powiedziała po chwili i wykręciła ich rzeczy z większości wody.
Mimo dudniącej, głośnej muzyki z dołu, można było usłyszeć jak wszyscy na dole krzyczą "Horan! Horan!" jakby mu dopingowali.
 - Horan szaleje. - stwierdził brunet - Ciekawe co znowu wymyślili.
 - Im szybciej to zrobimy tym szybciej się dowiemy. - powiedziała i zaczęli suszyć ciuchy.
 Skończyli po około 15 minutach. W tym samym momencie do łazienki wparowała jakaś dziewczyna.
 - Ups. Sorki. - wycedziła widząc ich do połowy rozebranych - Myślałam, że jest wolna. Ale wy już chyba skończyliście ten... teges, nie?
 - My nie... - zaczął Malik trochę zmieszany.
 - Dobra. Nie przeszkadzam wam. A! I następnym razem jak chcecie trochę prywatności to zamknijcie drzwi na klucz. - dodała i wyszła.
Teraz było niezręcznie.
 - Lepiej się ruszajmy zanim ktoś znowu tu wpadnie.
 W końcu się ubrali i zeszli na dół. Ludzie znajdujący się w pomieszczeniu z DJ'em zebrali się dookoła tworząc na środku coś w stylu parkietu. Znów krzyczeli i komuś kibicowali. Jo i Zayn stanęli z boku bo nie było szans by dostać się bliżej i zobaczyć co się dzieje. Malik przez tłum dostrzegł Sam i Niall'a. Blondynka siedziała na kanapie obok swojego przyjaciela i przykładała mu lód do głowy.
 - Sprawdzę co się dzieje z Horan'em. - oznajmił.
 - Ok, ja znajdę Matt'a.
Malik ruszył do swojej siostry i Irlandczyka. Dopiero po chwili zobaczył, że jest z nimi Gemma. Siostra Styles'a. Kucała przed blondynem i mówiła coś do niego.
 - Siemasz, Gem. - powiedział kiedy znalazł się przy nich.
Dziewczyna wstała, uśmiechnęła się szeroko na jego widok i przytuliła go.
 - Heej.
 - Co ty tu robisz? - zapytał również się uśmiechając.
 - Przyszłam na imprezę.
 - A tobie co się stało? - spojrzał na swojego przyjaciela.
Niall nie wyglądał już na pijanego tylko na takiego, którego przejechała ciężarówka.
 - Alkohol się stał. - odpowiedziała za niego Sam trochę wkurzona.
 - Nic mi nie jest. - odparł.
 - Jasne. Tylko z rozpędu przywaliłeś w szybę mało jej nie wybijając. Na pewno nic ci nie jest. - powiedziała sarkastycznie.
Zayn parsknął śmiechem.
 - Przywaliłeś w szybę? - powtórzył śmiejąc się.
 
- Co się dzieje? - z tłumu wyłonił się Harold i zarzucił siostrze rękę na szyję.
Najwyraźniej widzieli się już wcześniej.
 - Biedny Niall wbiegł w szybę. - wyjaśniła mu Gem.
Teraz Styles zaczął się śmiać.
 - To nie jest śmieszne. - powiedziała Sam mierząc ich groźnym wzrokiem - Rozpędził się z drugiego końca sali.
To wywołało u chłopaków jeszcze gorszy śmiech.
 - Oj, Horan. Hardcore z ciebie.
 - Nie widziałem jej.
 - Nie widziałeś szyby?!
 - Przestańcie i lepiej znajdźcie Smirnoff. Zniknęła jak tylko zobaczyła Rebeccę.
 - A Louis? - zapytał Harry.
 - Jest gdzieś z El.
 - Ok, chodź. - powiedział Zayn do Loczka i zniknęli w tłumie.
 Szukając ją znaleźli Kennedy, ale Em z nią nie było. Odetchnęli z ulgą. Smirnoff trochę wypiła, więc to mogło się źle skończyć. Szukali dalej. Ale nic. Nie było jej nawet na górze ani przy basenie. Przeszukali każde pomieszczanie, oprócz tych zamkniętych.
 - Gdzie ją wywiało? - zapytał Styles kiedy spotkał się z Malik'iem przy schodach.
 - Może poszła do domu?
 - Wątpię żeby była w stanie.
 - Może zamówiła taksówkę. Pytałeś reszty?
 - Tak. Nie widzieli jej.
Obydwoje powoli zaczęli się denerwować.
 - Cholera. - mruknął Zayn - Dzwoniłeś do niej?
 - Tak. Nie odbiera.
 - Zabije ją.
Chwilę później obok nich pojawiła się Eleanor. Na jej twarzy również malowało się zmartwienie.
 - I co? Znaleźliście ją? - zapytała obejmując się w pasie.
 - Nie.
 W tym samym czasie Louis przeszukiwał jeszcze raz górę. Właśnie wchodził do ostatniego pomieszczenia gdzie mogłaby być. To była jakaś sypialnia. Ale jej tam nie było. Tomlinson miał już wychodzić kiedy zobaczył coś za oknem. Odetchnął z ulgą kiedy zorientował się, że to Emily. Siedziała sobie na  małym daszku i piła piwo. Chłopak podszedł do okna, otworzył je i wyszedł na zewnątrz. Zrobił to po cichu, więc Smirnoff nie wiedziała, że tu jest.
 - Chyba nie chcesz skoczyć? - zapytał z uśmiechem siadając obok niej.
Dziewczyna spojrzała na dół, a potem na niego.
 - Nie skończyłoby się to dobrze. - odparła po czym wzięła łyk alkoholu.
Lou wyjął w między czasie komórkę i napisał "Mam ją." do reszty tak żeby nie widziała, a następnie schował telefon z powrotem do kieszeni.
 - Zazwyczaj na imprezie się tańczy, a nie biega po dachach. - powiedział.
 - Jak impreza się rozkręci to bieganie po dachu w cale nie jest dziwne.
Tommo się zaśmiał.
 - W sumie to masz rację.
 - A ty co tu robisz? - zapytała po chwili patrząc na niego.
 - Zniknęłaś nam.
Przez sekundę można było zobaczyć na jej twarzy lekki uśmiech.
 - Jestem już duża. Nie musicie mnie szukać.
 - No tak, ale pomyśl... Masz przyjaciółkę, która nie ominie żadnej imprezy, a nagle na jednej gdzieś znika. Czy to nie wystarczający powód żeby przyjaciele zaczęli się o nią martwić? - zapytał.
 - Może wyrwała sobie jakiegoś chłopaka i zamknęli się gdzieś w pokoju żeby nikt im nie przeszkadzał?
Louis znów się zaśmiał.
 - A jak ona spławia każdego chłopaka i na seks z obcym gościem są nikłe szanse? - drążył dalej.
Emily westchnęła. No tak. Przecież dobrze ją znał.
 - Więc wynika na to, że musiało się coś stać. - powiedział.
 - Może dziewczyna chciała spokoju żeby pomyśleć nad swoją egzystencją? - dalej unikała odpowiedzi chociaż znów sprawiła, że przyjaciel się zaśmiał.
 - Powiesz mi czy nie?
Smirnoff wzięła kolejnego łyka patrząc gdzieś w dal na inne domy. Minęła spora chwila zanim się odezwała.
 - To głupie.
 - Nie sądzę.
Znów westchnęła. Chciała komuś powiedzieć, ale się wstydziła. Miała mu powiedzieć?
 - Widziałeś kiedyś żebym była zazdrosna? - spojrzała na niego.
Louis zastanowił się przez chwilę po czym uśmiechnął się.
 - Nie. Chociaż... nie. - pokręcił przecząco głową.
 - Zobaczyłam dzisiaj jak Harry rozmawia z Rebeccą. - wydusiła z siebie w końcu - Tłumaczyłam sobie, że to co czuje to tylko nienawiść do tej rudej suki, ale w końcu dotarło do mnie, że to też zazdrość.  Patrzała na niego i mówiła jak gdyby to co mu zrobiła nigdy nie miało miejsca. On nawet raz się uśmiechnął. Wtedy to mnie uderzyło. Zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Lou patrzał na nią przez chwilę po czym powiedział:
 - Z tobą wszystko w porządku. Po prostu się zakochałaś.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
 - Co?! Nie, nie... Nie zakochałam się. Nie chcę i nie będę się zakochiwać. Zwłaszcza w Harrym. - protestowała.
Tomlinson się uśmiechnął.
 - Dlaczego?
 - Bo to mój przyjaciel. A w przyjaciołach się nie zakochuje. - powiedziała dokładnie to samo co Zayn w bibliotece.
 - Ja i Eleanor też byliśmy na początku tylko przyjaciółmi.
 - Ale wy to co innego. Ja się nie zakochałam. Wiem to.
 - Wiesz na pewno czy sobie wmawiasz?
 - Wiem. - odparła stanowczo i wstała poprawiając sukienkę - Muszę zatańczyć. - oznajmiła i udała się w stronę okna.
Louis pokręcił głową z niedowierzaniem po czym również się podniósł i razem weszli do środka. Wychodząc z sypialni Emily wpadła prosto na Styles'a, który szedł razem z Zayn'em. Loczek ponownie ją złapał by nie upadła.
 - Gdzie ty byłaś? - zapytał.
 - Gdzieś gdzie było w miarę cicho. - powiedziała sucho - A teraz idę zatańczyć. - powiedziała i wyminęła go szybko by udać się na dół.
Po drodze Louis posłał jej znaczące spojrzenie, ale ta go zignorowała. Musiała teraz czymś zająć swój umysł. Najlepiej jakiegoś chłopaka, który dobrze tańczy. Będąc już w pokoju z DJ'em, rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś. I znalazła. Wysoki blondyn z brązowymi oczami. Chciała już do niego podejść, ale zatrzymała ją Joan.
 - O, tu jesteś. Szukaliśmy cię.
 - Już rozmawiałam z chłopakami.
 - Wszystko w porządku? - zapytała mówiąc tak głośno żeby przekrzyczeć muzykę.
 - Tak. - uśmiechnęła się do niej - A teraz wybacz, ale namierzyłam przystojnego gościa.
Sanders odwzajemniła jej uśmiech i puściła jej oczko.
 - Powodzenia. - powiedziała i rozstały się.
 Ze względu na szkołę, cała dziewiątka opuściła imprezę około 12 w nocy. Znów stwierdzili, że spacer będzie lepszym pomysłem niż zadzwonienie po taksówkę. Zwłaszcza jeśli pomoże to im trochę otrzeźwieć. Sam cały czas martwiła się o Horan'a, który nie wyglądał najlepiej, ale cały czas powtarzał, że wszystko z nim porządku. Oczywiście mu nie wierzyła i szła przy jego boku. Przed nimi szli El, Jo, Em i Matt... zaś Styles, Malik i Tomilnson cały czas się wygłupiali tańcząc, skacząc i śpiewając. Gdyby nie głowa Niall z pewnością by do nich dołączył.
 - Zamknijcie się bo obudzicie całe osiedle. - powiedziała Smirnoff idąc z rękoma w kieszeniach kurtki.
Oni jednak się tym nie przejmowali.
 - Może pojedziemy do szpitala? - zapytała blondynka swojego przyjaciela.
 - Sam... przestań. Nic mi nie jest. - odparł patrząc jej w oczy.
 - Nie kłam.
Horan wywrócił oczami. Wtedy ból stał się jeszcze silniejszy, ale starał się tego nie okazywać.
 - Co mam zrobić żebyś przestała się martwić?
 - Nic nie możesz zrobić. - powiedziała i dotknęła delikatnie rozcięcia na jego czole by sprawdzić czy się nie pogorszyło.
Blondyn złapał jej dłoń i splótł jej palce ze swoimi.
 - Tylko trochę boli. Nic więcej.
Skłamał. Ale nie chciał jej martwić. Czół jakby głowa zaraz miała mu eksplodować. Sam westchnęła zrezygnowana i już nic nie mówiła tylko szli dalej i trzymali się za ręce.
Chłopaki zaś szli z przodu i śpiewali: I want you to rock me, rock me, rock me, yeah,
I want you to rock me, rock me, rock me, yeeeah,
I want you to hit the pedal, heavy metal, show me you care
I want you to rock me, rock me, rock me, yeeeah...
To była piosenka, która sami napisali. Teraz wyglądało to komicznie, ale przecież to oni.
 - Szkoda, że nie ma Liasia. - powiedział Zayn.
 - Pewnie zajmują się z Danielle sobą na wzajem. - wyszczerzył się Tommo.
 - Zboczeniec. - odezwała się Calder.
Chłopak dorównał jej kroku.
 - Ale twój. - odparł z łobuzerskim uśmiechem po czym objął ją ramieniem i pocałował.
 - Harry, ja też tak chcę. - powiedział Malik do Styles'a.
 - Chodź, skarbie. - jedną rękę zarzucił mu na szyję, drugą złapał jego twarz i zaczął całować po poliku.
 - Ok, ok! Starczy. - protestował przez śmiech próbując się wyrwać.
Wtedy Loczek skoczył mu na plecy, znów złapał jego twarz i zaczął cmokać w policzek. Zayn stracił równowagę i obydwoje runęli na ziemię śmiejąc się przy tym.
 - Śpisz dzisiaj na kanapie. - wycedził Malik leżąc obok niego.
 - Ale...
Wtedy podszedł do nich Tomlinson i pomógł wstać.
 - Głupki. - skomentowała Sam z uśmiechem.


______________________________
Trochę się rozpisałam :) Dziękuję za komentarze i przepraszam, że nie dodałam wcześniej tak jak obiecałam.
Dajcie znać co wam się najbardziej podobało <3
Min. 5 komentarzy = XXIV rozdział.
B.